Phuket, Podróże, Praca, Tajlandia

Co u mnie słychać?

Wkrótce minie pół roku od kiedy ostatni raz opublikowałem coś na blogu. Kilka miesięcy więcej od kiedy pojawił się tu kompletny wpis, a nie video czy galeria zdjęć. Skąd ta przerwa? Mam kilka dobrych wymówek, a nawet powodów. Oto co u mnie słychać.

Gaworzenie niemowlaka

Kiedy pisałem tu ostatni raz, miałem jedną, 3-letnią córkę. Ten stan rzeczy uległ zmianie 17.10.2016 kiedy w szpitalu na Phuket, na świat przyszedł mój syn Enzo. Enzo ma dziś już 3 miesiące, rośnie zdrowo a my mamy ręce pełne roboty, bywamy mocno zmęczeni, ale jesteśmy też szalenie szczęśliwi.

Obecnie staramy się o polski paszport dla Enzo i wymyślamy już pierwsze wspólne podróże. Majówka w Korei? Długi weekend na Koh Lipe? Święta w Polsce? Najchętniej to wszystko i jeszcze więcej. Na razie jednak podróżujemy głównie na pobliską plażę oraz do szkoły. Naszej szkoły. A no właśnie – co u mnie słychać?

Śmiech dzieci

Nie tylko naszych dzieci ale gromadki dzieciaków – uczniów Gecko School na Phuket. Szkoły, którą jakieś pół roku temu kupiliśmy. Konkretnie kupiliśmy 25% udziałów ale na chwilę obecną prowadzimy ją w 100% samodzielnie. Jasmine uczy i dyryguje jako dyrektor, ja w wolnych  chwilach pomagam jak mogę z marketingiem.

Szkoła jest świetna – mieści się w willi z pięknym ogrodem w wiejsko-zielonej części Phuket. Małe grupy, świetni nauczyciele i bardzo fajna filozofia nauczania – zero siedzenia za biurkiem i powtarzania formułek (typowe dla Tajskiej edukacji), dużo czasu na wolnym powietrzy, dużo wycieczek po okolicach, nauka prze zabawę. Jedną z ucznnic jest nasza córką Hana, która podobnie jak jej koledzy i koleżanki z klasy, lubi od czasu do czasu wykrzyknąć „I love Gecko School!”

Jednak ta część praktyczno-dydaktyczna to tylko połowa historii. Lepsza, przynosząca więcej satysfakcji połowa. Drugą stanowi część biznesowo administracyjna i tu bywa różnie. Użeramy się z tajską biurokracją, spieramy się z naszymi partnerami biznesowymi, wciąż szukamy oszczędności i nowych źródeł dochodu –  krótko mówiąc, mamy ręce pełne roboty. Tym bardziej, że szkoła to przecież nie wszystko czym się zajmuję. Co jeszcze u mnie słychać?

Stukot klawiatury

To, że nie piszę na blogu, nie znaczy, że nie piszę wcale. Wprost przeciwnie, piszę chyba więcej niż kiedykolwiek wcześniej, a to dlatego, że od jakiegoś czasu jestem redaktorem angielskojęzycznego magazynu lajfstajlowego. Dodam, nie bez satysfakcji, że redaktorem naczelnym. Dodam też, już bez większej satysfakcji, że jedynym. Tak tak, sam wypełniam treścią 150 stron ekskluzywnego magazynu lajfstajlowego, który trafia potem do pokojów w najlepszych hotelach w Azji Południowo-Wschodniej, na pokład kilku superjachtów i samolotów kilku linii lotniczych, i nie tylko.

NAA magazine, bo tak się ta publikacja nazywa, jest dzieckiem moim i moich dwóch koleżanek z Phuket. Piszemy o rzeczach ekskluzywnych i luksusowych – o najpiękniejszych hotelach w Azji, o najlepszych restauracjach, o lokalnej i nie tylko sztuce, o designie, o podróżach i innych rozkoszach. I najfajniejsze jest to, że dzięki temu, możemy wielu z tych rozkoszy spróbować. Na zyski przyjdzie jest poczekać, o ile w ogóle się pojawią, pracy jest sporo, no ale umówmy się – pisanie recenzji najlepszych hoteli na Phuket  i relacji z rejsu eleganckim statkiem po Mekongu czy podróży ultra-luksusowym pociągiem z Singapuru do Bangkoku, nie jest najgorszym sposobem na spędzanie czasu.

Czasu, którego brakuje na pisanie bloga. Taki to już paradoks – jak nic się nie dzieje, to nie ma o czym pisać. Jak dzieje się wiele, to nie ma czasu by pisać.

Po regularne aktualizacje, najnowsze wieści i  ciekawostki z Tajlandii zapraszam na skokowego Facebooka oraz na Instagram 

Standard

15 thoughts on “Co u mnie słychać?

  1. Marcin says:

    Fiu fiu. Ostatnio gdzieś mi mignął wpis z Twojego fanpejdża i pomyślałem, że po długiej nieobecności zobaczę co u Ciebie słychać. Trafiłem akurat dzisiaj więc sądząc po dzisiejszym wpisie, lepiej trafić nie mogłem 🙂
    Z ciekawością przeczytałem, że tak dobrze się układa i dużo ciekawych rzeczy się dzieje w Twoim życiu. Od razu wspomniałem sobie pierwsze wpisy (chyba z 2011 roku) które śledziłem kiedy przeprowadziłeś się do Bangkoku i opisywałeś samo miasto jak również perypetie z tajskimi obyczajami, biurokracją i całym życiem. Pamiętam ten czas dobrze bo akurat wtedy wybrałem się w pierwszą daleką podróż, właśnie do Tajlandii. Po przeczytaniu dzisiejszego wpisu zdałem sobie sprawę, że to naprawdę spory kawałek czasu minął.
    Ostatni raz jak regularnie odwiedzałem bloga to był chyba ten czas jak wyprowadzałeś się z Bangkoku. Widzę, że od tego czasu blog się trochę przykurzył ale z drugiej strony dobrze czytać, że masz co robić. Powodzenia!

    • Maciek Klimowicz says:

      Dzięki! No na brak zajęć nie narzekam! Rzeczywiście, te czasy w Bangkoku były bardziej „medialne”, ekscytujące. Tu na Phuket jest spokojniej, rodzinnie, przyjemnie ale inspiracji mniej a czasu prawie wcale. Ale pisać będę bo na pewno jeszcze będzie o czym. Pozdrawiam!

  2. Wszedłem trochę przez przypadek i nie spodziewałem się nowego wpisu, a tutaj taka niespodzianka! 🙂 Gratulację, miło czyta się, gdy wszystko tak dobrze się układa. 🙂 Super, że udaje Ci się na to wszystko znaleźć czas (jakkolwiek przyjemne by to nie było, to wypełnienie treścią 150 stron swoje pewnie zajmuje). Powodzenia i pisz co jakiś czas co słychać! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *