Pushing a Bike in Bangkok
Bangkok, Tajlandia

Bangkok Wciąga!

Plan był prosty – wsiąść na motocykl, pojechać do China Town i pstryknąć parę zdjęć obchodów Chińskiego Nowego Roku. Plan, jak to bywa, uległ zmianie – na przeszkodzie stanął Bangkok. 

Zaczyna się standardowo – wjeżdżam w ulicę Sukhumvit i nim ujadę 200m, trafiam na korek. To nie problem – śmigam między autami, dławię się nieco smogiem ale zawieźcie prę przed siebie. Kolejne odcinki trasy mierzę przelatującymi mi nad głową stacjami BTS Sky Train – Bang Chak, On Nut, Phra Khanong. Wreszcie łagodnym łukiem skręcam w lewo i już mknę ulicą Rama IV. Trzymam się lewej strony jezdni – w tym miejscu lubią się zasadzić policjanci a motocykle w Bangkoku teoretycznie powinny poruszać się lewym pasem. Mijam newralgiczny punkt i wracam do hulania między autami na szerokiej, miejscami 6-o pasmowej strasie.

One of many wide roads in Bangkok

Po mojej lewej stronie – zamieszanie, tumult tuk tuków i ludzkiej masy – to Klon Thoei – największy targ spożywczy w mieście. Nie przystaję bo to miejsce, które odwiedzić trzeba bladym świtem, kiedy w świeże produkty zaopatrują się tu kuchnie uliczne całego Bangkoku – mknę dalej, na zachód. Po estakadach przelatuję nad zakorkowanymi skrzyżowaniami – teoretycznie jednośladom wjeżdżać na nie wolno ale rzadko kto stosuje ten przepis w praktyce. Rzut oka w prawo – na ogromną połać zieleni. To Lumpini – największy park w centralnym Bangkoku. Chętnie bym przystanął tym bardziej, że dziś ma się tu odbywać marsz przeciw polowaniom na rekiny i zupie z rekiniej płetwy ale nie tym razem, mam inne plany.

Mijam jeszcze dwie bliżej mi nie znane świątynie (całkiem okazałe! Trzeba się będzie tu kiedyś wybrać), drugą linię BTS wijąca się na południowy zachód miasta, dworzec kolejowy Hualampong i wreszcie jestem – staję u wrót China Town.

China Town Decorated

Szybko okazuje się, że dalsza jazda nie jest możliwa. Ulicami ciągnie tłum odzianych na czerwono ludzi, rozlewają się po labiryncie tutejszych uliczek, jak sok z granatów sprzedawany na dziesiątkach straganów. Część dzielnicy wyłączono z ruchu, raz po raz odbijam się od blokad i barykad, wreszcie znajduję kawałek przestrzeni przy stoisku z kluskami, parkuję motocykl i ruszam dalej piechotą.

„Tylko nie zapomnij gdzie zaparkowałeś, tylko nie zapomnij gdzie zaparkowałeś” powtarzam w myślach prąc przez ludzką masę, między straganami, ulicznymi kapliczkami, pachnących kadzidłem świątyniami. W tym rozgardiaszu szybko mieszają mi się kierunki. Przestaję więc oglądać się za siebie, ruszam na przód – najpierw obiektyw, potem aparat, wreszcie ja.

Fotografie  z obchodów Chińskiego Nowego Roku w China Town i inne zdjęcia z Azji obejrzysz w dziale dziale fotografia

P1130450

Motocykl odnajduję godzinę, może półtora później. Odpalam silnik i kieruję się w storę domu. Mija 10, 15, 20 minut, od zakazu skrętu po nakaz skrętu, od blokady do barierki i…nie mam pojęcia gdzie jestem. Zgubiłem się.

Zdążyłem już do tego przywyknąć. Tak to jest z tym Bangkokiem. Niby mam już to miasto rozpracowane ale jak człowiek da się złapać w sieć wąskich uliczek to nie ma zmiłuj. Jadę na azymut, przed siebie, rozglądam się uważnie, próbuję patrzeć jakiś znany mi budynek, charakterystyczny punkt. Staram się czytać   na drogowskazach nazwy, od krytych można zwichnąć sobie język ale nic nie brzmi znajomo. Momentami wydaje mi się, że wiem gdzie jestem – w końcu mijam miejsca tak charakterystyczne jak Wat Pho czy Democracy Monument,  Golden Mount i Giant Swing. Ale nic z tego, chwilę później skrzyżowanie wypluwa mnie w kolejne nieznane rejony. Udaje mi się nawet przejechać mostem przez rzekę i zgubić jeszcze bardziej w poszlachtowanym kanałami Thonburi.

Motorbike in Banglaphu

Wreszcie chwytam trop. Jeszcze jedna przeprawa mostem, zakręt i…jestem w India Town, rzut kamieniem od głównej arterii China Town – Yaowarat. Dziwnie opustoszałej Yaowarat. Pusta jezdnia odgrodzona od chodnika barierką,  za nią kłębiący się tłum wymachujący królewskimi chorągiewkami. „Coś tu jest nie tak” – myślę i odkręcam manetkę gazu. „Coś tu jest nie tak!” myślą z pewnością oniemieli na mój widok policjanci, którzy są tak zaskoczeni moją obecnością na trasie przejazdu jednej z tajskich księżniczek, że nawet nie reagują a ja nienękany przez nikogo znikam za kolejnym zakrętem.

Buddha leads me on my bike

Wreszcie jest! Mijam Wat Trimit ze spoczywającym w jej wnętrzu przepięknym pięciotonowym Buddą z czystego złota i docieram do dworca Hualampong. Stąd droga do domu jest kręta i daleka ale  mi znana. Pół godziny później parkuję pod na swoim osiedlu.

Pytacie często w mailach co zobaczyć w Bangkoku, co najlepiej zrobić? Śpieszę z odpowiedzią – w Bangkoku najlepiej się zgubić.

 

Skok W Bok Blog nominowany do nagrody Traveler 2012 w kategorii Blog Travelerowca! Pomóż mu zdobyć laury - wyślij sms Wyślij SMS o treści: TR.wybieram.F2 pod numer 71001

 

transport spedycja

Standard

13 thoughts on “Bangkok Wciąga!

  1. Nono taki rajd przed policją, szacun 🙂 Ale reakcja właściwa, zamiast hamulec to gaz 🙂

    A Lumphini to fajny park. Znaleźliśmy tam największy plac zabaw jaki kiedykolwiek widzieliśmy. Pewnie częściej zagościsz, jak Wam dziecię podrośnie 😉

  2. Lil says:

    China Town w Bangkoku jest najładniejsze spośród tych które już widziałam, a było tego trochę:)
    Czułam się tam jak na planie filmowym, wszystko wyglądało tak niesamowicie!

    • A ile tam historii – Bangkockie China Town jest tak stare…jak Bangkok. Wcześniej osada Chińczyków była tam, gdzie teraz znajduje się Pałac Królewski. Przegnani przez Tajów założyli nowe centrum i tak powstało China Town – genialna dzielnica!

  3. Leszek Beszczyński says:

    Super opis, wspaniały dzień miałeś a mi jak miło jest czytać i oglądać miejsca w których nie tak dawno byłem. Pozdrawiam.

  4. Marek says:

    Jeszcze pare chwil i bede sie blakal po uliczkach CT, mam nadzieje zachlysnac sie jak co roku zapachami…. Maciej , jak zwylke ciekawie napisane, tak dalej…..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *