<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Skok w Bok Blog - przeprowadzka do Tajlandii &#187; Skok w Bok Blog &#8211; przeprowadzka do Tajlandii</title>
	<atom:link href="http://skokwbokblog.com/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://skokwbokblog.com</link>
	<description>SKOK W BOK - Blog o przeprowadzce do Tajlandii, życiu i pracy w Bangkoku, podróżach po Azji</description>
	<lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 03:11:48 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	
		<item>
		<title>Lekcje zaufania</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/ludzie/lekcje-zaufania/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/ludzie/lekcje-zaufania/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 May 2012 06:37:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>czako</dc:creator>
				<category><![CDATA[Birma]]></category>
		<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Szkoła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=2126</guid>
		<description><![CDATA[Kontakty w Bangkockimi kierowcami tuk tuków, hotelowymi naganiaczami w Wietnamie lub tymi operującymi na granicy Tajlandii z Kambodżą zdołało nadszarpnąć moje zaufanie do ludzi. Birma pomaga mi je odzyskać. „Bicycle, motorcycle, anything!?” Zawołał do mnie hindus od radosnym spojrzeniu w jednej z ciasnych uliczek starego miasta w Mandalay. Odruchowo przyspieszyłem kroku ignorując natręta (to technika,]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260662.jpg" rel="lightbox[2126]"><img class="size-large wp-image-2132 aligncenter" title="Group of youn monks" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260662-431x288.jpg" alt="Group of youn monks" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Kontakty w Bangkockimi kierowcami tuk tuków, hotelowymi naganiaczami w Wietnamie lub tymi operującymi na granicy Tajlandii z Kambodżą zdołało nadszarpnąć moje zaufanie do ludzi. Birma pomaga mi je odzyskać.<span id="more-2126"></span></p>
<p>„<em>Bicycle, motorcycle, anything!?”</em> Zawołał do mnie hindus od radosnym spojrzeniu w jednej z ciasnych uliczek starego miasta w Mandalay. Odruchowo przyspieszyłem kroku ignorując natręta (to technika, którą z powodzeniem stosuję wobec tuk tukarzy przemierzając każdego dnia ulice Bangkoku). Nie uszedłem jednak trzech kroków gdy dopadało do mnie, że  przecież właśnie po to, żeby znaleźć motocykl do wynajęcia wyszedłem z hotelu. Zawróciłem.</p>
<p>Negocjacje nie trwały długo. Ku mojemu zaskoczeniu Hindus rzucił całkiem przystępną cenę, przystał na moje warunki (motocykl oddam kiedy oddam i wtedy zapłacę) i nie przejmował się nawet specjalnie spisywaniem mojego paszportu ani innymi formalnościami. Zapytał tylko, w którym hotelu mieszkam po czym wręczył mi kluczyki. Kilka chwil później brnęliśmy z Jasmine przez kompletny chaos ruchu ulicznego w Mandalay na naszym chińskim skuterze o pojemności 110cc.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260308.jpg" rel="lightbox[2126]"><img class="size-large wp-image-2127 aligncenter" title="Motorcycle in Mandalay" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260308-431x288.jpg" alt="Motorcycle in Mandalay" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Kierunek zwiedzania – południe. Nie będę się rozpisywał o mijanych po drodze świątyniach, buddach i innych atrakcjach – od tego są przewodniki. Ważne, że po poł godziny jazdy miasto w końcu nas wypluło (nie wiadomo właściwie kiedy bo samo ciężko stwierdzić czy samo Mandalay to bardzo duża wieś czy może małe miasto)  i kilka zakrętów dalej trafiliśmy na  najbardziej fotogeniczną z lokalnych atrakcji – most U Bein</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260483.jpg" rel="lightbox[2126]"><img class="size-large wp-image-2128 aligncenter" title="U Bein's Bridge" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260483-431x288.jpg" alt="U Bein's Bridge" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Można tu wpaść, pstryknąć kilka zdjęć podobnych milionowi zdjęć już tu pstrykniętych, podpisać się markerem na kilkusetletnim, tekowym przęśle idąc w ślad tysięcy zwiedzających, można poświęcić parę minut na spacer tam i z powrotem po czym zapakować się w swój transport i pojechać w dal. Nam jednak wyszło inaczej i koniec końców spędziliśmy na moście 2 godziny. A wszystko to za sprawą grupki młodych, może kilkunastoletnich chłopaków, w tym kilku w mnisich strojach, którzy dopadli nas gdy tylko zaczęliśmy kroczyć po deskach mostu.</p>
<p>Nie raz to już słyszałem. „<em>Hello, what’s your name, I’d like to practice English with you</em>”. Próbowali tego ze mną Hindusi, próbowali Wietnamczycy, za każdym razem kończyło się na jakiejś ofercie, próbie zarobku. Nic dziwnego, że słyszące te słowa przyspieszyłem kroku. Nie uszedłem jednak trzech kroków, gdy dotarło do mnie, że właściwie czemu nie, w kwestionariuszu wizowym wpisałem przecież, że jestem nauczycielem.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260503.jpg" rel="lightbox[2126]"><img class="size-large wp-image-2129 aligncenter" title="Monks and parasols" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260503-431x288.jpg" alt="Monks and parasols" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Potokowi słów nie było końca. Wędrowaliśmy (Ja, Jasmine i 5 uczniów) najdużsyzm na świecie tekowym mostem<strong> </strong>w tę i we w tę i gadaliśmy o tym co nam ślina na język przyniosła. O Birmie i Tajlandii, Europie i Azji, jedzeniu, przyrodzie i polityce. Oni podłapali, miejmy nadzieję trochę Angielskiego, my kilka słów po birmańsku, na pożegnanie zaś dostaliśmy adres szkoły językowej funkcjonującej przy jednym z klasztorów w Mandalay i zaproszenie na jutrzejsze zajęcia.</p>
<p>Jakież było zdziwienie naszych nowych znajomych, gdy kolejnego dnia z rana zapukaliśmy do drzwi ich klasy. Zajęcia poprowadziliśmy na zmianę z Jasmine. Było trochę śpiewania, trochę gier, trochę gramatyki i dużo śmiechu. By zainteresować lekcją moich znudzonych, zblazowanych lub po prostu leniwych tajskich uczniów muszę wychodzić z siebie.  Dlatego nie mogliśmy się wprost nadziwić, ile serca tutejsze dzieciaki wkładają w naukę i jak świetnie sobie z nią radzą – mimo (a może dlatego), że nikt uczyć im się nie każe. W klasach nie ma tu białych tablic i markerów, rzutników i klimatyzacji, przeważnie nie ma nawet nauczyciela (starci uczniowie uczą młodszych). Jest za to pozytywna i ciąg do wiedzy.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260787.jpg" rel="lightbox[2126]"><img class="size-large wp-image-2131 aligncenter" title="Monastry school" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260787-431x288.jpg" alt="Monastry school" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Tej pozytywnej energii i tego ciągu zaznałem w Birmie wiele. Z początku, gdy tylko ktoś do mnie zagadywał włączała mi się czerwona lampa, szukałem drogi ewakuacyjnej. Z czasem jednak przekonałem się, że w 90% przypadków za próbą nawiązania kontaktu nie kryje się żaden interes. Ci ludzie naprawdę chcieli zaprosić mnie do swojego stołu, podrzucić kilkaset metrów traktorem, pokazać jak nakłada się na twarz tanakhę. A przede wszystkim chcieli pogadać. Przy filiżance herbaty, pod drzewem banianowym, czekając na autobus. Pogadać o czymkolwiek, „<em>Skąd jesteś, ilu masz braci i sióstr, czym się zajmujesz?”.</em></p>
<p>Tego co najpiękniejsze w Birmie nie trzeba szukać w przewodniku, nie da się tego znaleźć w rankingu destynacji podróżniczych ani sfotografować. Jak to więc znaleźć? Wystarczy zwolnić kroku, uśmiechnąć się i zagadać. Dalej wypadki potoczą się same.</p>
<p><strong><em>*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję!</em></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/ludzie/lekcje-zaufania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polska w tajskiej TV</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/polska/polska-w-tajskiej-tv/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/polska/polska-w-tajskiej-tv/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 May 2012 03:47:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>czako</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[telewizja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=2121</guid>
		<description><![CDATA[Polska w Tajlandii to kraj jeszcze mniej znany niż Tajlandia w Polsce. W promocji pomóc nam może Euro 2012. &#160;]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Polska w Tajlandii to kraj jeszcze mniej znany niż Tajlandia w Polsce. W promocji pomóc nam może Euro 2012.</p>
<p><iframe src="http://www.youtube.com/embed/HTuWg67402o" frameborder="0" width="460" height="315"></iframe></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/polska/polska-w-tajskiej-tv/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Uśmiechnij się, jesteś w Birmie!</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/podroze/usmiechnij-sie-jestes-w-birmie/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/podroze/usmiechnij-sie-jestes-w-birmie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 11 Apr 2012 15:07:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>czako</dc:creator>
				<category><![CDATA[Birma]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Motocykl]]></category>
		<category><![CDATA[Uśmiech]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=2107</guid>
		<description><![CDATA[Jak opisać to co nie do opisania, po co opisywać skoro nic co napiszę, nie przygotuje was na to co spotka was w w tym niezwykłym kraju?  Od czego mam zacząć odpowiadanie tej historii? Może od porannej wizyty w przyklasztornej szkole, od lekcji angielskiego udzielonej dzieciakom z okolicznych wsi? Nie, to zasługuje na osobny tekst.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260913.jpg" rel="lightbox[2107]"><img class="size-large wp-image-2108 aligncenter" title="Burmese Smile" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260913-431x288.jpg" alt="Burmese Smile" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Jak opisać to co nie do opisania, po co opisywać skoro nic co napiszę, nie przygotuje was na to co spotka was w w tym niezwykłym kraju? <span id="more-2107"></span></p>
<p>Od czego mam zacząć odpowiadanie tej historii? Może od porannej wizyty w przyklasztornej szkole, od lekcji angielskiego udzielonej dzieciakom z okolicznych wsi? Nie, to zasługuje na osobny tekst. Może wiec od zakupów w birmańskim supermarkecie gdzie biegało za mną pięć urodziwych hostess, które zabiegały się tak bardzo ze wybiegły za mną za sklepu i machały na pożegnanie gdy odjeżdżałem w dal na swoim wysłużonym skuterze? A może od razu przejść do relacji z trasy, do opisu widoku jaki rozciąga się na równinę wokół Mandalay ze wzgórz po wschodniej stronie miasta,  krętych, stromych dróg, ogromnych drzewa bananowych i wysokich na kilka pięter palm arekowych?</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260932.jpg" rel="lightbox[2107]"><img class="size-large wp-image-2111 aligncenter" title="Watermelon field" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260932-431x288.jpg" alt="Watermelon field" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Czemu poświecić więcej miejsca – opisowi ciągnących się po horyzont pól arbuzowych czy urodzie dziewczyny ,od której kupiłem po drodze butelkę benzyny?  A może szklance mlecznej herbaty od Nepalczyków we wsi o dźwięcznej nazwie Bombaj ? Ale właściwie czemu miałbym wyróżnić właśnie tę szklankę skoro było ich tego dnia kilkanaście a każda równie słodka i podana z równie serdecznym uśmiechem?</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260909.jpg" rel="lightbox[2107]"><img class="size-large wp-image-2110 aligncenter" title="Indian tea and sweets" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260909-431x288.jpg" alt="Indian tea and sweets" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Kto bardziej zasłużył na obecność w tym tekście – Pakistańczyk , który pomagał mi w miejscowości Pyin U Lwin<strong> </strong>znaleźć warsztat, w którym mógłbym wymienić zepsuty akumulator w skuterze czy Hindus, który na drzwiach swojego hotelu umieścił napis „feel your dreams come true” choć pokoje przywodziły raczej na myśl sceny z sennych koszmarów. Wielobarwne konne bryczki toczące się po skapanych w słońcu uliczkach miasteczka czy chłopcy posuwający się powoli poboczem drogi na przysadzistych bawołach.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1260871.jpg" rel="lightbox[2107]"><img class="size-large wp-image-2116 aligncenter" title="Golden Dream Guesthouse" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1260871-431x288.jpg" alt="Golden Dream Guesthouse" width="431" height="288" /></a></p>
<p>A może od razu przejść do chwili, gdy  110 centymetrowy silnik naszego skutera odmówił dalszego dźwigania pod górę dwóch osób i sporego plecaka, zakaszlał i zgasł? Do desperackich prób ponownego uruchomienia pojazdu i perspektywy spędzania nocy na poboczu drogi w górach regionu Shan? Może opowiedzieć wam jak trzech podpitych wieśniaków próbowało zreperować sprzęt przy pomocy miski z wodą i śrubokrętu a poległszy wtargali go na pakę swojego pojazdu przypominającego skrzyżowanie traktora z furgonetką i w mroku zawieźli nas do oddalonej o godzinne drogi wsi?</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260949.jpg" rel="lightbox[2107]"><img class="size-large wp-image-2109 aligncenter" title="Gokteik Viaduct" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260949-431x288.jpg" alt="Gokteik Viaduct" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Na osobny akapit zasługuje tez przecież Jasmine, bez której nie mielibyśmy szans ujechać tak daleko.  To przecież tylko dzięki jej znajomości Hindi udało nam się znaleźć przyjaźnie nastawiona hinduska rodzinę, która w środku nocy pomogła nam zorganizować mechanika. To ona prowadziła z panem domu ożywiona rozmowę gdy ja na zmianę zerkałem na telewizyjne relacje z trzęsienia ziemi w Indonezji i portret Aung San Suu Kyi na ścianie. To ona tłumaczyła mi jak nazywają się i jak powstają smakołyki, którymi nas tego dnia częstowano i nie pozwalała mi zasnąć gdy dwunastą godzinę  z rzędu prowadziłem skuter po zakrętach.</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260843.jpg" rel="lightbox[2107]"><img class="size-large wp-image-2112 aligncenter" title="Burma motorbike" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260843-431x288.jpg" alt="Burma motorbike" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Czym zakończyć? Ostatnią godziną jazdy przez birmańska noc ku miejscowości Kyaukme? Rzutem oka na najbardziej rozgwieżdżone niebo jakie widziałem w życiu? A może kolacja w barze u trzech nepalskich sióstr, gorącym chappati prosto z blachy pochłoniętym w lokalnych tutejszych rikszarzy?</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260914.jpg" rel="lightbox[2107]"><img class="size-large wp-image-2113 aligncenter" title="Nepali man in Burma" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/05/1260914-431x288.jpg" alt="Nepali man in Burma" width="431" height="288" /></a></p>
<p>Po co, skoro to wszystko za mało, skoro nic co napisze nie jest w stanie oddać niezwykłości  tego jednego dnia? Po co, skoro choć przed przyjazdem tutaj czytałem na temat tego kraju wszystko co popadnie a  i tak nic nie było mnie w stanie przygotować na to co tu zastałem? Może odpuszczę dalsze pisane, może lepiej zabiorę się za planowanie powrotnej drogi do Mandalay. Tym bardziej ze podróż w tamta stronę może okazać się znacznie dłuższa. Przecież  teraz w  co drugiej tutejszej wsi mamy znajomych czekających na nas ze szklanką gorącej herbaty.</p>
<p><strong><em>*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję!</em></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/podroze/usmiechnij-sie-jestes-w-birmie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ile jest Birmy w Birmie?</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/ludzie/ile-jest-birmy-w-birmie/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/ludzie/ile-jest-birmy-w-birmie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 09 Apr 2012 08:10:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Klimowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Birma]]></category>
		<category><![CDATA[Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Myanmar. Ludzie]]></category>
		<category><![CDATA[Yangon]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=2082</guid>
		<description><![CDATA[Pierwszy spacer ulicami Yangonu sprawił, że poczułem się jakbym na powrót trafił do Indii. Wizyta na nocnym targowisku z jedzeniem przywiodła na myśl Tajlandię, boczne uliczki Mandalay skojarzyły mi się z wietnamskim Hanoi i chińskim Pingyao  Wszystko pięknie, tylko gdzie w tym wszystkim jest Birma? Szukam jej uważnie, wypatruje w tłumie handlarek na przystani promowej]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250877.jpg" rel="lightbox[2082]"><img class="aligncenter size-large wp-image-2087" title="Burmese smile" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250877-431x288.jpg" alt="Burmese smile" width="431" height="288" /></a></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Pierwszy spacer ulicami Yangonu sprawił, że poczułem się jakbym na powrót trafił do Indii. Wizyta na nocnym targowisku z jedzeniem przywiodła na myśl Tajlandię, boczne uliczki Mandalay skojarzyły mi się z wietnamskim <a href="http://skokwbokblog.com/wietnam/10-02-high-noi/">Hanoi</a> i chińskim </span><a style="font-family: Arial, sans-serif;" href="http://skokwbokblog.com/chiny/3-03-male-tez-piekne/" target="_blank">Pingyao</a><span style="font-family: Arial, sans-serif;">  Wszystko pięknie, tylko gdzie w tym wszystkim jest Birma?</span></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;"><span id="more-2082"></span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Szukam jej uważnie, wypatruje w tłumie handlarek na przystani promowej przy Yangoon River, szukam w garnkach pobliskiego China Town, próbuje dostrzec przez tumany kurzu na północnym dworcu autobusowym. Momentami wydaje mi się ze już ją mam – udaje mi się ją dostrzec w taksówce, w której kierownica umocowana jest po prawej stronie choć i ruch jest prawostronny, we wzorach wymalowanych pastą z drzewa sandałowego na birmańskich twarzach, w obdrapanych ścianach kolonialnych budowli i półkilogramowym pęku lokalnej waluty jak dostałem w zamian za kilka zielonych banknotów z Ameryki. Ale to ciągłe nie to. Birma nie narzuca się tak jak Hinduscy sprzedawcy, nie mami brokatem i nie zawsze szczerym uśmiechem jak Tajlandia. Jest łagodna w obyciu, nieśmiała a przy tym wymagająca.</span></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250684.jpg" rel="lightbox[2082]"><img class="aligncenter size-large wp-image-2088" title="Dollar to Kyat exchange" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250684-431x288.jpg" alt="Dollar to Kyat exchange" width="431" height="288" /></a></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Na pierwszy rzut oka podróżowanie tu jest trudniejsze niż w wielu krajach Azji Południowo-wschodniej. Dziurawe drogi, niemałe odległości, komunikacyjny chaos, żonglerka walutami a dla politycznych aktywistów – zabawa w chowanego z wojskowymi. Nie pomagają tablice informacyjne zapisane birmańskim alfabetem, kompletny brak a w najlepszym razie kapryśna niestałość rozkładów jazdy. Nie pomaga tez przewodnik Lonely Planet – nigdy wcześniej nie trafiłem na wydanie, w którym tak wiele informacji podanych było w trybie przypuszczającym.</span></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250735.jpg" rel="lightbox[2082]"><img class="size-large wp-image-2084 aligncenter" title="Yangon street" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250735-431x288.jpg" alt="Yangon street" width="431" height="288" /></a></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Pomagają za to ludzie. Po pierwsze – ciekawscy. Dawno nie poświęcano mi tyle uwagi, nie bylem tematem tylu szeptów na ucho, adresatem tylu serdecznych uśmiechów, celem tylu spojrzeń rzucanych ukradkiem. Może w Tajlandii jestem farangiem, kimś z zewnątrz, ale jednak stanowię cześć Bangkockiego krajobrazu, takich jak ja jest tam wielu, wtapiam się w tło. W Birmie nie ma o tym mowy. Miedzy bajki można włożyć historie o zalewającej kraj fali turystów. Nawet jeśli statystycznie rzecz biorąc jest tu 5 czy 10 razy więcej zagranicznych gości niż przed rokiem to i tak zupełnie nie da się tego odczuć. Nie ważne czy do wiadra wody dodasz kroplę czy 10 kropli soku malinowego. Smak pozostaje bez zmian.</span></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250742.jpg" rel="lightbox[2082]"><img class="size-large wp-image-2090 aligncenter" title="Paan stand" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250742-431x288.jpg" alt="Paan stand" width="431" height="288" /></a></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">W ślad za wspomnianą ciekawością podażą gadatliwość. Birmańczycy zapytani o drogę, cenę, wskazówkę nigdy nie zbywają suchym faktem, lakoniczna odpowiedzią – wdają się w dyskusje, ćwiczą sztukę dygresji, odpowiadają pytaniem na pytanie. Z angielskim bywa rożnie, często brakuje śmiałości ale gdy już pęknie pierwsza tama, potokowi słów nie ma końca. </span></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250862.jpg" rel="lightbox[2082]"><img class="size-large wp-image-2089 aligncenter" title="Streets of Yangon" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250862-431x288.jpg" alt="Streets of Yangon" width="431" height="288" /></a></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">I to chyba tu najwyraźniej dostrzegam Birmę – w jej mieszkańcach. Pagód widziałem już w życiu tyle, że widok kolejnej nie przyspiesza bicia mojego serca, na targowisku pod moim blokiem w Bangkoku znajdę równie wiele egzotyki co na wszystkich placach targowych Yangonu, tutejsze jedzenie odstaje jakością od kuchni tajskiej. Pozostaje odkrywanie ludzi . A to przecież jedna z największych przyjemności w podroży.</span></p>
<p><em>*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję!</em></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;"><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/ludzie/ile-jest-birmy-w-birmie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jestem w Birmie, zaraz wracam</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/przygotowania/jestem-w-birmie-zaraz-wracam/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/przygotowania/jestem-w-birmie-zaraz-wracam/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Apr 2012 03:08:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Klimowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Birma]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże]]></category>
		<category><![CDATA[Przygotowania]]></category>
		<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=2069</guid>
		<description><![CDATA[Na mapie Azji południowo-wschodniej coraz jaśniej świeci nowa gwiazda. Jeszcze nie dawno dostępna tylko dla co bardziej zawziętych podróżników dziś ledwie radzi sobie z zalewającą ją falą turystów. Nastała nowa moda &#8211; wszyscy jadą do Birmy. Nie, wcale nie przesadzam. Jadą wszyscy. Spotkałem się niedawno z kilkoma znajomymi przy Kaho San Road. Para z Bielska,]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250641.jpg" rel="lightbox[2069]"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-2070" title="To Burma" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1250641-461x288.jpg" alt="To Burma" width="461" height="288" /></a></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Na mapie Azji południowo-wschodniej coraz jaśniej świeci nowa gwiazda. Jeszcze nie dawno dostępna tylko dla co bardziej zawziętych podróżników dziś ledwie radzi sobie z zalewającą ją falą turystów. Nastała nowa moda &#8211; wszyscy jadą do Birmy.<span id="more-2069"></span></span></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Nie, wcale nie przesadzam. Jadą wszyscy. Spotkałem się niedawno z kilkoma znajomymi przy Kaho San Road. Para z Bielska, dwóch Kanadyjczyków, globtroter z Poznania. „Gdzie jedziecie?” pytam Bielszczan? „Do Birmy?” – pada odpowiedź. „And you guys?” zagaduję Kanadyjczyków „Myanmar man!” wypalają. To samo pytanie zadaję Poznaniakowi i po raz kolejny dostaję tę samą odpowiedź. Birma, Birma, Birma. </span></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Zaglądam na ulubione <a href="http://www.travelbit.pl/forum/" target="_blank">forum podróżnicze</a>. Oczom ukazuje się wątek o tym jak uniknąć turystycznych pułapek w Birmie. Turystyczne pułapki w Birmie?! Jeszcze parę lat temu nie do pomyślenia, a teraz…temat na forum ma jak na razie 6 stron.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Birma jest najnowszym hitem, trafia do wszystkich rankingów najciekawszych destynacji roku 2012. Bardziej namacalne dowody jej popularności znaleźć można przed birmańską ambasadą w Bangkoku. Kolejka po wizy ustawia się już o świcie i wychodzi daleko za drzwi nieciekawego, białego budynku. Starsi państwo z USA jada do Myanmaru już po raz trzeci, Chińczyk ukradkiem prezentuje Aung San Suu Kyi zdobiącą tapetę jego iPhonea, pobliski punkt ksero ledwo nadąża za popytem. Gdy uzbrojony we wszystkie niezbędne dokumenty staję wreszcie przy okienku kasy, okazuje się, że moja wiza jest setną wydaną tego dnia.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Skąd ten nagły skok popularności? Wygląda na to, że następuje jeden z tych momentów w historii gdy na życia zwykłych, małych ludzi takich jak my zaczyna oddziaływać wielka polityka. W Birmie pojawiają się pierwsze sygnały odwilży a sytuacja w kraju staje się tematem numer jeden w zachodnich mediach. Rządzony przez lata przez wojskową juntę kraj nieśmiało otwiera się na świat. Generałowie eksperymentuje z demokracją by uzyskać aprobatę zachodu i znaleźć przeciwwagę dla chińskiej dominacji w regionie. Przebywająca od lat w areszcie domowym Aung San Suu Kyi &#8211; liderka opozycyjnej partii NLD – bez większych przeszkód jeździ po kraju i prowadzi kampanię wyborczą. Zaczyna się mówić o zniesieniu embarga handlowego, którym od lat objęty jest kraj. Za wcześnie jeszcze by ogłaszać powstanie o nowej, wolnej Birmy &#8211; jaskółka niedawnych częściowo wolnych wyborów wiosny nie czyni, ale nie trzeba być ekspertem by stwierdzić, że coś jest na rzeczy.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">No to było by na tyle jeśli chodzi o nieodkrytą perłę Azji. Czy mnie to martwi? Ani trochę. Nie do końca wierzę w nieodkryte zakątki poza szlakiem. Jak dla mnie nieodkryte są wszystkie miejsca…w których nie byłem. Zresztą najlepszym na to przykładem jest Tajlandia, którą wielu skreśla twierdząc, że to miejsce zadeptane i „skomercjalizowane”. Tymczasem już w samym Bangkoku z łatwością można znaleźć rejony niemal nie tknięte odziana w klapek stopą turysty.</span></p>
<p><span style="font-family: Arial, sans-serif;">Dlatego w sobotę rano wsiadamy z Jasmine w samolot by nieco ponad godzinę później wylądować w Birmie. Kraju, który podobno jeszcze nie dawno był żywą skamieliną, stopklatką Azji sprzed lat, teraz zaś jest świadkiem dynamicznych zmian i wielką niewiadomą. Liczę na to, że na miejscu doświadczę tego jak było tam wczoraj lecz również rzucę okiem na to, jak może być tam jutro.</span></p>
<p><em>Aktualizacje na skokwbokblog.com moga byc w najblizszym czasie nie tak czeste jak zwykle &#8211; w Birmie z internetem podobno bywa roznie a nie jade tam przciez zeby caly czasu szukac kafejek internetowych. Przepraszamy za usterki, propsimy o cierpliwosc. </em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/przygotowania/jestem-w-birmie-zaraz-wracam/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie roku szkolnego</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/tajlandia/podsumowanie-roku-szkolnego/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/tajlandia/podsumowanie-roku-szkolnego/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 09:05:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Klimowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Praca]]></category>
		<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Praca w Tajlandii]]></category>
		<category><![CDATA[Szkoła]]></category>
		<category><![CDATA[Zwyczaje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=2057</guid>
		<description><![CDATA[„Ja już tu dłużej nie wytrzymam!” – powiedziała mi nie dawno koleżanka-nauczycielka rodem z RPA. „Z Tajami nie da się pracować”. Zgadzam się, często się nie da. Ale za to dość dobrze da się z nimi nie pracować. Jeżeli jesteś ambitny, chcesz się rozwijać, lubisz wyzwania – nie jedź uczyć angielskiego do Tajlandii. Jeżeli chcesz]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1200712.jpg" rel="lightbox[2057]"><img class="size-thumbnail wp-image-2058 aligncenter" title="thai school" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/04/1200712-461x288.jpg" alt="thai school" width="461" height="288" /></a></p>
<p>„Ja już tu dłużej nie wytrzymam!” – powiedziała mi nie dawno koleżanka-nauczycielka rodem z RPA. „Z Tajami nie da się pracować”. Zgadzam się, często się nie da. Ale za to dość dobrze da się z nimi nie pracować. <span id="more-2057"></span></p>
<p>Jeżeli jesteś ambitny, chcesz się rozwijać, lubisz wyzwania – nie jedź uczyć angielskiego do Tajlandii.</p>
<p>Jeżeli chcesz zmieniać świat, nieść kaganek oświaty, wyrównywać nierówności – nie jedź uczyć angielskiego do Tajlandii.</p>
<p>Jeżeli lubisz porządek, jasne reguły gry, dobrą organizację – nie jedź uczyć angielskiego do Tajlandii.</p>
<p>Jeżeli zaś wszystkie rzeczy wymienione powyżej nie mają dla ciebie większego znaczenia – droga wolna, pracy w tajskich szkołach jest sporo.</p>
<p>Nie chcę przez to powiedzieć, że jest źle. Wręcz przeciwnie – jest całkiem dobrze. Praca nauczyciela w Tajlandii jest prosta i nieźle płatna (mowa rzecz jasna o białym nauczycielu z zachodu) &#8211; minimum stresu, zero odpowiedzialności, mikro wymagania. Dla mojego pracodawcy liczą się tak naprawdę 2 rzeczy – żebym w szkole był i żebym był ładnie ubrany. Reszta – poziom moich lekcji, postępy uczniów, realizacja programu ma znaczenie trzeciorzędne i nikt ich nie sprawdza. Za przykład niech posłużą egzaminy, które odbywają się 4 razy do roku. Testy przygotowuję sam, nikt nie patrzy mi w papiery, nikt nie pilnuje czy wszystko jest jak należy. Układam arkusze, rozdaję uczniom, sprawdzam, oceniam według własnego uznania. Jedyna zasada, której muszę się trzymać brzmi „wszyscy zdają”. Tak, tak, nie wolno mi nikogo oblać. Gdy któryś z uczniów nie osiągnie upragnionego pułapu 60% (a jest ich niemało) , rozwiązuje test jeszcze raz. I jeszcze raz, aż do skutku. Ale nawet jeśli po kilku kolejnych próbach nadal uzyskuje wynik daleki od zadowalającego i tak ostatecznie dostaje zaliczenie. W praktyce oznacza to, że niektórzy uczniowie nawet nie przychodzą na poprawki.</p>
<p>Lekcje, jeśli już w ogóle mają miejsce (o tym jak niewiele jest w tajskiej szkole czasu na naukę pisałem <a href="http://skokwbokblog.com/tajlandia/wita-wita-iwicej-wit/" target="_blank">tutaj</a>) są lekkie i przyjemne. Znowu niemal kompletna wolna amerykanka. Mogę uczyć z książki, mogę szukać zadań w Internecie, mogę wreszcie zabijać czas ukochanymi przez uczniów grami – nic tak nie cieszy jak godzina spędzona przy grze w państwa miasta czy szubienicę. Zresztą cieszą się nie tylko uczniowie – nigdy nie dostałem tylu pochwał od swojego co-teachera jak wtedy gdy urządziłem w jednej ze swoich klas grę w głuchy telefon. Kto to Co-teacher? To członek tajskiego grona pedagogicznego, który w teorii ma pomagać mi utrzymywać dyscyplinę w klasie. W praktyce jego rola sprowadza się do siedzenia w jednej z ławek i wypełniania jakichś tajemniczych papierów – z jego obecności w klasie nic nie wynika.</p>
<p>Jednym słowem – luz. Co jest więc nie tak? Może by to nazwać tajską organizacją pracy, ja znam jednak lepsze słowo na określenie tego jak wyglądają układy w pokoju nauczycielskim – chaos. Nikt nic nie wie, nikomu nie wolno o nic spytać, jedynym źródłem informacji są plotki. Kiedy zaczynają się wakacje? Ile potrwa sesja egzaminacyjna? Czy jutro jest wolne? Chyba ani razu zdarzyło się, by jakaś istotna informacja została oficjalnie ogłoszona, by na mojej szkolnej skrzynce mailowej pojawił się jakimś terminarz. Wszelkie próby wyciągnięcia tych informacji od przełożonych kończą się fiaskiem – odsyłania do wyższej instancji i spychaniu odpowiedzialności nie ma końca. Owszem, kilka razy na moim biurku wylądował jakich poważnie wyglądający dokument, którego treść być może dotyczyła spraw istotnych ale jego rozkodowanie mocno utrudniał mi fakt, że był on w całości zredagowany po Tajsku.</p>
<p>W tajskiej szkole ogromne ilości pary idą w gwizdek. Już samo siedzenie w pracy od 7:30 do 16:00 jest kompletna strata czasu skoro w planie lekcji są 2, 3 maksymalnie 4 godziny zajęć dziennie. Ale na tym marnotrawstwo energii i zasobów się nie kończy. Tajski management, co chwila wymyśla kompletnie nietrafione sposoby na podniesienie poziomu nauczania w szkole i uprzykrzenie życia nauczycielom. Mnożą się tabelki, wykresy, dokumenty do wypełnienia. Pojawiają się prośby o szczegółowe plany zajęć, o procenty, statystyki i podsumowania. Głupi jednak ten, który te polecenia wypełnia. Z moich obserwacji wynika, że 90% nagromadzonych w ten sposób papierów ląduje w kącie i kurzy się w pudle. Co więc robić? Popularna jest strategia na przeczekanie. Wcześniej czy później (przeważnie to pierwsze) szef i tak zapomni, że czegoś tam od nas chciał a życie dalej potoczy się sowim biegiem.</p>
<p>Wierzcie mi, cholernie trudno w takich warunkach zmobilizować się do pracy. No bo jak, skoro nikt niczego nie wymaga i za nic nie ponosimy odpowiedzialności? Mało tego – wszelkie próby zrobienia czegoś na poważnie, zasugerowania zmian, konstruktywnej krytyki w najlepszym wypadku zostaną zignorowane a w najgorszym – doprowadzą przełożonych do ataku wściekłości. Wszak zwracając uwagę na błędy w systemie sugerujemy, że ktoś na górze robi coś nie tak. Takiej potwarzy w Tajlandii się nie wybacza. Wiem, że wielu marzycieli rozpoczyna pracę w Tajskiej szkole z poczuciem misji, snując wizję nowego, lepszego świata. Niestety zderzenie z zastaną rzeczywistością bywa frustrujące a nawet bolesne.</p>
<p>Piszę „w Tajskiej szkole” nie bez powodu. Nie mówię bowiem jedynie o tym co dzieje się u mnie w pracy ale też o tym co opowiadają mi koledzy-nauczyciele z innych gimnazjów, podstawówek, przedszkoli. Może gdzieś tam są szkoły, w których są rzeczy istotniejsze niż kolor koszuli jaką nauczyciele mają nosić we wtorki, w których sprawy formalne nie są załatwiane na ostatnią chwilę, istnieje jasno wytyczona ścieżka awansów i podwyżek a informacje są podawane oficjalnie a nie na ucho na korytarzu. Może, ale jeśli tak, to są to wyjątki.</p>
<p>Co mnie w takim razie trzyma w tej pracy? Odpowiedź jest prosta. Nie zamieszkałem w Tajlandii, żeby pracować w szkole. Pracuję w szkole, żeby móc mieszkać w Tajlandii.</p>
<p><em>*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję!</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/tajlandia/podsumowanie-roku-szkolnego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Poza czasem</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/tajlandia/poza-czasem/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/tajlandia/poza-czasem/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 29 Mar 2012 01:40:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Klimowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bangkok]]></category>
		<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[czas]]></category>
		<category><![CDATA[czas w Azji]]></category>
		<category><![CDATA[zachód słońca]]></category>
		<category><![CDATA[Życie w Azji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=2049</guid>
		<description><![CDATA[Czasami mam wrażenie, że czas biegnie tu inaczej, czasami, że w ogóle stoi w miejscu. Nie odczuwam jego upływu, następowania godzin, dni, miesięcy. Świat wokół mnie trwa w dziwnym, chaotycznym stanie, któremu ktoś kiedyś dał na imię Bangkok. Słońce wstaje tu i zachodzi gwałtownie. Gdy rankiem rozsuwam zasłony na wschodnich oknach swojego mieszkania, wita mnie]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/IMGP4266.png" rel="lightbox[2049]"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-2050" title="bangkok sunset" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/IMGP4266-461x288.png" alt="bangkok sunset" width="461" height="288" /></a></p>
<p>Czasami mam wrażenie, że czas biegnie tu inaczej, czasami, że w ogóle stoi w miejscu. Nie odczuwam jego upływu, następowania godzin, dni, miesięcy. Świat wokół mnie trwa w dziwnym, chaotycznym stanie, któremu ktoś kiedyś dał na imię Bangkok.<span id="more-2049"></span></p>
<p>Słońce wstaje tu i zachodzi gwałtownie. Gdy rankiem rozsuwam zasłony na wschodnich oknach swojego mieszkania, wita mnie półmrok, migotanie świateł samolotów nad położonym kilka kilometrów dalej lotniskiem Suvarnabhumi, żółta poświata ulicznych latarni. Kiedy 10 minut później wychodzę z łazienki  a na palniku kuchenki czajnik z kawą przeżywa poranny atak epilepsji, jest już zupełnie jasno, do mieszkania zaczyna lać się żar. Dojazd do pracy nie byłby możliwy bez pary przyciemnianych okularów. Kurs jest kolizyjny &#8211;  droga wiedzie wprost na wschód, w stronę w pośpiechu zmierzającego ku zenitowi słońca. Co rano oczy zachodzą mi łzami.</p>
<p>Zachody lubię oglądać z dachu. Musze się jednak spieszyć, by nie przegapić widowiska. Świetlny spektakl trwa zaledwie kilka minut. Najpierw niebo przyjmuje ukochany przez Tajów kolor różowy. Nie na długo jednak – róż szybko zmienia się w przypominający miąższ dojrzałej papai pomarańcz. Następnie wokół mnie zaczynają królować coraz ciemniejsze odcienie fioletu aż wreszcie wszystko spowija czerń. Słońce bez ostrzeżenia znika za ciągnącymi się po horyzont wieżowcami by po chwili utonąć w przecinającej miasto rzece i zgasnąć, niczym wrzucona do wody zapałka.</p>
<p>Ale to wszystko widoki dla zapatrzonych w niebo romantyków. Większość Bangkoku za nic ma wschody i zachody słońca. W końcu mowa o mieście, które nigdy nie śpi, co najwyżej drzemie i to nigdy całe na raz. Jego mieszkańcy niczym załoga wielkiego okrętu, sypiają wachtami. Gdy jedna dzielnica otwiera oczy, kilka ulic dalej ludzie układają się do snu. Malejący ruch na jednym skrzyżowaniu oznacza, że gdzieś zaczyna gęstnieć korek. Gdy o świcie kompletnie zatykają się drogi dojazdowe do centrum (jestem przekonany, że gdyby podobny ścisk zapanował na ulicach miast w Polsce, doszło by do zamieszek), w słynącej z tłoku zakupowej dzielnicy Siam panuje pustka przywodząca na myśl wizję opustoszałego Nowego Jorku z „Vanilla Sky” lub wyludnionego Londynu z „28 dni później”. O czwartej nad ranem przed zamkniętymi na cztery spusty domami handlowymi rozkładają się ogromne targowiska. Gdy kilka godzin później z sykiem rozsuwają się automatyczne drzwi galerii handlowych, uliczni sprzedawcy w pośpiechu składają swoje stragany i szukają sobie nowego miejsca. Ci sami mnisi, którzy o  brzasku wędrują budzącymi się do życia ulicami i zbierają jałmużnę do swoich pękatych, metalowych mis, po zmroku palą papierosy i grają w warcaby pod dworcem kolejowym Hualampong – miejscem, do którego pijaczki i typki spod ciemnej gwiazdy lgną jak ćmy do nieosłoniętej żarówki. Wieczorami zmiana warty następuje w taksówkach. Zmieniają się kierowcy (większość z nich nie jest właścicielami samochodów – jedynie je wynajmują, często na spółkę z kolegą), zmienia się klientela – w miejsce obwieszonych torbami z markową konfekcją damską pań i targających nesesery biznesmenów pojawiają się skołowani nadmiarem wrażeń turyści, którzy nie zdążyli na ostatni kurs BTS-u , coraz bardziej wstawieni bywalcy nocnych klubów, urobione po dekolt prostytutki.</p>
<p>Momentami trochę się w tym wszystkim gubię, nie umiem znaleźć punktu odniesienia. W końcu pory roku  widać tu jedynie na kartach kalendarza. Niby jest pora gorąca i monsunowa, niski i wysoki sezon ale tak naprawdę turystów zawsze jest na pęczki a deszcz pada kiedy chce. Są trzy sylwestry (nasz, Chiński i Tajski) a nie ma Bożego Narodzenia, Wielkiejnocy, ferii zimowych. Nie ma tego wszystkiego co wyznacza rytm życia na zachodzie. Nie trzeba szykować się na zimę bo nigdy nie nadejdzie, nie trzeba nacieszyć się słońcem bo to świeci bez przerwy. Taki czas bez znaczników zmienia się w bezkształtną masę, w budyń. Ciężko zaobserwować jego powolne się przesuwanie, nie trzeba za nim gonić.</p>
<p>Nawet rozsiane Bangkoku zegary wyświetlają różne godziny. Mało tego! również daty mają tu rozdwojenie jaźni przyjmując na zmianę buddyjską i gregoriańską postać.  Który w końcu mamy rok – 2555 czy 2012? Ile tu już jestem, ile zostanę, czy to krótko czy długo i jak to zmierzyć? Cóż, mówią, że szczęśliwi czasu nie liczą a ja mieszkam w mieście, które zupełnie nie liczy się z czasem.</p>
<p><strong><em>*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję!</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/tajlandia/poza-czasem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pokonać smoka</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/bangkok/pokonac-smoka/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/bangkok/pokonac-smoka/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Mar 2012 03:41:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Klimowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bangkok]]></category>
		<category><![CDATA[Transport]]></category>
		<category><![CDATA[autobus]]></category>
		<category><![CDATA[BTS]]></category>
		<category><![CDATA[Informacje praktyczne]]></category>
		<category><![CDATA[kanał]]></category>
		<category><![CDATA[mototaxi]]></category>
		<category><![CDATA[mrt]]></category>
		<category><![CDATA[rzeka]]></category>
		<category><![CDATA[skytrain. metro]]></category>
		<category><![CDATA[taxi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=2025</guid>
		<description><![CDATA[Na miasto, w którym w porywach mieszka 15 mln ludzi nie ma mocnych. Wszystkie taksówki, autobusy, metra, tuk tuki i łodzie nie są wstanie uporać się z tym tłumem. Ale jeśli opanujesz podstawy bangkockiej komunikacji uda ci się pokonać smoka. O transporcie w Bangkoku pisałem już nie raz i nie dwa. Tu znajdziecie wszystkie informacje]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/IGP9393.jpg" rel="lightbox[2025]"><img class="size-thumbnail wp-image-2028 aligncenter" title="Bangkok Traffic" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/IGP9393-461x288.jpg" alt="Bangkok Traffic" width="461" height="288" /></a></p>
<p align="justify">Na miasto, w którym w porywach mieszka 15 mln ludzi nie ma mocnych. Wszystkie taksówki, autobusy, metra, tuk tuki i łodzie nie są wstanie uporać się z tym tłumem. Ale jeśli opanujesz podstawy bangkockiej komunikacji uda ci się pokonać smoka.</p>
<p><span id="more-2025"></span><em></em></p>
<p>O transporcie w Bangkoku pisałem już nie raz i nie dwa. Tu znajdziecie wszystkie informacje o tym jak przemieszczać się po stolicy Tajlandii i jeszcze trochę więcej. Na początek kurs waluty: 10 bahtów to 1 zł.</p>
<p><strong>Taksówki</strong></p>
<div id="attachment_2029" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1090380.jpg" rel="lightbox[2025]"><img class="size-thumbnail wp-image-2029" title="Bangkok Taxi" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1090380-461x288.jpg" alt="Bangkok Taxi" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>Są jednym z najbardziej charakterystycznych elementów miejskiego krajobrazu Bangkoku. Są wszędzie, są kolorowe i są…najtańsze na świecie. Bez względu na to czy wsiadasz w taksówkę różową czy czerwoną, żółto zieloną czy niebieską – na start zapłacisz 35 Baht a potem 5 Baht za każdy kolejny kilometr.</p>
<p>To pozwala ujechać naprawdę spory dystans za niewielkie pieniądze. Aby podróżować taksówką po Bangkoku i nie nadwyrężyć sobie nerwów trzeba jednak pamiętać o kilku kwestiach.</p>
<p>Nie szukaj postojów, nie zamawiaj taksówek na telefon, łap je na ulicy. Stań przy krawężniku i w kawalkadzie samochodów szukaj pojazdu z czerwoną lampką za przednią szybą – to taksówka gotowa przyjąć pasażerów. Przywołaj ją do siebie – odwróć dłoń wierzchem do góry i zamachaj ku sobie palcami – gest odwrotny, z palcami wyciągniętymi ku górze może być odczytany jako obraźliwy.</p>
<p>Ale nawet jeśli machasz i skaczesz jak opętany nie zdziw się, gdy kilka wolnych taksówek minie cię obojętnie – bangkoccy taryfiarze są bardzo wybredni. Przekonasz się o tym raz jeszcze gdy nachylając się nad oknem pojazdu, którego kierowca zdecydował się zatrzymać będziesz tłumaczył gdzie chcesz jechać.</p>
<p>Nie zdziw się, gdy taryfiarz odmówi przyjęcia kursu. Drugą zaskakującą rzeczą jaką możesz od niego usłyszeć to cena za przejazd. Nie zgadzaj się na nią i wołaj „meter”. Wszystkie taksówki w Bangkoku wyposażone są w taksometr i to według jego wskazań ma odbywać się kurs.</p>
<p>Jeśli kierowca się nie zgadza, odejdź i szukaj innej taryfy. A siedząc już na tylnej kanapie samochodu jeszcze raz upewnij się, że kierowca włączył taksometr – usłyszysz charakterystyczny dźwięk a na wyświetlaczu pojawi się liczba 35. W przeciwnym wypadku jeszcze raz poproś o „meter” a w razie odmowy wysiądź bez wahania i szukaj kolejnej taksówki.</p>
<p>Ruszasz ale to nie niestety nie czas na relaks. Obserwuj drogę, zerkaj na kompas, mapę a w razie potrzeby grzecznie interweniuj. Sam musisz wyczuć na ile możesz zaufać kierowcy. To że jedzie on nie w tą stronę ,w którą powinien nie musi znaczyć, że próbuje cię oszukać.</p>
<p>Możliwe, że po prostu nie zna drogi – w końcu Bangkok to ogromne miasto a tutejsi taksówkarze nie zdają żadnych egzaminów z jego topografii. Możliwe też, że zna trasę lepiej niż ty i widzie cię skrótem. Ważne, abyś nie wdawał się w awantury (w Tajlandii to nie przystoi) i zachował zimną krew. W tym pomoze ci hulającą na pełnych obrotach klimatyzacja.</p>
<p>Tajowie nie znają w jej używaniu żadnego umiaru a wysiadka z wychłodzonej taksówki na rozgrzaną ulicę to najprostsza recepta na przeziębienie. Dlatego gdy czujesz, że marzną ci uszy a końcówka nosa przybiera purpurowy kolor, poproś kierowcę o przykręcanie klimy – najlepiej, żebyś zdążył z tą prośbą nim będziesz tak przemarznięty, że nie będziesz mógł gestykulować.</p>
<p>Przy okazji możesz poprosić o przyciszenie muzyki – nasze i tajskie gusta w tej i wielu innych kwestiach potrafią mocno się różnić. A skoro już wdałeś się w rozmowę z kierowca dlaczego nie nauczyć się paru słów po Tajsku? Zapamiętaj &#8211; „Leo Sai“ znaczy w lewo, „Leo qua“ – w prawo, „Tong pai“ prosto a „Jut“ – zatrzymaj się. Po każdym zwrocie dodaj grzecznościowe „Kap“ („Ha“ jeśli jesteś kobietą) a na pewno w miłej atmosferze dojedziesz do celu.</p>
<p>Aby dojechać tam nie tylko w miłej atmosferze ale też szybko zgódź się gdy kierowca zaproponuje jazdę płatną drogą szybkiego ruchu (toll way). Koszt przejazdu pokrywasz ty ale warto zapłacić tych 40-45 baht by uniknąć korka. Zwłaszcza jeśli Ci się spieszy. Choć prawdę mówiąc spieszyć Ci się nie powinno – jesteś przecież na wakacjach.</p>
<p><strong>SkyTrain (BTS) </strong></p>
<div id="attachment_2030" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1140605.jpg" rel="lightbox[2025]"><img class="size-thumbnail wp-image-2030" title="Bts doors opening" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1140605-461x288.jpg" alt="Bts doors opening" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>Jesteś w zakupowym centrum Bangkoku, gdzieś w okolicach Siam Square? Zadrzyj głowę do góry i poczuj się jak w „Łowcy androidów”, jak w „Piątym elemencie”. Ogromne betonowe bloki rzucające cień na chaos rozgrywający się kilkanaście metrów niżej to jednak nie filmowe dekoracje a trasa szybkiej kolei nadziemnej SkyTain w skrócie zwanej BTS.</p>
<p>SkyTrain ma dwie linie, trzydzieści stacji i wiele plusów. Po pierwsze – jest szybki. Dotarcie z jednego na drugi kraniec dłużej z dwóch linii zajmuje około 40 minut. Dotarcieze stacji na stację trwa przeważnie nie więcej niż 2 minuty. Szybciej w tym mieście się nie da. Ta cecha BTS wynika zresztą z jego drugiej zalety – jest wysoko.</p>
<p>Wysoko nad korkami, nad rozgardiaszem ulicznego handlu, nad tłokiem. Czyste stacji pełne sklepików, stoisk z napojami i przekąskami są przeciwieństwem chaosu panującego na ulicach. No chyba, że podróżujemy w godzinach szczytu – wtedy nawet dostanie się do wagonu może być problematyczne.</p>
<p>Bez względu na porę dnia (i nocy – SkyTrain kursuje od 6:00 do 24:00) za bilet zapłacisz od 15 do 40 Baht zależnie od dystansu. Dostępne są też bilety całodzienne (120 Baht) oraz karty zniżkowe, na które można nabić kilkanaście lub kilkadziesiąt przejazdów (na przykład 15 jazd kosztuje 375 Baht czyli średni 25 Bahty za podróż).</p>
<p>Kupisz je w automatach na stacjach – niektóre przyjmują banknoty ale większość wciąż akceptuje tylko monety. Nie martw się, jeśli brakuje ci bilonu &#8211; bez problemu rumienisz grubszą kasę w jednym z okienek na stacji – ich jedynym celem jest właśnie rozmienianie grubych na drobne.</p>
<p>Co ciekawe nawet z najtańszym biletem można przejechać całą trasę – pod warunkiem, że nie opuścimy żadnej ze stacji. Wystarczy przejść przez bramki, pojeździć do woli po mieście obiema liniami po czym wrócić do punktu wyjścia i zejść na ulicę. Po co? Po to, żeby przez okno napatrzeć się na Bangkok – z wagonów rozciąga się wspaniały i w dodatku ruchomy widok na miasto.</p>
<p>Szkoda tylko, że podziwiając miejską panoramę nie możesz czegoś przekąsić lub wypić. Wszelka konsumpcja w wagonach i na stacjach, już za bramkami, jest zabroniona a strażnicy dość skutecznie egzekwują przestrzeganie tego zakazu.</p>
<p><strong>Metro</strong></p>
<p>Wzniosłeś się już nad ziemię, czas zejść do podziemi. Jeśli zastanawiałeś się co łączy Bangkok z Warszawą, już wiesz – jedna linia metra. Jednak w przeciwieństwie do kolejki warszawskiej ta w Bangkoku ma całkiem sporo stacji i w aż trzech miejscach przecina się z kolejką nadziemną co czyni ja całkiem efektywnym środkiem przemieszczania się po mieście.</p>
<p>Bilety na metro (w skrócie – MRT) kosztują tyle samo co na BTS lecz niestety oba systemy działają niezależnie i na oba pociągi musisz płacić osobno. W podziemiach wszystkie automaty przyjmują zarówno bilon jak i banknoty a uiściwszy opłatę zamiast magnetycznej karty otrzymasz plastikowy żeton, którym otworzysz bramkę strzegącą wejścia na peron. Nie zgub go – umożliwia on również wyjście ze stacji na ulicę.</p>
<p>Linia metra ciągnie się z południa miasta na jego daleką północ a pociąg zaczyna i kończy bieg przy głównym dworcu kolejowym Hualampong. Zanim jednak wejdziesz na peron metra musisz dostać się na stację a tych strzegą ochroniarze i bramki-detektory metalu.</p>
<p>Strażnicy wpuszczą cię do podziemi pod warunkiem, że pokażesz im zawartość swojego bagażu – nie przejmuj się, to jedynie formalność i odbywa się bez grzebania w twoich rzeczach. Ochroniarz poprosi cię o otwarcie torby, poświeci chwilę latarką i uprzejmym gestem zaprosi cię na schody ruchome wiozące pasażerów w dół.</p>
<p>Jeśli wsiadasz do metra na pierwszej lub ostatniej stacji strażnika napotkasz też przy wsiadaniu do wagonu. Nie wpuści cię on do środka zanim nie odbędzie się szybka inspekcja wagonów, trwa ona jednak tylko krótką chwilę.</p>
<p><strong>Autobusy </strong></p>
<div id="attachment_2031" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1170383.jpg" rel="lightbox[2025]"><img class="size-thumbnail wp-image-2031" title="Bangkok bus" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1170383-461x288.jpg" alt="Bangkok bus" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>To opcja dla miłośników przygód, którym bardziej niż na czasie zależy na pieniądzach. Autobusy w Bangkoku są komicznie tanie. Za przejazd pojazdem bez klimatyzacji zapłacisz 8 Baht, bilety na najdroższe nowoczesne klimatyzowane autobusy kosztują 18Baht. Nie szukaj biletów po kioskach, nie pytaj o nie kierowcy – wsiadaj i czekaj na bileterkę.</p>
<p>Poznasz ją po charakterystycznej metalowej puszcze w kształcie tuby i po dźwięku przez rzeczoną puszkę wydawanym. Nie musisz nawet stresować się pytaniami i stawkę za przejazd – po prostu wręcz bileterce 20-o bahtowy banknot i czekaj na resztą. Jeśli kasjerka o coś cię pyta najpewniej chce wiedzieć, dokąd jedziesz bo czasami to od tego zależy cena biletów.</p>
<p>No właśnie &#8211; dokąd jedziesz? Idę o zakład, że nie masz pojęcia. Czasami można odnieść wrażenie, że bangkockie autobusy jeżdżą gdzie chcą i jak chcą. Numery sięgają tysięcy (osobiście często jeżdżę autobusem 1009), tablice informacyjne są po tajsku, dorzuć do tego lewostronny ruch i ogólny rozgardiasz, a przygodę masz jak w banku.</p>
<p>W każdym 7Eleven dostaniesz mapę autobusową miasta (około 100B) jednak jej rozszyfrowanie wymaga sporej wprawy. Zresztą na tym przygody się nie kończą – wyzwaniem bywa samo wsiadanie i wysiadanie z autobusu. Kierowcy nadrabiają wieczne spóźnienia nie zatrzymując się na przystankach co kończy się wielokrotnie wsiadaniem i wysiadaniem z pojazdu w biegu.</p>
<p>Wciąż mało Ci emocji? Już kilka razy zdarzyło mi się jechać autobusem, który nie z tego ni z owego stanął w płomieniach, które kierowca jak gdyby nigdy nic gasił wodą z wiaderka. Cóż, jeśli chcesz podróżować wygodnie i bezpiecznie wybierz się na wycieczkę do Szwecji.</p>
<p><strong>Tuk Tuk</strong></p>
<div id="attachment_2032" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/IMGP3029.jpg" rel="lightbox[2025]"><img class="size-thumbnail wp-image-2032" title="Tuk tuk wedding" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/IMGP3029-461x288.jpg" alt="Tuk tuk wedding" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>Być w Bangkoku i nie przejechać się Tuk Tukiem to zbrodnia. Być w Bangkoku i jeździć Tuk Tukiem to głupota. Nie sposób temu tajskiemu klasykowi odmówić uroku – głośnie, kolorowe, rozbujane &#8211; stały się wręcz symbolem tego miasta. Przejażdżka Tuk Tukiem na pewno dostarczy ci wrażeń. Ciasne siedzenie, wiatr we włosach, smog w nosie, hałas w uszach – tego trzeba spróbować… a następnie przesiąść się na taksówkę.</p>
<p>Jesteś białym turystą z Zachodu a to czyni cię zwierzyną łowną. Myśliwymi zaś są kierowcy Tuk Tuków właśnie. Opcje są dwie – albo zostaniesz naciągnięty na zbyt drogi kurs, albo usłyszysz, że trafiłeś na super specjalną promocję z okazji takiego a takiego święta i w ten jeden wyjątkowy dzień w roku możesz jeździć Tuk Tukiem za darmo lub półdarmo.</p>
<p>Tak czy inaczej – jesteś robiony w bambuko. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że tę sama trasę, za którą kierowca motorikszy chce od ciebie 100B w taksówce (wygodnej, klimatyzowanej taksówce) zapłacisz 70B. Jeśli zaś przejazd jest za darmo to prawdopodobnie nie pojedziesz tam gdzie chcesz albo przynajmniej nie prosto tam gdzie chcesz.</p>
<p>Po drodze wpadniesz jeszcze do sklepu z dywanami, krawca i agencji turystycznej gdzie przetestowana zostanie twoja odporność na perswazję. Czy zatem warto? Jasne, że warto!</p>
<p>Chociaż raz, dla zasady i żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Jeśli zaś naprawdę jesteś w czepku urodzony a do nieplanowanego zakupu nie jest w stanie przekonać cię nawet najbardziej skuteczny wśród sprzedawców, może okazać się, że rzeczywiście objedziesz Tuk Tukiem kilka najważniejszych zabytków, płacąc za to grosze.</p>
<p><strong>Mototaxi</strong></p>
<div id="attachment_2033" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1100286.jpg" rel="lightbox[2025]"><img class="size-thumbnail wp-image-2033" title="moto taxi Bangkok" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1100286-461x288.jpg" alt="moto taxi Bangkok" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>Wszechobecni w Bangkoku faceci na skuterach w pomarańczowych kamizelkach to nie jakiś klub miłośników jednośladów – to Mototaksówkarze. Skorzystaj ich usług jeśli musisz szubko pokonać niewielki dystans i jeśli nade wszystko kochasz ryzyko.</p>
<p>Mototaksówkę możesz zatrzymać gestem takim samym jak w wypadku zwykłej taksówki lub poszukać postoju – przeważnie drewnianej wiaty na rogu dwóch ulic w cieniu której kryje się kilku panów w pomarańczowych kamizelkach. Tu nie ma taksometrów więc cenę za kurs na wszelki wypadek ustal z góry – za 1-2 km przejażdżkę zapłacisz jakieś 10-15 Baht.</p>
<p>Możesz też trafić na przystanek z wystawionym na widok publiczny cennikiem. Nie licz na to, że dostaniesz kask, nie licz nawet na żadne pozory bezpieczeństwa, wsiadaj za kierowcę, łap za uchwyt i módl się by cało i zdrowo dojechać do celu. Jednoślady rządzą się w Bangkoku swoimi prawami – nie do końca dotyczą ich przepisy ruchu drogowego, nie do końca dotyczą ich też prawa fizyki i logiki.</p>
<p>Jeżeli masz nerwy na tyle mocne by wytrzymać jazdę pod prąd, przeciskanie się między samochodami w korku, ignorowanie świateł drogowych itp. to mototaksówka to wybór dla Ciebie. Nie ma lepszego sposobu na dotarcie w głąb bocznej uliczki, do punktu zbyt odległego od stacji metra czy SkyTrain by dojść do niego piechotą.</p>
<p><strong>Kanały </strong></p>
<div id="attachment_2034" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1170799.jpg" rel="lightbox[2025]"><img class="size-thumbnail wp-image-2034" title="Bangkok Boat" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1170799-461x288.jpg" alt="Bangkok Boat" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>Wiele z dróg, którymi będziesz jeździł w Bangkoku było niegdyś kanałami. A potem przyszła industrializacja, kanały zalano betonem a łodzie zastąpiono samochodami i narodziło się pojęcie korka.</p>
<p>Ale nie wszędzie – są jeszcze w mieście miejsca gdzie dotrzeć można właśnie łodzią na kanale. Jedna z najbardziej dogodnych tras wiedzie od ścisłego centrum zakupowego, okolic Siam Square gdzie znajdują się największe centra handlowe i hotele w Bangkokudo rejonu Democracy Monument, Golden Mount i Banglamphu – bangkockiego starego miasta.</p>
<p>Aby złapać łódź musisz wybrać się na jedną z rozstawionych wzdłuż kanału przystań i poczekać. Nie minie kilka minut, a do brzegu przybije hałaśliwa, wrzecionowata łódź. Zerknij tylko, czy jedzie w obranym przez ciebie kierunku i wsiadaj bez zwłoki – łódź niemal się nie zatrzymuje wysadzając i przyjmując pasażerów w biegu.</p>
<p>Przy wsiadaniu musisz wykazać się pewną dozą sprawności fizycznej a już na pokładzie sporą odpornością na hałas. Niewygodny wynagrodzi Ci szybkość z jaką będziesz pokonywał kolejne dzielnice miasta oraz panujący na pokładzie klimat.</p>
<p>Ceratowe zasłony po bokach chronić cię mają (niestety nie zawsze skutecznie) przez rozbryzgami cuchnącej wody z kanałów, bileterzy z małpią zwinnością biegają po burtach i zbierają opłaty za bilety (przejażdżka kosztuje kilkanaście Baht) a na brzegach obserwować możesz tajskie życie sprzed lat – drewniane domki, dzieci pływające w brudnej wodzie, dorośli spędzający cała dnie na „nicnierobieniu” w cieniu palm. Nie licząc anten satelitarnych zdobiących walące się domostwa niewiele się tu przez lata zmieniło.</p>
<p><strong>Rzeka</strong></p>
<div id="attachment_2035" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/IMGP6372.jpg" rel="lightbox[2025]"><img class="size-thumbnail wp-image-2035" title="Chao phraya river in Bangkok " src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/IMGP6372-461x288.jpg" alt="Chao phraya river in Bangkok " width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>Zostajemy na wodzie – jednak z wąskiego kanału trafiamy na szeroką rzekę –jedną z najbardziej ruchliwych i pełnych życia rzek na świecie – Chao Phraya. Przecina ona Bangkok serpentyną i pozwala szybko dotrzeć z północy na południe miasta.</p>
<p>Co więcej, to nad jej brzegami znajdują się najważniejsze atrakcje turystyczne – w tym pałac królewski. Po rzece możesz przemieszczać się w kilku kierunkach i na kilka sposobów. Z brzegu na brzeg dostaniesz się promem, który za cenę 3 Baht przewiezie cię na przykład z Grand Palace do Wat Arun. Opcji na podróż wzdłuż jest więcej.</p>
<p>Możesz wsiąść na tzw. Express Boat, które różnią się między sobą kolorem flagi na maszcie – te z flagą pomarańczową zatrzymują się na największej liczbie przystanków. Za przejazd łodzią ekspresową zapłacisz kilkanaście Baht i dotrzesz do China Twon, w okolice Khao San Road i wiele innych istotnych punktów na turystycznej mapie miasta.</p>
<p>Ale twoje opcje na tym się nie kończą. Możesz też wybrać się na rejs łodzią wycieczkową – pytanie po co skoro pływa ona tą samą trasą co zwykła łódź publiczna pobierając za to wyższą opłatę. Rozsądną inwestycją może zaś okazać się bilet na tzw. Dinnner Cruise czyli kolację na łodzi. Zachód słońca nad rzeką, świetna tajska kuchnia, niezapomniana atmosfera – bezcenne.</p>
<p><strong>Piechotą</strong></p>
<div id="attachment_2036" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1140722.jpg" rel="lightbox[2025]"><img class="size-thumbnail wp-image-2036" title="Thai hand made shoes" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1140722-461x288.jpg" alt="Thai hand made shoes" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>Bangkok to fatalne miasto do spacerów, zwłaszcza jego centrum. Jeżeli trafisz na kawałek nie dziurawego chodnika to prawdopodobnie przejście będzie zablokowane przez stragany i uliczne garkuchnie.</p>
<p>To co na mapie wydaje się nieodległe w rzeczywistości jest daleko-daleko, a dotarcie do celu w panującym tu upale staje się prawdziwym wyzwaniem. Ale po mieście chodzić można, trzeba tylko stosować się do kilku zasad. Po pierwsze weź ze sobą butelkę wody i pij ile wlezie, po drugie raz na jakiś czas się zatrzymaj a najlepiej wejdź do jednego z tysiąca sklepików 7eleven i zaczerpnij czystego, klimatyzowanego powietrza.</p>
<p>Wreszcie – miej oczy dookoła głowy – w Bangkoku pieszy nigdy nie ma racji, nikt nie ustąpi ci pierwszeństwa nawet na przejściu dla pieszych. Dlatego na spacer najlepiej wybierz się w starszych dzielnicach miasta, gdzieś nad rzeką gdzie zabudowa jest niższa, ruch spokojniejszy a poziom hałasu na tyle niski, że można posłuchać ćwierkania ptaków i stukotu rzemieślniczych młotków wyrabiających żebracze miski dla mnichów.</p>
<p>A najlepiej na przechadzki po centrum poczekaj jeszcze parę lat, do czasu gdy zrealizowany zostanie ogromny projekt pokrycia miasta siecią nadziemnych chodników.</p>
<p>A sam po Bangkoku najbardziej lubię przemieszczać się tak:</p>
<p><iframe src="http://www.youtube.com/embed/pZtFRhmogO4" frameborder="0" width="460" height="315"></iframe></p>
<p><strong><em>*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję!</em></strong></p>
<p>Tekst ukazał się również na stronie <a href="http://voyage.pl/index_2501.php?a_2501=2894&amp;b_2501=168&amp;page=4" target="_blank">Voyage.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/bangkok/pokonac-smoka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Festiwal Tatuażu &#8211; Video</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/tajlandia/festiwal-tatuazu-video/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/tajlandia/festiwal-tatuazu-video/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Mar 2012 06:45:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Klimowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Video]]></category>
		<category><![CDATA[Zwyczaje]]></category>
		<category><![CDATA[Buddyzm]]></category>
		<category><![CDATA[tatuaż]]></category>
		<category><![CDATA[tradycje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=2006</guid>
		<description><![CDATA[Niedawno pisałem o niezwykłym festiwalu tatuaży jaki co roku odbywa się w położonej 50 km od Bangkoku świątyni Wat Bang Phra. Ale pisać to sobie można. To trzeba zobaczyć! Teraz możecie &#8211; zapraszam na film. Zdjęcia z festiwalu możecie obejrzeć w galerii . O tym jak powstają nasycone mocą tatuaże z Wat Bang Phra przeczytacie wkrótce. Jeżeli]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><iframe src="http://www.youtube.com/embed/SvnNASdB8Io" frameborder="0" width="460" height="315"></iframe></p>
<p>Niedawno pisałem o <a href="http://skokwbokblog.com/tajlandia/nie-dla-ozdoby-cz-1/" target="_blank">niezwykłym festiwalu tatuaży</a> jaki co roku odbywa się w położonej 50 km od Bangkoku świątyni Wat Bang Phra. Ale pisać to sobie można. To trzeba zobaczyć! Teraz możecie &#8211; zapraszam na film.<span id="more-2006"></span></p>
<p>Zdjęcia z festiwalu możecie obejrzeć w <a href="http://skokwbokblog.com/fotografia/" target="_blank">galerii </a>. O tym jak powstają nasycone mocą tatuaże z Wat Bang Phra przeczytacie wkrótce.</p>
<p>Jeżeli video się wam spodoba, <a href="http://www.wykop.pl/link/1074959/niezwykly-festiwal-tatuazu-w-tajlandii-video/" target="_blank">wykopcie je</a>, podajcie znajomym na facebooku, ćwierknijcie o nim na Twitterze. Aby nie przegapić kolejnych polubicie kanał skokowy na <a href="http://www.youtube.com/user/skokwbokblog?feature=mhee" target="_blank">you tube </a>i skok w bok na <a href="https://www.facebook.com/Skokwbokblog" target="_blank">facebooku</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/tajlandia/festiwal-tatuazu-video/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Boso ale w buciorach</title>
		<link>http://skokwbokblog.com/tajlandia/boso-ale-buciorach/</link>
		<comments>http://skokwbokblog.com/tajlandia/boso-ale-buciorach/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Mar 2012 09:13:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Klimowicz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Zwyczaje]]></category>
		<category><![CDATA[Buddyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[polska]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://skokwbokblog.com/?p=1981</guid>
		<description><![CDATA[Wojciech Cejrowski tylko trochę nakłamał w swoim programie o buddyzmie. A jednocześnie kompletnie minął się z prawdą. Video z odcinkiem programu &#8222;Boso przez świat &#8211; Buddyzm&#8221; obejrzycie tutaj „Chrześcijaństwo to religia, której wyznawcy wierzą, że dziewica może urodzić dziecko, wszystkie zwierzęta świata da się wpakować na pokład jednej łódki a ludzie mają wolną wolę pod warunkiem, że]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1240175.jpg" rel="lightbox[1981]"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-1985" title="Demons in a Buddhist temple" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1240175-461x288.jpg" alt="Demons in a Buddhist temple" width="461" height="288" /></a></p>
<p>Wojciech Cejrowski tylko trochę nakłamał w swoim programie o buddyzmie. A jednocześnie kompletnie minął się z prawdą.<span id="more-1981"></span></p>
<p>Video z odcinkiem programu &#8222;Boso przez świat &#8211; Buddyzm&#8221; obejrzycie<a href="http://www.youtube.com/watch?v=GbvVapvaLts" target="_blank"> tutaj</a></p>
<p>„Chrześcijaństwo to religia, której wyznawcy wierzą, że dziewica może urodzić dziecko, wszystkie zwierzęta świata da się wpakować na pokład jednej łódki a ludzie mają wolną wolę pod warunkiem, że robią dokładnie to co chce Bóg bo jak nie to trafią na wieczne męki do piekła.” Skłamałem? Raczej nie – wystarczy zajrzeć do Biblii. A jednak do definicji chrześcijaństwa mi przecież daleko. Podobnież daleko Cejrowskiemu do pokazania pełnego obrazu buddyzmu.</p>
<p>Kim jestem by o tym mówić? Na pewno nie buddystą. Ale równie daleko jak do buddyzmu jest mi do chrześcijaństwa. I może to właśnie dlatego mogę na ten temat spojrzeć z nieco bardziej niż Cejrowski jasnym umysłem. Pomaga mi też fakt, że mieszkam w Tajlandii i to, o czym nasza podróżnicza gwiazda opowiadała przez 25 minut mogę obserwować do woli, na co dzień. Zresztą pierwsze wątpliwość dopadły mnie właśnie gdy zobaczyłem jaką długość ma głośny odcinek programu „Boso przez świat” pod tytułem „Buddyzm”. 25 minut by opowiedzieć o jednej z najstarszych religii świata? To się nie może udać. No i się nie udało.</p>
<div id="attachment_1982" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1240190.jpg" rel="lightbox[1981]"><img class="size-thumbnail wp-image-1982 " title="Buddha on a car" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1240190-461x288.jpg" alt="Buddha on a car" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>Broń (sic!) boże nie jestem ekspertem od buddyzmu ale moim zdaniem w dużej mierze za tę porażkę odpowiada właśnie tytuł epizodu. A to dlatego, że nie ma czegoś takiego jak buddyzm. Są buddyzmy -  różne szkoły, tradycje, filozofie. Cel mają jeden – uwolnić człowieka od cierpienia. Ale ścieżki wiodące do tego celu kreślą różne. Inaczej to wygląda w Tybecie, inaczej w Japonii a jeszcze inaczej w Tajlandii. Może gdyby Cejrowski zatytułował swój program „Buddyzm  w Tajlandii” nie byłoby takiej draki?  Może. Problem w tym, że Cejrowski nie chciał nam opowiedzieć o dalekim kraju, przybliżyć jego kultury i ludzi. Mało tego – nie chciał nawet opowiedzieć o buddyzmie. On chciał go skrytykować. Dlatego draka jest.</p>
<div id="attachment_1983" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1240160.jpg" rel="lightbox[1981]"><img class="size-thumbnail wp-image-1983 " title="Buddha renowaton" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1240160-461x288.jpg" alt="Buddha renowaton" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>Buddyzm tajski to, że tak powiem wyjątkowa para kaloszy. I nie chodzi tu jakiś odrębny jego odłam (w Tajlandii powszechny jest buddyzm theravada ale o tym w swoim programie Cejrowski nie wspomina). WC kowboj skupia się zamiast tego na folklorze – wróżbach i dzwonkach, figurkach, świeczkach i kadzidełkach. Wrzuca to wszystko do jednego wora i wyśmiewa jako techniki marketingowe służące wabieniu naiwnych do świątyni. No zgadza się, wszystko to można znaleźć w tajskiej świątyni. Tu każdy nosi amulet na szczęście a w kapliczkach obok Buddów tajskich są też Buddowie chińscy (jakieś 15 % tajskiego społeczeństwa stanowią Chińczycy) oraz cały panteon bogów Hinduskich ( Buddyzm przywędrował do Tajlandii między innymi z Indii). Tu przed każdym supermarketem jest domek na duchy, w szkołach co piątek odbywają się modły a <a href="http://skokwbokblog.com/tajlandia/nie-dla-ozdoby-cz-1/" target="_blank">raz do roku można odnowić moc swoich ochronnych, zrobionych przez mnicha tatuaży</a>. Co w tym złego? Mniej więcej tyle co w dodawaniu cukru do zupy z kluskami i  piciu red bulla bez gazu (oba zwyczaje są bardzo popularne w Tajlandii).  Cóż, trzeba być naprawdę zatwardziałym wyznawcą jedynej słusznej Maggi i gazowanych napojów energetycznych by mieć problemu, z którymś z powyższych.</p>
<div id="attachment_1984" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1240201.jpg" rel="lightbox[1981]"><img class="size-thumbnail wp-image-1984 " title="Amulet Market in Bangkok" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1240201-461x288.jpg" alt="Amulet Market in Bangkok" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>I właśnie to (poza całym szeregiem kompletnie fałszujących rzeczywistość uproszczeń) jest w programie Cejrowskiego najgorsze. Może i wędruje on przez świat boso ale do buddyjskiej świątyni wpakował się w buciorach. Albo jeszcze lepiej – na szczudłach. Patrzy z góry, ocenia i krytykuje ze swojej jedynej słusznej, nadrzędnej, katolickiej pozycji.</p>
<p>Można by dyskusję sprowadzić do przerzucania się argumentami. Że buddyści mają figury demonów u wrót świątyń a chrześcijanie krogulce na dachach katedr, że ci modlą się do pozłacanych figurek a tamci do zbitych na krzyż desek. Można by dyskutować o tym czyja prawda jest prawdziwsza. Tylko po co. Żeby po raz kolejny udowodnić, że religie łączą ludzi…przeciw sobie?</p>
<div id="attachment_1986" class="wp-caption aligncenter" style="width: 471px"><a href="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1250210.jpg" rel="lightbox[1981]"><img class="size-thumbnail wp-image-1986 " title="Angthong Buddha" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1250210-461x288.jpg" alt="Angthong Buddha" width="461" height="288" /></a><p class="wp-caption-text">fot. Maciej Klimowicz. Click to enlarge.</p></div>
<p>To zresztą jeden z powodów mojej niechęci do religii w ogóle. Że zawsze, któraś musi być lepsza od drugiej i koniecznie chce tego dowieść.  Jak dla mnie najłatwiej dowieść, że wszystko to bajki równie bliskie prawdzie jak dziennik tv w Korei Północnej. Wszystko mi jedno co mówią papieże, imamowie, mnisi i guru – i tak nie wiedzą o  życiu po życiu więcej niż mój zaprzyjaźniony sprzedawca sałaki z papai.</p>
<p>A na koniec zapraszam do do obejrzenia paru zdjęć buddyjskiego piekła (z parku rzeźb przy świątyni Wat Muan w miejscowości Angthong). Jest patroszenie żywcem, jest odcinanie kończyn, dźganie dzidami. Jednak najczęściej powtarzającym się motywem było wyrywanie języka obcęgami. To kara dla tych, którzy za życia używali go by kłamać i złorzeczyć innym. Nikomu jej nie życzę.</p>
<p><a href="http://skokwbokblog.com/tajlandia/boso-ale-buciorach/attachment/_1250181/" rel="attachment wp-att-1987"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-1987" title="buddhist hell Angthong" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1250181-461x288.jpg" alt="buddhist hell Angthong" width="461" height="288" /></a></p>
<p><a href="http://skokwbokblog.com/tajlandia/boso-ale-buciorach/attachment/_1250190/" rel="attachment wp-att-1988"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-1988" title="buddhist hell Angthong" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1250190-461x288.jpg" alt="buddhist hell Angthong" width="461" height="288" /></a></p>
<p><a href="http://skokwbokblog.com/tajlandia/boso-ale-buciorach/attachment/_1250192/" rel="attachment wp-att-1989"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-1989" title="buddhist hell Angthong" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1250192-461x288.jpg" alt="buddhist hell Angthong" width="461" height="288" /></a></p>
<p><a href="http://skokwbokblog.com/tajlandia/boso-ale-buciorach/attachment/_1250194/" rel="attachment wp-att-1990"><img class="aligncenter size-thumbnail wp-image-1990" title="buddhist hell Angthong" src="http://skokwbokblog.com/wp-content/uploads/2012/03/1250194-461x288.jpg" alt="buddhist hell Angthong" width="461" height="288" /></a></p>
<p><strong><em>*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję!</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://skokwbokblog.com/tajlandia/boso-ale-buciorach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>27</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Performance optimized by W3 Total Cache. Learn more: http://www.w3-edge.com/wordpress-plugins/

Served from: skokwbokblog.com @ 2012-05-19 03:56:57 -->
