Hanami w Tokio
Japonia

Japończyk też człowiek

Po kilku dniach pobytu w Tokio, Japończycy jawili mi się jako roboty, cyborgi posłuszne bezosobowemu systemowi operacyjnemu.  Wtedy poszedłem do parku.

W Tokio zasada „koniec języka za przewodnika” działa jak nigdzie indziej. Przechodzień zapytany o drogę wskazuje ją bezbłędnie, wychodzi z siebie, żebyśmy dotarli do celu. A gdy trasy nie zna – wyciąga z kieszeni smartfona, uruchamia aplikację z mapami i pokazuje co i gdzie.  Jeżeli miałbym wymienić jedną pozytywną cechę mieszkańców Japonii, która najbardziej rzuciła mi się w oczy w trakcie mojego krótkiego tam pobytu, byłaby to uprzejmość.

Dlatego choć z hotelu wyszedłem nieprzygotowany – bez mapy i przewodnika, drogę do Ueno Park udało mi się znaleźć w trymiga. Najpierw krótki spacer do metra, potem chwilowa zagwozdka przy, na pierwszy rzut oka skomplikowanym automacie do biletów (rozwiązana – znowu – dzięki pomocy uprzejmego przechodnia), 2-3 stacje w czystym wagonie i wysiadka na stacji Ueno. Dalej nie musiałem już pytać  drogę – wystarczyło mi podążyć za gęstą ludzką masą.

Hanami in Tokyo

To, co zobaczyłem na miejscu doprowadziło do momentalnej dekonstrukcji  negatywnego obrazu mieszkańców Japonii jaki powstał w moim umyśle przez pierwsze dni pobytu w Tokio. Widok całych rodzin biesiadujących w cieniu drzew kwitnącej wiśni, beztrosko drzemiących biznesmanów uwolnionych od krawata, starszych pań i panów rozpijających na zieleniącej się trawce butelki wina, sake  i piwa wydał mi się jeszcze piękniejszy niż bielący się i różowiący nad ich głowami baldachim z  sakury –  wiśniowych kwiatów.

Sakura in Bloom

I sycąc oczy tym widokiem zrozumiałem, że w tradycji Hanami,  Sakura wcale nie jest najważniejsza.  Przecież wiśnie wiśnie (obok drzew brzoskwiniowych i magnolii) kwitną równie pięknie każdej wiosny, na moich rodzinnych, wrocławskich Krzykach.) Jednak Japończycy  tego rozkwitu zrobili coś więcej, uczynili z niego najpiękniejsze ze świąt – święto radości życia życia.  A w końcu życiem cieszyć nie może się żaden, nawet najbardziej zaawansowany robot.

Hanami picknick in Tokyo

Piknikowa atmosfera tego miejsca udzieliła się również mi. Wydłubałem z dna portfela ostatni banknot i chwilę później siedziałem pod drzewem z ociekającym tłuszczem szaszłykiem w jednej dłoni, alkoholizowaną lemoniadą w drugiej i płatkami wiśniowych kwiatów padającymi u mych stóp. I w tej chwili uniesienia, prawdopodobnie najlepszej chwili całego wyjazdu do Japonii naszła mnie trzy myśli:

– Lemoniada pod chmurką może smakować lepiej niż najlepsze wino pod krawatem.

– Nie ważne czy mowa o Japończykach czy Tajach, Rosjanach czy Amerykanach.  Napić się pod drzewkiem lubi (prawie) każdy.

– Żyjąc w kraju wiecznego lata, stęksniłem się nieco za wiosną.

Galerię zdjęć z Hanami w Tokio znajdziecie TUTAJ

 

Standard

10 thoughts on “Japończyk też człowiek

    • Nieco. Ale mimo to a może nawet bardziej – dzięki temu, atmosfera fantastyczna. Tu na Phuket jest pewien punkt widokowy. Widok ładny, nie powiem – widziałem jednak piękniejsze. Ale dzięki temu, że co wieczór gromadzi się tam tłum gapiów by obserwować zachód słońca, klimat jest niepowtarzalny!

  1. matt says:

    Po ostatnim artykule, a właściwie komentarzach do niego oraz przeczytaniu bieżącego można wysnuć wnioski, że piszesz Maćku to co inni lubią czytać. Rzucam przykład: Nagle pijący w parku Ci nie przeszkadzają, przechodnie są ludźmi uprzejmymi, a nie robotami (przy okazji resetującymi się w powyższy sposób) itd… Przeszedłeś kompletną metamorfozę z negatywnego do niemal błogiego postrzegania japońskiej rzeczywistości. Nie odbieraj tego jako zarzut bo przecież po to się pisze żeby inni chcieli to czytać, ale czy na pewno można liczyć na wiarygodność przekazu? Nie używam słowa obiektywizm bo łatwo to skontrować ogólnie znanym sloganem. A może jesteś tak zachłyśnięty Tajlandią, że albo nie chcesz widzieć, albo nie widzisz dobrych stron innych kultur – delikatnie zalatuje szowinizmem? Pozdrawiam i nadal chętnie czytam.

    • Wnioski niezgodne z prawdą bo…oba teksty powstawały jednocześnie, tej samej nocy. A opublikowałem je jeden po drugiem żeby pokazać dwie strony medalu, zmieniające się odczucia, różne elementy japońskiej rzeczywistości, które udało mi się zaobserwować. Chciałem w jak najpełniejszy sposób opisać swoje wrażenia z tego kraju, wrażenia, które nie są ani tak czarne jak garnitur japoskiego biznesmena ani tak różowe jak rozkwitła sakura.I właśnie taki poszerzony obraz jest moim zdaniem bardziej wiarygodny. (A przy okazji – naprawdę nie zestawiałbym ze sobą biesiadujących w parku rodzin z zalanymi w trupa krawaciarzami wymiotujcymi w forsycje.)

      Wniosek o zachłyśnięciu się Tajlandią nie mógłby być dlaszy od prawdy – jeśli w miarę regularnie czytasz tego bloga oraz jeśłi śledzisz go na facebooku wiesz, że mam mocno mieszane uczucia na temat tego kraju i na każdy jego plus znajduję dwa minusy…i odwrotnie.

      pozdrawiam!

  2. Kiedy mam gorszy dzień i dość Chińczyków, którzy swoim „za blisko” i „za głośno” ukoronowanym charchnięciem spod śledziony potrafią mnie czasem wyprowadzić z równowagi, idę wtedy do parku. Wychodzę z niego znów pełna sympatii i ciekawości do otaczających mnie mieszkańców CHRL. Parki w Chinach mają w sobie coś magicznego i „wyciągają” z ludzi to, co mają w sobie najlepsze. Zgodnie z tym co piszesz, w Japonii jest podobnie 🙂

  3. Bardzo piekne zdjecia z Hanami…tesknie za Japonia i zaluje ze nie moge teraz tam wyjechac..
    W Japonii mieszkalam od czerwca do pazdziernika zeszlego roku u rodziny meza (JP).

    Proponuje, po wlasnych doswiadczeniach, wybrac sie nastepnym razem poza granice Tokyo, ja mieszkalam w Chiba Prefecture.Pojechalismy na 200 km wycieczke rowerowa nad morze na wschodzie. Jadac w nocy, mozna zobaczyc cos jak w anime o ninjach – opuszczone swiatynie, ksiezyc rozswietlony nad polem ryzowym, domy wybudowane w tradycyjnym stylu.Po prostu magia,film 3D!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *