Asiatique at night
Bangkok

Spacer nad rzeką

Niedawno na facebookowym profilu Skok w Bok  Blog narzekałem, że w Bangkoku brakuje deptaka, czegoś na kształt miejskiego rynku na europejską modłę. Kilka dni później znalazłem takie miejsce.

Z perspektywy turysty wszystko jest jak trzeba. Są imprezy na Khao San, są świątynie rozsiane po całym mieście, są uliczne garkuchnie i stragany na chodnikach.  Jest chaos, nadmiar, tłum czyli wszystko to czego człowiek oczekuje od azjatyckiej metropolii. Wszystko to, za co kochamy to miasto.

Asiatique form the river

Ale perspektywa nieco się zmienia, gdy w Bangkoku zostać na stałe. Jednemu przeszkadzają korki, innemu hałas czy smog. Mi przeszkadza…brak miejsc do pospacerowania. Nie zrozumcie mnie źle – w Bangkoku jest gdzie iść. Jest kilka pięknych parków (choć stanowczo za mało jak na 12-o milionowe miasto), są pływające targowiska, jest oszałamiające China Town i pełne zieleni Bangpamphu. Ale nie ma…chodników. To znaczy są ale nie służą do chodzenia. Do handlu, do jedzenia, setki innych rzeczy, owszem. Ale do chodzenia –  nie bardzo. Gdy tu przyjechałem, dziwiło mnie, że Tajowie najkrótsze nawet dystanse pokonują tuktukami i moto taksówkami. Teraz już mnie nie dziwi. Chodzenie po tym mieście potrafi być udręką, o chodzeniu z niemowlakiem w wózku nie wspominając.

Pier walk in Asiatique

Dlatego niedawno zatęskniłem – za wieczornymi spacerami po kompletnie opustoszałym Ostrowie Tumskim we Wrocławiu, za pełnymi kawiarni rynkami, deptakami, przy których czekają ogródki piwne i restauracje. Z braku takich miejsc wieczory w Bangkoku spędza się często…w galeriach handlowych. Jest tam wszystko – bary i restauracje, szerokie deptaki nie stanowiące zagrożenia dla stawów skokowych pieszego, czyste powietrze i chłód klimatyzacji. Brakuje jednak jednego – klimatu. Dlatego choć o otwartym w grudniu zeszłego roku Asiatique słyszałem już dość dawno, informacja ta nie przykuła mojej uwagi. Cóż z tego, że gdzieś daleko, nad rzeką (w Bangkoku wszędzie jest daleko) powstała nowa galeria handlowa skoro w promieniu 2 km od mojego domu są 3 inne? Myliłem się i to bardzo.

Ferris Wheel in Asiatique

Ostatecznie do Asiatiqe przyszło mi się wreszcie wybrać jakieś 2 tygodnie temu. Aby się tam dostać, trzeba najpierw trafić na przystań Saphan Taksin – jeden z głównych węzłów komunikacyjnych miasta, punkt gdzie rzeka spotyka się z BTS.  Tam wystarczy odstać swoje w kolejne, wskoczyć na pokład darmowej łodzi i 10 minut później lądujemy w zupełnie innym Bangkok. Okazuje się, że Asiatique to nie centrum handlowe a połączenie klasycznego tajskiego nocnego targowiska z zachodnim deptako-rynkiem. Obok labiryntu wąskich przesmyków usianych sprzedającymi wszystko czego dusza zapragnie straganami  ciągnie się sieć szerokich chodników. Przy nich zaś kuszą piwne ogródki i kawiarnie,  bary i restauracje serwujące kuchnię tajską i japońską, chińską, włoską i wiele więcej. Można przysiąść na ławeczce i z kuflem piwa w dłoni obserwować barwny tłum. Można spróbować grillowanych krewetek lub wbić w zęby w soczysty stek. Można nawet wpaść na Ladyboy Show do kabaretu Calipso albo wybrać się na przedstawienie teatru lalek. Nad tym wszystkim góruje pięknie oświetlone diabelski młyn, z którego na okolicę rozpościera się wspaniały widok. Dodaj do tego bryzę znad rzeki, szeroki, wyłożony drewnem deptak tuż nad jej brzegiem, eleganckie elementy wystroju otoczenia, zieleniące się w świetle reflektorów bambusy, mosiężne rzeźby, sączącą się z głośników muzykę  a uzyskasz jedno z najprzyjemniejszych miejsc w Bangkoku. 

Bikers in Asiatique

Często pytacie mnie, co zobaczyć w Bangkoku  gdy znudzą was świątynie i pałace i zmęczy was backapckerski klimat Khao San Road. Od 2 tygodni mam na to pytanie nową odpowiedź – wybierzcie się do Asiatique. 

Informacje praktyczne:  Asiatique the Riverfront czynne jest codziennie od 17:00 do 24:00. Pierwsze darmowe promy odchodzą z przystani Saphan Taksin około 16:00. Do Asiatique można też dojechać taksówką. Za mocno podlewany piwem (przynajmniej 10 kufli)  obiad z owocami morza dla 4 osób zapłaciliśmy 1400B. Przejażdżka na diabelskim młynie kosztuje 200B. 

 

Standard

4 thoughts on “Spacer nad rzeką

  1. Pingback: Bye Bye Bangkok… | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *