Jedzenie, Tajlandia

Bangkok bez streetfoodu czyli jak plotka poszła w świat

„Od 2018 roku światowej sławy street food zniknie z ulic Bangkoku” odtrąbiła na pierwszej stronie jedna z tajskich gazet. 24 godziny później larum podniosło się w całym Internecie, plotka jak zaraza rozniosła się po świecie. Plotka, czyli półprawda a zatem nieprawda. Street Food nigdzie się z Bangkoku nie rusza.

Tajskim urzędnikom coś palnąć zdarza się bardzo często. W tutejszych gazetach w poniedziałki drukuje się cytaty a we wtorki ich sprostowania, pan sekretarz czy podsekretarz mówi jedno a potem jego rzecznik tłumaczy, że miał on na myśli coś zupełnie innego.

Tym razem było podobnie. Gazeta the Nation, jeden z dwóch dużych dzienników angielskojęzycznych z Bangkoku, napisała, że jakiś doradca Gubernatora Bangkoku miał rzekomo oznajmić, że miasto idzie na wojnę ze street foodem. Że na celowniku są stoiska z boskim tajskim jadłem ulicznym w miejscach takich jak Khao San Road czy China Town.  Że Bangkok ma być czysty i uporządkowany jak jakiś niedorobiony Singapur. Stało się, jakiś urzędnik coś palnął, gazeta podchwyciła, tytuł na pierwszej stronie brzmiał dość dramatycznie i news poszedł w świat.

Dosłownie w świat. W kilka godzin po publikacji owych nie sprawdzonych wiadomości z the Nation, powtarzały je portale internetowe we wszystkich zakątkach globu, miłośnicy street foodu lamentowali na twitterze, eksperci od turystyki drapali się po głowach. I tylko nikomu nie przyszło do głowy zapytać u źródła, czy to aby na pewno prawda. Może trochę z lenistwa – takie to mamy teraz dziennikarstwo kopiuj wklej, trochę dlatego, że na fake newsy z Tajlandii wyjątkowo łatwo się naciąć bo prawda w tym kraju jest, cóż, elastyczna i zmienna jak pogoda w porze deszczowej, ale głównie chyba z rządzy klików – bo news o końcu bangkokowego street foodu klikał się i wciąż klika doskonale.

I gdy cały świat tak sobie klika, Bangkoccy urzędnicy zorientowali się, że coś jest nie tak, i zaczęli sprawę odkręcać. Ten zacytowany w the Nation zaprzeczył, że coś takiego powiedział, inny dodał że biuro Gubernatora nie tyle chce pozbyć się ulicznych garkuchni co chce zapewnić im bardziej higieniczne warunki do pracy i wspiera je z całego serca. Na placu konstytucji rozdają Mercedesy. Nie na konstytucji tyko na czerwonym, nie Mercedesy tylko rowery i nie rozdają tylko kradną. Oh well.

Myślicie, że nie kusiło mnie, żeby tego gorącego fake newsa wrzucić choćby na skokowego Facebooka? Przecież klikałby się szalenie, a lamentom w komentarzach nie było by końca. Kusiło, ale w miarę możliwości staram się nie publikować na blogu plotek. A zatem fakty:

Fakt: wojskowa junta rządząca Tajlandią od 2014 roku lubi mówić o porządku i ładzie (jak na juntę wojskową przystało) i raz na jakiś czas organizuje jakąś mniej czy bardziej spektakularną czystkę – jej ofiarą padły na przykład zakazane przez wojaków fotele plażowe na Phuket.

Fakt: O ile i wiadomo, z kilku najgłówniejszych skrzyżowań w Bangkoku usunięto w minionych miesiącach co nieco garkuchni, przesunęły się one kawałek w głąb pobliskich bocznych uliczek. Ktokolwiek był kiedyś w Bangkoku wie, że usunięcie kilku garkuchni ma się do likwidacji street foodu tak jak usunięcie włosa z nosa do ogolenia głowy na łyso. Street food probuje się regulować a nie go likwidować.

Fakt: Zakazać street foodu w Bangkoku? Równie dobrze można zakazać wodzie wrzeć w 100 stopniach i grzybom rosnąć po deszczu. Taki zakaz mógłby rodzić się tylko w głowie szaleńca i byłby nie do wyegzekwowania.


A zatem wygląda na to, że street food w Bangkoku był, jest i będzie i wciąż smakuje lepiej niż gdziekolwiek indziej na świecie (choć i ten w Singapurze nie należy do najgorszych).

To tyle. Do następnego razu. Lub do sprostowania.

Znajdź dobry i tani hotel w Bangkoku, rzut kamieniem od świetnego street foodu. 

Standard

4 thoughts on “Bangkok bez streetfoodu czyli jak plotka poszła w świat

  1. Pater says:

    No trochę nie do konca to fake z tego co czytalem w Bangkok Poast w tej plotce jest pewna prawda (przynajmniej w zamiarze,niekoniecznie w realizacji).Z tego co dzis wyczytalem ,mają np.ograniczac godziny sprzedaży ulicznych garkuchni ,ujednolicac kramy,liwkidowac te ktore nie maja dostepu np do bierzacej wody itd itp ,jesli nawet takie „drobne” zamiary beda restrykcyjnie realizowane(co w Tajlandii nie jest takie pewne) to z cala pewnoscia zmiania z czasem istotnie klimat street foodu w Bangkoku a wlasciwie tego specyficznego klimatu pozbawią.Oby nie.

  2. Arni says:

    Niestety ale to prawda. Na Thonglor i Ekkamai od tygodnia czystki. Wojsko zapowiedziało tez do końca roku „wysprzątać” Khao San Road i Chinatown, a szkoda bo jest to nie tylko wizytówka Tajlandii ale tez bardzo smaczne jedzonko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *