Kids in KAnnapurna circut viewolkata
Inspiracje

Warto czasem gdzieś wyskoczyć!

Nikt nikogo pod pistoletem do podróżowania nie zmusza. Jak wolisz, możesz siedzieć w domu, mieć samochód i smartfona, kredyt i etat. Ma to swoje plusy a wybór jest wolny.  Pamiętaj jednak, że w międzyczasie coś Ci umyka.

Zróbmy to jak należy, z aptekarską dokładnością. Po jednej stronie– straty jakie poniosłem w wyniku podróżowania. Po stronie drugiej – to co dzięki szlajaniu się po świecie zyskałem.

Straty

Praca: Wyjeżdżając musiałem rzucić pracę. To nie jest warunek konieczny podróżowania – wiele osób umie połączyć pracę na etacie z wojażami. Ja nie umiałem. Poza tym nie pracowałem na etacie. Po trzech latach zasuwania na umowę o dzieło w redakcji jednego z największych magazynów lajfstajlowych w Polsce uznałem, że czas na zmiany. Tym bardziej, że na zmianę umowy się nie zanosiło (wręcz przeciwnie – etaty zaczęto redukować) zamiast podwyżki dostałem obniżkę (5% – bo kryzys) a to o czym pisałem zaczęło mnie nużyć. Ne twierdzę, że nie było w tej robocie nic ciekawego – wręcz przeciwnie. Udało mi się dzięki niej odwiedzić kilka fascynujących miejsc (z kalifornijskimi winnicami i pit stopem BMW na torze F1 Silverstone na czele), pracowałem z rewelacyjnymi ludźmi i generalnie dobrze się bawiłem. Zatem była to w pewnym sensie strata.

Annapurna circut view

Przyjaciele i znajomi: Strata to za dużo powiedziane – raczej rozluźnienie więzów. W końcu dalej się lubimy, trzymamy czasem lepszy czasem gorszy kontakt na Facebooku, wysyłamy sobie życzenia na urodziny. Ale przyznaję, bez bicia, że tu na obczyźnie moje życie towarzyskie do pięt nie dorasta temu co działo się (i pewnie dalej się dzieje) w moim rodzinnym Wrocławiu. W Bangkoku okazji do imprezy nie brakuje ale jakoś tak mam, że lubię imprezować z przyjaciółmi a ci…zostali w Polsce. Na szczęście są też przyjaciele nowi, tutejsi ale tych starych często brakuje

Rodzina: Nie ma lekko. Nie ma krupniku od mamy w lodówce, nie ma wypadów do rodziców na niedzielną szarlotkę, nie ma bunkriwania się u brata na kanapie po piątkowej imprezie. Jest Skype i odwiedziny raz czy dwa razy do roku (za każdym razem z dostawą ogromnych ilości kabanosów, śledzi, krówek itd.). To strata, której zaprzeczyć się nie da.

Lanterns in Bangkok

Stabilność: Nie mam planu emerytalnego (a przynajmniej nie takiego gwarantowanego przez państwo), nie mam ścieżki kariery, drogi awansu, kotwicy w postaci kredytu na mieszkanie. Nie zgromadziłem majątku, nie mogę się pochwalić dobrym samochodem, telewizorem, telefonem. Według niektórych standardów do niczego w życiu nie doszedłem.

Sprzęt i inne: W czasie swoich podróży utopiłem 2 aparaty, zgubiłem 2 iPody i kilka komórek oraz całą masę ubrań

Zyski

Tego co zyskałem podróżując nie bardzo umiem i nie chcę klasyfikować, dzielić na kategorie, zamknać w szufladkach. Dlatego nie będę nawet próbował. Kolejność na poniższej liście nie ma znaczenia.Od kiedy w 2009 roku wyjechał z domu z biletem w jedną stronę w kieszeni:

–       Nurkowałem w ciepłych wodach zatoki tajskiej

–       Zjadłem jajko ugotowane na parze wulkanicznej na Bali

–       Piłem wino ryżowe na szczycie najwyższego wulkanu Indonezjii…

–       …i wino gronowe w winnicach Birmy i Tajlandii

–       Jadłem larwy i owady w Tajlandii, pająki i duriany w Kambodży, grillowane wróble w chinach i wiele więcej

–       Widziałem wschód słońca nad Taj Mahal i nad Angkor Wat (2 razy)

–       Wspiąłem się na chiński mur…

–       I na wysokości 5416 m w Himalajach

–      Zanurzyłem dłoń w Gangesie

Angkor reflection

–       Poznałem miłość swojego życia

–       Nocowałem w chacie nepalskiego chłopa…

–       I w budce policji drogowej w Darjeeling w Indiach

–       Mieszkałem w apartamentowcu z basenem na dachu

–       Jeździłem karetką po Delhi i leżałem w Delhijskim szpitalu

–       Stanąłem oko w oko ze smokiem z Komodo

–       Kąpałem się pod wodospadem w Kambodży i w Indonezjii

–       Kupowałem wódkę w Laosie

–       Przejechałem 500 km na skuterze po Birmie

–       Objechałem Bali na motocyklu

–       Kupiłem swój własny motocykl i objechałem nim kawał Tajlandii

–       Urodziła mi się córka

Jasmine in India Town

–       Przekroczyłem most na rzece Kwae…

–       …i bambusowy most na Mekongu

–       Jeździłem (jako kierowca) rikszą po Mandalay

–       Uczyłem dzieci angielskiego w buddyjskiem klasztorze w Birmie

–       Zostałem nauczycielem w Tajlandii

–       Dałem sobie zrobić kilkadziesiąt masaży stóp

–       Założyłem Skok W Bok Blog

–       Paliłem marihuanę w świątyni w Indiach

–       Przejechałem na słoniu przez dżunglę  w Nepalu

–       Kupiłem parę czerwonych Conversów w Kalkucie

–       Piłem herbatę na plantacji na północy i południu Indii

–       Jadłem szarlotkę na wysokości 4500 metrów nad poziomem morza

–       Brodziłem po pas w wodzie w czasie powodzi w Bangkoku

Monks in Burma

–       Skoczyłem na trzecim najwyższym bungee na świecie (160m)

–       Spłynąłem na pontonie górską rzeką w Nepalu

–       I łodzią po Ayerwaddy w Birmie

–       Spotkałem żmiję na głównej ulicy Bangkoku

–       Stanąłem oko w oko z tygrysem, bez krat

–       Widziałem na własne oczy króla Tajlandii

–       Obejrzałem kilka walk Muay Thai

–       Jechałem autostopem w Wietnamie

–       Świętowałem nowy rok w Hanoi w Xian i w Bangkoku

[…]

Ta lista jest otwarta z dwóch storn – znalazło by się jeszcze wiele rzeczy, które z powodzeniem można by na nią wpisać. Wiele się też znajdzie w przyszłości. W końcu podróż trwa, postępuje palnowanie kolejnych jej etapów, następne przygody czają się tuż za rogiem!

Ja się wcale nie chwalę! Próbuję po prostu powiedzieć, że podróżowanie to kwintesencja życia w myśl hasła być a nie mieć. W drogę przecież nie da się i nie trzeba zabierać wiele. A choć do domu nie raz wraca się z pustym plecakiem to ciężko powiedzieć,  że wróciło się z niczym.

I jak wam się wydaje? Przeważają plusy czy minusy? Dlaczego warto podróżować? Warto czasem gdzieś wyskoczyć?

Standard

21 thoughts on “Warto czasem gdzieś wyskoczyć!

  1. Marcin Mnich says:

    Warto podróżować, by wystawiać się na losowość i brać przykład z natury.

    Dlaczego losowość? Losowość jest podstawą życia naszej planety, bez niej nic by nie mogło powstać – na przykład geny mieszają się losowo, losowo dzięki temu podąża ewolucja, poddając się selekcji naturalnej i co najważniejsze, losowo rodzą się idee w naszych mózgach. To od nas zależy tylko to z jakiej puli się losują i jak my potrafimy je wykorzystać.

    Podróżując często zmieniamy środowisko, co nastawia nas na losowe widoki, zdarzenia, rozmowy, sytuacje. Spędzając kolejny dzień na robieniu tej samej rzeczy tracimy właśnie te losowe szanse.

    Mamy więc wolny wybór: albo bierzemy to co pewne i redukujemy w życiu zdarzenia losowe, albo bierzemy przykład z natury i poddajemy się losowości.

  2. Marta says:

    Pewnie, że warto podróżować! Byłam w 47 krajach, mieszkałam w pięciu i nie żałuję ani chwili! OK, nie mam własnego mieszkania, ale za to ile wspomnień, ile zdjęć, ilu wspaniałaych ludzi spotkanych na różnych kontynentach – tego nikt mi nie może odebrać 🙂

  3. Kondi says:

    Naprawde musze zastanowic sie nad czytaniem Twojego bloga lub tez/i nad decyzjami zyciowymi? Pytanie. Czy mozna miec troche z tego zostawionego swiata tam w Tajlandii?

    • Ej, właśnie wróciłem z pracy gdzie mam etat i regularną wypłatę, za miesiąc przyjeżdża da mnie brat i kumpel będzie więc rodzina i przyjaciele. A na obiad zjadłem sznycelka. Prawie jak w domu! 😉

      • sylvi_a says:

        a ja z mężem już nie mogę się doczekać, bo 06.04 lądujemy w Tajlandii, a już teraz czuję że to będzie „niestety tylko” na 2 tygodnie 🙂

  4. piotrek_89 says:

    Z cała pewnością warto podróżować! To najlepsza szkoła życia. Osobiście przymierzam się na taki Gap Year gdzieś w Azji lub Australi ale z drugiej strony szkoda mi tego co tu do tej pory osiągnąłem i zamierzam jeszcze osiągnąć. Warto to sobie wszystko poukładać, pozamykać rozdziały. Kupić bilet w jedna stronę to nie problem ale najważniejsze w tym wszystkim jest zawsze mieć dobry plan B taki który pozwoli nam odzyskać to co możemy stracić albo chociaż zastąpić.

      • piotrek_89 says:

        To prawda życie jest krótkie i nie warto pewnych rzeczy odkładać na później. Nie mniej jednak łatwiej jest zrobić ten decydujący krok jak nie ma się nic do stracenia lub możliwość przesunięcia pewnych zobowiązań jednak nie zawsze jest to możliwe. Moim zdaniem najlepszym momentem do wyjazdu jest ukończenie pewnego etapy w życiu matura (sam wyjechałem na Cypr i była to przygoda życia) koleją „przerwę” planuje po ukończeniu studiów a do tego czasu zadowalam się podróżowaniem po Europie! Pozdrawiam.

    • Ja zacząłem od jazdy autostopem do Hiszpani i żeglowania do Szwecji i Dani. Potem było już z górki 😉 Pamiętać trzeba słowa klasyka – „nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego korku”.

  5. Asia.. says:

    ..Zakochałam się w tym blogu…wspaniale się Ciebie czyta:).zarywam noce,aby czytac czytac czytac…czuje pewnego rodzaju niepokój,że juz za chwile dotrę do ostatniego wpisu i bede musiala czekac na nowe…

    • Mam tak gdy oglądam dobry serial lub czytam dobrą książkę – dzięki!!! I bez obaw – nie zanosi się na to, żeby zabrakło tematów na wpisy, wręcz przeciwnie, jest ich zbyt wiele!

  6. dzekoo says:

    „Nie mam planu emerytalnego (a przynajmniej nie takiego gwarantowanego przez państwo)”. Ten punkt możesz spokojnie wykreślić ze strony minusów. Ja też nie mam, chociaż podatek na ZUS płacę. Masz lepiej, bo go nie płacisz i nikt Cię nie zmusza. To jest plus.

  7. bardziej_zyje_i_nie_gnije says:

    Uwielbiam takie motywatory 🙂 Dzięki za dzielenie się pozytywną energią i żywy dowód na to, że się da. Jeszcze chwila i też gdzieś skoczę. Data wyjścia ustalona – powrotu na szczęście nie. Mieć cel, ale nade wszystko do niego dążyć i w tym upatrywać hm – szczęścia? Push the limit. Ode mnie owacje na stojąco 🙂

  8. Ewa says:

    Mam 2 małych dzieci i wspaniałego męża, za 2 miesiące pierwszy raz jedziemy na prawdziwe wakacje (4 tyg w Tajlandii) i rodzina puka się w głowę-po co tak daleko, nie lepiej na mazury, w góry, macie małe dzieci (4 i 6 lat). A ja zamiast dzwonić po klientach siedzę i czytam kolejne Twoje wpisy zafascynowana i pozytywnie nastrojona 🙂 Odliczam dni… Dziękuję Ci za Twój optymizm i potwierdzenie naszych marzeń, chodzi o to, że się spełniają, że można żyć inaczej, porzucić narzucone standardy i cieszyć się każdą chwilą! To nas wzbogaca, nie mieszkanie, nie własny samochód. Wszyscy wiedzą a jak niewielu to praktykuje..

  9. Kinga says:

    Łza mi się w oku zakręciła jak czytałam „plusy”. Półtora tygodnia temu wróciłam z trzymiesięcznej podróży po Pd-Wsch Azji. Uwielbiam dłuuugie podróże – wcześniej były Indie, Nepal, żeglowanie po Europie. Ale dopiero ta ostatnia podróż kompletnie poprzestawiała mi wszystko w głowie – właśnie rozpoczęłam formalności w związku z przeprowadzką do Australii… 🙂 Więc można powiedzieć, że jestem „w skoku” nieustającym:)

  10. Pingback: My Homepage

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *