Indonezja

Innonezja, czyli czym się różni Indonezja.

Kiedy na daleki wschód leci się z dalekiego zachodu sprawa jest jasna: wszystko jest egzotyczne.  Ale gdy do Azji leci człowiek z Azji,  diabeł zaczyna tkwić w szczegółach. Oto kilka detali,  które przykuły naszą uwagę w Indonezji oglądanej oczami przywykłymi do widoków z Tajlandii.

Samochody są czyste: To nie tak,  że w Tajlandii są jakoś strasznie brudne ale w Indonezji są czystsze i to się rzuca w oczy.  “Cuci Mobil” czyli myjnia samochodowa to jeden z najpowszechniej występujących tu zakładów usługowych czego efekty można potem oglądać na ulicach,  gapiąc się na korki z okien tutejszych czystych i tanich taksówek.

image

Znowu umiemy czytać… : W Tajlandii czujemy się przeważnie,  że tak powiem jak w Chinach.  O ile po trzech latach na emigracji opanowaliśmy niezbędne postawy tajskiej mowy,  to tajskie pismo pozostaje dla nas niestety niezgłębioną tajemnicą. W Indonezji za to znowu umiemy czytać! Rzecz jasna nie mamy pojęcia co czytamy ale już sam fakt ze potrafimy rozszyfrować tutejsze szyldy i napisy sprawia nam nie małą radość.

image

… ale z nikim nie umiemy się dogadać : w Tajlandii idzie nam jako tako. Najbardziej przyziemne,  podstawowe sprawy potrafimy już załatwić po tajsku a resztę da się przeważnie bez problemu zorganizować po angielsku. W Indonezji nie ma tak lekko, tym bardziej, że z angielskim jest tu krucho. Na szczęście w języku Indonezyjskim istnieje odpowiednik tajskiego “mai pen rai”- nie ma sprawy,  no problem. Nawet więc gdy bariera komunikacyjna prowadzi do jakichś nieporozumień,  lokalsi wołają radośnie ” sama sama” i atmosfera się nie zagęszcza.

image

Jest strasznie drogo… : Za kolację w ulicznej knajpie płacimy 80.000, za bilet na pociąg 200.000,  za przejażdżkę taksówką – 20.000…Ciężko nam czasem doliczyć się tych zer,  gubimy się w banknotach.

… Ale tylko na niby: te horrendalne kwoty bywają trudne do przełknięcia, do czasu gdy przeliczymy je na tajskie bahty (to ta waluta stała się już naszym punktem odniesienia). Po krótkich kalkulacjach okazuje się,  że w Indonezji jest strasznie tanio.  A na pewno taniej niż w Tajlandii.  Nie ważne czy mowa o tanim posiłku na ulicy czy zakupach w butiku w galerii handlowej,  większość towarów jest o 20 a bywa że i 50% tańsza niż w Tajowie. Przed zakupowym szałem chroni nas jedynie pełna zer po przecinku Indonezyjska waluta.  Gdyby dokonano tu denominacji,  poszliśmy z torbami.

image

Czujemy Indonezję nosem: Profil zapachowy tego kraju jest z zupełnie inny niż Tajlandii.  Począwszy od wszechobecnych kłębów dymu papierosowego z domieszką goździków po inaczej pachnące jedzenie,  bez charakterystycznych dla Tajlandii nut trawy cytrynowej i limonki kafirowej. Z tajskich zapachów obecnie brakuje nam tylko jednego – aromatu ryżu jaśminowego.  Przyzwyczajeni do najlepszego ryżu na świecie kręcimy nieco nosami na Indonezyjski “nasi”.

image

Komu w drogę temu kask: Na oko na Indonezyjskich drogach jest tyle samo motocykli co w Tajlandii i nieco więcej chaosu.  Ale jest też wiecej czegoś,  czego w Tajlandii często w ruchu drogowym brakuje – rozsądku. Manifestuje się to między innymi w kaskach,  które lokalni motocykliści noszą chętnie i bez wstydu (w Tajlandii panuje moda na nie noszenie kasku bez względu na ryzyko),  ale nie tylko.  Nie mogliśmy wyjść ze zdziwienia,  gdy wiozący nas o 4-tej nad ranem przez ulicę Yogyakarty taryfiarz, zatrzymywał się na wszystkich czerwonych światłach i używał kierunkowskazów. Nie ma pewności czy w języku tajskim w ogóle istnieje słowo oznaczające kierunkowskaz.

image

Kup pan cegłę: Poza paniami sprzedającymi na Khao San Road drewniane żabki i inne badziewne pamiątki,  oraz ulicznymi sprzedawcami kwiatowych girland (służących przeważnie za zapachy do samochodu) obnośni handlarze nie są w Tajlandii powszechni.  W Indonezji wręcz przeciwnie – takiego bogactwa i różnorodności “hawkersów” nie spotkaliśmy nigdzie indziej.  Jesteśmy tu raptem kilka dni a na ulicy próbowano nam już sprzedać: spadochron,  plastikowy samolot oraz  kilkanaście innych zabawek,  całą gamę konfekcji damskiej,  męskiej i dziecięcej,  obrazy na płutnie,  rzeźby z kamienia i drewna oraz miniaturowe wydanie Koranu…

image

(Prawie) nikt nas nie chce oszukać: Pomijając naganiacza,  który zapędził na w Yogyakarcie do szemranej galerii sztuki,  gdzie próbowano nam wcisnąć płótna z tzw.  Batiku,  na swojej Indonezyjskiej drodze napotkamy całą rzeszę serdecznych,  uczciwych ludzi.  Owszem,  trzeba się sporo targować,  dużo bardziej niż w Tajlandii,  ale jakoś nie mamy tu poczucia za każdym uśmiechem kryje się drugie dno.  Zaś taksówkarz,  który nie chciał od nas pieniędzy bo nie mieliśmy drobnych by zapłacić za kurs,  odmienił nasz pogląd na tę grupę zawodową….choć taksówkarska mafia z Phuket pewnie szybko sprowadzi nas spowrotem na ziemię.

Standard

12 thoughts on “Innonezja, czyli czym się różni Indonezja.

  1. em says:

    “Galeria sztuki” wygląda mi bardzo znajomo, a tak sobie wyrzucałam, że jestem za mało asertywna:p widać, że nie tylko ja;) częstowanie herbatką było? W ogóle świetne spostrzeżenia, mnie też bardzo cieszyło to, że jestem w stanie rozszyfrować indonezyjskie napisy i to, że bardzo szybko zapadają mi one w pamięć, po pewnym czasie byłam w stanie rozszyfrować składy produktów spożywczych podane na opakowaniach, aaa i nie wiem czy zauważyłeś ile funkcjonuje tam słów pokrywających się z polskimi, to też bardzo mnie cieszyło.

  2. Antek Myśliborski says:

    No po przejechaniu 3000 km na motorze po Indonezji stanowczo nie zgodzę się, że zbitka “rozsądek” “indonezyjscy kierowcy” może być używana w kontekście innym niż czysto humorystyczny. W Tajlandii to musi być dramatycznie źle pod tym względem, jeśli w Indonezji odniosłeś takie wrażenia 😉

    • Tom Taylor W Australii says:

      Pewnie to tylko takie pierwsze wrażenie z Bandung. W Yogya jest już gorzej. Jawa komunikacyjnie bardzo nie przypadła mi do gustu. Tajlandia to jednak jest raj. penie, że w Bangkoku i na Phuket jest ciasno i trzeba mieć oczy dookoła głowy ale w Indonezji przyda sie dodatkowa para oczu. najprzyjemniej mi sie jeździło po Lomboku a najgorzej po … Sajgonie. Czułem sie taki stłamszony ;-(
      Czekam na kolejne relacje. Mi odcinek od Jakarty do Denpasar zajął miesiąc ale pewnie odwiedzisz prawie te same miejsca 🙂

  3. Michał Molenda says:

    Nie wiem czy noszenie kasków w Indonezji nie jest spowodowane ogromną korupcją, jaka występuje w tamtejszej policji. Lepiej jeździć w kasku i być bezpiecznym, niż bez i płacić mandat 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.