Wietnam

>15.02 Samo mleko

>Cieszyliśmy się na naszą pierwszą w Wietnamie i pierwszą od Tajlandii podróż pociągiem. Niestety Wietnamczycy najwyraźniej potrafią zmienić każdy środek transportu w, nie uwłaczając, cygański tabor. Znowu były rozwrzeszczane niemowlaki, muzyka z komórek, kopanie w oparcia naszych siedzeń i ogólna niewygoda. O ile Ewie udało się przespać parę godzin, ja praktycznie nie zmrużyłem oka i do Lao Cai dojechałem nieprzytomny. Zaraz po tym jak wczesnym rankiem wysiedliśmy z pociągu otoczyła nas chmara busowych naganiaczy oferujących transport do Sapy. Zaczęła się tradycyjna licytacja – cena wywoławcza – 12 $. Wybuchliśmy śmiechem i poszliśmy dalej. Nie minęły 2 minuty i już siedzieliśmy w busie zapłaciwszy 60 tyś dongów od głowy (3$) czyli i tak o dwa razy drożej niż normalnie – świąteczna zwyżka cenowa trwa.

Między Lao Cai a Sapą jest 1000 m różnicy poziomów – wspinaczka krętą górską drogą zajęła nam godzinę. Prawdę mówiąc nie bardzo mieliśmy nawet siłę podziwiać widoki, a gdy dotarliśmy do celu stało się to po prostu niemożliwe. Sapa bowiem niczym płatek kukurydziany skąpana jest w mleku, w dodatku skondensowanym. Mgła jest tak gęsta, że ogranicza widoczność do kilku metrów, kombinacja niskiej temperatury z wysoką wilgotnością sprawia, że chłód jest momentami przejmujący.

Właśnie ze względu za zimno do śniadania oprócz kawy wypiliśmy po kieliszku lokalnego wina jabłkowego – mocne, aromatyczne, w tym klimacie lepsze niż niejeden Burgund. Nieco rozgrzani alkoholem i ogniem płonącym w knajpianym palenisku, wybraliśmy się na obchód miasteczka. Główną tutejszą atrakcją mają być lokalne mniejszości, Wietnamscy górale. I rzeczywiście – wszędzie ich pełno. Poprzebierani w barwne stroje uganiają się za turystami próbując sprzedać im a to kocyk, a to torebkę z dzianiny. Wyglądałoby to wszystko mało autentycznie gdyby nie równie kolorowe i oryginalne stroje dzieci, których chmary zapełniają wszystkie tutejsze skwery i ulice. Jest ich tyle, że najzwyczajniej w świecie nie mogą to być tylko i wyłącznie dekoracje. Widać rdzenni mieszkańcy tych okolic na co dzień ubierają się w tak fantazyjne stroje a handel z przyjezdnymi to jeden z niewielu sposobów by podreperować domowy budżet.

Sapa skąpana w mleku ma czarujący klimat. Nawet chłód od którego zdążyliśmy się już odzwyczaić staje się swego rodzaju atrakcją. Pogoda jest iście telewizyjna, szkoda tylko, że nasz pokojowy telewizor wyświetla jedynie dwa kanały, po wietnamsku. Zostają książki, herbata z miodem, tarta jabłkowa z pobliskiej piekarni. Nadrabiamy jesienno-zimowe zaległości.

Standard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.