Indie, Tajlandia

Jasmine

Samotne podróżowanie ma swoje ogromne zalety. Ale gdy człowiek osiągnie gdzieś mniej więcej na stałe, dobrze mieć z kim osiadać. Ja mam – poznajcie Jasmine.

Naszedł czas by pokazać wam moje życie w Bangkoku w nieco bardziej osobistym wymiarze. Na co dzień cenię sobie prywatność i nie rozpisuję się tu o sobie a raczej o tym co spotyka mnie w Tajlandii, o zaobserwowanych sytuacjach, odwiedzonych miejscach. Dziś czuję jednak, że muszę uchylić przed wami rąbka tajemnicy. Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że skok zmienił nico ostatnio swój charakter – na bardziej filmowy. A o ile w tekście z łatwością można ukryć to, czego nie chce się pokazywać to na video jest to o wiele trudniejsze. Dlatego nawet nie będę próbował. Przedstawię wam Jasmine i po krzyku.

Poznaliśmy się 4 dni po moim przyjeździe do Tajlandii, w szkole. Razem ukończyliśmy kurs nauczycielski TEFL, razem szukaliśmy tu pracy a teraz razem rozbrajamy to miasto. Ja mieszkam i pracuję na jego południu , ona na północy, między nami 30 km Bangkockich korków, które jednak nie stanowią przeszkody gdy najdzie nas ochota na spotkanie. A nachodzi nas co zaś.

Jasmine pochodzi z Indii, z jednej z ich himalajskich prowincji – Sikkim. Etnicznie Nepalka, sercem Hinduska a w oczach Tajów – Tajka. Urodę ma tak uniwersalnie azjatycką, że gdzie się nie pojawimy wszyscy biorą ją za swoją i nie chcą dać wiary, gdy zarzeka się, że nie mówi po tajsku.

Jasmine nałogowo pije herbatę (obowiązkowo – Darjeeling), każde danie (w tym również pierogi ruskie) przyprawia absurdalną ilością chili a gdy się uśmiecha, temperatura w Bangkoku rośnie o kolejnych kilka stopni. To nie szkodzi, że jest ode mnie o jakieś 40 cm niższa, że mamy zasadniczo odmienne zdanie w kwestii religii (jest buddystką, ja – cynikiem), alkoholu (nie używa, ja czasami) i porządku w mieszkaniu (ona go uwielbia, mi nie przeszkadza o ile nie muszę przykładać do niego ręki) – bez względu na te i inne różnice, a może i po części ze względu na nie, nie bardzo umiem wyobrazić mój pobyt tutaj – bez niej.

Teraz już wiecie kogo mam na myśli, gdy na skoku zamiast „ja” piszę „my”.

Jasmine

Standard

26 thoughts on “Jasmine

  1. CRIS79 says:

    Szcześcia zyczę Maciejko…Ja pokochalem Bangkok i Tajlandie calym sercem…i nie tylko :)Chcialbym tam mieszkac bo jest tam ktos kto na mnie czeka wiec w zupelnosci cie rozumiem Macieju co czujesz mając bratnią duszę w postaci takiej pieknej kobiety

  2. CRIS79 says:

    Dzięki twojemu blogowi poznalem pare faktów na miejscu i miales racje jak media wyolbrzymialy powodz w Bangkoku swojego czasu…Ja wrocilem w piątek i dużą wode widzialem na początku po przylocie tylko na Chao praya i nigdzie indziej.Moze dlatego ze poruszalem sie po suchych czesciach miasta..Tak czy inaczej twoje wskazowki umieszczone na blogu bardzo mi pomogły…Oby wiecej takich ludzi jak ty…i oby w naszej smetnej Polsce bylo takich ludzi jak Tajowie..Mnie podroz do Tajlandie zmienila a bynajmniej moj tok myslenia i podejscia do paru spraw…Tajowie z malych spraw nie robia wielkich dramatow tu jest inaczej..dletego z dumą na nich spoglądam jak potrafią sobie pomagac a u nas jeden drugiego zabilby za paczke fajek…I LOVE THAILAND ALL MY HEART…POZDRAWIAM cie Macieju i jeszcze raz wszystkiego najlepszego

  3. Zeglarz says:

    Cool Brother,

    Chcialem zapytac juz o Jas przy Twoim wyjezdzie do Kanchanaburi.
    Imie pojawilo sie tez przy Khao Yai.
    Fajnie, ze nie Tajka-zla kobieta.
    Masz kredyt u mnie na dwie gwiazdy.
    3maj kurs

  4. Janusz Frihauf says:

    Ogromne dzięki za możliwość poznania Jasmine,to z pewnością doda kolorytu temu blogowi.Mam dwa pytania:1)-co z tymi Tajkami jest nie tak,że nie masz do nich serca( czy może dlatego,że nauczyły się od Europejek traktowania Faceta jak bankomatu),2)- czy prawdą jest,że Nepalczycy mają „ku ku”na puncie czystości jamy ustnej i potrafią kilkanaście razy dziennie myć zęby?.(to pytanie do Jasmine).

    • Wiem, że to ogromne uogólnienie ale w takach przeszkadza mi styl – plastikowy, pełen brokatu, różu. Odstręczają mnie też ich wyjątkowo piskliwe głosy. Z tym elementem polowania na portfel też się spotkałem – ot zwykły pech. Z pewnością są tu też świetne dziewczyny ale osobiście nie miałem okazji ich poznać bo pole widzenia ograniczyła mi Jasmine ;). Co do mycia zębów – nie zauważyłem, że żeby J myła je częściej niż każe dentysta.

      Pozdrawiam!

  5. Janusz Frihauf says:

    Bardzo dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi.Zwyczajnie z ciekawości chciałem wiedzieć dlaczego amerykanie uważają,że Tajki to najlepsze żony na świecie pod każdym względem.Tak samo uważa znajomy mego brata,który ma żonę z Tajlandii.Zrobił to po tym jak kolejna rodaczka okazała się marudną i chciwą paniusią.
    O myciu zębów słyszałem z telewizji i oczywiście kolejny raz przekonałem się,że podają do publicznej wiadomości pierdoły jak obecnie akcja pod tytułem „dość homofobii” i do sejmu wybrano jednego geja i transwestytę.Q…rwa moje wychowywanie synów legło w gruzach.Zamiast dziewczyn powinni mieć chłopców,a jak im się znudzi życie zawsze mogą zmienić płeć(chyba wytwarzam za dużo testosteronu,ponieważ zaczyna mnie to irytować)

  6. Janusz Frihauf says:

    Przepraszam za powrót do tematu Tajek ale własnie doczytałem artykuł polecony przez Żeglarza i z tym chwaleniem jest tak.Mój znajomy kupił sobie Mercedesa „okularnika” i chwalił go pod niebiosa aż pewnego dnia autko złamało się jak drewno .Z ciekawości poczytałem o tym modelu Merca i okazało się,że firma wprowadziła spore oszczędności materiałowe co spowodowało spadek jakości tych ponad czasowych aut.
    pozdrowionka
    P.S.dobrze jest sprawdzić kijem głębokość kałuży zanim się w nią wejdzie.

  7. Pingback: Tajska wyspa

  8. Pingback: Skok w Bok Blogiem Roku

  9. Leon says:

    Szkoda, że uważasz się za cynika… Ponad 1000 lat pokręconej i czasem niezwyklej historii polskiej nie zasługuje, aby było olewane przez Polaków na obczyźnie. Bo w większości ci, którzy musieli opuszczać Polskę przez ostatnie kilka wieków było tradycjonalistami w mniejszym lub większym stopniu skojarzonymi z katolicyzmem.
    A Twoje zauroczenie Tajlandią podzielam – w Malezji czy Singapurze też się świetnie czułem – ale ceny alkoholu chyba nie pozwoliłyby mi tam mieszkać na stałe 😉 Chyba, że przywiózł bym ze sobą instalację do destylacji od dziadka spod Kielc 😉

  10. Pingback: Rok wielkiego skoku | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  11. Pingback: Witaj szkoło | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *