Dom Na Phuket

Znalezienie domu na Phuket zajęło nam mniej więcej miesiąc. Doroga do celu okazała się kręta i wyboista. Oto co znaleźliśmy i jak tego szukaliśmy.

Gdy miesiąc temu wsiedliśmy z Jasmine w zapakowany po dach samochód i ruszyliśmy na południe, ku Phuket, mieliśmy blade pojęcie o tym co zastaniemy na miejscu. Poza zaznaczoną na mapie lokalizacją szkoły, w której Jasmine miała rozpocząć w ciągu kilku dni pracę, mieliśmy niewiele – żadnego adresu, żadnych rezerwacja, jedynie numer telefonu do niejakiej Kristine. A to dlatego, że pierwszą noc na wyspie postanowiliśmy spędzić na surfując po kanapie – znaczy się korzystają z gościnności Kristine, udostępniającej swoje lokum w serwisie Couchsurfing. Na drugi dzień rano zerwaliśmy się z sofy bladym świtem i ruszyliśmy na poszukiwania nowego adresu.

Decydując się na zamieszkanie w Bangkoku należy pamiętać o jednej rzeczy – mieszkanie musi być blisko pracy – codzienne przebijanie się przez korki, czas zmarnowany w transporcie publicznym mogą zmienić życie w piekło. A na Phuket? Na Phuket jest to jeszcze ważniejsze! A to dlatego, że Phuket to nie byle wysepka a potężna wyspa, największa w Tajlandii i odległości między A i B, między brzegiem a brzegiem, między jedną wioską a drugą są naprawdę spore. Chodzenie piechotą odpada, transport publiczny niemal nie istnieje, taksówki są niemiłosiernie drogie. Pozostaje własny transport. Jako, że samochodu jeszcze się nie dorobiliśmy a jazdy całą rodziną na motocyklu dopiero będziemy się uczyć, poszukiwania domu postanowiliśmy zawęzić do najbliższych okolic nowej pracy Jasmine.

Drugim ograniczeniem był budżet. W Bangkoku za nasze fantastyczne, 65-o metrowe mieszkanie z dwiema sypialniami i dwiema łazienkami płaciliśmy 12 tysięcy Baht. Na Phuket chcieliśmy płacić mniej, a na pewno nie więcej. Cóż – chcieć sobie można. Szybki research w Internecie ostudził nieco nasz zapał – wyglądało na to, że 90% nieruchomości na wynajem na Phuket to luksusowe wille z basenami, dla wybrańców, bogaczy i krezusów.

Okazuje się jednak, że aby znaleźć dom na Phuket, lepiej niż na  Internet zdać się na…przypadek. Zamiast ślęczeć przed ekranem komputera i przeglądać ogłoszenia, postanowiliśmy ruszyć w teren. Wynajętym jeszcze w Bangkoku samochodem objechaliśmy całą okolicę, zajrzeliśmy w każdy zaułek, za każdy narożnik po drodze spisując numery telefonów powywieszane na ogrodzeniach domów czekających na najemcę. Szybko okazało się, że w sieci znajduje się jedynie ułamek (i to ten bardziej luksusowy ułamek) oferta najmu lokum na wyspie – wśród pól ananasów, pod błękitem nieba i szumiący palmami kryje się ich znacznie więcej.

Pod koniec pierwszego dnia poszukiwań wiedzeni jakimś niewiadomego pochodzenia instynktem postanowiliśmy jeszcze raz zjechać z głównej drogi, przy której mieści się szkoła Jasmine, i spenetrować boczną uliczkę. Ta okazała się wąska, dość stromo pięła się w górę i nie specjalnie zachęcała do kontunuowania podróży. Ale zamiast zatrzymać się w pół drogi, zawrócić i odjechać ku z góry upatrzonemu hotelowi, pojechaliśmy dalej. Gdybyśmy nie pojechali, nigdy nie minęlibyśmy blaszanych baraków, w których gnieżdżą się (przeważnie pochodzący z Birmy) pracownicy placów budów na Phuket, nie przejechalibyśmy przez niewielką plantację drzew gumowych i nie dojechalibyśmy do końca ślepego zaułka…gdzie czekał na nas nasz przyszły dom.

Jedno na niego spojrzenie i już chcieliśmy zawracać – za wysokie progi! Gdzie nam przy naszym budżecie do willi z basenem!? Nieco zrezygnowany postanowiłem jednak spytać ślęczącą z biurkiem z napisem „Reception” Tajkę, o cenę. „Log term?” Spytała? „Yes, one year”, odparłem. „13.000 Baht…„Bierzemy!” Oświadczyłem Jasmine od razu. „Za drogo!” odparła Jasmine. Ustaliliśmy więc, że damy sobie jeszcze szansę, zapisaliśmy numer telefonu pani z recepcji i pojechaliśmy do hotelu.

Następnego dnia zmieniliśmy nieco strategię. Zamiast szukać domu na stałe, zaczęliśmy rozglądać się za czymś tymczasowym na przeczekanie, czymś co pozwoli nam się lepiej zorientować w okolicy i znaleźć idealne lokum na cały rok. Daliśmy jeszcze jedną szansę internetowi i z jego pomocą znaleźliśmy kilka tańszych ofert. Tego samego popołudnia wprowadzaliśmy się do jednopokojowego bungalowu z kuchnią i łazienką, położonego o rzut kamieniem od szkoły Jasmine. Cena – 7500B za miesiąc, odór z kanalizacji gratis…

Kolejne dni zleciały nam na dalszym przeczesywaniu okolicy, spisywaniu numerów z płotów i licznych telefonach. Szybko okazało się, że w Phukeckim rynku nieruchomości jest…dziura. Nie jest problemem znalezienie szpanerskiej willi z basenem za kilkadziesiąt tysięcy Baht. Równie proste jest zamieszkanie na wyspie po taniości – w dość obleśnych, ciemnych pokoikach po raptem kilka tysięcy Baht miesięcznie. Znalezienie czegoś tańszego niż 15 tysięcy Baht i oferującego cywilizowane warunki dla rodziny takiej jak nasza okazało się nie lada wyzwaniem. Gdybyśmy mieli samochód nie byłoby większego problemu – znalezienie tańszego domu z dala od głównej drogi, niemal szczerym polu nie nastarcza wielkich trudności. Domów w cenie 15-18.000 w górę też jest sporo, ale poszukiwania miejsca precyzyjnie spełniającego nasze wymagania spełzły na niczym. Koniec końców sięgnęliśmy po telefon, wykręciliśmy numer  domu z basenem, na który trafiliśmy dnia pierwszego.

Wprowadziliśmy się 3 dni temu. Za w pełni umeblowany dom z wielkim salonem, sporą sypialnią, kuchnią i łazienką płacimy nieco mniej niż 15.000B. Okazało się bowiem, że do podstawowego czynszu wysokości 13.000 doliczyć trzeba obowiązkową kablówkę (250B) oraz…opłatę za sprzątanie w wysokości 1500B miesięcznie. Za tę cenę każdego dnia do naszego nowego domu wpadają dwie panie z Birmy i pucują wszystko na wysoki pomysł, wynoszą śmieci, myją naczynia a raz na kilka dni zmieniają prześcieradła i ręczniki oraz dostarczają wodę pitną. Kiedy chcemy podjechać motocyklem na zakupy prosimy je by popilnowały Hany przez godzinę czy dwie, kiedy chcemy popływać – wychodzimy przed salon i wchodzimy prosto do basenu, gdy najdzie nas ochota na hartowanie stali czeka na nas siłownia, do surfowania po sieci służy darmowy internet. A wszystko to wśród ciszy i zieleni, wśród śpiewu ptaków i wieczornych koncertów cykad, świerszczy i żab, 4 km od jednej z najpiękniejszych plaż na Phuket.

Kiedy wieczorem siadamy na ganku z filiżanką indyjskiego czaju i wsłuchujemy się w panującą tu cieszę czujemy, że albo coś musieliśmy zrobić dobrze, albo po prostu mamy szczęście. A może jedno i drugie? Udało nam się znaleźć nasz kawałek raju, teraz pozostaje zrobić tak, żeby zostać w nim na dłużej.

Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. Od 2011 roku mieszkam w Bangkoku, jeszcze dłużej - podróżuję po Azji. Moje materiały publikował między innymi magazyn Men's Health, CNN, Gazeta Prawna, liczne portale podróżnicze i lifestylowe. Masz pytania? Propozycje? Pisz! kontakt@skokwbokblog.com ENGLISH: I'm a freelance journalist, travel writer and photographer. I live in Bangkok, Thailand. I've published in Men's Health, CNN and numerous travel and lifestyle media. Feel free to contact me - kontakt@skokwbokblog.com

39 komentarzy
      1. To daj znac jak wrocisz;) Blogowanie po angielsku to kompromis pomiedzy francuskim, hiszpanskim a polskim ktorych czesc rodziny i przyjaciol nie zna, a to oni sa najwieksza czescia publicznosci:)

  1. wow, fantastycznie jest mieszkać w takim miejscu na Ziemi, w takiej chacie:) MariOlka póki co rozbija się po hostelach i CS-hostach i trochę Wam zazdrości…czy spotkaliście się z możliwością krókoterminowego wynajmu mieszkania np. na tydzień? pozdrowienia z Bangkoku:) http://mariolawpodrozy.pl

  2. Super meta! a te domki obok,gdzie stoi motocykl,jakie ceny?Możesz wrzucić gdzie dokładnie takie chatki,ciekawi mnie rejon Phuket

    1. Pozostałe domu ty są znacznie większe więc i kasa pewnie grubsza. To co my znaleźliśmy naprawdę jest okazyjne. Blog jest zdaje się dość popularny więc przezornie adresu nie zdradzę 🙂 Generalnie zachód wyspy, okolice Laguna Beach.

  3. Będzie coś w rodzaju zazdrości w mojej wypowiedzi, ale zazdrość ta będzie inna niż znana wszystkim polska tradycja. Zazdroszczę, ale strasznie się cieszę, że znaleźliście dla siebie piękny kąt. Oby wam się tam dobrze działa, przez tak długi czas, jaki będziecie chcieli tam być.

  4. Stary! Życie jak w Madrycie! Gratuluję i pomyślności życzę 🙂
    Czekam na kolejne wpisy i filmy. Pozdrawiam całą Waszą trójkę 🙂

  5. Właśnie na taki wpis czekałem! 🙂 Super chata, tylko Wam zazdrościć, aby Wam się dobrze na Phuket mieszkało 🙂 Myślę, że cena jest dobra, ale ciekawy jestem jak sytuacja będzie wyglądała w sezonie…;). Oby nikt tego resortu nie odkrył!

  6. Gratulacje! wyglada super!

    ja ruszam do Tajlandii w lipcu, chcemy wynajac chate na min 6 miesiecy. Moi znajomi chca blizej lotniska zw na koniecznosc wyjezdza z kraju w celach wizowych. Upieraja sie na Hua Hin. Jak ich przekonac do Phuket? 🙂

    Wrzucilbys jakis link do ofert domow na Phuket?

    1. nikt z nas nigdy nie byl w Tajlandii. Wszystko co wiemy jest wiec zaslyszane/przeczytane, takze kazda rada (zwlaszcza od osoby ktora zna juz graj bardzo dobrze) jest cenna.
      Moglbys w paru slowach porownac Hua Hin i Phuket?

      1. To karkołomne zadanie. Phuket to wielka wyspa na południu Tajlandii, Hua Hin to małe miasteczko w jej centralnej cześci. Oba są nad morze, oba popularne wśród turystów, w obu mieszka wielu ekspatów, w tym Rosjan. Phuket ma lotnisko a Hua Hin ma blisko do Bangkoku (jakoś 2 godziny). Hua Hin jest pewnie trochę tańsze, Phuket jest ciekawsze. Do Hua Hin można wypaść na weekend z Bangkoku, na Phuket można zamieszkać. Ale moge sobie pisać – jak jest możecie przekonać się tylko jadąc w oba miejsca.

        1. Inny wspoltowarzysz podrozy przekonuje teraz, ze najlepiej wybrac Chiang Mai:) Przyjdzie nam chyba pojezdzic w kazde z tych miejsc i samemu zdecydowac.

          Znajomy ktory nie chce slyszec o innych miejscach niz Hua Hin pisze z kolei tak:

          Zdaje sobie sprawe, ze Hua Hin to ni ejest siodmy cud swiata. Plaze i
          widoki sa ladniejsze na Phuket i Koh samui, a zdecydowanie pelniejszym
          przygod miastem jest Bangkok. Z tym, ze ja osobiscie sie ciesze z
          takiego stanu. Bo dzieki temu, mozemy funkcjonowac – jak to juz pisalem
          wczesniej – bardziej jako lokalsi niz turysci. Czyli: w otoczeniu
          zwyklego miasta i w otoczeniu zwyklych ludzi ze zwyklymi sprawami.
          Kurorty w okolicach Hua Hin sa bardziej pod miastem i to czesciej, jak w
          wielu miejscach na swiecie, takie troche zamkniete enklawy z prywatnymi
          plazami. W miejscach takich jak Phuket, gdzie nie ma zwyklego duzego
          miasta, tylko mnostwo tusrystycznych malych miasteczek, najczesciej o
          takie zwykle funkcjonowanie – jak korzystanie z sieciowych
          supermarketow, sieciowych wypozyczalni samochodow itp – jest
          trudniejsze, bo w miejscach turystycznych 90% gospodarki opiera sie na
          klientach i glownym dochodem lokalsow sa turysci. Pewnie widzieliscie w
          miejscach turystycznych te markeciki, w ktorych prawie nic nie ma, za to
          cena jak w Polsce. Pod wzgledem zaopatrzenia i sklepow na pewno lepszy
          bylby BKK, ale to miast chyba z przyczyn w miare oczywistych odrzucamy
          jako miejsce dluzszego pobytu.
          Osobiscie bardzo chcialbym przebywac w
          miejscu z ladnymi widokami, rajskimi plazami, wodospadami itp, ale to
          najczesciej wiaze sie z powyzszym, a oprocz tego, tez wynika to z mojego
          doswiadczenia, po kilku/kilkunastu dniach po prostu powszednieje i
          wtedy istotniejsze staja sie sprawy codziennego funkcjonowania, o co w
          miejscu turystycznym jest trudniej,.

          1. Hej Krzysztof nie wiem czy slyszales o Cham Am,tylko 20km od Hua Hin,duzo tansze i spokojniejsze miejsce.
            Duzo tez mozna dowiedziec sie od JC na retirecheapasia

  7. To mój pierwszy komentarz tutaj, nie pamiętam już jak trafiłam na Twojego bloga, ale zawsze wchodzę tu, kiedy mam zły dzień. I zawsze mnie inspirujesz, żeby wykonać wszystkie zoobowiązania i dogonić swoje marzenia. Twój wpis o Hanie był, jak dla mnie najpiękniejszy na całym blogu – cieszę się, że znalazłeś szczęście na drugim końcu świata 🙂

    Dziękuje, że piszesz.

    Pozdrawiam z centralnej Polski.

  8. Tajlandia.. Gdy kilka lat temu dostałam na urodziny ksiażkę Alex’a Garland’a – Niebiaska Plaza, wiedziałam ze któregos dnia bede musiała zobaczyc to piekne miejsce. Niestety, od tego wydarzenia minelo kilka lat, a jak mnie tam nie było, tak nadal mnie tam nie ma 🙂 Jednak obiecuje sobie ze byc moze koniec tego roku – ostatecznie poczatek przyszłego. Po przeczytaniu Bloga i po obejrzeniu filmików z Phuket, odczuwam coraz silniejsza potrzeba pojechania i zbaczenia wszystkiego na wlasne oczy 🙂

    Ps. Masz sliczną córke !

  9. Piękne miejsce i wygląda na to, że będziecie tam mieli dużo szczęsliwych chwil. Pozdrawiam z Chiang Rai

  10. Świetnie, że tak trafiliście 🙂 Każdy szuka swojego szczęścia i miejsca 🙂 Powodzenia dalej, oby szczęście trwało jak najdłużej

  11. Przypoina mi sie troche czas kiedy to ja tak zaczynalem jakies 13 lat temu. Ciagle na walizkach, ciagle przenosiny. Dziecko podrosnie to docenisz fakt posiadania wlasengo lokum, niedy landlord w ciagu 2 tygodni bedzie kazal Ci sie spakowac i oposcic miejsce. Ale fajnie, ze jestes z zycia zadowolony. Pozdrawiam

Leave a Reply

Your email address will not be published.


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

x

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Zgadzam się Nie zgadzam się