Foto: Natasha Eldred
Phuket, Tajlandia

Czekając na słońce

W Tajlandii zaczęła się pora deszczowa, na Phuket zaczęła się z przytupem – pada od 2-3 tygodni, niemal non stop; burze, które niedawno nawiedziły wyspę, zdołały nawet poczynić niemałe szkody w kilku plażowych barach i klubach; zrobiło się na tyle szaro buro, że popularny lokalny pub zaczął reklamować gorące, rozgrzewające koktajle.

Nie zazdroszczę tym, który zaryzykowali i wykupili w tym terminie wakacje na wyspie. Jako osoba uzależniona od ciepła i słońca, czuję się w tych klimatach słabo. Pora deszczowa w Tajlandii nie jest przeważnie aż tak uciążliwa, ot ulewa w nocy czy raz dziennie, trochę chmur, większe niż zwykłe fale – idealne do surfingu. Ale nie w tym roku, w tym roku monsun daje popalić.

A może to tylko ja nie jestem w sosie? Kilka powodów mam – po pierwsze zostałem na wyspie sam. Jasmine z Haną siedzą w Sikkim, gdzie Jasmine robi dyplom z edukacji na uniwersytecie. Dwa miesiące rozłąki to sporo. Po drugie z Polski płyną smutne wiadomości, w ciągu miesiąca odszedł kochany wujek, ciocia-babcia i pies. Po trzecie w moim życiu nastąpił bunt maszyn – pada wszystko i po kolei – 3 komputery w ciągu miesiąca, samochód, motocykl, sufit w kuchni (nie wytrzymał naporu wody z cieknącego dachu – winna jest tajska budowlanka.) Po czwarte borykamy się z kłopotami w moim magazynie – nieuczciwy partner biznesowy, zdrada i intryga, te klimaty. Lekko nie jest.

Tym bardziej, że po piąte, sama Tajlandia też nie pomaga. Wiadomości, które sączą się do mnie (a za pośrednictwem skokowego facebooka – do was) z okienka komputera nie nastrajają optymistycznie. Dyktatura wojskowa nie odpuszcza, w sokach pomarańczowych mnożą się bakterie kałowe, w świątyni tygrysów zwłoki tygrysiątek piętrzą się w zamrażarkach. No koszmar.

I może wpadłbym w ten dół bezdenny głową w dół, gdyby wczoraj nie zdarzyła mi się taka oto sytuacja:

Wieczór, ciemno jak to w Tajlandii o 7-mej wieczorem, deszcz leje jak to w Tajlandii w porze monsunowej, boczna droga w jakichś szerzej nieznanych rejonach Phuket.

W mojej szesnastoletniej Toyocie gaśnie silnik…i już nie zapala. To akumulator, z którym od jakiegoś czasu były problemy.

Nie mija 5 minut a już ktoś zatrzymuje się by pomóc. Kobieta, mały dzieciak, jej mąż, który okazuje się mechanikiem. Zaczynają się krzątać, dzwonią gdzieś, coś gadają, za chwilę przyjeżdża ktoś z zestawem kluczy, szybka wymiana akumulatorów i 5 minut później mój samochód mruczy rozkosznie.

Dziękuję serdecznie, proponuję kilkaset bahtów za fatygę, na co śmieją się głośno i mówią „mai au, chok dee” (nie chcemy, powodzenia).

Robię najładniejsze „Wai” jakie potrafię i jadę do domu.

No i jak tu być smutnym w takim kraju, z takimi ludźmi? Mai dai! (nie da się!) Tym bardziej, że plany mamy szalone, dziać się będą rzeczy ekscytujące. Czy mówiłem wam na przykład, że kupuję szkołę?! A to i tak nie największa rewelacja na najbliższe miesiące.

Gdy kończę pisać ten tekst, zerkam jednocześnie na facebookowy profil lokalnej gazety na Phuket – ostrzegają, że w weekend znowu szaleć będą burze, że padać będzie jeszcze bardziej. Ale gdy zerkam przez ramię, widzę że za oknem pierwszy raz od dobrych kilku dni wyszło słońce.

Standard

10 thoughts on “Czekając na słońce

  1. Roman Krawczyk says:

    Życzę Tobie/Wam aby wszystkie plany związane z zakupem szkoły polepszyły Waszą przyszłość w Tajlandi. Trzymam kciuki i pozdrawiam

  2. Adrian says:

    19.06 mam nadzieje ze bedzie OK ,odwiedzamy Phuket ponownie na błogie lenistwo do 26.06.. Aktualnie gotuje sie w Bangkoku …

  3. Arni says:

    Cze Maciek, nie narzekaj na te deszcze tam. U nas jest o wiele gorzej, mieszkam na stałe w Bawarii a tu apokalipsa, ludzie giną zalani w swych domach a miasteczka znikają pod pokrywa lawin błotnych po deszczach którzy najstarsi mieszkańcy nie pamietają. Co do szkoły,ciekawa idea,może zdradzisz jakieś szczegóły. Powodzenia i Kĕb h̄ạw k̄hxng khuṇ k̄hụ̂n læa ca mị̀ pl̀xy h̄ı̂ tạw xeng!!!

  4. Farang says:

    A w najbardziej polskim dawnym sanacyjnym kurorcie Jastrzębiej Górze piękna słoneczna późna wiosna przedsmak lata, niebo bez chmur, aksamitny delikatny czysty piasek, orzeźwiająca pełna jodu bryza morska, zielone ukwiecone wydmy, prawie pusta o tej porze roku plaża tak że słychać tylko szum morza i własne myśli, romantyczny zachód słońca, które chowa się na krótko, radosny śpiew ptaków o poranku. Do tego dobre tanie piwo z wędzoną rybką a dla dzieci najlepsze na świecie kaszubskie truskawki przy których chowają się wszystkie tajskie owoce. A jak się pogoda psuje do domu w centralnej Polsce z ogrzewającym kominkiem tylko 3 godziny autostradą bursztynową. Za ten kawałek naszego wybrzeża oddałbym wszystkie tajskie wyspy a byłem na wszystkich większych i kilku mniejszych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *