Malezja, Tajlandia, Transport

Jedziesz gdzieś? Jedź pociągiem!

Jednym z moich najwcześniejszych wspomnień jest wspomnienie podróży pociągiem. Poza tym, że odbyła się ona właśnie koleją, niewiele z tej wycieczki zachowałem w pamięci. Nie pamiętam gdzie jechałem, jak długo i co mijałem po drodze. To co zapamiętałem, to emocje. To wspaniałe uczucie, gdy koła stukoczą na szynach a pociąg gna przed siebie, w nieznane.

Podróże koleją mają w sobie coś. Gdy jedziesz samochodem, po prostu połykasz kilometry, lecąc samolotem stawiasz na komfort i efektywność; pojedź pociągiem, a to podróż staje się celem samym w sobie. I przyjemnością, której każdą chwilą można się  delektować.

Od czasu tej pierwszej przejażdżki pociągiem, wielokroć jechałem koleją. Od dalekobieżnych pociągów w Indiach po rozklekotane lokalne składy w Birmie, od pnącej się stromo pod górę himalajskiej kolejki w Darjeeling po gnający 300km na godzinę francuskie TGV; gdziekolwiek jadę, staram się jechać pociągiem. Niektóre z nich mkną z zawrotnymi prędkościami, inne toczą się absurdalnie powoli, niektóre są nowoczesne, o wnętrzach podobnych odrzutowcom, innym bliżej jest eksponatom z muzeum kolei; ale żadna z tych przejażdżek i żaden z tych pociągów nie może równać się z Eastern & Oriental Express.

Nie będę tracił czasu na pisanie o faktach, na temat E&O przelano hektolitry atramentu, informację o tym kursującym między Singapurem i Bangkokiem luksusowym składzie znaleźć można w dziesiątkach publikacji poświęconych podróżom kolejowym. Fakty są powszechnie i łatwo dostępne, porozmawiajmy więc o emocjach.

Czy byłem podekscytowany gdy dowiedziałem się, że wybiorę się w podróż na pokładzie E&O? Mało powiedziane! Ale prawdę mówiąc, byłem też co nieco sceptyczny. A to dlatego, że linia dzieląca styl vintage od tandety, jest bardzo cienka. Zbyt często to, co miało być doświadczeniem sentymentalnym, przywołującym wspomnienia dawnych, lepszych czasów, okazuje się imitacją obitą materiałem skóropodobny i przykrytą warstewką kurzu. Myślałem zaś, że tym właśnie jest wycieczka E&O – sentymentalną podróżą starym pociągiem. Dlatego by uciąć wszelkie spekulacje, postawię sprawię jasno – E&O wciela w życie to sentymentalne doświadczenie z niezwykła gracją, i co ważne, jest czymś więcej niż tylko rekonstrukcją podróży z dawnych lat.

Podróż E&O zaczyna się meldunkiem…w hotelu. Formalności poprzedzające wycieczkę odbywają się  w hotelu Raffles w Singapurze – jednym z najsłynniejszych hoteli w Azji i miejscu gdzie na początku minionego wieku stworzony został nie mniej słynny koktajl Singapore Sling. Przyszli pasażerowie E&O raczą się tym różowym drinkiem czekając na wydanie swoich kart pokładowych, i choć na co dzień nie przepadam za mdłymi koktajlami, w tym hotelu i w takich okolicznościach, Sling smakował wyśmienicie.

Zanim pasażerowie wsiądą do pociągu, muszą jeszcze uporać się z formalnościami na granicy. Ach kontrole graniczne, któż ich nie kocha! Jednak w tym wypadku niedogodność jaką bywa przekraczanie granic, nerwowe czekanie w kolejkach, świdrujący wzrok celnika kartkującego mój paszport, odeszły w zapomnienie momentalnie, gdy tylko wszedłem na pokład E&O. Tam czekała na mnie alternatywna, lepsza rzeczywistość.

Rzeczywistość wypolerowanego na wysoki połysk drewna i miękkiego pluszu, lśniących miedzią detali i przyćmionego światła sączącego się ze stylowych lamp. Rzeczywistość elegancka i ekstrawagancka zarazem, która otula pasażerów miękkim uściskiem luksusu. O tym, że trafiłem na pokład pociągu a nie do ekskluzywnego hotelu przypominały tylko wąskie korytarze, skromny rozmiar mojej kabiny typu Pullman, oraz kołysanie wagonu, zwłaszcza na odcinkach, gdzie tory od kilku dekad domagają się napraw. Tak, to wciąż pociąg, lecz jednocześnie znacznie więcej niż pociąg. Począwszy od przewiewnego wagonu obserwacyjnego na końcu składu, przez elegancko wykończony wagon-bibliotekę, aż po dwa wagony restauracyjne i pełnokrwisty piano bar bliżej lokomotywy, wszystko tu wprost epatuje luksusem w stylu vintage.

A potem czuć szarpnięcie i pociąg rusza. Najpierw powoli, jak żółw ociężale, skład zostawia za sobą ogrody i wieżowce Singapuru; potem prędzej i prędzej, dając pasażerom szansę by cieszyć się owym pędem, najlepiej z lampką szampana w dłoni. Z każdą chwilą i każdym pokonanym kilometrem krajobraz za oknem mocniej nasiąka zielenią, pojawiają się pola ryżowe i plantacje drzew kauczukowych, na pierwszym planie gęstwina dżungli, w oddali, na horyzoncie – wzgórza. I gdy tak mkniemy przez tę Południowo-Azjatycką scenerię, czuję jak przepełnia mnie ten sam zachwyt, który nie pozwala mi zapomnieć tej pierwszej przejażdżki pociągiem. Zachwyt, jakiego dostarczyć może tylko podróż koleją.

Tylko koleją, bo właśnie jadąc pociągiem można całkowicie zatracić się w doświadczeniu podróży. Nie trzeba dbać o kierunki – tym zajmą się tory i maszynista, nie ma potrzeby z uporem maniaka zerkać na telefon – zasięg i tak jest marny. Nie pozostaje nic innego jak rozsiąść się wygodnie i delektować się jazdą. Można robić to z drinkiem lub książką w dłoni, ale koniec końców liczy się tylko ruch na przód i stukot kół na szynach. Trochę to podróżowanie, trochę też medytacja.

Z tej medytacyjnej monotonii pasażerów wyrywają jedynie przerwy na posiłki i postoje na zwiedzanie – jeden w Malezji, spędzony na podziwianiu architektury meczetu i sułtańskiego pałacu; drugi w Tajlandii, w miasteczku Kanchanaburii, na spływ rzeczką Kwai i lekcję historii drugiej wojny światowej na azjatyckim froncie.  Ale być może najważniejszym celem owych postojów jest dać szansę pasażerom zerknąć na pociąg w całej okazałości, na tle tropikalnego krajobrazu.

Jeśli zaś mowa o posiłkach, te nie ustępują niczym tym serwowanym w eleganckich restauracjach. Jedzenie przyrządzane przez szefa kuchni i podawane na białej porcelanie w stylowych wnętrzach wagonów restauracyjnych, smakuje jeszcze lepiej, gdy krajobraz za oknem zmieniał się w zieloną smugę a kryształowe kieliszki podzwaniają w takt toczących się po torach kół. W wagonach restauracyjnych serwowane są obiad i kolacja, ale moim ulubionym punktem programu okazało się śniadanie i podwieczorek, podawane na srebrnych tacach, w kabinach, prosto do łóżka. A więc to tak podróżuje arystokracja! Mógłbym przywyknąć do takich podróży!

Bo mimo tych wszystkich luksusów, to wciąż jest podróż: poznawanie nowych miejsc, smaków, ludzi… czyli wszystko to, czego brakuje mi w eleganckich hotelach. W wielogwiazdkowym hotelu zawsze czuję się nieco osaczony, uwięziony w kokonie luksusu. Taki hotel nie chce żebym ruszał się z miejsca, kusi by stołować się w hotelowej restauracji, pływać w hotelowym basenie. A gdy jednak wyrwę się na zewnątrz by zwiedzać, poświęcam na to czas , który mogłem spędzić ciesząc się wygodami w hotelu.

Sytuacja bez wyjścia? Niekoniecznie. Od dziecka wiedziałem, że mój ulubiony sposób na podróż, to podróż pociągiem. Teraz wiem też, że nie byle jakim pociągiem. Najlepiej pojechać Eastern & Oriental Express.

Pociągiem jechałem na zaproszenie filmy Belmond. Ceny biletów zaczynają się od około 3000 usd za miejsce w dwuosobowej kabinie. Tekst po angielsku ukazał się TUTAJ

Standard

6 thoughts on “Jedziesz gdzieś? Jedź pociągiem!

  1. Zakładam że Dzięki temu że jest zaporowa cena jest tez bardziej luksusowo / bardziej na poziomie jeśli chodzi o pasażerów. Pamietam jak w Bangkoku widziałem ten skład pięknie się prezentuje 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.