Phuket

Lokalna plaża

Najlepsza plaża na Phuket? To zależy kto pyta. Imprezowicze pojadą na Patong, rodziny do Kata a suflerzy na Nai Harn. A co jeśli szukasz plaży na wskroś tajskiej, autentycznie lokalnej? Jest i taka, choć do nie dawna taka nie była.

Surin beach, bo to o niej mowa, leży ( tak jak prawie wszystkie plaże na Phuket)  na zachodnim wybrzeżu wyspy, tak mniej więcej w połowie drogi z północy na południe Phuket. Rzut kamieniem stąd leżą jedne z najbardziej ekskluzywnych hoteli na Phuket – Amanpuri i The Surin, w pobliżu jest też popularny ośrodek Twin Palms, kilka niezłych restauracji, coś na kształt domu handlowego z butikami. Ale to nie one stanowiły główną atrakcję Surin; tym co wabiło na tę plaże, poza jej naturalnym pięknem, chmary turystów, były kluby, kluby plażowe.

Jeszcze półtora roku temu przy deptaku ciągnącym się wzdłuż Surin mieściły się najpopularniejsze kluby plażowe na Phuket – Catch, Bimi, Pearl i kilka innych. Było też sporo restauracji, kilka sklepików, ogólnie – cywilizacja. Wspomniane kluby były szalenie popularne wśród Phukeckch eskpatów, którzy woleli trzaskać sobie selfies z butelkami Belvedere tutaj, a nie w turystycznym piekiełku Patong.

Do czasu jednak. Około półtora roku temu Surin znalazł się na celowniku wojskowych władz Tajlandii. Z plaży postanowiono zrobić przykład pokazujący jak zdeterminowana jest junta by „walczyć z korupcją”. Rzeczywiście, spór o to do kogo należą grunty przy plaży ciągną się od jakiegoś czasu, kilka razy grożono biznesom ewikcją ale koniec końców nic z tego nie wychodziło. Aż przyszło wojsko i zrobiło. Na deptak wjechały buldożery i w dosłownie jeden dzień Surin z popularnej plaży zmienił się w pobojowisko.

Wszystko to odbyło się pod hasłem „oddawania plaż w ręce tajskiego ludu”, tyle że zamiast plaży lud dostał krajobraz po bitwie. Walający się wszędzie gruz, sterty śmieci, obraz nędzy i rozpaczy. A potem przyszedł monsun i zamienił to co zostało z Surin w rzekę błota.

Mnie samego nigdy specjalnie nie ciągnęło na Surin, bo kluby plażowe to nie mój klimat, ale lubiłem tam raz na jakiś czas wpaść na śniadanie lub na spacer wzdłuż brzegu. Cóż, po „wojskowym tsunami” jak to ktoś trafnie ujął, o Surin zapomniałem zupełnie. Przypominały mi o niej czasem gazety, w których pojawiały się informacje o planach przeistoczenie Surin i okolic w ogromne centrum na cześć wiadomo kogo – centrum, z którego budowy na szczęście zrezygnowano.

I tak Surin pewnie zniknąłby całkiem z mojej osobistej mapy Phuket, gdybym kilka dni temu nie przejeżdżał w jej pobliżu. Mając chwilkę czasu do zagospodarowania, postanowiłem zjechać nad brzeg i zobaczyć jak się sprawy mają. To co tam zastałem mocno mnie zaskoczyło.

Kupy gruzu i śmieci po części uprzątnięto, po części zapchnięto trochę dalej w tło; sklepów i restauracji jak nie było tak nie ma ale są za to…ludzie, pełno ludzi. Wzdłuż plaży rozstawiły się dziesiątki straganów z uliczną kuchnią, wózków z mięsem na patyku, sprzedawców wody z kokosa i schłodzonego piwa. Jest kilka prowizorycznych knajp, które rozkładają się z rana by zniknąć wieczorem, kilka podobnych im barów. Nie ma klubów ale jest gdzie się napić, nie ma restauracji ale można dobrze i tanio zjeść, nie ma imprez ale jest masaż na plaży, palmy i klimat. Jest fajnie.

Fajniej tym bardziej, że nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem tylu Tajów na plaży. Przydadzą tu całymi rodzinami, rozkładają swoje maty plażowe i urządzają pikniki – jak to Tajowie. Taki podlewany zimnym piwem Leo plażowy piknik to najlepsza afirmacja życia w tajskim stylu. Turystów rzecz jasna też nie brakuje, wynajmują sobie materace (popularne od kiedy wojsko zakazało na plażach leżaków) parasole, i prażą się w najlepsze.

Nie jest to najczystsza plaża na Phuket, wprost przeciwnie, pod tym względem jest bardzo lokalnie. Na szczęście nie tylko pod tym. Lokalne jedzenie, lokalni ludzie, lokalny klimat i lokalne ceny – Surin zamienił się w chyba najbardziej lokalną plażę na Phuket.

Nie jestem fanem wojskowego rządu Tajlandii ale muszę przyznać, że operacja „oddawania plaż w ręce tajskiego ludu” w Surin im się powiodła. Może dlatego, że w Tajlandii wystarczy dać ludziom spokój a oni zajmą się resztą; zaorać kawałek gruntu, a  Tajowie krok po kroczku, powolutku, zmienią go z powrotem w Tajlandię.

Na koniec trochę zdjęć z tej niedawnej przechadzki po Surin. Zdjęcia są z telefonu i potraktowałem je HDR’em, bo swojska Surin taka właśnie jest – kolorowa, pstrokata, kiczowata czyli tajska.

Kliknij tu by znaleźć lokalny hotel przy plaży Surin 

Standard

2 thoughts on “Lokalna plaża

  1. Pingback: Jak się żyje w dyktaturze? - Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *