Motorcycle and Buddha
Tajlandia

Motocyklem po Tajlandii

Mija mniej więcej rok, od kiedy kupiłem swój pierwszy motocykl. Od tego czasu zdążyłem na nim przejechać dobrych kilka tysięcy kilometrów po Bangkoku i Tajlandii. I co? Żyję i mam się dobrze! Czas więc na tekst o tym, jak jeździć na jednośladzie po Krainie Uśmiechów i nie dać się zabić.

Bezpieczeństwo

Jest z nim lepiej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Rzecz jasna nie brakuje tu kierowców-idiotów. Wielu nie rozgląda się dookoła, pakuje się bez ostrzeżenia na główną drogę z podporządkowanej. Wielu za nic ma pasy ruchu, światła a przepisy traktuje z przymrużeniem oka. Ale nie zauważam w tym wszystkim czegoś, czego nie brak na drogach w Polsce – agresji. Nikt złośliwie nie zajeżdża mi drogi, nikt nie ściga się ruszając spod świateł, o dziwo rzadko słychać klakson. Może Tajowie są świadomi swoich ograniczeń i dlatego jeżdżą względnie powoli, może nieco pomagają bangkockie korki, które po prostu nie pozwalają na szybką jazdę, a może po prostu agresja nie leży w tajskiej naturze co ma swoje odzwierciedlenie na drodze? Tak czy inaczej taki klimat bardzo ułatwia życie motocyklistów. Motocyklistów, których jest tu tak wielu, że stanowią stały element krajobrazu i są uznawani za równoprawnych uczestników ruchu a nie zakałę na drodze. Manifestuje się to przede wszystkim w korkach, kiedy to kierowcy aut osobowych próbują ustępować jednośladom drogi, składają lusterka, starają się zachować możliwie szeroki odstęp między pasami ruchu. Jeżdżąc po Bangkoku bardziej niż na agresję trzeba uważać na zwykłą głupotę i brak uwagi. No i pamiętać, że większy ma zawsze rację.

[Aktualizacja 2016] – Wciąż żyję i mam się dobrze, wciąż śmigam na swoim starmy Kawasaki (przebieg wkrótce przekroczy 60 tyś). Przez te kilka lat zmieniłem jednak trochę zdanie co do bezpiecześstwa na Tajskich drogach. Może to mieć związek z faktem, że wyjechałem z Bangkokich korków i zamieszkałem na Phuket gdzie jest znacznie więcej miejsca by sobie pośmigać. I Tajowie śmigają, ciężko zliczyć ilu szaleńców spotkałem na drodze od przeprowadzki, ilu zabójco-samobójców za kółkiem, na pewno zbyt wielu. Jazda pod prąd, wyprzedzanie na trzeciego na moście pod górkę i na zakręcie, zawrotne prędkości – nie jest dobrze. I nie ma praktycznie dnia, żebym jadąc przez Phuket lub po jego okolicach nie natknąłem się na scenę jakiegoś wypadku. Dodaj do tego pojawiające się często w lokalnych mediach informacje o atakach tzw Road Rage, gdzie jeden kierowca atakuje drugiego, nie rzadko z użyciem broni palnej, za jakieś mniej lub bardziej wyimaginowane przewinienie, i wyłania się z tego raczej mroczny obraz.

GTO in Bangkok

Koszty

W baku mojego 10-o letniego Kawasaki GTO, dwusuwu o pojemności 125cc mieści się około 10l paliwa. Tankowanie do pełna kosztuje mnie od 350 do 400B i pozwala przejechać około 300km co w praktyce oznacza miesiąc jazdy po mieście. Do tego muszę doliczyć koszt oleju (jakieś 60B co 200km) i dość częste wymiany przebitych dętek (średnio raz w miesiącu – 150B). Po roku jazdy wymieniłem też opony i zrobiłem ogólny przegląd motocykla wymęczonego jazdą po rurę wydechową w wodzie w czasie zeszłorocznych powodzi.

Po stronie wydatków dopisać trzeba też dwa kaski skradzione przed jednym z tutejszych centrów handlowych. Jedna rzecz, na którą nie wydaje pieniędzy to autostrady i drogi szybkiego ruchu. A to dlatego, że w Tajlandii jednoślady nie mają  prawa wstępu na płatne drogi i niektóre wiadukty.

Na tym jednak koszty się nie kończą. Bowiem część mojego budżetu transportowego pochłaniają…łapówki

Motorcycle in Bangkok

Policja

W ciągu roku jazdy na motocyklu po Tajlandii policja zatrzymała mnie 4 razy, nie dostałem ani jednego mandatu za to przyszło mi zapłacić 3 łapówki w łącznej kwocie 1000B. Policja ma pełne podstawy by mnie zatrzymywać – w końcu nie mam prawa jazdy na motocykl. To jednak nikogo tu nie obchodzi. Zresztą Tajska policja nie potrzebuje jakich wyszukanych powodów, by zatrzymać pojazd mechaniczny i robi to zazwyczaj na wyrywki i z łapanki. Takie wyrywkowe kontrole są popularne szczególnie nocą, choć nie tylko. Scenariusz zawsz jest ten sam – policjant lizakiem wskazuje mi bym zjechał na pobocze a następnie żąda okazania prawa jazdy. Na widok polskiego dokumentu robi zdziwioną minę (tak podejrzewam, pewności nie mam bo twarz ma zazwyczaj ukrytą za przyciemnianymi okularami w stylu amerykańskich gliniarzy z lat 70-tych) na co ja wręczam mu całą zawartość portfela. Tak mu się w każdym razie wydaje. Nauczony bowiem doświadczeniem, grubsze banknoty noszę w osobnej, zapinanej na zamek kieszonce a w głównym przedziale portfela mam od 100 do 200b na łapówki właśnie. Tylko raz zdarzyło się, żeby policjant zażądał ode mnie konkretnej kwoty – 500B. By jednak równowaga w przyrodzie nie uległa zachwianiu, innym razem udało mi się wykpić od płacenia słowami „Mai Pen Lai! Farang big problem! I’m sorry!”. Pojechałem dalej.

Bangkok elevated roads

Lokalny koloryt

Na ulicach Bangkoku nie trudno wpatrzeć Porsche czy Ferrari,  nie raz łykałem  w korku Lamborghini czy Lotusa. Jednak bezsprzecznie najpopularniejszym samochodem na drogach Tajlandii jest pickup. Wielki, przysadzisty i skrajnie niepraktyczny w środowisku miejskim pickup. Na pace takiego pickupa zazwyczaj siedzi grupa robotników budowlanych, chroniących się przed ostrym słońcem pod kocami, robotniczymi kaskami i parasolkami. Jeszcze ciekawiej robi się, gdy ulice stolicy nawiedza jedna z masowych demonstracji tzw. Czerwonych Koszul – jednego z dwóch głównych ruchów politycznych w kraju. Wtedy obok robotników na pakach pojawiają się głośniki. W takt sączącego się z nich tajskiego folku powiewają czerwone proporce protestujących. Ale nawet w dzień powszedni jest kolorowo – Tajowie bowiem uwielbiają tuning, zwłaszcza wiejski tuning optyczny. Podświetlane podwozia, wielobarwne diody na kołach, migocące światła stopu są tu na porządku dziennym (i nocnym)

Scooter rider in Bangkok

Szerzej znanym w świecie elementem lokalnego kolorytu tajskiego ruchu drogowego są motocykle i skutery jednorodzinne. Jednoślad jednorodzinny nie różnie się od jednośladu jedno czy dwuosobowego znanego na zachodzie niczym, poza jednym szczegółem – jedzie na nim cała rodzina. Konfiguracje są różne – mama + tato + dwójka dzieci, tato + 3 córki, mama i dwóch małoletnich synów + zakupy, mama + tato + niemowlak + pies. Taki sposób korzystania z motocykla wynika z faktu, że jednoślad jest w Tajlandii pojazdem skrajnie praktycznym. Niewiele tu wysokopojemnościowych motocykli mających przykuwać wzrok i sprawiać radość z jazdy. Tajski skuter ma za zadanie pomagać w codziennych sprawunkach i bliżej mu do bawołu wspomagającego rodzinny budżet niż do wierzchowca  służącego beztroskim przejażdżkom.

Cargo on a scooter in Thailand

Mój motocykl, choć niewielki i nie pierwszej młodości, daje mi wiele radości (rym niezamierzony). Odwiedziłem na nim już kilka miast, parków narodowych i miejsc, do których nigdy bym bez jego pomocy nie trafił a jazda wciąż sprawia mi ogromną przyjemność. Gdy nachodzą mnie życiowe wątpliwości, zakładam kask, odpalam maszynę, ruszam w miasto i…czuję, że żyję.

*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “Share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog.

Standard

19 thoughts on “Motocyklem po Tajlandii

  1. Piotr J. says:

    Przeczytałem z dużą ciekawością, gdyż miesiąc temu wróciłem z Tajlandii, gdzie wypożyczaliśmy skuter;-) Mieliśmy polskie prawo jazdy kat A na motocykle, ale skuter z kolei nie miał ubezpieczenia (na Phangan) 😉 Chciałem zapytać, czy Ty posiadasz ubezpieczenie na motocykl w Tajlandii, tak z ciekawości? Oraz: w jakiej wysokości mandat grozi teoretycznie za brak tajskiego prawka? Co w sytuacji, gdybyś był uczestnikiem kolizji drogowej nie mając tajskiego prawa jazdy na motocykle? Dzięki – pozdrowienia;-)

    • Tak, mam ubezpieczenie. Jaki mandat grozi – nie wiem. Wygląda na to, że mandatów się tu po prostu nie stosuje a wysokość łapówki zależy od szczęścia i zdolności negocjacyjnych. Co do kolizji – obawami się, że zgodnie z tutejszą tradycją, gdyby uczestnikiem kolizji był ktoś z zachodu, to na niego zrzucona zostałaby cała wina, to czy prawo jazy ma czy nie, nie ma znaczenia. liczy się kolor skóry. W konfliktach z Tajami panuje jedna, ważna zasada – to oni zawsze mają rację.

  2. Marek says:

    Policja jest OK-i, sam to na własnej skórze stwierdziłem,już za 2tygodnie będę znowu zwiedzał zakamarki ulic Bangkoku, Chiang Mai i innych miejsc z siedzenia skutera.To dobry, tani sposób na przemieszczanie się.Jedynie co przeszkadza to ruch lewostronny, choć i do tego da się przyzwyczaić. Pozdrawiam

  3. Kasia i Krystian says:

    Witamy 🙂 Spotkaliśmy się dziś w BTS-ie z Chatuchak Market. Może jest szansa na wieczorne piwko jutro-pojutrze? Pozdrawiamy serdecznie!

  4. Pingback: Koszty życia w Bangkoku | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  5. Pingback: A może do Tajlandii na… dłużej | 3loty

  6. Pingback: Na Wsi w Tajlandii | Skok W Bok Blog – przeprowadzka do Tajlandii, podróże po Azji

  7. AzjaFan says:

    Czesc,
    Mam kilka pytan, mam nadzieje, ze uzyskam odpowiedz.Planuje dluzszy pobyt wakacyjny w Azji PW. Chcialbym zakupic w Tajlandii tanie moto i ruszyc nim na wycieczke po Tajlandii, Wietnami, zahaczyc o Laos i Kambodze. W zwiazku z typ pytanie o ubezpieczenie OC.
    1. Czy kupujac w Tajlandii uzywany, zarejestrowany motocykl ma on OC? Jak to sprawdzic, jaka forme ma dokument OC? Jesli nie ma OC to jak i gdzie je wykupic?
    2. Czy na motocykli zarejestrowanym w Tajlandii z tajlsndzkim OC moge wjechac do krajow sasiednich bez potrzeby kupowania dodatkowego ubezpieczenia na ksztalt europejskiej zielonej karty? Jesli nie to gdzie to wykupic?
    Z gory dziekuje za odpowiedzi na moje pytania.

  8. Zgadzam się z komentarzem wyżej, też przy czytaniu pojawiło się u mnie trochę zazdrości, poza tym świetnie opisane, sama przyjemność czytać takie przygody 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *