Czy Tajlandia jest bezpieczna?

Niedawno w katastrofie promu w Tajlandii zginęło dwoje Polaków. Teraz coraz gorącej robi się na wypełnionych protestantami ulicach Bangkoku. Do tego te wszystkie powodzie, malarie i inne niebezpieczeństwa…Czy jadąc do Tajlandii ryzykujesz życie? 

Wybierając się do Tajlandii narażasz się na taki oto scenariusz: Zakażony dengą przez wrednego komara w dżungli uciekasz do Bangkoku. Tam trafiasz na powódź. Ewakuując się by uniknąć fali powodziowej trafiasz na wielką manifestację, gdzie zgarniasz koktajlem Mołotowa a dobija cię kula z żołnierskiego karabinu. Ale to wszystko o ile w ogóle do Bangkoku dojedziesz ze wspomnianej dżungli a nie wyzioniesz ducha w katastrofie autokaru lub wykolejonym pociągu.

Tak, to wszystko może Ci się w Tajlandii przydarzyć. Teoretycznie. Ale umówmy się, musiałbyś mieć nie lada pecha, żeby spotkała cię jedna z tych nieprzyjemnych przygód. Wszystkie na raz? Nie do pomyślenia.

Zatem po kolei – gdzie w Tajlandii czyha niebezpieczeństwo i jak go uniknąć.

Zdrowie

„Czy muszę przed wyjazdem do Tajlandii robić te wszystkie szczepienia?” pytacie mnie wciąż a mailach. A czy musisz wychodząc zimą na dwór ubierać czapeczkę? Nie musisz. A jednak ubierasz bo a nuż, widelec przypałęta się jakaś grypa. Kierując się tą samą logiką lepiej szczepienia przed wyjazdem zrobić. Wystarczy telefon do lokalnego sanepidu, potem jedna czy dwie tam wizyty i gotowe. Brak szczepień nie jest powodem żeby do Tajlandii nie jechać ale lepiej jest je mieć.

Nie na wszystkie choroby są jednak szczepienia. Numer jeden to malaria. Podobno i tylko podobno występuje ona gdzieś w dżungli przy granicy z Birmą. Idę o zakład, że będąc w Tajlandii nie trafisz do dżungli przy granicy z Birmą więc profilaktykę przeciwmalaryczną możesz sobie odpuścić, to nie Afryka. Jest jednak druga choroba, roznoszona przez komary, która panoszy się w Tajlandii – zwie się denga i zdaniem niektórych w tym roku osiągnęła już w Tajlandii rozmiary epidemii. Coś w tym jest skoro osobiście znam dwie osoby, które na nią chorowały. W przypadku Dengi nie ma jednak dylematu, zabezpieczać się czy nie…bo lekarstwa na nią nie ma. Jedyny sposób to chronić się przed komarami a do tego służą lokalne, dostępne w każdym 7eleven środki, które przy okazji ochronią cię też przed zbłąkanym, afrykańskim, malarycznym moskitem.

Moim zdaniem chorobami przed która najbardziej trzeba się chronić w Tajlandii są:

Przeziębienie – szok termiczny jaki przeżyjesz wychodząc z klimatyzowanej taksówki (metra, BTS, kina itd.) na dwór to prosta droga do przeziębienia. A gwarantuje – picie gorącej herbaty z miodem, katar i gorączka w 35-o stopniowym upale do przyjemnych nie należą. Dlatego w supermarketach (metrze, BTS, kinie itd.) lepiej chodzić w długim rękawie a nawet w szaliku/chustce.

Udar słoneczny – Słońce Tajlandii jest zdradzieckie, podstępne i zabójcze. Bez kremu z filtrem i czapki nawet nie podchodź.

Transport


Przemieszczanie się to moim zdaniem jedna z najbardziej o ile nie najbardziej niebezpieczną aktywność w Tajlandii. Niestety turyście do szczęścia niezbędnie potrzebna. Media pełne są informacji o wypadkach – od tych najstraszniejszych i niestety częstych, w których giną dziesiątki pasażerów międzymiastowych autobusów po mniejsze, i jeszcze częstsze, gdzie życie tracą pojedynczy kierowcy jednośladów, rowerzyści, pieszy. Powodem tego jest głównie styl jazdy tutejszych kierowców – nonszalancki, nieuważny, bez wyobraźni.

Jak podróżować po Tajlandii bezpiecznie? Po pierwsze – latać. Jeszcze kilka lat temu pewnie chciałoby mi się tarabanić 12 h nocnym autobusem z Phuket do Bangkoku, dziś wolę jednak zapłacić o 1000 baht więcej i polecieć samolotem. A jeśli samolotu nie ma – to pociągiem. Jednocześnie jeżdżę autobusami i miniwanami po Tajlandii od lat i jak widać żyję i mam się dobrze, ale to nie zmienia faktu, że są to najbardziej niebezpieczne lokalne środki transportu.

Odrębnym rozdziałem jest transport wodny – prom, który zatonął niedawno u wybrzeży Pattai był mocno przeładowany, jego kapitan naćpany a kamizelek ratunkowych brak. Cóż, nie zapominajmy, że Tajlandia to wciąż jednak trzeci świat, kraj rozwijający się a standardy bezpieczeństw są tu zgoła inne niż na zachodzie. Co więc robić? Jeśli Cie stać możesz pomyśleć o prywatnych transferach, łodziach ekspresowych itd. A jeśli nie, cóż – naucz się pływać, miej na oku kamizelkę ratunkową i trzymaj się górnego pokładu oraz…trzymaj kciuki. Masz 99% szans, że dopłyniesz do brzegu bezpiecznie.

Przestępczość

Ta Tajlandii czuję się O NIEBO BEZPIECZNIEJ niż w Polsce. Ot tak zwyczajnie, na ulicy, nawet po zmroku. Ileż to razy spotykałem się na ulicach Wrocławia z przemocą , ile razy miałem szansę dostać z mordę – nie policzę. W Tajlandii – ani razu. Po prostu nie spotykam się z bezmyślną, niesprowokowaną agresją.

To nie znaczy, że nie da się w Tajlandii dostać po pysku. Da się, i to mocno. Ale trzeba sobie „zasłużyć”. Podstawowa zasada bezpieczeństwa w Tajlandii brzmi – nie awanturować się. Nie podnosić głosu, nie wyzywać, nie gestykulować. Konflikty należy rozwiązywać na spokojnie, na chłodno. Ktoś cię próbuje oszukać? Uśmiechnij się, daj mu do zrozumienia że nie jesteś naiwny, ale nie zaczynaj krzyczeć. Ktoś na ulicy zajechał ci drogę? Zapomnij o klaksonie, zaklnij pod nosem i jedź dalej. Nie masz bowiem pewności, że tajskie kierowca nie trzyma pistoletu w samochodowym schowku i nie zechce wypróbować go na Tobie. To się tu niestety zdarza ale moim zdaniem nigdy nie zdarza się tak zupełnie bez powodu. Amerykanin, który zginał w Bangkoku od ciosu maczetą pokłócił się z taksówkarzem o 50 baht. Warto?

W Tajlandii istnieje też oczywiście przestępczość – napady, kradzieże itd. Jeśli jednak nie masz pecha, pilnujesz swoich rzeczy, nie szlajasz się nocą po pijaku po najmroczniejszych zakamarkach miasta i nie tracisz przytomności z przepicia podczas full moon party masz spore szanse wrócić do domu zachowawszy wszystkie gadżety, karty kredytowe i cnotę.

Jedzenie


Jedzenie w Tajlandii jest bezpieczne. Tak, na ulicy, w garkuchniach. Nie ma sanepidu, nie ma certyfikatów, nie ma instytutu matki i dziecka a jednak jest czysto. Nie wiem dokładnie z czego to wynika – wszak w pobliskich Indiach ulicznej kuchni też nie brakuje a jednak ryzyko zatrucia jest nieporównywalnie wyższe. Tymczasem w Tajlandii trzeba mieć nie lada pecha, żeby dorobić się niestrawności jedząc na ulicy. Jest po prostu czysto, Tajowie zbyt cenią uliczne jedzenie by pozwolić sobie na zaniedbania w tej kwestii.

I jeszcze jedno – bezpieczny jest też lód w napojach. Pochodzi w 99% przypadków z fabryki, jest czysty i jadalny. No i w tym klimacie niezbędny.

Narkotyki

Skołowanie zioła w Bangkoku to kwestia kilku minut. Podobnież na wyspach. I w 9 na 10 przypadków zapalisz, pobawisz się i na tym się skończy. Ale raz na jakiś czas trafisz na policjanta w cywilu, na zasadzkę, na ustawkę – a wtedy kaplica. W najlepszym przypadku wyłgasz się łapówką. A jeśli zachciało Ci się poważniejszych narkotyków konsekwencje mogą być o wiele powabniejsze. Dlatego zasada jest prosta – odpuść sobie narkotyki w Tajlandii, nie pal nawet zioła. Od tego są Indie i Nepal.

Oszustwa

Internet zawalony jest historiami o przekrętach w Tajlandii. I pewnie łatwiej jest tu naciąć się na naciągacza niż na bandytę z tasakiem. Ale powiem wam, że choć mieszkam tu od niemal 3 lat nikt mnie jeszcze na poważnie nie wyrolował. Może by uniknąć przekrętu wystarczy mieć głowę na karku, nie pytać o drogę kierowców tuk tuków, nie słuchać usłużnych Tajów, którzy informują nas, że „Big Buddha closed today”, nie wierzyć, że kamienie szlachetne w Tajlandii można kupić za pół standardowej ceny i wystarczy?

Polityka

Obecnie (listopad 2013) na mapie Tajlandii jest kilka ognisk zapalnych, miejsc których lepiej unikać. Po pierwsze – południe kraju, gdzie trwają potyczki sił rządowych z islamskimi separatystami. Po drugie – okolice świątyni Preah Vihear, o które Tajowie kłócą się z Kambodżą. Po trzecie – centrum Bangkoku gdzie trwają wielkie protesty. Pierwsza dwa miejsca po prostu bym na razie odpuścił. Zaś centrum Bangkoku – cóż, należy obserwować rozwój wypadków i decydować samemu. Na razie jest spokojnie ale sytuacja wciąż się zmienia. Aby być na bieżąco warto polubić profil Skok w Bok Blog na Facebooku – tam pojawiają się najświeższe informacje.

Karty Kredytowe i dokumenty

Coraz częściej słychać w Tajlandii o przypadkach skimmingu – sczytywania danych z kart płatniczych przez specjalne urządzenia zamontowane przez złodziei w bankomatach. Zaleca się więc ostrożne wpisywanie pinów i ogólną rozwagę. Swoją kartę kredytową w ogóle lepiej mieć na oku – bez względu na kraj w którym jesteśmy.

Drugą sprawą jest paszport – zazwyczaj jedyny dokument jaki będzie Ci potrzebny w Tajlandii (teoretycznie może przydać się prawo jazdy międzynarodowe, w praktyce nikt się tym papierem specjalnie nie przejmuje) – przed wyjazdem (lub na miejscu) warto zrobić kilka kserokopii paszportu – przydadzą się na przykład gdy będziesz chciał wynająć skuter. Pamiętaj – nikt poza służbami imigracyjnymi nie ma prawda żądać od Ciebie paszportu a już na pewno nie powinieneś zostawiać go w agencji turystycznej jako zastaw pod skuter który właśnie wypożyczyłeś.

Kobiety i sex

[sociallocker id=”5457″]

Z seksem i kobietami w Tajlandii wiążą się dwa zagrożenia – zdrowotne oraz finansowe.

Choroby: Jeżeli przyjechałeś tutaj pohasać, skorzystać z bogatej oferty sex biznesu, grozi ci standardowa wenera oraz męki piekielne. Tajlandia zajmuje drugie w Azji miejsce na liście krajów z największa liczbą osób zainfekowanych wirusem HIV. Grozi ci też złamane serce.

Pieniądze: Tysiące mężczyzn z zachodu traci oszczędności życia utrzymując w Tajlandii swoje kochanki oraz ich dzieci, rodziców, ciotki, wujków i bawoła w Isaan. Wielu robi to nawet nie będąc w Tajlandii, naiwnie wysyłając wybrance swego serca pieniądze z zagranicy. Tajki potrafią obwinąć sobie mężczyznę wokół małego palca, wydusić z niego ostatni grosz a potem zamienić na inny model. Oczywiście nie brakuje tu udanych związków między przybyszami z zachodu a Tajkami, jest prawdziwa miłość, wieloletnie małżeństwa…ale powyższy scenariusz jest zbyt częsty by o nim nie wspomnieć. Jak go uniknąć – zacząłbym od nie szukania życiowej partnerki na Walking Street w Patta i czy w Patongu na Phuket…

[/sociallocker]

Pływanie

Niski sezon turystyczny w Tajlandii to nie tylko deszcz i wichury. To również wzburzone morze. Co roku u wybrzeży Tajlandii (zdaje się, że głównie zachodnich, w tym na Phuket) tonie co najmniej kilkanaście osób. Między lipcem a wrześniem warto zachować szczególną ostrożność wchodząc do wody.

Dzikie zwierzęta

W Tajlandii raczej nie zje cię tygrys – na wolności została już ledwie garstka tych niezwykłych zwierząt. Nie rozszarpie cię też krokodyl – większość z nich mieszka w niewoli. Jedno czego tu nie brakuje to węże i dlatego lepiej nie brodzić po pas w wysokiej trawie i nie grzebać w stertach liści – powiem wam jednak, że przez cały mój czas spędzony w Tajlandii nie miałem jeszcze okazji brodzić w gęstej trawie ani grzebać w liściach a węża spotkałem raz, w centrum Bangkoku….

Katastrofy naturalne

Turyści przyjeżdżający do Tajlandii boją się przeważnie dwóch naturalnych zagrożeń – tsunami i powodzi. Tsunami to bardzo rzadkie zjawisko a to, które nawiedziło Tajlandię w 2004 roku pochłonęło tak wiele ofiar głównie dlatego…że nikt nie był na nie gotowy. A nikt nie był na nie gotowy gdyż to tak rzadkie zjawisko. Dziś Tajlandia jest na ewentualność tsunami przygotowana lepiej niż 10 lat temu.

Powodzie są tu zjawiskiem naturalnym i cyklicznym i stanowią część tutejszego rytmu życia. Nie dziwi widok sprzedawcy naleśników z bananami handlującego po kolana w powodziowej wodzie. Powodzie w turystycznych lokalizacjach nie są zazwyczaj gwałtowne i nie dotykają specjalnie turystów – mogą co najwyżej powodować utrudnienia w transporcie.

***

A zatem, czy Tajlandia jest bezpieczna?  Cóż, jeśli masz wielkiego pecha to podczas kursu nurkowania na Koh Tao zje cię rekin, słoń nadepnie ci na głowę w czasie trekkingu w Chiang Mai, twoja taksówka w Bangkoku stanie w płomieniach na autostradzie, założysz koszulkę w nie tym co trzeba kolorze i dostaniesz gumową kulą po nerkach w czasie demonstracji w Bangkoku, porwie cię wir na Phuket, ukąsi stonoga, kupisz worek cyrkonii w cenie diamentów, zapłacisz 500 baht za 5-o minutową przejażdżkę Tuk tukiem, dostaniesz z łokcia od wojownika Muay Thai a na lotnisku celnicy znajdą w twojej torbie kość słoniową i kilo metaamfetaminy.

Ale nie musisz mieć ponadprzeciętnego szczęścia, żeby z wyprawy do Tajlandii wrócić cały i zdrowy.

Wybierasz się do Tajlandii? Tutaj znajdziesz najlepsze i najtańsze hotele. 

Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. Od 2011 roku mieszkam w Bangkoku, jeszcze dłużej - podróżuję po Azji. Moje materiały publikował między innymi magazyn Men's Health, CNN, Gazeta Prawna, liczne portale podróżnicze i lifestylowe. Masz pytania? Propozycje? Pisz! kontakt@skokwbokblog.com ENGLISH: I'm a freelance journalist, travel writer and photographer. I live in Bangkok, Thailand. I've published in Men's Health, CNN and numerous travel and lifestyle media. Feel free to contact me - kontakt@skokwbokblog.com

23 komentarze
  1. Świetny, konkretny i rzeczowy wpis! Szczególnie ucieszył mnie fakt, że uliczne degustacje nie grożą przykrymi konsekwencjami. Mam tylko jedno “ale”. Brakuje info o bezpieczeństwie kobiet jako turystek, również tych podróżujących pojedynczo 🙂

    1. Dzięki!

      Bezpieczeństwo kobiet nie jest w Tajlandii odrębną kwestią. Nie grożą tu kobietom niebezpieczeństwa większe niż mężczyznom. Jedyna porada tycząca się bardziej kobiet niż mężczyzn to ta padająca w dziale Przestępczość: Nie trać przytomności z przepicia w czasie full moon party.

  2. Maćku, dziękuję za ten cenny tekst i gratuluję naprawdę fajnego pióra (czy “lekkiej klawiatury”:). Sam wybieram się do Tajlandii za parę dni – informację na pewno okażą się przydatne.

  3. Nieługo wybieramy sie do Tajlandii i martwiła mnie trochę kwestia bezpieczeństwa. Dziękuję za rady! Teraz mam zamiar tylko cieszyć się tym wyjazdem:) Pozdrawiam

  4. Po blisko juz 5 miesiacach mieszkania w Tajlandii podzielam wszystko to co opisal tutaj Maciek. Od poczatku jadlem w ulicznych knajpkach, zawsze korzystalem z podanego lodu, imprezowalem sporo (gdy na ostatniej imprezie na koniec bylo 6 osob z Tajlandii i ja, stwierdzielm ze juz jestem swoj:) i nigdy nie czulem by cokolwiek mi grozilo.

    Dobry kraj, dobra pogoda, dobre jedzenie, dobrzy ludzie.

    Jedyne na co rzeczywiscie moim zdaniem, trzeba uwazac to wyplacajac pieniadze z bankomatu (moj kolega, Australijczyk ostatnio stracil 2.000$ australijskich, nie do odzyskania) oraz poruszajac sie skuterem. Sporo znajomych chodzi odrapanych po slizgach na mokrych/piaskowych/pijanych nawierzchniach.

  5. Mądry tekst. Ja dodałbym tylko małpy jako jedno z zagrożeń na prowincji. Osobiście znam osobę ugryzioną przez małpę. Skończyło się na wizycie w szpitalu i kilku zastrzykach, w tym na wściekliznę.

  6. Maciek, zgadzam się w 99% z Twoimi obserwacjami, ale widać, że dawno nie byleś w Polsce :-). Tajscy kierowcy to niedościgniony wzór do naśladowania dla Polskich – są mili, i przede wszystkim uważają na rowerzystów. Omijają nas dużo większym łukiem niż przepisowy 1m. Piszę to z perspektywy rowerzysty, który zrobił tu w tym roku ponad 7 tysięcy kilometrów i nie miałem ani jednej sytuacji zagrażającej poważnie mojemu życiu, tymczasem, podczas moich wizyt i treningów w Polsce NA KAŻDYM treningu ma takich sytuacji kilka. Niestety – większość z nich wynika nie z bezmyślności a ze zwykłej, chamskiej złośliwości. Niejednokrotnie usiłowali mnie i moich kolegów zepchnąć z drogi. Wczoraj, niestety, jeden z takich polskich debili wjechał w grupę trenujących kolarzy i jednego z nich zabił… 🙁

  7. Mój pierwszy raz u Ciebie na blogu, ale na pewno nie ostatni. I kto wie, może się wybiorę kiedyś do Tajlandii.

  8. naprawdę fajny artykuł. W ogóle Twoje artykuły są niezwykle przydatne przy planowaniu wyjazdu w tamte rejony. Już odliczam do końca stycznia, kiedy wjedziemy do Tajlandii od strony Kambodży i zostaniemy w BKK, aby świętować chiński nowy rok! Pozdrawiam

  9. Nie zgadzam sie, ze malaria tylko wystepuje gdzies przy granicy z Birma. Syn tajskiej znajomiej wlasnie mial malarie mimo ze mieszka w sercu Isaanu, w Khon Kaen.

    Co do narkotykow: zapomniales napisac o slynnym tajskim XTC, czyli “Yaba”, ktore jest wszechobecne w calej Tajlandii.

    1. Przepraszam za post za postem, ale chcialem jeszcze cos dodac. Z jednej strony sie z Toba zgadzam, z drugiej strony jednak nie. Sam nigdy nie mialem w TH zadnych problemow z przestepstwem, oszustwem czy kobietami, ale slyszalem od dobrych znajomych, ze takie rzeczy sie czesciej zdarzaja niz niektorzy mysla. Dobra kolezanka jednej znajomej byla np. zastrzelona podczas wizyty domu, ktorego chciala kupic, ojciec innej znajomej byl zamordowany przez sasiadow z powodu zazdrosci, a wszyscy mi opowiadali, ze nawet w prowincjonalnych dziurach mozna za 20,000 THB znalesc ludzi, ktorzy dla ciebie popelniaja morderstwa.

      Aha, przepraszam za bledy ortograficzne i gramatykalne!

      1. Można też być postrzelonym podczas strzelaniny ulicznej etc. Z perspektywy Taja pewnie Polska jest bezpiecznym krajem(np. wypadki drogowe). Na białym stosunkowo mało jest incydentów, ponieważ kary są niebotyczne, bo rząd bardzo sobie ceni turystykę jako ich źródło utrzymania. Nie mówię tu o scamie – na które jest przyzwolenie poprzez korupcję.

  10. Witam,
    właśnie wczoraj wróciłam z Tajlandii.Odwiedziłam też Kambodżę.
    Tak jak piszesz,wszędzie trzeba uważać i mieć głowę na karku.
    Byłam też w centrum Bangkoku.Spotkałam się tam tylko z życzliwością Tajów,zero agresji i niebezpieczeństwa.
    Jadłam na ulicy i nic mi nie jest.Szczepiłam się jednak przeciwko żółtaczkom(WZW A i B).Nie zgadzam się jednak,że jest czysto.Może Ty się już do tego przyzwyczaiłaeś, ja jednak uważam,że jest brudno i trzeba jeść tylko gotowane i smażone potrawy.Myć owoce.I raczej nie polecam lodu.Nigdy nie jesteś pewien jego pochodzenia.
    Jeśli ktoś ma pytania, to chetnie na nie odpowiem.

  11. Cześć. Wiem, że komentuję stary wpis, ale w sumie to dla Ciebie jako autora chyba dobry znak 🙂 mam pytanie odnośni podrzucania narkotyków na tajskich lotniskach… w Tajlandii byłam, żadnych niebezpiecznych sytuacji nie doświadczyłam, jednak dość często słyszy się z zewnątrz, że trzeba bardzo na to uważać w tym kraju. Przyznam, że zaczęłam szukać jakichkolwiek źródeł mówiących o takich przypadkach i nic nie znalazłam (nie liczę głośnej sprawy Polaka, który został skazany za jednak świadomy przemyt amfetaminy i innych ustawek policyjnych związanych z zakupem dragów). Może Ty masz większą wiedzę na ten temat, jakieś historie? Czy to nie jest trochę taka miejska mitologia? Jasne, że trzeba uważać na swoje bagaże, jak wszędzie, ale czy straszenie ludzi takimi niepotwierdzonymi (?) informacjami nie jest trochę przesadzone? Ciekawa jestem Twojego zdania. Pozdrawiam 🙂

  12. Nie zgodzę się,że trzeba mieć niezwykłego pecha.Jestem od tygodnia w Tajlandii,niestrawności nabawiła się już moja żona,niezbędna była hospitalizacja.Syn rownież i ja teraz.Garkuchnie są niezwylke brudne.pod ceratami pleśń i grzyb.Talerze myte są w 2 wiadrach.Jedno z mydlinami i odpadami po obiedzie.Drugie do płukania bez mydlin ale z odpadami. Wiadra te gotują sie z 35 st upale. Jedliśmy w wielu miejscach i warunki są podobne. I to nie dlatego,że mamy wrażliwe jelita. Kiedys stołowaliśmy się przez 3 tyg na Sri Lance i wsz było ok.,standard podobny a nawet niższy. Powiedzial bym tak:trzeba mieć szczęście by się nie rozchorowac.Łatwiej nabawić się choroby niż trafić jedynkę w totka.Rozmawialem z miescowymi i turystami. Standardem są problemy zdrowotne. W szpitalu pełno białych z problemami zdrowotnymi 70% białych,reszta Tajowie. Poza tym nie spotkalem osoby,która nie zna człowieka,który zaraził sie denga.Leczenie przeważnie trwa kilka tygodni.

  13. Cześć, wybieram się do Tajlandii za trzy tygodnie. Będę jeździł autem na południu (Khao Sak – Krabi). Czy potrzebne jest na 100% prawko międzynarodowe? Nie wiem, czy zdążę je wyrobić.

Leave a Reply

Your email address will not be published.


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

x

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Zgadzam się Nie zgadzam się