Phuket, Praktyczne, Tajlandia

Czego unikać na Phuket

Phuket to miliony turystów rocznie i dziesiątki atrakcji turystycznych. Niestety, jak to często bywa, ilość nie przekłada się na jakość.

Na Phuket – najlepszej wyspie Tajlandii – bardziej chyba niż na jakiejkolwiek innej wyspie łatwo się naciąć – na tandetę, na turystyczne pułapki, na “atrakcje” turystyczne moralnie co najmniej dwuznaczne. Oto moja osobista lista tych, które moim zdaniem należy omijać szerokim łukiem i namawiać do tego samego znajomych.

Poniższa lista skupiać się będzie głównie na atrakcjach wykorzystujących zwierzęta – jest ich na wyspie bez liku, niemal wszystkie są koszmarnie tandetne i bez smaku i właściwie wszystkie bez wyjątku bazują na cierpieniu zwierząt. Wybierając się do którąkolwiek z nich, ryzykujesz zmarnowane pieniądze, poczucie zażenowania i moralnego kaca. Oto czego unikać w czasie wakacji na Phuket:

Delfinarium

Pierwsze informacje o planowanym otwarciu delfinarium na Phuket, pojawiły się jakieś dwa lata temu, a wraz z nimi pojawiły się protesty. Te trwały ze zmiennym nasileniem aż do teraz…bez skutku. Delfinarium już działa, reklamuje się na całej wyspie, kasa się musi zgadzać.

Delfinarium jest jedną z dwóch atrakcji na tej liście, których nie odwiedziłem osobiście, i nie zamierzam. Delfinaria bowiem są niczym innym, jak  komnatami tortur dla jednych z najpiękniejszych stworzeń na ziemi. Przelano na ten temat już morze atramentu, więc nie będę się rozpisywał. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy delfin wyjęty z oceanu i zamknięty w plastikowym zbiorniku i ujeżdżany codziennie ku uciesze gawiedzi cierpi, niech sam zamknie się w komórce na choćby pół dnia by przez kilka gdzin pocierać nosem o nieoszlifowaną deskę. A jeśli to wciąż mało, polecam wygooglować słowo Taiji i obejrzeć film „The Cove”. To stamtąd właśnie trafiają na Phuket delfiny.

Zamiast iść do delfinarium, zaprotestuj przeciwko znęceniu się nad delfinami tutaj

Zoo

Drugie miejsce na tej liście, w którym nie byłem. Do zoo nie chadzam od kiedy odwiedziłem to Wrocławskie jako osoba dorosła (za dzieciaka, u schyłku komuny było to niemałe przeżycie, z tego się wyrasta). Betonowe klatki, oszalały w niewoli słoń, brudne niedźwiedzie polarne – to pamiętam z Wrocławia…na Phukt jest gorzej. Tutejsze Zoo jest wręcz niesławne, nie znam nikogo kto wyniósłby stamtąd pozytywne wrażenia, krótko mówiąc – nie warto a wręcz warto nie. Na Trip Advisor negatwyne opinie na temat Phukeckiego Zoo biją pozytywne 10 do jednego.

Tiger Kingdom

Ceny biletów do Tiger Kingdom są odwrotnie proporcjonalne do rozmiaru klatek, w których mieszkają tygrysy. Tygrysy, które jak twierdzą treserzy, nie są faszerowane środkami uspokajającymi, w co nie wierzy nikt kto spędził z tymi znudzonymi, niemrawymi drapieżnikami kilka minut na wybiegu. Te piękne i zagrożone wyginięciem zwierzęta są w Phukeckim „Królestwie” obdarte z naturalnej dla nich godności, zamienione w pluszowe poduszki, na których dzień w dzień, tydzień w tydzień i miesiąc w miesiąc fotografują się tysiące ogłupiałych turystów.

Crocodlie Show i Snake Show

Wrzucam obie te atrakcje do jednego worka bo obie leża jedna przy drugiej i obie są często wciskane turystom w ramach jednodniowych wycieczek dookoła Phuket. Obie są też równie tandetne i nie warte waszego czasu – brud, nuda i idiotyczne okrucieństwo zadawane zwierzętom to jedyny opis na jakich zasługują oba te miejsca, do których pędzi się stada turystów tylko po to, żeby wciskać im badziewne wyroby skórzane po zawyżonych cenach.

Podobno jest też na Phuket Monkey Show. Jestem na 100% pewien, że nie warto tam iść z tych samych powodów co do farmy krokodyli i węży.

Gem Gallery

A skoro już o zakupach, omijałbym też Gem Gallery czyli sporych rozmiarów halę targową, gdzie okrutnie natrętne hostessy będą próbowały wciskać wam kolie z perłami z morza andamańskiego, pierścionki z jadeitem z kopalni w Birmie, gdzie nikt nawet nie szacuje liczby wypadków śmiertelnych i złoto mieszane z bóg wie czy przez bóg wie kogo. Do Gem Gallery warto iść tylko jeśli marzy wam się spędzanie czasu na zakupach, w spoconym tłumie rosyjskich i chińskich turystów.

Phuket Fantasea / Siam Niramit

Phukeckie rewie to ucieleśnienie bezguścia z domieszką znęcania się nad zwierzętami. Walory wizualne czy artystyczne tych quazi teatralnych przedstawień muzycznych są znikome, ich zakorzenienie w autentycznej tajskiej kulturze żadne, mimo że sprzedaje się je jako „Cultural Shows”. Pełno za to w nich tańczących słoni, słonie zaś w naturze nie tańczą i przymuszenie ich do tego wymaga sporej dawki bólu i cierpienie. O tym w następnym punkcie.

Przejażdżki na słoniach

12027665_914225625323198_3397295517951974067_n

 

Na Phuket, tak jak w całej Tajlandii, nie brakuje tzw „ Elephant Camps”, w których turyści mogą, za opłatą, obcować ze słoniami. O cierpieniu słoni w takich miejscach powiedziano już chyba wszystko, sam żałuję, że tak niewiele wiedziałem na ten temat, gdy pakowałem się na grzbiet słonia w Nepalu w 2009 roku. Co tu dużo gadać – słoń w przeciwieństwie do konia jest zwierzęciem dzikim a jego ujeżdżanie i tresowanie odbywa się z wykorzystaniem tortur. Zaś kiedy ty, po przejażdżce zrobisz sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcie, w kolejce czeka już kolejnych tysiąc chętnych na takie atrakcje, i tak codziennie od rana do nocy. Nie jeźdźcie na słonicach.

Jet Ski

Na skuterach wodnych nie warto śmigać na Phuket z kilku powodów – po pierwsze wypadki zdarzają się nad wyraz często (w ciągu ostatnich 2 tygodni zostały w nich ranne 4 osoby a to tylko najnowsze dane). Po drugie skuterami rządzi mafia, która często naciąga turystów na spore pieniądze za prawdziwe lub wyimaginowane zadrapania i uszkodzenia ich zabawek. Po trzecie to zabawa dla buraków bez smaku.

Po czwarte zaś większość z nas, obcokrajowców zamieszkałych na wyspie, Jet Ski szczerze nie znosi – za hałas, za mielenie śrubami w pobliżu morskich kąpielisk i za bycie symbolem najgorszego sortu turystyki, który dotyka Phuket.

***

Niech za ostatni argument przeciw korzystaniu z którejkolwiek z wyżej wymienionych atrakcji posłuży fakt, że nie znam NIKOGO, kto mieszka na Phuket, kto odwiedził którekolwiek z tych miejsc. Dla większości lokalsów i lokalnych ekspatów są to miejscówki poza nawiasem, naznaczone piętnem package tours i nie mające nic wspólnego z prawdziwym pięknem naszej wyspy.

Sam odwiedziłem większość z nich ze względu na moją poprzednią pracę jako dziennikarz lokalnej gazety. I bez krzty przesady mogę powiedzieć, że za każdym razem wracałem do domu zniesmaczony.

Na szczęście jest też inny, lepszy Phuket.

Standard

18 thoughts on “Czego unikać na Phuket

    • Większość firm organizuje tu wypady na Phang Nga Bay. Tych wysp jest tam sporo, większość do siebie podobna. Najpopularniejsza jest chyba tzw James Bond Island, mi osobiście podobało się na wypadzie na Hong Island z firmą Blue Anda. To wycieczka w klasie premium, jest drożej ale lepiej – lepsza łódź, lepsze jedzenie i wizyta na wyspie w porze gdy nie ma tam chmary turystów.

      W kwestii samego snorkelingu się nie orientuję, nigdy nie skorkelowałem w tych okolicach, ze słyszania wiem, że o ile są tu świetne miejsca do nurkowania to snorkloanie jest lepsze gdzie indziej.

  1. Pozytywnie zaskoczył mnie ten post. Sądziłam, że będą to inne rozrywki. Przykre jest to, że zwierzęta mają taki los w 21 wieku. Turyści pewnie chętnie tam chodzą, nie zastanawiając się nad tym, że środowisko do życia dla tych zwierząt jest gdzie indziej…

  2. Rudi says:

    Ciekawy post i dobrze, że zwiedzając 2 lata temu Phuket nigdy nie wpadłem na pomysł skorzystania z takich atrakcji. Mam pytanie, czy wiesz może czy w Elephant Camp w Chiang Mai także stosuje się podobne metody? Słyszałem różne opinie w tej kwestii.

    • ewa says:

      Byłam w Ele­phant Camp w Chiang Mai, tak samo sie jezdzi na sloniach jak i gdziekolwiek indziej, pamiatkowe zdjecie z malym slonikiem tez tam zaoferuja a do tego slonik skrzyzuje lapki, podniesie trabe i otworzy buzke pokazujac ząbki, gdy mu treser jedna ręką wbija gwozdzia w podbrodek a druga dźga w zad jakimś ostrym palem.
      Przed tym jescze „monkey show” jakby ci było mało, a gdy nie zechcesz tam zajrzec to Ci zaoferują jedną małą małpkę w kapeluszu i możliwość zrobienia z nią fotki, małpka oczyiwscie na łancuchu, pokarmić ją możesz ogórkiem ale juz z całodniowego przejedzenia nim, małpka jedyne co to bedzie nim w ciebie rzucać-z czego ty sie posmiejesz i od efekt fun photo murowany, i cały osrodek i klient zadowolony.

      Moim zdaniem zestawienie słonia – dzikiego wielkiego zwierzecia – z umocowaniem na nim metalowej ciezkiej klatki, ku uciesze turysty co by mu sie wygodnie siedziało, plus kazanie maszerowac mu kilkadziesiat razy dziennie wyznaczoną sciezką, juz jest wystaczajacym powodem do zastanowienia sie czy warto…
      To zwierze cierpi. Kregoslup slonia nie jest przystosowany do noszenia na nim czegokolwiek, ciezar czlowieka jest juz duzy, a jesli w osrodku oferują podwiązaną pod ogon i łapy metalową ławeczke z baldachimem to wyobraźmy sobie jakie to musi być cierpienie.

      Jesli przy sloniu stoi treser czy nazwij go „opiekun” skoro tak wolisz, trzymający pal z metalowym hakiem (fachowej nazwy tego nie znam), to znaczy ze słon został wytresowany, wytłuczony w taki sam sposob jak w cyrkach i jak w najgorszych tego typu osrodkach… Pal z hakiem to „ostrzezenie” dla słonia, słoń boi się bólu, tak samo jak każda istota na Ziemii.
      Unikasz bólu i cierpienia? Słoń też. Dlatego słoń nie sprzeciwi się widząc narzędzie niosące mu ból – boi sie go, więc obdarty z naturalnego instynktu obrony, nie walczy bo wie ze i tak to nic nie da, nie ma sily nad czlowiekiem ktory go tak mocno i drastycznie okaleczał i wciąż ma prawo by okaleczać…

  3. Asia says:

    Tak to już jest w miejscach turystycznych byłam widziałam smutne. Zostałam nawet okradziona w autokarze w luku splądrowali mi bagaż.

  4. Bajubaju says:

    Niestety tzw.trekkingi na słoniach promowane są przez biura podróży i różne agencje turystyczne. Delfinaria z pokazami to samo. I nie trzeba daleko szukać bo takie miejsca są także w popularnych europejskich kurortach ( np. Loro Park na Teneryfie). Wielu turystów nie ma świadomości jakim kosztem te pokazy odbywają się ale niestety wielu nie chce tej świadomości mieć. Pamiętam na Phuket właśnie sytuację kiedy na słoniu jechał turysta i zupełnie nie przeszkadzało mu, że naganiacz cały czas bił zwierzę bo chciało iść w innym kierunku. Przemysł turystyczny na promowanie tych prymitywnych rozrywek ma przeznaczony ogromny budżet. Obrońcy zwierząt niestety takiej siły przebicia nie mają ale taki post to bardzo dużo i każdy z nas powinien osobno przykładać rękę do obrzydzania takich pseudo rozrywek wybijając je znajomym z głowy.

  5. Michał says:

    Najlepiej w ogóle unikać tego kraju i wybrać chociażby pobliską Kambodżę. Im częściej tu jestem tym trudniej doszukać mi się jakiegoś pozytywnego aspektu (poza pięknem przyrody okrutnie dewastowanej przez łupieżcze działania człowieka). Ktoś pewnie zapyta po co tu przyjeżdżam – odpiszę krótko „z obowiązku”.

  6. Zrobiło się cieplej i od razu każdy marzy o wakacjach… A tu jeszcze czerwiec na dobre się nie rozpoczął, więc na sezon urlopowy trzeba poczekać. A kiedy mamy mało dni do wzięcia lub pieniądze w tym roku musieliśmy przeznaczyć na inny cel, to okazuje się, że wakacje wakacjami, dobrze jest pomarzyć, ale rzeczywistość wygląda nieco inaczej.
    czytaj więcej:
    http://szkolajezykowawsl.pl/jesli-podroze-chodzi/

  7. Pingback: 9 Pytań o Phuket - Skok w Bok Blog

  8. Pingback: Dlaczego przeprowadziłem się do Tajlandii? - Skok w Bok Blog

  9. Pingback: Pokój z widokiem - Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *