Nie Dla Ozdoby

„Czy to dzieje się naprawdę?” pytałem sam siebie stojąc naprzeciw mamroczącego buddyjskie mantry tłumu podczas Festiwalu Tatuażu. Dziś pytam co to znaczy „naprawdę”?

Gdzieś kiedyś o nim słyszałem. Mignął mi może na jakimś kanale TV, zahaczyłem o niego okiem w Internecie – Festiwal Tatuażu w Tajlandii. Nie byle zjazd wydzieranych chłopców i dziewcząt, celem którego jest pochwalenie się wzorkami na ramionach plecach i w innych, mniej dostępnych okolicach ale prawdziwa mistyczna ceremonia, podczas której dochodzi o scen jak z najlepszych filmów o zombie. Oto co roku do położonej w miejscowości Nakhon Chaisi świątyni Wat Bang Phra zjeżdża tłum – i nie jest to tłum zachodnich turystów. Ci nie bardzo mają jak tam dotrzeć bo choć Nakhon Chaisi leży ledwie 50km na zachód od Bangkoku to nie łączy go ze stolicą transport publiczny. O festiwalu nie rozpisują się też przewodniki, nie znajdziecie go w ofercie biur podróży, nawet w Internecie napisano o nim  stosunkowo niewiele. Dlatego do Wat Bang Phra docierają tylko co wytrwalsi poszukiwacze wrażeń oraz kilka tysięcy Tajów. Ci drudzy nie ciągną tam jednak by miło spędzić weekend. Ich celem jest ceremonia Wai Kru – oddawania czci nauczycielom.

Wat Bang Phra monk

Wai Kru to uroczystość, która odbywa się w każdej tajskiej szkole. W Tajskim społeczeństwie nauczyciel zajmuje bardzo ważną, honorową wręcz pozycję i zasługuje na najwyższy szacunek. Jego wyrażeniu służy właśnie Wai Kru. Są kwiaty, podarki, jest nawet bicie pokłonów (w życiu nie czułem się równie zażenowany jak w czasie mojego pierwszego Wai Kru gdy to moi uczniowie bili pokłony mi).W Wat Bang Phra uroczystość Wai Kru ma jednak nieco inny charakter. Tu nauczycielami są buddyjscy mnisi. W dodatku są to mnisi nie przeciętni. A to dlatego, że oprócz standardowego zestawu mnisich czynności jakimi są mruczenie mantr, studiowanie świętych ksiąg i błogosławienie wiernym  zajmują się też…tatuowaniem.

Tatto in Wat Bang Phra

Taki tatuaż wykonany przez mnicha w buddyjskiej świątyni to nie byle ozdoba – od tego są dziesiątki salonów tatuażu w Bangkoku. Naskórny malunek wykonany w świątyni Wat Banng Phra daje jego posiadaczowi moc i ochronę przed złym. Tajowie to naród przesądny, lubujący się w historiach o duchach i demonach i szukający przed nimi ochrony we wszelkiego rodzaju amuletach. Świątynny tatuaż stanowi właśnie rodzaj takiego amuletu.

Tattoos and amulets in Thailand

Z amuletami jednak problem jest taki, że z czasem słabną, ich ochronna moc zanika. I tu z pomocą przychodzi festiwal tatuażu. Tłumnie zjeżdżający do Nakhon Chiasi wierni gromadzą się w świątyni nie tylko po to, by oddać cześć mnichom lecz również w celu czysto praktycznym – by ich tatuaże znowu chroniły przed ich duchami, demonami a może i przed ostrzem noża czy kulą z pistoletu.

Aby dotrzeć na rozpoczynającą się po 9-ej rano uroczystość zerwałem się z łóżka o 5:30. Godzinę później gnałem na swoim motocyklu przez kompletnie puste o tej porze centrum Bangkoku (co za widok!) a  już po 8:00 parkowałem na kompletnie zapchanym parkingu przed świątynią Wart Bang Phra. Na miejscu zastałem pokaźny plac i kilka tysięcy usadowionych na nim w równych rzędach wiernych. Mimo wczesnej jeszcze pory dzień był już nieznośnie upalny, nic dziwnego, że krążący wśród tłumu sprzedawcy plecionych wachlarzy robili świetny interes.

Nie zastanawiając się długo zająłem strategiczną pozycję naprzeciw ustawionej u szczytu placu sceny, przygotowałem aparat i zastygłem w bezruchu. Chwilę później na scenie (ołtarzu?) pojawili się mnisi, usadowili się pod rozłożystymi parasolami i zaczęło się mantrowanie.

Thai people

Kilka tysięcy gardeł mruczących rytmiczne buddyjskie wersy robi ogromne wrażenie. To, plus palące słońce, brak snu oraz kiepskie śniadanie i przepis na mistyczny trans gotowy. Nie zdążyłem jednak w niego zapaść. Z oniemiałego letargu wyrwał mnie wrzask. Momentalnie odwróciłem się ku źródłu dźwięku by ujrzeć powstającego z tłumu mężczyznę. Dziki wyraz twarzy, błędny wzrok, dziwaczna pozycja. Zaskowyczał jeszcze raz, pokonał wstrząsające nim drgawki i ruszył, pełnym pędem stronę sceny, czyli moją. Choć czytałem, że takie rzeczy mogą mieć tu miejsce byłem na to kompletnie nie przygotowany. Nawet przez myśl nie przeszło mi by robić zdjęcia – stałem oniemiały i patrzyłem na szybko zbliżającego się opętańca.

Thai in trans in Wat Bang Phra

Na to na co nie przygotowany byłem ja w pełni gotowi byli otaczający mnie wolontariusze. Gdy tylko „biegacz” znalazł się w ich zasięgu, schwycili go swoje krzepkie ramiona, unieśli nad ziemię i poczęli zwinnymi palcami pocierać uszy delikwenta. Chwilę później, spokojny już jegomość wracał na swoje miejsce w tłumie. Spokój nie trwał jednak długo. Tym razem dziwne dzięki dobiegły mnie gdzieś z dołu. Rzuciłem okiem pod nogi i niemal podskoczyłem – nie wiem ze zdziwienia czy ze strachu. Oto u moich stóp czołga się facet rycząc przy tym i bulgocząc jak rasowy aligator. I znowu powtórka scenariusza – wolontariusze windują jegomościa ku górze, pocierają uszy i odsyłają, już spokojnego, na swoje miejsce.

Thain in Trans in Wat Bang Phra

Trzeci i kolejni opętani już mnie nie zaskoczyli. Pstrykałem zdęcia jak w transie pierwszy raz żałując, że zamiast mojego GF1 nie noszę w plecaku jakiejś zawodowej lustrzanki. Wydarzenia przebiegały tak szybko, że nie nadążały za nim mój autofocus i migawka. Opętani, pogrążeni w szaleńczym transie wytatuowani mężczyźni nadciągali falami – gdy z tłumu podrywał się jeden w jego ślady szło kilku kolejnych i razem gnali przed siebie nie zważając na nic i na nikogo. Wyobraź sobie młyn pod sceną dobrego koncertu rockowego, w miejsce gitarowych riffów wstaw buddyjskie pieśni, dorzuć szczyptę egzotyki i garść upału a będziesz miał pojęcie o czym piszę. (jeśli brakuje ci wyobraźni obejrzyj film „28 dni później”)

Man in Trans in Wat Bang Phra

Teraz, gdy o tym piszę, gdy patrzę na zrobione tego dnia zdjęcia, zastanawiam się na ile to wszystko jest prawdziwe. Czy to co widziałem tego sobotniego poranka to autentyczny trans czy może wygłupy kilku odszczepieńców, którzy w tumie sobie podobnych znajdują wymówkę by się wyładować. Przecież w Tajlandii tyle rzeczy robi się na pozór, dla draki. A z drugiej strony co to znaczy „autentyczny trans”? Na ile autentyczny jest szarżujący tłum udający tygrysy, słonie i nosorożce? Cóż, wątpliwości można mieć, gdy się o nim czyta. Wątpliwości znikają, gdy stoi się na jego drodze.

Zapraszam do galerii zdjęć z festiwalu przy Wat Bang Phra oraz na film:

*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję.

 

Maciek Klimowicz
Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. i autorem Skok w Bok Blog. Od 2011 roku mieszkam w Tajlandii. Masz pytania? Propozycje? Napisz do mnie na adres kontakt@skokwbokblog.com

8 Comments
  1. Niesamowite! Fotki też są fantastyczne, bo już obejrzałem. Nie ma co marudzić na brak lustrzanki ;P Brakuje tylko więcej informacji “o co właściwie chodzi z tym tajemniczym transem uczestników festiwalu”. Będę musiał pogooglać…

  2. Bardzo interesujacy Twoj Komentarz. Ciekawa jestem,  czy poddanie sie tatuowaniu wymaga spelnienia jakis “warunkow”. Czy kobiety tez moga dostapic rytualu tatuarzu?  W Birmie spotkalam sie z zakazem bezposredniego zblizania sie kobiet do Swietego Kamienia, … przywilej tylko dla mezczyzn:(.
    Z niecierpliwoscia czekam na dalsze relacje.

    1. Zdjęcia i filmy czekają na obróbkę na pulpicie. Więc będzie, tylko nie wiadomo kiedy.

      Kobietom też robi się w tej świątyni tatuaże – aby nie doszło do bezpośredniego kontaktu, mnisi pracują w rękawiczkach.

      pozdrawiam!

  3. Przepiękne są te tatuaże!
    Kiedy odbywa się festiwal? Czy poza festiwalem można się tam udać po tatuaż? Czy w ogóle mnisi zrobią cudzoziemcowi?
    Chyba rodzi się we mnie marzenie 😉
    A poza ty, dobry tekst i naprawdę dobre zdjęcia.

    1. Festiwal odbywa się w marcu. Konkretna data jest zmienna i ustalana wg kalendarza buddyjskiego – trzeba sprawdzać na bieżąco. Tatuaż można sobie zrobić również poza festiwalem, miejsce twojego pochodzenia nie ma znaczenia,. Pozdrawiam!

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.