Layan Beach Phuket
Phuket, Tajlandia

Phuket – sekrety i kłamstwa

Wydawałoby się, że po paru miesiącach na wyspie powinienem już mieć na jego temat jakieś zdanie. Jaki jest Phuket? Prawdę mówiąc wciąż nie udało mi się go do końca rozgryźć. Jedno jest pewne – nie jest taki jak myślisz.

Na temat Phuket można usłyszeć przeróżne, przeważnie sprzeczne opinie. Niektórzy zwą go Perłą Andamanów, umieszczają go w rankingach najpiękniejszych wysp na świecie, nazywają rajem. Inni wręcz przeciwnie, odsądzają go od czci i wiary, mieszają go z błotem jako miejsce zadeptane przez turystykę, tandetne, pełne tajskich dziwek i ich nadgryzionych przez ząb czasu sponsorów.

 Jak jest naprawdę? Naprawdę obie grupy mają rację i obie mijają się z prawdą.

Tych pierwszych, nazwijmy ich Phuket-entuzjastami, zabrałbym na przejażdżkę po wyspie. Najlepiej taksówką. Byle kursik między jedną a drugą plażą kosztuje nie mniej niż 500b, przeważnie więcej. Wycieczka z mojego domu do supermarketu – 600b…w jedną stronę. A należy pamiętać, że Phuket jest duży, bardzo duży. Bez jakiegoś środka transportu na największej wyspie Tajlandii nie da się zobaczyć właściwie nic. Transport publiczny? Szczątkowy. Wynajęty skuter – da się ale powtarzam, odległości są tu naprawdę spore, korki na porządku dziennym, kierowcy bardzo nieostrożni i właściwie nie ma dnia, żebym nie widział jakiegoś skutera roztrzaskanego w drobny mak na środku drogi. Pozostają absurdalnie drogie taksówki albo, moim zdaniem najlepsza opcja – wynajęty samochód. Za jakieś 800-1000B dziennie + koszty paliwa wyspa staje przed nami otworem.

Zatem jedziemy (o ile nie stoimy w korku) po tej Perle Andamanów. Po lewej – walają się sterty śmieci, po prawej, spore blaszane obozowisko, które w Europie nie mogłoby służyć za schronisko dla bezdomnych zwierząt, a które tu służy za schronienie dla pracowników z Birmy, którzy stanowią siłę napędową wszystkich budów na wyspie. A Phuket to jeden wielki plac budowy. Są tacy, którzy twierdzą, że wystarczy wyjechać stąd na rok by po powrocie kompletnie nie poznać wyspy. Wszędzie rosną nowe osiedla domków jednorodzinnych, kondominia, hotele. W górę pną się rusztowania, betoniarki wzbijają tumany kurzu. Dorzuć do tego rozgardiasz wszechobecnych bilbordów i innych jednostek reklamowych a efekt końcowy będzie nieco odmienny do tego co próbują nam wciskać foldery biur podróży.

A przecież nie dojechaliśmy jeszcze do najpopularniejszej na wyspie miejscowości, konkurującego z Pattayą o miano tajskiej Sodomy i Gomory miasteczka Patong. Jego ohyda wymyka się opisowi. Kebab, pizza, sushi i pad thai wymieszane w jednej misce i podane na zimno, spacerujący po wąskich, zastawionych straganami sprzedającymi wszelkie badziewie chodnikach opaśli turyści, dziesiątki salonów masażu i tajskie „piękności” reklamujące ich usługi łamaną angielszczyzną, permanentny hałas i zgiełk, zawiesina z kurzu w powietrzu, syf. No i plaża. Długa, szeroka i przeważnie zawalona ludźmi bez względu na sezon.

Myślę, że domyśliliście się już, że nie przepadam za Patong – miejsca, które potwierdza stereotypy na temat Phuket wygłaszane przez drugą grupę ludzi wspomnianych w pierwszym akapicie. Nazwałbym ich Phuket-sceptykami. Czyli co? To oni mają rację? Nic z tych rzeczy.

Phuket sceptyka zabrałbym na dobry początek na przechadzkę uliczkami starego Phuket Town. Galeryjki, kawiarenki, sklepiki, zasnute pajęczynami salony fryzjerskie, wielobarwne fasady budynków, okiennice, chińskie lampiony uwieszone pod sufitami arkad…i dziwny, wibrujący w upale spokój. Jasne, tu też wszystko stoi w uporczywym korku, niebo przysłaniają zwoje kabli elektrycznych, często trzeba mocno wysilić wzrok by pod wieloma warstwami kurzu i zaniedbania dostrzec piękno tutejszej architektury. Ale to nie zmienia faktu, że Phuket Town ma niepowtarzalny klimat podany z wodą sodową o smaku Tom Yum i Malezyjskimi szaszłyczkami Satay z sosem z orzeszków ziemnych.

Phuket Town

Ale dosyć już miasta. Przecież po to wyniosłem się z Bangkoku, żeby mieszkać bliżej natury. A na Phuket jest to niezwykle proste. Wokół króluje zieleń, nad głową błękit nieba, w oddali falujące wzgórza. No i plaża. Kilka plaż a jedna piękniejsza od drugiej. Jedziemy więc – najpierw na położoną niedaleko od mojego domu Bang Tao/Laguna Beach. Długią jak okiem sięgnąć, niemal równie szeroką i zaskakująco pustą. Zachody słońca w tym miejscu są oszałamiające. Tak samo oszałamiające jak na położonej kilka kilometrów na północ plaży Layan, na którą wchodzi się wprost z sosnowego zagajnika i przy której rzadko udaje mi się spotkać więcej niż 10 osób. Gdy zaś z Bang Tao uderzyć na południe ,dotrzemy do nieco bardziej turystycznej ale nie mniej pięknej Surin Beach gdzie możemy szarpnąć się na kolację w dobrej knajpie konsumowaną przy akompaniamencie szumu fal.

View from Big Buddha Phuket

Właśnie – szarpnąć się. Z odpowiednio zasobnym portfelem Phuket rzeczywiście może stać się rajem na ziemi. Umówmy się – na takim Koh Tao czy Koh Chang nie trzeba aż tak wiele pieniędzy, żeby dobrze się bawić. Wystarczy parę stówek na bungalow, kilka groszy na jedzenie , resztę na piwo i można cieszyć się klimatem Tajskiej wysepki. Na Phuket jest nieco inaczej. Tu kuszą świetne knajpy serwujące dania ze wszystkich zakątków świata, salony spa, wielogwiazdkowe hotele, pola golfowe. Owszem na Phuket jest parę fajnych rzeczy do zrobienia zupełnie za darmo (na pewno o tym wam jeszcze kiedyś napiszę) ale dopiero Phuket z kartą kredytową w kieszeni pokaże się wam z jak najlepszej strony.

Długo mógłbym pisać o zaletach Phuket. Bo przecież Phuket na Phuket się nie kończy.  Nieopodal jest wszak Phang Nga i Khao Lak, Krabi i Phi Phi i dziesiątki innych miejsc ściągających tu ludzi z najodleglejszych zakątków świata. Pisać mógłbym też o innych jego wadach. O wysokich cenach, marnej ofercie kulturalnej (no chyba, że ktoś lubi tajskie mega rewie z laserami, słoniami i wielobarwnymi piórami – tych tu nie brakuje). Ale po co? Skoro nie udało mi się Phuket rozgryźć po kilku miesiącach od przeprowadzki to nie rozgryzę go też w jednym wpisie na blogu.

Poza tym jaki jest ten Phuket.  Za duży czy za mały? Byle jaki czy luksusowy?  Trochę nudny czy całkiem ciekawy?  Ciągle nie wiem. Wiem tylko, że bardzo mi się tu podoba.

Standard

17 thoughts on “Phuket – sekrety i kłamstwa

  1. valdi says:

    Dodał bym jeszcze że Phuket to drugie po Bangkoku miejsce na świecie związane z turystyką medyczną – choć niektórzy twierdzą że to Bangkok jest za Phuket. A ty drogi Macieju jak uważasz

  2. Szymon says:

    Hej, super napisane, z niecierpliwoscia czekam na kolejny wpis nt. Phuket. Popraw prosze Macku, popraw „(…) dopiero Phu­ket z kartą kre­dy­tową w kie­szeni poka­rze się wam z jak naj­lep­szej strony.”

  3. Artur says:

    Wpisy na blogu ubarwia się zdjęciami tego co się opisuje, Twoje artykuły mocno cierpią nie mając tego kluczowego elementu.

    • Myślę, że dość dobrze znam się na tworzeniu wpisów blogowych i wiem, że są znacznie bardziej atrakcyjne z fotografiami i video. Ale nie zawsze wystarcza na tę robotę zasobów ludzkich. Bardzo się cieszę, że mimo braku ozdobników wpisy cieszą się i tak sporą popularnością sądząc po liczbie likeów i komentarzy. Podrawiam!

  4. Malgorzata Sobczak says:

    Hejka, bylam w tym roku na Phuket, tak na chwilke by znurzyc sie w falach. Po wizycie moge powiedziec ze naleze teraz do grupy krytykujacej(rosyjska mafia i brud). Jedyne co nas uratowalo to plaze z dala od turystow naiharn and naiyang. Wiec jesli bardzo chcesz to mozesz znalezc co dla siebie.

  5. Pingback: Rok Skok w Bok - Kalendarium | Skok w Bok Blog

  6. tazii says:

    Warto wiec czy nie warto… ?
    Wybieram sie w lutym ze znajonymi i synem (10lat) i zaczynam żałowac a jeszcze mnie tam nie ma …….

    • Alice says:

      Absolutnie nie bedziesz zalowac. owszem, pewne dzielnice Phuket sa brudne brzydkie I zapchane turystami ale sa tez piekne miejsca ktore na zywo wygladaja jeszcze piekniej niz na zdjeciach. rok temu bylam w Phuket – hotel mielismy w Kata beach ale odwiedzilismy kilka plaz. kazdy znajdzie cos dla siebie – jedni jada imprezowac inni odpoczywac I podziwiac. w tym Roku lecimy poraz kolejny do Phuket ze znajomymi I ich 4 letnia corka – tym razem na Bang Thao.
      zapewniam ze bedziesz zadowolona pomimo niektorych „negatywow” Phuket.

  7. tazii says:

    Zapomniałem dodac ze od kiedy mam zabukowany wyjazd nic nie slysze tylko o syfie chorobach i oszustach naciagajacych turystow łącznie z ustawianymi kolizjami itd. 🙁

  8. Spedzilam z rodziną 1 dzień na Phuket. Przejechaliśmy w dół wyspy do Wielkiego Buddy i z powrotem zach. wybrzeżem. Budda super, widoki piękne. Reszta syf i korki. Po zboczeniu tego byliśmy szczęśliwi, że wybraliśmy Ao Nang. A 10km przed wyspą wystarczy zjechać na plażę- cudowna, czysta, pusta!!!! 2 rybaków i kraby. Niesamowite doświadczenie! Pewnie Phuket ma swoje ładne zakadki, ale trzeba się do nich dostać i czar pryska. Zdecydowanie polecam rejony Krabi!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *