Maszyna

 

Na trzecim, kompletnie pustym piętrze parkingu w moim apartamentowcu stoi piękna maszyna. Lśni w zachodzącym bangkockim słońcu, kusi by na nią wsiąść i się przejechać. To mój nowy motocykl.

Ma 9 lat i prawie 24 tyś km na liczniku. 125 cm3 pojemności, silnik dwusuwowy, dwa cylindry, 99kg żywej wagi i 9 sekund do setki. Na baku paliwa dumnie nosi logo Kawasaki, model GTO. Kupiłem go za 1000 zł (w zestawia były jeszcze 3 kaski i sakwy podróżne) od Kanadyjczyka, który po 10 latach opuszcza właśnie Tajlandię. Przyjechał tu z plecakiem na wakacje. Wyjeżdża z żoną i dzieckiem zostawiając za sobą dom i motocykl.

GTO to azjatycki klasyk. Jeśli gdzieś w Tajlandii z rykiem mija cię dostawca butli z gazem, listonosz a do nie dawna, policjant, istnieje spora szansa, że jedzie właśnie na GTO. A to oznacza, że części do tego modelu dostępne są wszędzie a pierwszy lepszy mechanik zreperuje go przy pomocy młotka i śrubokrętu. Oczywiście pod warunkiem, że motocykl w ogóle się zepsuje. Szanse na to są ograniczone, bo GTO to podobno bardzo niezawodny model a mój egzemplarz, w przeciwieństwie do większości napotykanych na ulicach Bangkoku, jest w świetnym stanie. Poprzedni właściciel kupił go nowiutkiego, w sklepie. Przez 9 lat sklep zmienił się w piękny salon motocyklowy a moje Kawasaki zmieniło się w motocykl typu vintage.

Mam więc motocykl, nie mam za to prawa jazdy. W Polsce ukończyłem kurs a potem 3 razy oblałem egzamin na placu – dwa razy najeżdżając kołem na linię „ósemki” raz nazywając światła drogowe długimi. Tu w Tajlandii podobno bez prawa jazdy da się funkcjonować. W razie kontroli policji kilka batów powinno załatwić sprawę.

Na razie jeździł będę po mieście, śmiejąc się ze stojących w korkach samochodów. Nie mogę się jednak doczekać chwili gdy ruszę na trasę z przytroczonym z tyłu plecakiem. O tym, że nie ma lepszego sposobu na podróżowanie przekonałem się już podczas motocyklowego rajdu po Bali. I czuję, że pewnego dnia wstanę rano, rzucę to wszystko i pojadę daleko, daleko. Raz już to w końcu zrobiłem

„Wpraw świat w zachwyt, bierz tylko to co najlepsze, GTO! On podbije wszystkie serca, jeśli motocykl to tylko on, GTO. Zapomnij o innych bo oto przybył GTO!”

 

*Ciekawe? Dobrze napisane? Pomocne? Kliknięcie w jeden z przycisków “share” pod artykułem to najprostszy i najlepszy sposób by docenić wysiłek jaki wkładam w tworzenie tej strony i pomóc w rozwoju Skok W Bok Blog. Czekam też na wasze komentarze oraz maile z pytaniami i sugestiami. Z góry dziękuję!

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

11 Comments
  1. >Po Tajlandii jeździ się świetnie. Autostrady w dobrym stanie, piękne widoki na bocznych drogach. Czasem nawet trafia się czteropasmówki in the middle of nowhere. Są też śmieszne rzeczy, jak ograniczenie prędkości do 21 km/h, albo parking na dwóch pasach autostrady 🙂 Wpadnij kiedyś do Phetchaburi.

  2. Cześć Maciej

    Jakie są zwyczaje tajskich kierowców? Jeździłem skuterem po Shanghaju i oswojenie się azjatyckim ruchem ulicznym trochę mi zajęło czasu.

    Pozdrawiam
    Tomek

    1. Prawde mowiac bardzo dobrze znosze. Chyba lepiej czuje sie w lekkim chaosie niz nadmiarze zasad, wole dac w lape 10 zl niz zaplacic manda wysokosci 500. A Tajowie w tym braku regul zachowuja jakas kulture, motocykliscio sa szanowani i wogole jezdzi sie po prostu przyjemnie.

      Pozdrawiam!

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.