Nepal

Dwa dni z życia

Dwa dni można spędzić na wiele sposobów. Można obejrzeć dwa odcinki serialu, można przejść dwa levele w grze na konsoli, można przeczytać dwie książki. A można też spłynąć w pontonie górską rzeką i rzucić się z zawieszonego 160 m nad ziemią mostu linowego. Dwa razy.

W poniedziałek, za koszmarne jak na Nepalskie a śmieszne jak na światowe warunki pieniądze (118 euro) wykupujemy pakiet rafting + skok na bungee (Ewa bez tego drugiego) w the Last Resort a już we wtorek mkniemy ku górom autobusem by po paru godzinach dotrzeć nad rzekę Bhote Kosi. I się zaczęło … biała woda, wiry, prądy, wodospady. Pierwszego dnia ćwiczymy kierowanie pontonem, uczymy się reagować na komendy. Jest też czas na lunch na zielonej trawce i skok z kilkumetrowej skały do lodowatej wody. Prawdziwy rafting zaczyna się w czwartek. Pontonem rzuca na wszystkie strony, rzeka miota nim jak oszalała a 7 osób na pokładzie robi przy pomocy wioseł wszystko by nie rozbić się na skałach. Jednym słowem – rewelacja.

Noc spędzamy na malowniczym campingu, do którego dociera się przez most. Nie byle jaki most bo ten, z którego jutro mamy skakać na łeb na szyję. Dynda sobie spokojnie wysoko, wysoko, gdzieś daleko, daleko w dole szumi rzeka a nam na ten widok cierpnie skóra i wysychają gardła. Zwilżamy je Margharitą i Martini Dry w campingowym barze i po pysznej kolacji zasypiamy w namiotach de lux (nocleg i jedzenie w cenie pakietu).

Rano mogę myśleć już tylko o skoku. W the Last Resort można wybrać spośród dwóch opcji – tradycyjnego bungee, głową w dół na elastycznej linie (trzeciego co do wysokości na świecie) i tak zwanego canyon swing (najwyższego na świecie), w czasie którego skoczek najpierw leci prosto w dół a następnie przed niechybną śmiercią ratuje go lina wspinaczkowa, na której huśta się dobrych kilkadziesiąt metrów w do przodu i z powrotem. My (Ja, Kropek i poznany w Pokharze Kamil) postawiliśmy na “huśtawkę”.

Po śniadaniu i krótkim przygotowaniu teoretycznym śmiałkowie zbierają się na moście. Kolejka posuwa się szybko i kilka minut później stoję już nad krawędzią z cienką linką uwiązaną u pasa i duszą na ramieniu. Cofnąć nie bardzo się da, pozostaje krok w przód. Żeby go wykonać wystarczy zupełnie wyłączyć myślenie i instynkt samozachowawczy. A potem się leci. Trwa to dobrych 6 sekund choć wrażenie jest takie jakby trwało sekundę. Pamiętam tylko szumiący w uszach wiatr, łzawiące oczy, łopoczący w koło głowy kaptur od bluzy, kurczowo zaciśnięte na linie dłonie i przerażenie. Czyste, niczym niezmącone przerażenie. A potem ulga – lekkie szarpnięcie i zamiast mknąć z prędkością 240 km/h ku skalistemu dnu doliny, lecę w poziomie i drę się w niebogłosy. Czysta, niczym niezmącona radość.

W połowie drogi na górę (powrotna wspinaczka daje mocno w kość) zaczyna kiełkować pomysł by spróbować tego jeszcze raz. Gdy docieramy na szczyt wszystko jest jasne – próbujemy skoku na Bugee (drugi i trzeci skok kosztuje tylko po 20 Euro, czwarty jest za darmo). I znowu stoję na moście, znowu czekam w kolejce, znowu z niepokojem spoglądam w dół. A po chwili, tym razem ze spętanymi nogami stoję nad przepaścią, wybijam się mocno do przodu i lecę, głową w dół. Szumiąca w dole rzeka z zbliża się w zawrotną prędkością, pojawia się znane już przerażenie a sekundę później – eksplozja radości. Po 3 sekundach elastyczna lina łagodnie wyhamowuje mój pęd. Jeszcze kilka podskoków i już bujam się głową w dół, kilkanaście metrów nad górską rzeką i cieszę się jak dziecko.

Czytam to co napisałem i widzę, że nie mam szans. Tych kilku chwil emocji nie jestem wstanie opisać żadnymi słowami. Obezwładniający strach, wszechogarniająca radość i ogromna satysfakcja. Wszystko wymieszane i podane w wysokim stężeniu.

A mogliśmy spędzić te dwa dni na tyle różnych sposobów.

*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. 

Standard

4 thoughts on “Dwa dni z życia

  1. Pingback: Urodziny

  2. Pingback: Przeczytaj zanim wyruszysz czyli błędy początkujących

  3. Pingback: Warto czasem gdzieś wyskoczyć! | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  4. Pingback: Jak pisać dobrego bloga podróżniczego | Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *