>25.01 Gdzie pieprz rośnie

>Przypieprzyło się do nas jakieś pieprzone choróbsko i tak nas pieprznęło, że przez 4 dni, zupełnie rozpieprzeni leżeliśmy w łóżku, jak mantrę powtarzając: “Spieprzaj dziadu!” pod adresem rzeczonej zarazy. Gdzie? W Kampot – miejscowości słynącej z produkcji pieprzu.

Pieprz podobno światowej klasy, jeden z najlepszych. Czarny, biały, czerwony. Plantacje są gdzieś niedaleko. Niestety ich nie widzieliśmy. W ogóle chwilowo łatwiej pisać o tym czego nie widzieliśmy. Nie widzieliśmy więc opuszczonej osady z czasów francuskiego kolonializmu na wzgórzu Bokor, nie widzieliśmy Rabbit Island, nie widzieliśmy plaż w Sihanoukville, nie widzieliśmy sadów durianowych.

Nie chcę przez to powiedzieć, że widzieliśmy nic. Wręcz przeciwnie – całkiem sporo. Na przykład kilka meczy Premiership, kilka niezłych filmów, kilka walk tajskich bokserów, a wczoraj udało nam się nawet zobaczyć jak Bono pogrąża muzykę pop w odmętach rozpaczy wykonując piosenkę w towarzystwie Rihanny i Jaya Z. Dobrze, że efektem tego pogrążania był chociaż ratunek dla Haiti. Mniej emocji dostarczyła dzisiejsza godzinna przejażdżka po miasteczku. Brudne ulice, śmierdząca kanalizacja, palące słońce. Beznadzieja? Nic z tych rzeczy. 20 lat i 2 mld dolarów później będzie tu naprawdę ładnie. Natura już jest piękna – malownicza rzeczka, przysadziste wzgórza, cieniste palmowe gaje. A w tle rozkopy, rusztowania, rozbiórki. Praca wre.

Tymczasem w całym tym “nieszczęściu” mieliśmy też nieco szczęścia – na chorobowe trafiliśmy do naprawdę przyjemnego hostelu z niezłą restauracją i miłą obsługą. Tutejsze bagietki z jajkiem, naleśniki z limonką i cukrem i czarna herbata utrzymały nas przy życiu i pozwoliły powoli wrócić do zdrowia.

Zatem dosyć pieprzenia. Jutro stąd spieprzamy. Może kiedyś wrócimy, choć pewnie zastaniemy już zupełnie inne Kampot.

ps. Hitem dnia okazały się lody melonowe. Kremowe jak świeża eklerka nadziana na patyk. Boskie! Pół życia zachodziłem w głowę, dlaczego nikt nie robi z mojego ulubionego melona soków, przecierów, lodów. Okazało się, że robią, tylko do nas te nektary i ambrozje nie docierają. Warto podróżować.

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.