Bez kategorii, Inspiracje, Podróże

Dlaczego przeprowadziłem się do Tajlandii?

Wiele wpisów na blogu ma na celu odpowiedź na wasze pytania. Dzielę się z wami wiedzą o Phuket i o Bangkoku, o tym co jeść i gdzie chodzić na zakupy, co w Tajlandii robić a czego unikać. Ale dziś, dla odmiany, spróbuję odpowiedzieć na pytanie, które czasami zadaję sam sobie – dlaczego w ogóle ruszyłem w drogę…i dlaczego nie wróciłem?

By odpowiedzieć na pytanie dlaczego podróżujemy, przelano już morze atramentu. Jedni podróżują bo chcą i lubią, bo są ciekawi świata i szukają odmiany – jak turyści; inni – uchodźcy, emigranci – przed czymś uciekają (przed wojną , prześladowaniami) lub za czymś gonią (za lepszym bytem, kasą).

Z tych dwóch kategorii zdecydowanie bliżej mi do tej pierwszej. Wiele osób pyta mnie „dlaczego uciekłem z Polski” ale prawdę mówiąc nigdy nie postrzegałem tej swojej emigracji w tak negatywny sposób. Nigdy nie uciekałem z Polski, nie było mi tam źle, nie czuję do mojego kraju wielkiej niechęci (no dobrze, zdarza mi się, kiedy za mocno się wczytam w aktualności polityczne). Powody mojego wyjazdu były pozytywne – nie ucieczka od czegoś, a szukanie czegoś innego, nowego i ekscytującego.

Co ciekawe, już gdy wyjeżdżałem do Azji po raz pierwszy na kilkumiesięczną tułaczkę, traktowałem to jak wyjazd w jedną stronę. Mimo że nigdy wcześniej nie byłem ani w Indiach, ani w Tajlandii ani w żadnym innym azjatyckim kraju, jechałem tu z zamiarem zostania na dłużej a nawet na stałe. Już w czasie tej pierwszej podróży zacząłem rozglądać się za pracą w Tajlandii. Pamiętam też, że gdy dotarłem do Pekinu, skąd miałem wracać do Europy, ogarnął mnie smutek, poczucie niespełnienia. Czułem, że planu podróży nie wykonałem w 100% bo w palnie nie było powrotu.

Dlaczego? Nie mam na to pytanie prostej odpowiedzi a jedynie kilka poszlak. Oto kilka powodów i ważnych momentów w życiu, przez które (wydaje mi się) ruszyłem w drogę:

Książki

Pierwszy komputer – ZX Spectrum – dostałem gdy miałem może 10 lat. Pierwszą konsolę do gier – Pegasus – niewiele później. Jeździłem też na rowerze, robiłem łuki z leszczyny, wspinałem się na drzewa i budowałem tamy z kamieni w rzece Raba. Ale nic nie pochłaniało mojego czasu i świadomości w dzieciństwie, tak jak książki. I od serii popularno-naukowych albumów o kulturach świata w czerwonej oprawie (i o dinozaurach i przyrodzie w zielonej), przez tomy o przygodach Indiany Jonesa autorstwa Roba McGregora (Indiana Jones and the Peril at Delphi (Indiana Jones, No. 1) po nieśmiertelnego „Maga” autorstwa Johna Fowlesa (The Magus), często były to książki od dalekich podróżach. Dziś, kiedy po raz kolejny czytam o przygodach Nicholasa Urfe, który opuszcza rodzimy kraj by uczyć angielskiego na fikcyjnej greckiej wyspie Phraxos, lepiej rozumiem, dlaczego jestem właśnie tu gdzie jestem, na jak najbardziej realnej Tajskiej wyspie Phuket.

Ludzie

A przede wszystkim jeden ludź. Chyba nikt tak zdecydowanie nie pchnął mnie w stronę Azji jak mój ziomek, wrocławski stomatolog, Piotrek Ptak. Ptak latał w te i we wte po Azji, zanim ja potrafiłem zlokalizować Tajlandię na mapie, opowiadał o trekingach w Himalajach i aszramach w Indiach, kiedy ja jeździłem na weekendy w Karkonosze. I o tych wyprawach namiętnie odpowiadał, dowodząc że daleka Azja nie jest wcale nieosiągalna. To właśnie podczas wyjazdu narciarskiego w Alpy w towarzystwie Ptaka zapadła decyzja o wyjeździe do Azji z biletem w jedną stronę. I to właśnie z Ptakiem piliśmy wiśniówkę w tanim hotelu w Bangkoku w pierwszym dniu mojej przeprowadzki do tego miasta. Dzięki Ptaku!

Inne podróże

Było ich sporo i każda jedna ekscytująca. Już jako dziecko jeździłem z rodzicami do Francji gdzie mam sporo wujków i cioć, pamiętam też podróż do Włoch, gdzie pojechaliśmy pociągiem na Boże Narodzenie (wigilię spędziliśmy jedząc łososia z paczki przy małej drewnianej choince gdzieś w Weronie czy Wenecji – miłość do kolei i jej brak do kultywowania tradycji i rytuałów została mi do dziś). Potem były kolonie i obozy, ferie na nartach i wakacje na koniach. Następnie przyszedł czas na żeglarstwo, rejsy przez Bałtyk do Sztokholmu i Kopenhagi czy z Amsterdamu do Londynu.

A najważniejsza, decydująca podróż? Wydaje mi się, że ostatecznie w drogę pchnął mnie wyjazd do Kalifornii, gdzie pojechałem jako dziennikarz Men’s Health wozić się po najlepszych winnicach Napa Valley. To tam poznałem grupę dziennikarzy z kilku europejskich krajów i  to przez ich opowieści odkryłem, że w życiu można więcej! Z wypiekami na twarzy słuchałem historii z Mongolii, Malediwów i Peru a kilka miesięcy po powrocie z tej wycieczki miałem już swój bilet w jedną stronę do Azji.

Wino

Wino jest nierozerwalnie połączone z miejscem swojego pochodzenia. A miejsca te rozsiane są dookoła globu, w kilkudziesięciu krajach na kilku kontynentach. Dlatego gdy w wieku dwudziestu kilku lat zainteresowałem się winem uważniej, naturalną konsekwencją tego nowego hobby był ciąg do podróży. Najpierw były wypady samochodem do winnic Francji i powroty z bagażnikiem załadowanym butelkami, potem wspomniany wyżej wyjazd do Kalifornii, wycieczki do doliny Mozeli, do winnic Szwajcarii, do Tokaju. Gdy trafiłem do Azji odwiedziłem winnice w Birmie i w Tajlandii i w …Japonii.

Dziś wina piję dużo mniej bo w Tajlandii jest ono drogie. W dużej mierze przerzuciłem się na herbatę, na swój sposób do wina bardzo podobną a w Azji bardzo powszechną – zwłaszcza w Darjeeling, skąd pochodzi moja dziewczyna Jasmine. Napoje się zmieniły, miłość do podróży została.

Języki

Żaden gadżet, przewodnik czy mapa, nie ułatwia podróży tak, jak znajomość języka. Sam miałem to szczęście, że uczułem się go – angielskiego – już od dziecka. Moja mama jest nauczycielką angielskiego, więc zdolność posługiwania się nim dostałem w prezencie od losu. Do angielskiego dodałem jeszcze podstawy francuskiego, 2 lata studiów niderlandzkiego na Uniwersytecie Wrocławskim (zmarnowane lata ale jednak) i do podróży bytem gotowy.

Znajomość angielskiego nie tylko ułatwiła mi podróże, ale pozwoliła mi cieszyć się literaturą w oryginale (nie pojmuję jak można czytać Harrego Pottera po polsku!) i muzyką w pełni (teksty ukochanych Oasis, R.E.M i Manic Street Preachers nabierają nowej mocy gdy się je rozumie). Wreszcie angielski dał mi źródło utrzymania w Tajlandii. Dzięki mamo!

Choroba Mamy

Jestem z natury optymistą czego dowodziłem już TUTAJ. Dlatego i z ciężkiej choroby mojej mamy próbuję wyciągnąć jakąś pozytywną lekcję. Czego można nauczyć się kiedy pełną energii osobę po czterdziestce dopada ostra białaczka i w kilka tygodni prowadzi na granicę między życiem i śmiercią? Choćby tego, że nic w życiu nie jest pewne, jutra nie ma, i nie ma też czasu do stracenia. Żyć trzeba dziś i na swoich warunkach. Nie pytaj komu bije dzwon, bije on tobie.

A fakt, że moja mama, po dwóch przeszczepach szpiku kostnego, jest dziś babcią trójki wnuków, a gdy piszę ten tekst siedzi z dziadkiem w Lizbonie i popija słodkie porto, jeszcze dobitniej dowodzi, że nie ma rzeczy niemożliwych a na podróże nigdy nie jest za późno.

Geny

Jeśli jest ktoś, po kim odziedziczyłem żyłkę podróżnika, jest nim mój tato. Nie jest może Tonym Halikiem, ścian mojego domu z dzieciństwa nie zdobił indiańskie pióropusze i afrykańskie maski, ale co zjeździł, to jego. Mój tato łaził po marokańskim Atlasie, długo zanim ten kraj zaczęli nawiedzać hipsterzy i surferzy, na praktyki studenckie do Grecji wyjechał zanim komuś nawet przyśnił się program Erasmus, a na winobrania na południu Francji jeździł, kiedy w Polsce piło się Żytnią w krzakach. Z tych podróży wracał z walizami pełnymi pasty do zębów Aquafresh, kremów Nivea i wody kolońskiej Old Spice. Ich zapachy do dziś kojarzą mi się z dalekimi podróżami. Dzięki tato!

To kilka powodów da których wyjechałem…

…a dlaczego nie wróciłem ? I czy kiedyś wrócę?

Jasne, że mógłbym wrócić. Lubię Wrocław i czasem za nim tęsknię, tak jak tęsknię za rodziną i znajomymi. I bardzo lubię wracać…na chwilę, na wakacje. Polska na wakacje podoba mi się dużo bardziej niż Polska na stałe.

Na stałe jednak mieszkam w domu z ogrodem na tropikalnej wyspie, na weekendy jeżdżę na inne tropikalne wyspy, zachody słońca na plaży mam rzut kamieniem od domu, mam znajomych z całego świata a znajomi z Polski raz na jakiś czas wpadają do mnie z pękiem kabanosów i flaszką żołądkowej. Czemu nie wróciłem? Bo gdy innym wszędzie dobrze gdzie ich mnie, mi jest dobrze właśnie tu gdzie mnie rzuciło.

Decyzja o podróży była najlepszą jaką podjąłem w życiu. Wszystkim, którzy świadomie lub nie, pomogli mi ją podjąć, serdecznie dziękuję!

Aby nie przegapić kolejnych wpisów polub Skok w Bok Blog na Facebooku – tam nowości z Tajlandii i Azji niemal codziennie.

Standard

11 thoughts on “Dlaczego przeprowadziłem się do Tajlandii?

  1. Ted says:

    Gratulacje Maciek za wybranie swojej ścieżki życia a nie podążania za tym, co wmawia Ci 99 procent ludzi, że najlepiej nie ryzykować bo na tym tylko stracisz. Jednak warto czasem zaryzykować i podążyć za głosem własnych myśli. Śledzę Twój kanał i blog już od bardzo dawna…. chyba od momentu jak jechałeś dużym pickupem z bagażami i z rodzinką na Phuket z Bangkoku. Pewnie był to chyba początek 2014 roku jeśli dobrze pamiętam. Fajnie że dalej prowadzisz vloga i piszesz kolejne posty. Szacun za wytrwałość! Oby tak dalej. Trzymam kciuki za Was, powodzenia.

  2. Shinigami says:

    Takie wpisy bardzo mi pomagają. Mam swoje marzenie aby mieszkać w Azji i powoli je realizuję. Niestety moja rodzina nie jest z tego zadowolona, nie mam też przyjaciół, którzy chcieliby mnie wspierać. Każdy stara się mnie jakoś odciągnąć od tego pomysłu. Rok temu poleciałam sama do Azji i powiedziałam sobie, że nikt mnie nigdy nie zatrzyma aby tu zamieszkać, zrobię wszystko, sprzedam wszystko i oddam wszystko, mogę nawet umrzeć byle by na tamtej ziemi. Nie wiem skąd się bierze ta motywacja i upór, nie wiem, dlaczego akurat to Azja, a nie na przykład Ameryka… Ale wiem, że czasem trzeba być w życiu samolubnym i zrobić coś dla siebie. Inni nie będą w końcu żyć moim życiem.

  3. Pawel Frahs says:

    Mnie też twój blog zainspirował do zmian, skończyłem studia na filologii angielska właśnie po to żeby wyjechać. I chociaż się jeszcze na to nie zdecydowałem, to cała ta droga warta była przejścia.

    Do koleżanki powyżej – u mnie też na początku hejtowali, potem się przekonali i kibicowali 🙂 Nikt za ciebie nie przeżyje życia, warto walczyc zeby kiedyś powiedzieć, że było warto 🙂

  4. W pełni cię rozumiem i kibicuję:) Jak już raz wpadniesz w „studnię” podróży, to przepadasz na zawsze. I ta radość, ludzie, kraje…. Piękna sprawa:)
    Pozdrowienia dla mamy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *