Bez kategorii, Indie, Podróże

Na krańcu Indii

Nie da się tego ukryć – znów jestem w Indiach. Nie da się, bo to najbardziej intensywnym, wyrazisty, gwałtowny kraj jaki znam, którego nie sposób pomylić z żadnym innym.

Byłem tu już wcześniej kilka razy, wjeżdżałem do Indii z Polski, w Tajlandii, z Nepalu (to skąd gdzieś przybywamy ma zasadnicze znaczenie dla tego w jaki sposób to miejsce postrzegamy) i za każdym razem doświadczam tego samego mdlącego zawrotu głowy. I nigdy nie mam go dosyć.

image

Tym razem znowu wylądowałem w Kalkucie. Który to już raz, czwarty? Piąty? Bez znaczenia, wciąż ani trochę nie przywykłem do klimatu tego miejsca, które każdy kolor, każdy smród i zapach, każdą melodię i hałas podnosi do n-tej potęgi. Wciąż nie ogarniam otaczającego mnie tu chaosu, który wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu, nie kończy się totalną katastrofą.

image

W Kalkucie mieliśmy zatrzymać się zaledwie na chwilę, by już kilka godzin po przylocie wsiąść do pociągu i ewakuować się z upalnego miasta na wyżyny. Plan nie wypalił, bo na podobny jak nasz pomył wpadł cały tłum ludzi i w pociągach zabrakło miejsca. To o tej porze roku rzecz normalna. Kiedy temperatury na nizinach przekraczają 40 stopni w cieniu a powietrze robi ciężkie od wody jak morka szmata, tłum Bengalczyków pakuje walizki i jedzie w góry, do Darjeeling, by zaznać nieco ochłody w cieniu Himalajów.

image

Pojechaliśmy i my, 24 godziny później niż było to w planie, dzięki biletom kolejowym pierwszej klasy kupionym za skandaliczną cenę w agencji turystycznej. Nie pojechaliśmy jednak do Darjeeling, ale nieco dalej. Po całonocnej przeprawie z Kalkuty ku podnóżu Himalajów, wsiedliśmy do Jeepa, który pnie się właśnie w górę drogą równie wąską co krętą. Za nami bezkres nizin Bengalu Zachodniego, po lewej, stroma skarpa zryta obsuwiskami ziemi, po prawej kilkusetmetrowa przepaść z wijącą się po jej dnie brunatną rzeką Tiestą. A przed nami? Przed nami cel naszej podróży. Jedziemy do Sikkim.

Droga do Sikkim

Droga do Sikkim

Tkwiące między Nepalem (na zachodzie), Tybetem (na północy) i Bhutanem (na wschodzie) Sikkim to Indie inne niż wszystkie. Indie, nad którymi góruje najwyższy szczyt kraju i trzeci najwyższy na świecie, ośmiotysięcznik Kanchendżonga. Indie, gdzie mówi się po nepalsku a na stołach królują nepalskie dania. Indie, których mieszkańcy są w reszcie kraju często brani za obcokrajowców . to Indie w wersji soft, nieco czystsze, cichsze i łagodniejsze.

Są to wreszcie Indie, z których pochodzi Jasmine. Dla niej ta podróż to pierwsza od lat wizyta w domu, dla mnie to odkrywanie krańca najciekawszego kraju świata.

Standard

4 thoughts on “Na krańcu Indii

  1. Aha! Czyli wizyta u teściów! Zazdroszczę, szkoda, że moi nie mieszkają na końcu świata…przynajmniej byłoby więcej powodów, żeby ich odwiedzać ;D

    A czy w planach jest również przyjazd do Twojego (jak i mojego) rodzinnego Wrocławia? 🙂 Akurat świetna pogoda, idzie lato, to i szok klimatyczny byłby trochę mniejszy… 😉

  2. konzi says:

    Maciek, jeśli będziesz mieć kiedyś okazję, polecam wycieczkę do stanu Meghalaya. To jeszcze inne Indie w których kobiety ubierają się bardziej po europejsku, a w wielu miejscach stoją boiska do koszykówki. Organizowane też są zawody łucznicze. Tyle zapamiętałem będąc tam kiedyś zaledwie 2-3 dni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *