Indonezja 2011 – The Best Of

Indonesia Bali Lombok Komodo 2011

 

To się musiało tak skończyć. Trzy tygodnie w Indonezji zleciały jak z bicza strzelił. Za 24 godziny będę już w Bangkoku.

Pierwszy raz od dawna podróżowałem z limitem czasowym – to wymusza hiper aktywność, człowiek czuje, że nie ma czasu do stracenia i prze naprzód. Rzadko zdarza mu się zatrzymać gdzieś na dużej niż na jedną noc. Niektórzy mówią, że to duża strata. Nie dla mnie. Wolę być ciągle w ruchu, gdy stoję w miejscu prędko dopada mnie nuda, najszczęśliwszy jestem gdy pejzaż dokoła przemyka mi przed oczami.

Pierwszy również raz podróżowałem samotnie. I szybko przekonałem się, że to jeden z najlepszych sposobów. Człowiek rzucony między obcych szybko się otwiera, na innych ludzi, na miejsca, na wrażenia. Czasem przyjdzie mu zapłacić nieco więcej za nocleg lub transport, chwilami może doskwierać mu samotność ale tak naprawdę, rzadko kiedy jest sam. Dla ludzi ceniących sobie niezależność (a to chyba cecha każdego podróżnika) samotna podróż to doskonała opcja.

W porównaniu z poprzednią, niemal półroczną podróżą, trzy tygodnie wydawał mi się żałośnie krótkie. A jednak udało mi się w tym czasie wyprodukować więcej wspomnień niż niejednemu udaje się w rok, w domu. Ciężko to wszystko ogarnąć, ułożyć w głowię. Ale spróbuję. Oto lista naj:

Motocyklem po BaliWynajem motocykla był najlepszą decyzją jaką tu podjąłem. Wyspa oglądana z pozycji na jeźdźca pokazała swoje najpiękniejsze oblicze. Tylko dysponując swoim własnym transportem można wyrwać się z turystycznych gett, spenetrować mniej przetarte szalki, spotkać ludzi spoza układu. Od dziś, jeśli tylko będzie to możliwe, podróżuję na dwóch kółkach.

Honda Tiger Motorcycle on Bali

Wulkan RinjaniKilkadziesiąt godzin wyczerpującej wspinaczki, zimna, bezsennych nocy – w takich warunkach człowiek naprawdę czuje, że żyje. Zwłaszcza gdy słaniając się na nogach wreszcie stanie na szczycie i zakręci mu się w głowie na widok oszałamiającej panoramy wyspy Lombok. Jak dorzucić do tego kąpiel w gorących źródłach u stóp wodospadu, otrzymujemy atrakcję turystyczną światowej kasy

Rinjani Volcano Lake

Wodospady w Sawan: Schodząc po liczących sobie 365 stopni schodach by zajrzeć pod spódnicę najwyższym wodospadom na Bali w każdej chwili spodziewałem się ujrzeć Larę Croft bujającą się na lianie lub dinozaura rodem z Parku Jurajskiego wyłaniającego się z mgły. Bezsprzecznie jeden z najpiękniejszych cudów natury jakie dane mi było oglądać. Smaku temu doświadczeniu dodał noclegu u mieszkańca pobliskiej wioski, Kadeka Ardity, długie rozmowy, świetna kawa i posiłek w rodzinnym gronie.

Bali Sawan warterfalls

Wulkan Batur: w porównaniu z Rinjani to pagórek. Ale nocnego rajdu motocyklowego u stóp wulkanu długo nie zapomnę a Batur już na zawsze pozostanie moim pierwszym wulkanem. 3 godzinnym trekkingiem na szczyt po raz kolejny dowiodłem sobie, że lepiej czuję się z plecakiem na szlaku niż w japonkach na plaży.

Bali Batur volcano

Snorkeling: Pływanie z rurką traktuję jak furtkę do pełnoprawnego nurkowania. Wystarczy zanurzyć głowię pod powierzchnię wody, by przekonać się, że czeka tam do odkrycia cały nowy wszechświat. Już wiem, że jeden z weekendów w Tajlandii poświęcę na wypad na Koh Tao i kurs nurkowy.

Bali Lovina Snorkeling

I można by wymieniać i wymieniać. Zachód słońca w Luaban Bajo, kręta droga w małpim gaju w okolicach Candicuning, dziesiątki kubków wspaniałej lokalnej kawy w wioskach i wioseczkach, sok z awokado, goździkowe papierosy. Minusy? Cóż, po wyspach dość trudno się przemieszczać. Transport dla turystów stosunkowo drogi, transport lokalny zagmatwany. Najlepszym rozwiązaniem jest wspomniany motocykl. Nie zachwyciło mnie też jedzenie, ale to już kwestia gustu, w każdym razie nie mogę się doczekać powrotu do Bangkockiej ulicznej zupy z nudami. Niemniej jednak minusy nie są w stanie przysłonić plusów. Indonezja mnie oczarowała.

 Ale czas na przerwę w wędrówce. Nie opowiem, po podróży miło by było wrócić na chwilę do domu, zjeść talerz maminej zupy, pokazać zdjęcia rodzinie. Ale nie będę narzekał. Cieszę się, że nie wracam na stare śmieci, do starej pracy, starej codziennej rutyny. 29-go kwietnia o 15:00 ląduję w Bangkoku. Nie mam tam mieszkania, nie mam ubrań, nie mam telefonu. 2 dni później zaczynam pracę w szkole. Zaczynam od zera.

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

4 Comments
  1. >Eh…wspomnienia, wspomnienia…cudnie, ze zakochales sie w Indonezji…
    Ps. Jak poczekasz do grudnia to przywioze ci talerz prawdziwych maminych pierogow! 😉

  2. W Indonezji byłeś już dość dawno, ale pamiętasz może ile wyniosła Cię taka wycieczka – całościowo? 🙂

    1. Niestety nie dam rady odpowiedzieć na to pytanie, dawno to już było, kwoty zatarły się w pamięci. Zresztą nie prowadziłem jakichś szczegółowych statystyk. Drogo jednak być nie mogło bo w tamtym czasie z kasą bywało krucho.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.