East Coast

Bali East Coast Tirta Ganga

 

Nabluźniłem wczoraj nieco na swój skuter, dziś muszę to choć w części odszczekać. Może nie jest to potężna, stylowa maszyna przyspieszająca bicie mojego serca ale jedno jest pewne – Yamaha zawiozła mnie wszędzie gdzie tylko chciałem i dzięki niej zobaczyłem miejsca, które znowu sprawiły, że musiałem zbierać szczękę z podłogi.

 Na trasę ruszyłem zaraz po śniadaniu i porannym snorkelingu, w towarzystwie poznanego tu Siergieja z, a jakże by inaczej, Rosji. Siergiej jest dość barwną postacią. Ma 24 lata, przyleciał tu miesiąc temu, wynajął pokój i podróżuje po wyspie. W międzyczasie wdał się już w zatarg z lokalną ludnością, która przyłapała go na zbieraniu kokosów w pobliskim palmowym zagajniku ale czego spodziewać się po człowieku, dla którego nadrzędnym celem podróży do Indonezji są odwiedziny w dżungli. Ot takie młodzieńcze marzenie. Co jeszcze ciekawsze Siergiej miesiąc temu wcale ale to wcale nie mówił po angielsku, teraz zaczyna już dukać a ja w jego towarzystwie czuję się jakbym przedwcześnie zaczął pracę nauczyciela. Wciąż wyjaśniam, tłumaczę, poprawiam błędy i odpowiadam na pytanie. Cóż, za 5 dni rzeczywiście wyląduję w szkole więc traktuję to jak rozgrzewkę.

 Zatem wsiedliśmy na skutery i pomknęliśmy na północ. Najpierw do miejscowości Tirta Ganga (Woda Gangesu) obejrzeć tamtejszy pałac wodny i jeden z najbardziej malowniczych, usianych polami ryżowymi krajobrazów na Bali. Po obiedzie w wiosce, skierowaliśmy skutery ku najwyższemu wulkanowi na wyspie – Agung. Gdy maszyny nie dawał już rady stromej drodze, zawróciliśmy by dalej przeć wzdłuż wschodniego wybrzeża, aż do miejscowości Amed. Tam wchłonąłem chyba najlepsze dnie jakie trafiło mi się w Indonezji – tłusty kawałek tuńczyka obficie przyprawiony lokalnymi ziołami, zawinięty w liść bananowca i upieczony na grillu. Kupione i zjedzone na kamienistej plaży smakowało to tak dobrze, że 3 kolejne porcje zawiozłem z powrotem w plecaku.

 Niestety pora robiła się późna a do domu daleko, trzeba nam było zawracać. Jeden zakręt, drugi i…zgubiliśmy drogę. Ale wokół taka sceneria, że żal z tego szlaku wracać na właściwą drogę. Szeroka, soczyście zielona dolina, u jednego jej końca granatowe morze jawajskie, u drugiego gigantyczna ciemnozielona ściana bezimiennej góry, nad tym wszystkim zachodzące słońce. Nic tyko jechać dalej. Więc pojechaliśmy, aż do oporu, tam gdzie dalej jechać się nie dało, by wreszcie zawrócić i po półtoragodzinny wyprzedzania ślamazarnych ciężarówek na krętych górskich dróżkach zajechać z powrotem do Padang Bay.

 Na Bali spędziłem jedynie jedną trzecią swojego trzytygodniowego pobytu w Indonezji. Ale tak naprawdę mogłem w ogóle się stąd nie ruszać a i tak historii do opowiadania i miejsc do opisywania miałbym na pęczki. A ile jeszcze zostało do zobaczenia. Spora część południa, park narodowy na wschodzie i kto wie co jeszcze. Nie skończyłem jeszcze jednej podróży a już mam ochotę planować koejną.

 

*Ciekawe? Dobrze napisane? Pomocne? Kliknięcie w jeden z przycisków “share” pod artykułem to najprostszy i najlepszy sposób by docenić wysiłek jaki wkładam w tworzenie tej strony i pomóc w rozwoju Skok W Bok Blog. Czekam też na wasze komentarze oraz maile z pytaniami i sugestiami. Z góry dziękuję!

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

x

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Zgadzam się Nie zgadzam się