13.02 Tête-à-Tết

Bia Hoi, Hanoi, Vietnam

Tết, wietnamski chiński Nowy Rok to więcej niż nasz sylwester. Dłużej, mocniej, bardziej intensywnie. Azjaci w przeciwieństwie do nas nie witają swojego Nowego Roku krótkim, zdecydowanym potrząśnięciem dłoni. Wolą długi, serdeczny uścisk.

Już na kilka tygodni przed fajerwerkami na ulicach czuć świąteczną atmosferę, tłum jest bardziej gęsty i pobudzony. Pojawiają się pierwsze świąteczne dekoracje – na fasadach budynków, w sklepowych witrynach. Czerwone lampiony, złote zdobienia i najbardziej rzucający się w oczy element świątecznego wystroju – drzewka kumkwatu . To tutejszy odpowiednik naszej choinki – zielone, liściaste krzaczki obwieszone owocami przypominającymi mandarynki. Nagle wyrastają wokół gęstym lasem, pojawiają się przed wejściami do domów, podróżują na pakach ciężarówek, stoją w korkach przytwierdzone do skuterów.

W przedświątecznym amoku Wietnam zmienia się w naczynie z wrzącą cieczą. Statyczne na co dzień cząsteczki zaczynają podrygiwać, wiercą się, nie mogą usiedzieć w miejscu. Nagle wszyscy Wietnamczycy ruszają w podróż, do położonych na przeciwległym krańcu kraju domów, do od miesięcy nie widzianych bliskich. Drogi wypełniają się wypchanymi ludźmi autobusami, na dworcach, przy kasach biletowych kłębi się niespokojna gawiedź, ceny biletów zaczynają rosnąć jak wartość złota w kryzysie. Drożeje zresztą wszystko, od kebaba i piwa na ulicy do biletów autobusowych i noclegów. Za pociąg do Sapy zapłaciliśmy po 16 dolarów od głowy, tydzień temu kosztowały 8. Uliczne piwo z dnia na dzień podrożało o 1000 dongów, świąteczna cena kebaba jest wyższa o 5000.

Pod wieczór poprzedzający ostatni dzień roku, na chodnikach Hanoi robi się ciasno. Wszędzie porozkładane są dywany, na których biesiadują całe rodziny. Na prowizorycznych grillach pieką się kałamarnice, z plastikowych butelek leje się wysokoprocentowy alkohol. Nie wiemy czemu świętowanie odbywa się publicznie, na ulicy. Może to przyjezdni, którzy przybyli do stolicy by właśnie tam powitać Nowy Rok?

Wreszcie – noc sylwestrowa. Już na dwie godziny przed północą ku jezioru, centralnemu punktowi miasta, ciągnie tłum. Pierwszy raz widzimy tutejsze ulice wypełnione nie skuterami i rikszami, a maszerującymi ludźmi. Między nimi uwijają się sprzedawcy baloników w tysiącach kształtów i kolorów – w tym sezonie najmodniejszy jest tygrys, symbol roku 2010. Wypiwszy szklankę (dwie? trzy?) ulicznego piwa przyłączamy się do korowodu i po chwili stoimy na głównym placu miasta. Nikt nie otwiera szampana, nikt nie strzela petardami. Zamiast tych nieodzownych w Europie rekwizytów Wietnamczycy przynieśli kwiaty, liściaste łodygi i wspomniane baloniki. Nie ma też odliczania. O tym kiedy nadejdzie Nowy Roku decyduje osoba, odpalająca fajerwerki. Ktoś naciska czerwony guzik, pstryk..i już. Sztuczne ognie bardziej słychać niż widać, zasłania je gęsta mgła. Po krótkim wybuchu radości tłum rozpierzcha się w siąpiącym deszczu.

Rankiem budzi nas cisza. Ulice niemal puste, klaksony odzywają się z rzadka, sklepy pochowane za stalowymi roletami, spokój. Dzień spędzamy włócząc się po zamkniętym na 4 spusty mieście. Gęsty na co dzień ruch uległ dziś rozcieńczeniu przez co płynie bardziej wartko. Przypadkiem stajemy się świadkami wypadku na jednym z pustych skrzyżowań. Ktoś zachłysnął się tą niecodzienną ilością wolnej przestrzeni, za mocno nadepnął na gaz, nie zdążył wyhamować. Nie trudno zgadnąć kto bardziej ucierpiał w starciu taksówki ze skuterem. Wieczorem wypijamy po ostatniej szklance (dwóch? trzech?) ulicznego piwa, odbieramy bagaże czekające na nas w hostelu, napełniamy brzuchy miską pikantnej zupy z kluskami. Z Hanoi wywozi nas pociąg. Rankiem będziemy w Sapie, niedaleko granicy z Chinami. Wkrótce przydadzą się świeżutkie, jeszcze gorące chińskie wizy wbite w wymięte paszporty.

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.