Praca, Tajlandia

In your face!

 Nikt nic nie wie. A nawet jak wie, to nie powie. Tyle udało mi się dowiedzieć po tygodniu pracy w tajskiej szkole. Zapowiedzią tego jak sprawy się tu mają mógł być już mój pierwszy dzień w pracy

Szkolną bramę przekroczyłem o 7:30. Godzinę później stałem w klasie naprzeciw dwadzieściorga średnio skorych do nauki dwunastolatków. Bez żadnego przygotowania, wprowadzenia, prosto na głęboką wodę. Nic dziwnego, że na kilka minut przed początkiem lekcji ze stresu drżały mi ręce. A potem wszedłem do klasy i…stres uleciał przez szeroko otwarte okno, na mojej twarzy pojawił się uśmiech. W czasie lekcji  bowiem panują jasne zasady – gdy ja mówię, oni słuchają, gdy mówią oni to po angielsku a przez tę godzinę nauki zarówno oni i ja mamy się dobrze bawić. I jak na razie nieźle nam idzie.

 Nieco inaczej wygląda to w pokoju nauczycielskim. Królująca tu dezinformacja może być nieco drażniąca. Na razie nie udało mi się nawet dowiedzieć jakie klasy będę uczył i czego. A ta wiedza bardzo by mi się przydała, skoro od tutejszych nauczycieli wymaga się by przygotowali plan zajęć na cały nadchodzący semestr. Nie wiem też z jakich podręczników będę korzystać a to na ich podstawie mam stworzyć wspomniany plan. Cóż, już w czasie kursu TEFL ostrzegano mnie przed panującym w tajskiej szkole (i nie tylko) chaosem. Z jednej strony wszystko jest potwornie sformalizowane, na biurkach piętrzą się sprawozdania i formularze, w ciągłym ruchu są pieczęcie. Z drugiej nie sposób czegokolwiek tu załatwić, czegokolwiek od od kogokolwiek wymagać.

 Z tego co udało mi się zrozumieć winna temu stanowi rzeczy jest tajska koncepcja „twarzy”. Każdy z nas posiada bowiem „twarz”, publiczny wizerunek, reputację. Owa „twarz” jest rzeczą świętą, o którą dbać trzeba bez względu na koszty. Wie o tym tu każde dziecko. Gdy Taj przypadkiem dozna uszczerbku na swojej „twarzy”, jego reakcja może być nieprzewidywalna. Rodzi to konsekwencję w postaci totalnego rozmycia odpowiedzialności. Niech za przykład posłuży bezprzewodowy internet w mojej szkole. Żeby działał, pewna pani w pewnym pokoju na parterze musi nacisnąć guzik. Gdy zapomni, internetu nie ma. Nikt jednak nie ma odwagi przypomnieć jej o tej prostej czynności gdyż byłaby to sugestia, że nie wywiązuje się w pełni ze swoich obowiązków a więc potencjalna plama na honorze. Tym sposobem 20 osób w pokoju nauczycielskim klnie pod nosem na brak internetu, tych samych 20 osób zna banalnie proste rozwiązanie tego problemu ale żadna z nich nic nie zrobi, żeby przypadkiem kogoś nie urazić.

 O tajskiej „Twarzy” pisać by można prace naukowe. Ma ona wpływ na cały tajski styl życia, na relacje w pracy, w szkole, na ulicy. Moi uczniowie boją się mówić po angielsku bo uważają, że popełniając błędy psują swój wizerunek. Moi szefowie nie zwrócą mi uwagi gdy nie będą zadowoleni z mojej pracy w obawie przed moją reakcją na uszczerbek na honorze. O tym, że coś się komuś nie podobało dowiem się jako ostatni i prawdopodobnie nigdy nie poznam źródła tej informacji.

 Ciężko się w tym wszystkim połapać, trudno zachować równowagę. Ale na szczęście istnieje wentyl bezpieczeństwa. Aby szlag człowieka wśród tych niedomówień nie trafił, Tajowie wynaleźli zdanie „Mai pen rai” znaczące w wolnym tłumaczeniu „Nie ma sprawy, wyluzuj, jakoś to będzie”. Coś cię wkurza? Mai pen rai! Gdzieś ci się spieszy? Mai pen rai! Masz z czymś kłopot? Mai pen rai! Zamiast ośmieszać się waląc głową w mur uzbrój się w cierpliwość i uśmiech. W końcu szarpiąc się i wściekając narażasz się tyko na utratę twarzy.

*Ciekawe? Dobrze napisane? Pomocne? Kliknięcie w jeden z przycisków “share” pod artykułem to najprostszy i najlepszy sposób by docenić wysiłek jaki wkładam w tworzenie tej strony i pomóc w rozwoju Skok W Bok Blog.

Standard

7 thoughts on “In your face!

  1. Pau says:

    >Sprawdzony sposób na Twarz to przyprawienie Gęby. Ewentualnie możesz ich Upupić lub postraszyć Łydką. W ostateczności PoTwarz. Powodzenia!

  2. Pingback: FAQ #1 – Warunki pracy w tajskiej szkole | Skok w bok

  3. Pingback: FAQ #1 – Warunki pracy w tajskiej szkole | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  4. Pingback: „No have!” czyli czego nie ma w Tajlandii | Skok w Bok Blog

  5. Pingback: Migawki: Jak rozmawiać z tajską policją | Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79