Festiwal wegetariański
Fotografia, Phuket, Tajlandia

Dziwne dni czyli Phuket od święta

UWAGA: wpis zawiera drastyczne fotografie! Na tych kilka dni w roku wyspa się zmienia. Niby dalej jest tropikalnym rajem, obfitym w piękne plaże, wyśmienitą kuchnię I słońce. Ale na tych kilka dni to wszystko schodzi na drugi plan. Przez tych kilka dni liczy się jedno – festiwal wegetariański.

To nie będzie tekst tylko o krwawych paradach, jakie mają miejsce na Phuket w czasie festiwalu – o nich napisano już chyba wszystko, co roku gazety na całym świecie ochoczo publikują galerie fotografii kobiet i mężczyzn, którzy pogrążeni w transie przebijają swoją skórę całym wachlarzem ostrzy i innych przedmiotów poczynając od kilkunastocentymetrowych igieł i noży po szable, haki itp. Nie będę też rozpisywał się o korzeniach festiwalu, szastał wiedzą historyczną, szpikował tekstu pisanymi kursywą zwrotami z pogranicza języków tajskiego i chińskiego – o tym wszystkim przeczytacie w na Wikipedii albo w byle przewodniku po Tajlandii. Napiszę o czymś innym, o czymś czego nie da się doświadczyć oglądając zdjęcia z festiwalu lub czytając reportaż w magazynie. Napiszę o atmosferze. 

Festiwal wegetariański świątynia

Bo atmosfera w czasie festiwalu jest niezwykła, odświętna, wyjątkowa. Na swój sposób podobna do tej, która panuje w Polsce przed zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia.

Zaczyna się od świątecznych dekoracji. Już na kilka tygodni przed festiwalem pobocza dróg zaczynają zdobić rzędy łopoczących na wietrze (a w porze monsunowej wietrznych dni tu nie brakuje) żółtych flag okraszonych chińskimi symbolami. Im bliżej jednej z wielu chińskich świątyń, tym gęściej od flag. Banery w tych samych barwach pojawiają się też przy dziesiątkach restauracji – jeśli ujrzysz taki baner, a trafić można na nie nie tylko na wyspie ale też w innych częściach kraju, wiedz, że w tej knajpie mięsa nie uświadczysz. Ale bez obaw – głodny z niej też nie wyjdziesz. Oferta jedzenia wegetariańskiego w czasie festiwalu jest ogromna i chyba jedyne czego w niej brakuje…to świeże warzywa. Zamiast nich – pełen wybór aromatycznych curry, najdziwniejszych wypieków, dań których nie umiem nazwać a nawet nie bardzo potrafię opisać. Jedzenia jest dużo, chyba nawet więcej niż w Tajlandii na co dzień, a kto kiedyś tu był wie, że czego jak czego ale jadła w krainie uśmiechu nie brakuje. Przed i w czasie festiwalu wszędzie wyrastają nowe stragany i garkuchnie a wokół świątyń tworzą się wręcz tymczasowe targowiska.

Festiwal wegetariański strone

Zmieniają się też ludzie, ich wygląd i zachowanie. Pojawiają się odświętne stroje – odświętne czyli białe, to bowiem barwa, która króluje w festiwalowej modzie a symbolizować ma wewnętrzne oczyszczenie. Temu oczyszczeniu, poza odzieniem i wegetariańska dietą służyć mają też festiwalowe postanowienia – stronienie od alkoholu, przemocy, erotycznych uciech czyli wszystkiego tego co na Phuket jest przecież codziennością.

Festiwal wegetariański

Wreszcie zaczyna się festiwal. Wiele z jego elementów można zobaczyć przypadkiem, trafiając w odpowiednim miejscu i czasie na jedną z osławionych krwawych parad. Sam przyznam byłem mocno sceptycznie do całego tego ulicznego teatru nastawiony – po trzech latach w Tajlandii wiem już jak jarmarczna i przaśna potrafi być tutejsza duchowość. Dałem się jednak pozytywnie zaskoczyć a wręcz – porwać.  Obserwowane podczas festiwalu rytuały i zwyczaje robią spore wrażenie. I nie mówię tu tylko o tych wszystkich poprzebijanych nożami policzkach, ponakłuwanych igłami ramionach. Okazuje się, że w temacie sadomasochizmu tajska wyobraźnia nie zna granic. Przez tych kilka dni widziałem ludzi nagimi stopami stąpających po łożach z gwoździ lub po rozpalonych do czerwoności węglach, widziałem czarownice tańczące wokół kotłów z kipiącą wodą, ludzi polewanych wrzątkiem. W ceremoniach biorą udział tłumy ludzi, całe rodziny, wszystkie pokolenia. A wszystko to by wypędzić złe moce, by wziąć na siebie grzechy całej społeczności i rozprawić się z nimi raz a dobrze (a właściwie raz do roku). 

Festiwal wegetariański

To co świętowano przez kilka dni z takim rozmachem, trzeba zakończyć z przytupem. Parada, jaka przechodzi przez Phuket Town w ostatnią noc festiwalu to istne piekło na ziemi. Jak bowiem inaczej nazwać miejsce, w którym powietrze zasnute jest gryzącym dymem a uszy niemal krwawią od huku wybuchających wszędzie petard i fajerwerków? Tak, jest tu trochę jak w Sylwestra w Polsce, tylko jak to zwykle w Tajlandii bywa – bardziej. Po takim pożegnaniu złe moce nie zawitają już na wyspę, nie przez najbliższych 12 miesięcy. 

Festiwal Wegetariański

Wszystkiemu temu co opisałem powyżej towarzyszy dziwne uniesienie, skupienie, nieuchwytna atmosfera duchowego wyciszenia. Nie wiem, może z braku prawdziwego Bożego Narodzenia, prawdziwej Wielkanocy wszystko sobie wymyśliłem. Może Phuket jest w czasie festiwalu wegetariańskiego dokładnie taki sam jak w każdej innej porze roku. Wolę jednak wierzyć, że na tych kilka dni jest inny, jeszcze ciekawszy a mieszkający tu ludzie stają się lepsi.

Festiwal Wegetariański 2013 – kliknij aby obejrzeć duże zdjęcia

Standard

18 thoughts on “Dziwne dni czyli Phuket od święta

  1. Festiwal zapewne przyciąga tłumy turystów… A ja mam pytanie dotyczące jakby drugiej strony medalu. Pytam z czystej ciekawości, nigdy nie byłam w Tajlandii, więc może tam nawet nie ma takich problemów, ale chciałabym wiedzieć, czy np. przed festiwalem nie ma żadnych demonstracji czy apeli niektórych grup ludzi (wiadomo, którzy protestują przeciwko tym (bez?)krwawym rytuałom z nożami itp.?
    Zwykle znajdą się jacyś krytykujący, tak jak np. krzyżowanie ochotników na Filipinach w Wielkanoc ma swoich przeciwników i zwolenników, tak domyślam się, że i tutaj może to podobnie wyglądać…
    Czy mógłbyś coś powiedzieć na ten temat? 🙂

    • Co ciekawe – nie, i nie. Nie ma tłumu turystów – festiwal jest poza sezonem i jest wciąż bardzo, ale to bardzo lokalny.

      Co do protestów – nie, nic w ten deseń. Jedynie w prasie pojawiają się pojedyncze głosy konserwatystów, twierdzących, że festiwal się komercjalizuje i że powinno się trzymać tradycji i przebijać skórę igłami i nożami a nie na przykład statywem do aparatu i świecznikiem….

  2. Lidia Kaczmarek says:

    Witam, bardzo ciekawy artykuł i świetne zdjęcia, a trafiła tutaj przez linka na facebooku. Chciałabym się dowiedzieć czy nie masz nic przeciwko aby umieściła link do tego wpisu na fanpage’u mojej małej firmy – salonu masażu tajskiego. Na początku miesiąca mieliśmy promocję w trakcie trwania tego festiwalu, były też odnośniki na jego temat, były to jednak czyste informacje w przeciwieństwie do tych powyżej.

  3. konzi says:

    Maciek, od momentu w którym dowiedziałem się o Waszej przeprowadzce czekałem na ten tekst i się doczekałem. Byłem ciekawy Twoich zdjęć i tego, co napiszesz.

  4. Pingback: Festiwal Wegetariański 2013 - Vlog | Skok W Bok Blog – przeprowadzka do Tajlandii, podróże po Azji

  5. Pingback: Rok Skok w Bok - Kalendarium | Skok w Bok Blog

  6. Pingback: Najgorsza wyspa Tajlandii to najlepsza wyspa Tajlandii | Skok w Bok Blog

  7. Pingback: Festiwal Wegetariański - Galeria | Skok w Bok Blog

  8. Pingback: Dzieciństwo na Phuket - Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *