Indonezja

Hałas

Around Ubud

Z ciszy wyłonił się  ryk silnika, trzask zmienianych biegów, ostry dźwięk klaksonu. Dziś okolice Ubud oglądałem z siedzenia motocykla. Od rana mknę przez pobliskie pola ryżowe, wioski i lasy na mojej Hondzie– nie byle skuterze ale pełnoprawnym motorze. 250 cm pojemności może nie powala ale na tutejsze kręte, wąskie dróżki wystarcza aż nad to.

Nie pytam o drogę, nie patrzę na mapę, nie szukam świątyń, atrakcji, punktów docelowych – po prostu jadę. Zatrzymuję się w wioskach by  w towarzystwie dzieciaków z pobliskiej szkoły zjeść miskę tofu w słodko ostrym sosie, wspinam się z chłopakami na przydrożne drzewo by zerwać kilka kwaśnych guaw, zbaczam z głównej drogi by zrobić kila zdjęć, zobaczyć co kryje się za kolejnym pagórkiem.

Za przewodnik służy mi kompas kupiony w bangkockim China Town. Zacząłem od wypadu na zachód, nad rzekę. Jednak jeszcze nie pewny swoich umiejętności i onieśmielony chaosem panującym na ulicach Ubud, zawróciłem. Druga w kolejce była północ. Opuszczenie miasta zajęło mi 5 minut. Po wioskach i wioseczkach szwendałem się przed kolejną godzinę. Po powrocie zajrzałem do wychwalanego przez znajomych Dewa Warung. Pożywiony legendarnym curry z bakłażana i nieziemskim sokiem z awokado ruszyłem dalej, tym razem na wschód. Kręta droga doprowadziła mnie do kompleksu świątynnego, który z zewnątrz wyglądał na zupełnie opuszczony. Minąłem dziarskim krokiem pustą kasę biletową, owinąłem biodra czekającym na nie przy wejściu sarongiem i zgubiłem się wśród bogato zdobionych kapliczek czy jak to się tutaj zwie. Pozory jednak mylą – to co z zewnątrz wyglądało na wymarłe w środku tętniło życiem, jak mrowisko. Chmary dzieciaków biegające między antycznymi murami, grupy kobiet plotące z liści bambusa wielokształtne koszyki, mężczyźni ryjący ziemię motykami, dźwigający na plecach worki pełne ryżu. Nikt nie siedzi bezczynnie. Po jakiejś godzinie, z kartą w aparacie coraz gęściej zapełnioną zdjęciami, znowu wsiadłem na motocykl.

Jechał bym pewnie do zmroku gdybym nie dotarł do miejsca, gdzie droga zmieniła się w schody. Skuszony dobiegającym z za zakrętu szumem wody zbiegłem na dół licząc na widok wodospadu lub chociaż wzburzonej rzeki. Zamiast tego wzburzyła się krew w moich żyłach – tam gdzie kończyło się pole ryżowe a zaczynał las ujrzałem dziewczynę przy pracy. Dokoła omszałe mury, woda cieknąca ciurkiem po ścianach, góry wielobarwnych ubrań czekających na wypranie a po środku ona, zgrzana, urobiona po łokcie…półnaga. Powstrzymałem drżącą dłoń sięgającą po aparat, nacieszyłem oczy i wróciłem na szosę.

Rozochocony tymi wszystkimi odkryciami jeszcze raz, mimo zbierających się na horyzoncie ciemnych chmur. Zaliczywszy przerwę na gęstą balijską kawę w przydrożnym barze dotarłem do punktu widokowego. Z jednej strony droga, na niej dziesiątki busików i wylewające się z nich chmary turystów atakowane przez rój sprzedawców. Z drugiej strony soczyście zielone pola ryżowe rozmieszczone na monumentalnych tarasach. To tu w głowie zaczęła kiełkować mi myśl – a może by tak uciec przed tym wszystkim i pojechać dalej? Może by tak odpuścić użeranie się z transportem publicznym, z naganiaczami, z trzymaniem się planu. Może by tak dodać gazu i ruszyć przed siebie jednośladem?

Muszą się przespać z tą myślą choć prawdę mówiąc, ciężko będzie wypędzić ja z głowy. To się zwyczajnie kalkuluje. Dotarcie na północne wybrzeże Bali przy pomocy busa kosztowałoby mnie jakieś 150tyś Rupii. Motocyklem wyjdzie tyle samo o ile nie taniej.  A ile po drodze można zobaczyć, w jakie miejsca się zapuścić, za jakie zakręty zajrzeć! Jeśli odjąć od tego koszty piwa, którego przecież pił prowadząc nie będę…klamka właściwie już zapadła. Jutro kupuję mapę drogową wyspy, negocjuję warunki wynajmu motoru na dłuższy okres i ruszam przed siebie. Na najbliższych kilka dni Skok w bok zmienia się w dzienniki motocyklowe.

Wybierasz się na Bali? Tu znajdiesz dobry hotel w dobrej cenie a jeśli dokonasz rezerwacji, mi wpadnie prowizja. Win win! 

Standard

4 thoughts on “Hałas

  1. Pingback: UrodzinyWyszedł z domu i nie wrócił

  2. Pingback: Rok wielkiego skoku | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  3. Pingback: To co najlepsze w Indonezji | Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.