Tajlandia

Kim jest król Tajlandii?

Polacy kochają papieża? Fani rock’n’rolla kochają Elvisa? To wszystko nic w porównaniu z tym jak Tajowie wielbią swojego króla.

Jego twarz widać wszędzie. Na ulicach, w sklepach, barach, hotelach. Spogląda swoim bacznym, jednookim spojrzeniem (Król stracił oko w wypadku samochodowym) z dziesiątek tysięcy fotografii, i obrazów. Jego podobizna zdobi ściany prywatnych mieszkań i budynków publicznych, znaleźć ją można w najbardziej zapadłej bambusowej chacie, na dziesiątkach ołtarzy rozstawionych wzdłuż ulic Bangkoku a także na wszystkich tajskich banknotach i monetach.  Tajska telewizja kilka razy dziennie emituje królewskie hymny, królewski emblemat zdobi biurka prezenterów wiadomości, poczynaniom królewskiej rodziny poświęcony jest osobny program.

Za co Tajowie kochają króla i czy to uczucie jest szczere? Nie wiem. Fakt faktem, że od kiedy Bhumibol Adulyadej objął tron w 1950 roku przyjmując imię Rama IX (jest najdłużej rządzącym monarchą na świecie) ciężko pracował na swoją popularność. Podróże po całym kraju i tysiące spotkań z poddanymi przyniosły efekty. Przez lata, król stał się kimś na kształt ojca narodu (jego urodziny są jednocześnie dniem ojca, urodziny królowej – dniem matki), postacią jednoczącą zwaśnionych Tajów, przynoszącą otuchę i spokój w burzliwych czasach. W minionym stuleciu Tajlandią wstrząsały liczne przewroty polityczne, zamachy stanu, potężne demonstracje. Gdy jednak sytuacja wymykała się spod kontroli na scenę wychodził król, nakazywał spokój i wszystko wracało do jako takiego porządku (ta sztuka nie udała się w czasie protestów w 2010 roku, zabrakło królewskiej interwencji, ulice Bangkoku spłynęły krwią). Gdy zaś król nie podróżował i nie łagodził napięć, swój czas poświęcał na rozmyślania. Z rozmyślań tych wynikły liczne koncepcje gospodarcze, programy wspierajcie rolnictwo i wyrównujące szanse dla najuboższych (w międzyczasie król dorobił się pierwszego miejsca w rankingu najbogatszych monarchów na świecie opublikowanym w 2008 roku przez Forbsa). Ostatnie wolne chwile w monarszym kalendarzu zapełniały jego dwie wielkie pasje – jazz i fotografia.

Jednocześnie pełną parą działa ogromna, prokrólewska propaganda. W mojej szkole półgodziny temu skończyła się uroczystość na cześć króla zorganizowana z okazji jego 84 urodzin. Dwa tysiące uczniów na komendę kłaniało się portretowi króla, kłaniali się nauczyciele, kłaniał się dyrektor. Nie wiem czy kłaniali się, bo chcą. Wiem na pewno, że muszą. W Tajlandii o królu nie wolno powiedzieć złego słowa. To nie tylko kwestia kulturowego tabu, to kwestia prawa. Kary za obrazę majestatu są drakońskie. Raptem kilka tygodni temu pewien mężczyzna został skazany na 20 lat więzienia za wysłanie kilku smsów zawierających treści obraźliwe dla króla, mniej więcej w tym samym czasie ministerstwo informacji ostrzegało, że za kratki można trafić za kliknięcie „like” pod antykrólewskimi treściami na Facebooku. Może więc Tajowie po części kochają króla szczerze a po części dlatego, że nie mają wyjścia? A może to tylko moje zachodnia perspektywa spaczona takimi postmodernistycznymi pojęciami jak wolność słowa i tym podobne dyrdymały? W końcu nikt Tajów nie zmusza do noszenia opasek z napisem „Long live the King” a noszą je chętnie.

Wszystko to piszę w przededniu królewskich urodzin – jednego z najbardziej świątecznych dni Tajskim kalendarzu. W tym roku impreza potrwa siedem dni. Będą parady, pochody, tysiące gości, występy artystyczne, fajerwerki. W dniu swoich urodzin, król (od kilku lat schorowany i na stałe mieszkający w szpitalu) pokaże się nawet sowim poddanym. Kto zaś nie załapie się na audiencję może załapie się chociaż na darmowe strzyżenie – z okazji królewskich urodzin tajscy fryzjerzy wylegają na ulicę i ścinają włosy poddanym (i turystom) – w tym uroczystym dniu wszyscy powinni wyglądać schludnie.

Przyznam szczerze, że nie łatwo pisze mi się na ten temat. Z jednej strony prezentowany w Tajlandii kult jednostki (wszystkie jedno czy szczery czy kreowany przez propagandę) budzi moje mocno mieszane uczucia. Może to wina mojej wspomnianej wcześniej zachodniej perspektywy, a może mojego nieznoszącego autorytetu, hymnów i klubowych barw charakteru. Z drugiej strony jestem tu w gościach więc nie mnie krytykować. W końcu nie jestem stąd, wielu rzeczy nie rozumiem i każdego dnia przekonuję się, jak głęboko różnię się w postrzeganiu świata od Tajów, jak zupełnie inne jest moje podejście do wielu tematów. Miłość do króla jest więc jedynie kolejną cegiełką dołożoną do dzielącego nas muru. Może również na nim, jak na każdym murze w Tajlandii zawisnąć powinien portret króla?

 

 

Standard

13 thoughts on “Kim jest król Tajlandii?

  1. CB says:

    Przeczytaj „The King Never Smiles” Paula M. Handleya. Wiele rzeczy ci się wyjaśni. Ale nie obnoś się z tym podręcznikiem, bo Tajowie generalnie nie przepadają za tą książką ;-).

  2. Pietrek says:

    „The King never smiles” jest świetną książką, ale nie czytaj tego w Tajlandii i w ogóle nie miej tego przynajmniej w wersji materialnej bo pójdziesz do pierdla. Serio serio.
    Na googlebooksach jest podgląd całkiem sporej części ale linku nie będę podawał żeby sobie latek do wyroku nie dokładać.

  3. CB says:

    Mi koleżanka wwiozła bez problemu. Powiedziałem jej tylko, żeby papierową okładkę zdjęła z portretem króla. Wtedy się nie rzuca w oczy. Ale ebook jeśli jest to na pewno bezpieczniejsza wersja. Wczoraj zobaczyłem, że książka ma sporo negatywnych opinii, ale pewnie to jest pompowane m.in. przez anglojęzycznych Tajów. Bo zarzucenie kolesiowi, który spędził 10 lat robiąc research w Tajlandii, że powinien dłużej robić research jest lekko niedorzeczne :-). Tak czy inaczej ja uważam, że książka jest wyważona jak się przez nią przebrnie. Dostrzega zasługi króla, ale i otwarcie opisuje błędy i całą dworską politykę. No bo nie oszukujmy się, ale w apolityczny dwór to ja nie wierzę. I to, że 80+ latek w szpitalu samodzielnie projektuje śluzy antypowodziowe, które jakiś czas temu zainstalowali w Samut Prakan też nie. No chyba, że na serio jest półbogiem jak twierdziła jedna z moich koleżanek. Tak czy inaczej miłej lektury. 🙂

  4. Janusz Frihauf says:

    Co by nie mówić o Królu to jednak monarcha i przynajmniej wiemy do kogo możemy kierować pretensje.W przypadku tak chwalonej demokracji odpowiedzialność jest tak mocno rozmyta,że nie wiadomo kto odpowiada za błędy.Jeśli Król Tajów Rama IX dorobił się wielkiego majątku,oznacza to tylko jedno – umie wydawać pieniądze we właściwy sposób,natomiast nasi wspaniali rządzący wydają więcej niż zdołają zebrać z podatków i doprowadzają nasze wspaniałe demokratyczne państwa do ruiny.Pomyślcie moi kochani europejczycy jak długo zdołacie przeżyć za pożyczone pieniądze.To,że Król Rama IX jest bogaty o niczym złym nie świadczy,a wręcz przeciwnie.A jeśli chodzi o propagandę,to obecna w naszym kraju przewyższa wielokrotnie tą tajską.Szanujmy obce kultury ponieważ nie wiemy czy nasza nie jest gorsza.Przez lata wmawiano nam,że kult jednostki jest zły,to ja się pytam ilu Polaków chce powrotu Piłsudskiego?

  5. Alicja Rapsiewicz says:

    Świetna pointa Maciek!
    Myślę, że mimo wszystko nie jesteś tu gościem. Gość to ktoś, kto odwiedza, a Ty już chyba nieco bardziej wsiąkłeś w to miejsce. Mieszkasz tu i pracujesz. Widzisz co się wokół Ciebie dzieje, nie ważne, że tego nie rozumiesz.
    Nawet w złym tonie jest krytykować, to tak czy inaczej możemy chyba wyrażać własną opinię na dany temat. Opinia z kolei może się okazać negatywna, ale nie nazwałabym tego krytyką.

    • Jasne, stąd ten wpis. Po prostu statam się zachowć ostrożność w tym wyrażaniu opini bo między nim krytyką granica cienka, zwłaszcza że temat drażliwy. A na ile wolno nam z perspektywy jednej kultury krytykować (czy oceniać) inną to temat rzeka.

      pozdr!

  6. Pingback: Warto czasem gdzieś wyskoczyć! | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  7. ArtZ says:

    To żywy Symbol kraju, który nigdy nie stracił niepodległości. Poczytaj Pan o dziejach dynastii Czakri, to zrozumiesz.

  8. Pingback: Bangkok, mekka turystów - Smaki Fantazji

  9. Pingback: Tajlandia na 2 tygodnie: ceny, koszta, porady, źródła wiedzy [poradnik] | Zalatana Para

  10. Pingback: Tajlandia na 2 tygodnie: ceny, koszty, porady, źródła wiedzy [poradnik] | Zalatana Para

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *