Legalize me

It’s official. Nie jestem już w Tajlandii na wakacjach, skończyła się turystyka. W piątek, po kilku godzinach spędzonych w Biurze Imigracyjnym zmieniłem swoją wizę turystyczną na Non Imigrant B Visa – dokument, na postawie którego mogę otrzymać pozwolenie na pracę(technicznie rzecz biorąc wciąż pracuję nielegalnie). Choć więc nazwa wizy na to nie wskazuje, wygląda na to, że wyemigrowałem.

Ruszając do urzędu szykowałem się na wojnę. Na miejscu zastałem wojny, gwiezdne. Ogromny budynek wiekowości krążownika imperium onieśmiela rozmiarem, w środku zadziwia marnotrawstwo przestrzeni ogromnego pustego holu, w którym z powodzeniem mógłby obradować senat republiki, po szerokich korytarzach przechadzają się strażnicy w ciemnych mundurach przypominających te noszone przez dowódców imperialnej armii. Na ziemię sprowadzają „swojskie” urzędowe klimaty, których opisywać mi się specjalnie nie chce bo zna je każdy kto nosi w kieszeni dowód osobisty. Nigdy wcześniej nie widziałem natomiast centrum handlowego w środku państwowego urzędu. Iście genialny pomysł! Zamiast kląć na kolejki, opieszałych urzędników i niezapowiedziane przerwy w obsłudze petentów, wystarczy zabezpieczyć swój kolejkowy numerek, zjechać schodami ruchomymi do piwnicy rzucić się w zakupowy szał lub zaspokoić głód w jednej z urzędowych restauracji. I to właśnie w piwnicznych komnatach poczułem się jak w scenie z „Powrotu Jedi” – barwne neony, kakofonia dźwięków, łagodny damski głos z megafonu, migające ekrany i setki osób dziesiątek narodowości przechadzające się w te i wte po marmurowej podłodze. Wystarczyło by dorzucić kilka droidów lub zagubionego Wookiego i byłoby zupełnie jak w filmie.

Na szczęście sam proces wyrabiania wizy odbył się bez przygód. Wystarczyło nieco cierpliwości oraz 2000 bahtów (z kasy szkoły) i w moim paszporcie pojawiła się nowa, ważna do sierpnia wiza. Gładko poszło pewnie między innymi dlatego, że pracuję w szkole państwowej więc jestem tak jakby po tej samej stronie barykady co urzędnicy, biurokraci z mojego liceum znają się z biurokratami z urzędu imigracyjnego i wiedzą jak radzić sobie z wszelkimi procedurami, które w tym kraju potrafią być niemiłosiernie zawiłe a sukces lub porażka naszego urzędowego wniosku zależeń może tylko i wyłącznie od widzimisię pani z okienka. Ale skoro już wcisnąłem stopę między drzwi to od teraz powinno być łatwiej. Chociażby za 2 miesiące, gdy starał się będę o przedłużenie wizy na rok.

 

*Ciekawe? Dobrze napisane? Pomocne? Kliknięcie w jeden z przycisków “share” pod artykułem to najprostszy i najlepszy sposób by docenić wysiłek jaki wkładam w tworzenie tej strony i pomóc w rozwoju Skok W Bok Blog. Czekam też na wasze komentarze oraz maile z pytaniami i sugestiami. Z góry dziękuję!

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

2 Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.