Podróże, Tajlandia

Nan – tam gdzie zatrzymał się czas

Co można znaleźć raptem godzinę lotu z Bangkoku? Na dobry początek – temperatury o 5 stopni i natężenie ruchu o 50% niższe niż w stolicy. Kontrast między bangkockim molochem a prowincjonalnym Nan – bo to tam właśnie się wybieram – jest uderzający. Uczucie, jakie towarzyszy mi gdy z samolotu wchodzę na niedawno odnowione lotnisko w Nan najlepiej opisuje chyba słowo ulga. Ulga ucieczki z wielkiego miasta

Ale to nie wszystko, dopadają mnie jeszcze inne emocje, o jakie w dzisiejszej Tajlandii  bywa trudno. Mowa wszak o kraju skategoryzowanym przez „prawdziwych podróżników” jako „zbyt turystyczny”, gdzie nie ma już nic do odkrycia. Skąd więc to poczucie, że właśnie coś okrywam? Może stąd, że Nan udało się uniknąć masowej turystyki i pomimo jego rosnącej popularności – mogącej mieć związek z latającymi tu codziennie ze stolicy samolotami AirAsia –  udało mu się zachować urok właściwy dla małego, prowincjalnego miasteczka.

Nan -1-3

Jakkolwiek Nan udała się ta sztuka, powodem na pewno nie jest brak atrakcji. Wyjątkowe smaki tutejszej kuchni Lanna i wyjątkowy koloryt lokalnej kultury, szlaki trekkingowe w roztaczających się wokół lasach i wśród wzgórz i autentyczna, lokalna sztuka w świątyniach; wszystko to sprawia, że Nan jest niczym skrzynia pełna skarbów, wystarczy tylko unieść wieko.

Sam nie mam nic przeciwko trekkingom i lubię dobrze zjeść, ale do Nan trafiłem właśnie ze względu na wspomnianą sztukę. Nie tę współczesną, prezentowaną w Nan Riverside Art Gallery na obrzeżach miasta, ale tę starodawną, reprezentowaną przede wszystkim przez murale we Wat Phumin.

Nan -1-2

Jeżeli istnieje tylko jeden powód by odwiedzić Nan, to są nim właśnie te malunki – choć i sama świątynia posiada nieodparty urok. Jej elegancka, biała bryła jest nie tylko piękna ale też wyjątkowa. Wat Phumin to chyba jedyna świątynia w Tajlandii, która spoczywa na plecach dwóch olbrzymich węży. Podobne węże spotkać można w świątyniach w całym kraju ale tylko te w Nan dźwigają całą świątynię na swoich grzbietach.

Wnętrze też jest zresztą wyjątkowe. Gdy miniesz już strzegące wejścia dwa białe lwy i wkroczysz świątynny półmrok, twoim oczom ukaże się nie jeden a aż czterech Buddhów, zwróconych do siebie plecami i spoglądającymi w kierunku czterech wejść do świątyni. Ale mimo, że figury zajmują centralne i honorowe miejsce w pomieszczeniu, to nie one stanowią tu główną atrakcję. W Wat Phumin pierwsze skrzypce grają ściany.

Nan -1-5

A dokładnie ściany i sufit, których każdy centymetr pokryty jest wielobarwnymi freskami. Znaleźć tu można całe wioski, maszerujące wojska, kobiety i mężczyzn przy codziennych zajęciach, uwiecznionych w bezruchu niczym na wielkiej, panoramicznej fotografii. Murale powstały pod koniec XIX wieku, stworzyli je lokalni artyści podczas gdy 300-letnia wtedy świątynia poddana została renowacji. Niektóre z malowideł przedstawiają sceny z Dżataki – zbioru opowieści o wcześniejszych wcieleniach Buddy, ale do najciekawszych należą te pokazujące życie w prowincji Nan sprzed przeszło 100 lat: ludzi w pracy i w czasie zabawy, handel i wojnę, zwierzęta i krajobrazy Znaleźć tu można nawet portret grupy Europejczyków, prawdopodobnie Francuzów, którzy wraz z naporem kolonializmu trafili w tamtych latach do Nan z pobliskiego Laosu.

Jest wreszcie malunek najsłynniejszy, ten który znaleźć można na t-shirtach i magnesach na lodówkę we wszystkich sklepach z pamiątkami w Nan – „Szept” zwany „Pu Man, Ya Man” w lokalnym narzeczu. Fresk przedstawia kobietę i mężczyznę, oboje z łagodnymi uśmiechami na twarzach. Ona pochyla się lekko ku niemu, on kładzie jedną dłoń na jej ramieniu a drugą zasłania usta i szepce jej coś do ucha. Jakie to słowa wywołały ten piękny uśmiech? Nigdy się nie dowiemy.  Broszury w agencjach turystycznych w Nan spieszą by czym prędzej ukrócić wszelkie bezbożne podejrzenia twierdząc, że para z całą pewnością była po ślubie i w ich pozach nie należy doszukiwać się żadnych erotycznych podtekstów. W purytańskiej na pokaz Tajlandii to jedyna słuszna wersja wydarzeń.  Ale wystarczy odrobina wyobraźni by dostrzec w uwiecznionym przez malarza spotkaniu tych dwojga, znacznie więcej niż małżeńską zażyłość – towarzyszy im napięta, romantyczna atmosfera.

Nan -1-4

Kiedy wychodzę z Wat Phumin, na ulicy przebiegającej obok świątyni sprzedawcy zaczynają rozstawiać swoje kramy – odbędzie się tu nocny bazar. Wieszaki pełne ubrań, stoły uginające się pod  ciężarem pamiątek, gary z gorącą zupą, grille pełne dymiących mięs, góry owoców i słodyczy prędko zapełniają każdy fragment wolnej przestrzeni. Przy tym wszystkim nie ma tu tłumów, nie ma pośpiechu i harmidru jaki często towarzyszy podobnym targowiskom w bardziej popularnych miejscach w Tajlandii. Na nocnym markecie w Nan atmosfera jest powolna, radosna i zrelaksowana. Spoglądam wokół i chłonę ten niezwykły klimat, gdy nagle dopada mnie to dziwne uczucie, że „gdzieś już to widziałem”.

Gdzie? Kiedy? Chwila! Moment! No jasne! Raptem kilka minut temu oglądałem podobną scenkę sprzed 100 lat na jednym z murali w Wat Phumin – najpiękniejszej świątyni w miasteczku, gdzie zatrzymał się czas.

Zajrzyj na kanał Skok w Bok na YouTube by obejrzeć materiał video z Nan. Sasubskrybuj kanał by nie przegapić kolejnych filmów, których jest ostatnio dużo więcej niż wpisów na blogu.

Kliknij TUTAJ i znajdź hotel w Nan w najlepszej cenie

Standard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *