Dlaczego usunąłem się z Facebooka?

Właśnie “straciłem” około 500 “przyjaciół”. Po 9-ciu latach w sieci społecznościowej, usunałem się z Facebooka. Oto dlaczego. 

Szybko poszło. Rano przeczytałem kilka newsów na temat afery Cambridge Analitica, wczesnym popołudniem na moim njusfidzie pojawiło się kilka artykułów o tym, dlaczego warto i jak skutecznie usunąć się z Facebooka a tego samego dnia wieczorem, opublikowałem dla swoich facebookowych znajomych post o tym, że zmierzam wypisać się z tego medium społecznościowego. W tym samym wpisie podałem im listę sposobów w jakie mogą się ze mną skontaktować poza Facebookiem – e-mailowo (jakże archaicznie!), telefonicznie (to już w ogóle mezozoik), przez Facebook Messenger (który jest odrębną od Facebooka aplikacją), oraz kilka miejsc, gdzie można, jeśli komuś przyjdzie na to ochota, śledzić moje poczynania – na blogu, na facebookowej stronie bloga (założyłem sobie osobne, konto tylko do zarządzania nią), na Instagramie (wiem, też należy do Facebooka ale moim zdaniem jest jednak dużo mniej toksyczny). Ściągnąłem jeszcze całe swoje facebookowe archiwum na dysk twardy komputera (9 lat życia zmieściło się w raptem 1 gigabajcie) i poszedłem spać – bo z taką poważną decyzją warto się przespać.

Jak usunąć facebooka

Gdy tylko wstałem rano, odpaliłem komputer i kliknąłem:

delete account

Od tego czasu minęło kilka dni. Jak mi jest? Momentami dziwnie. Kursor myszy z przyzwyczajenia mknie ku zakładce, gdzie siedział sobie Facebook, podobnież palec po ekranie telefonu. Gdy go tam nie zastają, uczucie jest nieprzyjemne, uczucie braku, jak po amputacji. Siadam do komputera…i nie bardzo wiem co z nim robić. Surfować po Internecie? Seansik z YouTube? A może po prostu wziąć się do roboty – magazyn sam się nie napisze.

Kusi mnie też momentami, żeby na tego Facebooka wrócić. Gdy na przykład upichciłem wczoraj fantastyczny wprost obiad (łosoś smażony na maśle, sałatka z pora i jabłek, domowy ogórek kiszony z tajskim chili), miałem cholerną ochotę pstryknąć mu zdjęcie i wrzucić na Fejsa. Ale gdy uświadomiłem sobie, że mam taką, idiotyczną wszak potrzebę, moja determinacja by zerwać z siecią społecznościową jeszcze wzrosła. Żeby mocniej utwierdzić się w tym przekonaniu, przeczytałem jeszcze kilka artykułów o szkodliwości księgi twarzy, obejrzałem kilka filmów na ten temat na YouTube (szczególnie motywujące były komentarze pod tym video) i tak trwam, na odwyku.

Paradoksalnie, dowodem na to, że jestem na odwyku, jest ten tekst. Odbyłem przed chwilą podróż w głąb siebie, i odkryłem, że piszę go dlatego, że o tym że wypisałem się z Facebooka…nie mogę napisać na Facebooku. Wiem, idiotyczne, ale może wyniknie z tego coś dobrego. Może zamiast oddawać swoją energię Facebookowi, ponownie zainwestuję jej trochę w bloga? Tak jak tych 9 lat temu, gdy zakładałem Skok w Bok Blog a jeszcze zanim założyłem mu Facebookową stronę. Wtedy na blogu publikowałem coś niemal codziennie, obecnie zaś, gdy najdzie mnie myśl, którą uznam za wartą podzielenia się z wami, wrzucam ją migiem na Fejsa…a blog leżu odłogiem.

Tak, trochę na to liczę. Na to, że zerwanie z Facebookiem pozwoli mi lepiej gospodarować swoim czasem. Ale nie tylko na to. Mam też nadzieję, że ten ruch, paradoksalnie, umocni nieco moje kontakty ze znajomymi i otworzy mnie bardziej na świat. O lepszej ochronie swoich prywatnych danych nie wspominając. Dlaczego na to liczę? Wyjaśnią to powody, dla których zdecydowałem się na ten brawurowy ruch (ha ha!)

Bo o ile za wcześnie jest, żeby mówić o tym co zyskałem zrywając z Facebookiem, na efekty pewnie przyjdzie poczekać, to mogę wam chociaż powiedzieć o powodach, przez które się na to zdecydowałem. Nie są one zapewne specjalnie oryginalne, ale każdy jeden był dla mnie istotny. Oto one:

Coraz gorsza jakość Facebooka: Facebook się zepsuł. Miejsce gdzie kilka lat temu trzymałem jako taki kontakt ze znajomymi, zmieniło się w miejsce, gdzie kontakt trzymały ze mną nachalne brandy, gdzie bombardowano mnie setkami 2-u minutowych filmików z napisami i przerwą na reklamę, w pigułce przedstawiającymi zalety diety #keto, przyczyny wojny z Syrii i kompilacje kocich figli; gdzie nie umiałem się dokopać do wpisów własnych znajomych w natłoku memów, powiadomień o używanych skuterach wystawianych na sprzedaż na Phuket i promocji w największej tajskiej sieci pizzerii. Przebywanie na Facebooku stało się męczące.

Facebookowa bańka: Zacząłem coraz mocniej uświadamiać sobie, że Facebook zamyka mnie w bańce, w komnacie sprzężenia zwrotnego, gdzie moje własne opinie odbijały się echem i wracały do mnie ze zdwojoną siłą, utwierdzając mnie jeszcze mocniej w takim czy owakim przekonaniu. Strony i ludzie, których „lubiłem” siłą rzeczy podzielali mój światopogląd (ciężko kliknąć „like” pod czymś, z czym się totalnie nie zgadzasz) coraz dalej zapędzając mnie w ślepy róg posiadania jedynej słusznej racji.

Permanentna inwigilacja: Nie żeby nie było to wiadome od dawna, ale afera Cambridge Analytica uświadomiła mi, że informacje o mnie nie tylko są dostępne dla osób trzecich (mimo bardzo restrykcyjnych ustawień prywatności mojego konta) ale mogą być wykorzystane w niecnych celach. Miarka się przebrała, gdy przypadkiem trafiłem na ustawiania relacji mojego konta z reklamodawcami, gdzie odkryłam, że Facebooku udostępnia im każde jedno polubienie jakiego dokonałem na tej platformie przez ostatnich 9 lat.

Rozluźnienie więzów: Dla kogoś takiego jak ja, kto wyniósł się na drugi koniec świata zostawiając rodzinę i przyjaciół w rodzinnym kraju, Facebook był obietnicą pewnej formy kontaktu i ucieczki przed tęsknotą. Ta obietnica się nie spełniła. Facebook nie utrzymywał mnie w kontakcie ze znajomymi a jedynie pozwalał obserwować precyzyjnie wyselekcjonowane urywki z ich życia. Wiedziałem, że temu urodziło się dziecko a tamten pojechał na wakacje na Maltę ale nie miałem pojęcia co tak naprawdę u moich znajomych słuchać, jak im się żyje. Mało tego, Facebook zamiast nas do siebie zbliżać, jeszcze bardziej powiększał dystans między nami, bo dając mi złudzenie, że wiem co i jak u tego i owego, pozbawiał mnie potrzeby bardziej bezpośredniego kontaktu.

Pożeracz czasu: Na imię mam Maciek Klimowicz i jestem Facebookoholikiem. W ogóle lubię swój smartphone i komputer i zawsze znajdę jakąś wymówkę, żeby pogapić się na ekran. Ale nic nie pochłaniało mojego czasu jak Facebook właśnie. I prawdę mówiąc, wolę już pooglądać coś ciekawego na YouTube albo poczytać jakiegoś dobrego bloga podróżniczego, niż obejrzeć kolejny Facebookowy filmik o tym jak prawidłowo obierać awokado.

Czas na Facebook

Oto dlaczego usunąłem Facebooka. I oto dlaczego na niego nie wrócę (piszę to trochę dla siebie, na zachętę). Nie na Facebooka w obecnej formie. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby powstała bardziej ludzka forma sieci społecznościowej, bez marek i medialnych konglomeratów a z prawdziwymi znajomymi i przyjaciółmi rozmawiającymi o rzeczach bliskich naszym sercom. Nie wiem, czy taka platforma jest w ogóle możliwa, czy na drodze do jej powstania nie stanęłaby nasza chciwa i próżna ludzka natura. Wiem tylko, że w swojej obecnej formie, Facebook przynosił mi więcej szkody niż pożytku.

Dlatego się wypisałem – Check out, Disconnect, Unlike –  z nadzieją skutecznego wyplątania się z Facebookowej sieci. A ty, jeśli spodobał Ci się ten wpis, podziel się nim ze znajomymi – może zamiast na Facebooku, to przy piwie, na spacerze w parku albo w rozmowie przez telefon. Tak mniej społecznościowo, a bardziej…osobiście.

ps. Z Facebooka usunąłem swoje prywatne konto, nie usunąłem jednak strony bloga – to jedyne miejsce, gdzie mam nieco bardziej bezpośredni kontakt z niemal 15.000 osób, które śledzą ten profil. Tam wrzucam najnowsze, wymagające szybkiej reakcji informacje, tam zadaje wam i odpowiadam na wasze pytania, tam działa coś na kształt skokowej społeczności – króko mówiąc, tam Facebook funkcjonuje nie najgorzej.  I mimo, że z wielką chęcią odciąłbym się od Facebooka totalnie, na razie nie widzę alternatywy dla tego rozwiązania.

Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. Od 2011 roku mieszkam w Bangkoku, jeszcze dłużej - podróżuję po Azji. Moje materiały publikował między innymi magazyn Men's Health, CNN, Gazeta Prawna, liczne portale podróżnicze i lifestylowe. Masz pytania? Propozycje? Pisz! kontakt@skokwbokblog.com ENGLISH: I'm a freelance journalist, travel writer and photographer. I live in Bangkok, Thailand. I've published in Men's Health, CNN and numerous travel and lifestyle media. Feel free to contact me - kontakt@skokwbokblog.com

12 komentarzy
  1. Podzielam Twoje zdanie i mam identyczne odczucia .Jestem początkującą blogerką i do mojego ostatniego wpisu na blogu myślałam że dzięki FB zyskuję nowych potencjalnych jego odbiorców (blog nie jest pozycjonowany ) .Nic bardziej mylnego .. ostatni wpis to były takie trochę “odgrzewane kotlety” wrzuciłam link na FB jak najbardziej .. ale tylko na zasięg organiczny, bez tzw. sponsorowania …mało tego nie chciało mu się go nawet zamieścić na IG zrobiłam to dobę później .Do teraz nie rozumiem fenomenu ilości wejść na post , który dla mnie był jednym ze słabszych i co spowodowało jego popilarnosc …ilość lajków na FB to nie to o co w tym wszystkim chodzi , więc po co mi takie medium społecznościowe , którym dla mnie FB już w tej chwili również nie jest? Też się będę musiała nad tym zastanowić .Pozdrawiam Bea

    1. Cześć Bea. Po twoim komentarzu dodałem do wpisu post scriptum. Abstrahując od algorytmów, zasięgów itd. (swoją drogą nigdy nie zapłaciłem za promocję skokowego wpisu na FB a mimo to, każdy jeden dociera do co najmniej kilku tysięcy osób, nie wiem jak i dlaczego), strona Skoku służy mi przede wszystkim do utrzymywania bezpośredniego kontaktu z czytelnikami i w tej roli sprawdza się nieźle. I to właściwie tylko to powstrzymuje mnie przed ostatecznym i kategorycznym zerwaniem z Facebookiem.

      1. Skoro Ty nie wiesz dlaczego trafia do tyłu czytelników to ja tym bardziej 😁😁😁 i pewnie nigdy tej zagadki nie rozwiążę .Natomiast za Wojtkiem Młynarskim powtórzę “Róbmy swoje ” I koniecznie pozdrów ode mnie miłość mojego życia czyli Tajlandię która w tym roku zdradzę z Indiami ale to będzie tylko krótkotrwały romans .Pozdrawiam

  2. Bardzo potrzebny wpis. Jak na ironię wszedłem tutaj przez link na fb właśnie. Też widzę u siebie objawy uzależnienia od Fb. Pierwszy odruch poranny to podejrzenie co tam na fb, jakby utrata newsów była największą stratą, która może mnie tego dnia spotkać. Widzę również korzyści z profilu swojego bloga na fb i nie wyobrażam sobie też współpracy komercyjnej z firmami bez fb, ale może sam sobie niepotrzebnie zaszczepiłem taka myśl? …

  3. Ja też rzuciłam Facebooka, zostawiłam sobie tylko konto “fejkowe” aby nadążać za różnymi wydarzeniami kulturalnymi. Niczego nie lajkuję, nie skroluję, tylko zapisuję się na wydarzenia żeby mieć aktualizacje np. ile kosztuje wejście albo czy coś się zmieniło z godziną rozpoczęcia. Dość dużo jednak bywam na różnych spotkaniach autorskich na przykład i to się przydaje. Poza tym – Facebook jest dla mnie absolutnie bezużyteczny i szkodliwy.

  4. Usunalem sie juz dawno, w 2011 r. Powrocilem jako Angelo zeby miec kontakt z biskimi znajomymi, czyli powiedzmy 30-50 osob. Niestety nie docenilem FB, albo nie potrafilem ukryc swojego profilu na tyle zeby mnie nie znalezli wszyscy ktorych mialem wczesniej w znajomych. Poprzez interes jaki prowadze, sa kolejne setki “znajomych”. 90% nie obserwuje. Lubie czytac jakies ciekawostki, ew smieszne rzeczy. Niestety wiekszosc jest wg mnie bez sensu. Fajnie sie patrzy jak ludzie kreuja rzeczywistosc, pokazuja jakie ich zycie jest piekne i fascynujace. Gdy sie zna prawde, jest to po prostu żenujące. Czasem sie zastanawiam kto jest glupszy, ci co wrzucaja co tydzien zdjecie sushi, czy ja ze to oglądam. Z tymi znjomymi na FB jest jak z dugopisami, mamy ich setki, piszemy kilkoma.

  5. DZIŚ PODEJMUJE DECYZJE O ZAWIESZENIU KONTA ZOBACZE JAK BĘDE FUNKCJONOWAŁ CZYTAM DUŻO KSIĄŻEK WIĘC POSWIĘCE DUŻO CZASU NA CZYTANIE BYŁEM NA INSTAGRAMIE ALE ZLIKWIDOWAŁEM PONIEWAŻ TO JUŻ BYŁA PRZESADA JESTEM KIEROWCĄ ZAWODOWYM I CO CHWILA SPRAWDZALEM PODCZAS JAZDY FB I INSTAGRAMA …..TO GROZIŁO WYPADKIEM….:) WIĘC DZIŚ ZAWIESZAM FB I MYSLE ,ŻE W CZASIE CAŁKIEM ZLIKWIDUJE SĄ WAŻNIEJSZE RZECZY W ŻYCIU…….POZDRAWIAM SEBA

    1. Wiem tyle – ten nieco ponad miesiąc bez Facebooka był super – więcej czasu, mniej rozkojarzenia, więcej książek, mniej memów, więcej filmów, mniej filmików. Ani razu nie żałowałem decyzji o usunięciu konta. Powodzenia!

Leave a Reply

Your email address will not be published.


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

x

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Zgadzam się Nie zgadzam się