>18.02 Nie taki smok straszny?

>W nocy ktoś zabrał się za wyciskanie nasiąkniętej zimną wodą waty, która od kilku dni wisiała nad Sapą. Lało od zmierzchu do świtu, momentami z takim impetem, że szum deszczu wyrywał nas ze snu. Obudziliśmy się wcześnie, po śniadaniu wydaliśmy ostatnie dongi na butelkę wina jabłkowego i słowniczek języka mandaryńskiego, po czym złapaliśmy pierwszego busa do granicy wietnamsko – chińskiej. Z jego okien, przez rozrzedzoną mgłę w końcu udało nam się zobaczyć otaczający Sapę górzysty krajobraz. Trzeba będzie tu kiedyś wrócić by przyjrzeć się mu się dokładnie.

Chiny to kraj gigant, nie trudno znaleźć go na mapie. Znacznie trudniej znaleźć do niego drogę w nadgranicznym miasteczku Lao Cai. Zanim trafiliśmy do przejścia granicznego dobrych 40 minut błądziliśmy po brzydkich ulicach. Gdy wreszcie dotarliśmy do celu nastawiliśmy się na nieprzyjemne starcie z chińskimi celnikami. Czytaliśmy, że potrafią być uciążliwie dociekliwi, ideologicznie nadęci i ogólnie problemowi. Przewodnik Lonely Planet China schowaliśmy na dno plecaka – podobno Chińczycy czasem je konfiskują ze względu na niepoprawnie ich zdaniem nakreślone na okładce granice ich państwa. W bojowym nastroju, z paszportami w dłoniach ruszyliśmy przed siebie.

15 minut później było po wszystkim – okazało się, że przejście graniczne Lao Cai – Hekou jest jednym z najprzyjemniejszych jakie przekraczaliśmy. Formalności po stronie wietnamskiej trwały dwie minuty, po Chińskiej może pięć. Wszystko odbyło się z uśmiechem i w przyjaznej atmosferze. Pogadaliśmy z celnikami o podróżowaniu i nauce języków, daliśmy sobie zmierzyć temperaturę laserowym termometrem, wypełniliśmy dwa krótkie formularze po angielsku. O przeszukiwaniu bagaży i konfiskowaniu czegokolwiek nie było mowy. Chwilę później staliśmy na moknącej w deszczu chińskiej ziemi.

Większym wyzwaniem okazało się znalezienie bankomatu. Z nowym słowniczkiem w dłoni zaczęliśmy rozpytywać o drogę. Ludzie, choć po angielsku nie znali ani słowa, starali się pomóc jak tylko mogli. Nieco gorzej było z maszynami – pierwsze trzy bankomaty nie zaakceptowały naszych kart, dopiero czwarty z logo Bank of China wydał nam po okrągłej sumce. Z pełnymi portfelami ruszyliśmy na dworzec autobusowy po bilety do Kunming.

Znowu byliśmy nastawieni na najgorsze, bo zgodnie z tym co wyczytaliśmy w różnych przewodnikach i blogach podróżniczych chińskie dworce miały być ucieleśnieniem chaosu – tłumy walczące o miejsce przy okienkach, nieuprzejma obsługa, zero angielskiego. I znowu niespodzianka – trzy minuty postaliśmy w grzecznej kolejce by w kolejne dwie bez problemów kupić dwa bilety na nocny autobus. Z angielskim może nie było za dobrze ale dzięki “rozmówkom mandaryńskim” wszystko poszło gładko.

Problemów nie mieliśmy też z zamówieniem obiadu w ulicznej knajpie – za 15 juanów zjedliśmy (tylko i wyłącznie przy użyciu pałeczek) po misce zupy i popiliśmy piwem. Trudniejszym zadaniem okazało się zamówienie kawy z mlekiem – po 15 minutach ekspresyjnej gestykulacji i desperackich prób wydukania kilku słów po chińsku na nasz stół trafiły dwie szklanki kawy instant i.. dwie szklanki gorącego mleka z kożuchem. Z ten zestaw zapłaciliśmy dwa razy więcej niż za obiad.

W drodze powrotnej na dworzec dorwał nas deszcz. Atak nawałnicy przeczekaliśmy pod parasolem straganu z owocami. Zaprosił nas pod niego jego uśmiechnięty od ucha do ucha właściciel, wręczył po mandarynce i na odchodne życzył nam czegoś po mandaryńsku. Czego – możemy się tylko domyślać. Podobnie jak zresztą tego, dlaczego mandarynka nazywa się po naszemu właśnie tak a nie inaczej.

Za kilka godzin wsiadamy w autobus i ruszamy w głąb Chin. Wczoraj nie bardzo nam się chciało, dziś nie możemy się doczekać.

Update: 6 godzin i 3 zupki z nudlami później podstawiono autobus. Zamiast tradycyjnego z siedzeniami ku naszemu zaskoczeniu podjechał sleeper bus z leżankami. Jak dotąd Chiny robią nam same miłe niespodzianki.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

x

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Zgadzam się Nie zgadzam się