Praca, Tajlandia

Nie Raj

Szok kulturowy to podstępna bestia. Na początku, świeżo po emigracji nie daje o sobie znać, czeka przyczajony pod warstwą zachwytu jakie wywołuje w nas nowo poznane miejsce. Atakuje dopiero, gdy oswoimy się nieco z otoczeniem, odnajdziemy pozory komfortu w nowym domu. Ten sprytny zwierz dopadł i mnie. Oto jak odkryłem, że nie mieszkam w raju. 

Dobrze pamiętam te pierwsze dni w Tajlandii. Emocje, rozpierającą mnie od środka radość. Że oto tu jestem, że mi się udało, zamieszkałem w raju na ziemi. Rozpływałem się w zachwytach nad pogodą i jedzeniem, brakowało mi słów by opisać jak uprzejmi, słodcy są mieszkańcy tego kraju.

Zgrzyty zaczęły pojawiać się z czasem. Najpierw pojedyncze, odosobnione. Potem coraz częstsze, coraz bardziej regularne aż wreszcie musiałem to przyznać sam przed sobą – Tajlandia mnie wkurza.  Nie zawsze, nie bez przerwy ale często. Niedługo później zdiagnozowałem u siebie objawy szoku kulturowego – tego dziwnego stanu, w którym wszystko co znasz ,wszystkie zasady, którymi kierujesz się w życiu, sposób w jaki patrzysz na świat kompletnie nie przystają do otaczającej cię rzeczywistości. Jednym z najbardziej doniosłych odkryć jakich dokonałem przez kilkanaście miesięcy życia w Tajlandii jest to, że ludzie i kultury różnią się od siebie i to bardzo. Czasami tak bardzo, że wzajemne zrozumienie może okazać się bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe. To zresztą nie  temat na wpis na blogu a na poważna pracę naukową. Ale skoro powiedziałem już A, to brnę dalej. Oto dwa elementy tajskiego stylu bycia, które mocno dają mi się we znaki. Nie oceniam ich bo uważam, że nie ma to sensu – ja i Tajowie funkcjonujemy bowiem w zupełnie różnych wszechświatach, systemach wartości. To tak jakby krytykować obrazy impresjonistów z pozycji wykładowcy fizyki na uniwersytecie. Dlatego nie krytykuję a obserwuję. Oto co najbardziej wkurza mnie w Tajlandii.

Hipokryzja w Nibylandii

Tajlandia to kraj, w którym nie ma żądnych problemów, zawsze świeci słońce i wszystko jest cacy. Prawda? Jasne, że nie! Tajlandia, jak każdy inny kraj na świecie, ma swoje bardziej i mniej poważne problemy. Powodzie, terrorystów, prostytucję, korupcję, fatalny system edukacji itd. I co? I coraz częściej mam wrażenie, że Tajowie żyją w jakiejś wirtualnej rzeczywistości, udają przed wszystkimi wokół i przed samymi sobą, że jest TAK, kiedy naprawdę jest ZUPEŁNIE INACZEJ. Problemy? Lepiej o nich nie mówić a już na pewno nie na głos. Krytyka? Owszem, szeptem, za placami ale nigdy szczerze, prosto w twarz. Powiedzieć, że w Tajlandii nie ceni się szczerości to mało – tu ceni się nieszczerość! Na uznanie zasługuje osoba, która nie mówi tego co myśli i czuje, trzyma emocje na wodzy, uśmiecha się grzecznie i udaje, że jest ok. Dla osoby takiej jak ja – wychowanej w kulturze, gdzie szanuje się prawdę, gdzie problemów nie zamiata się pod dywan a staje z nimi twarzą w twarz, gdzie z krytyki wyciąga się wnioski a nie obraża na nią – funkcjonowanie w takim środowisku potrafi być skrajnie frustrujące. No bo jak tu nie wychodzić z siebie, kiedy w szkole to na mnie patrzy się krzywo, gdy śmiałem się poskarżyć, że moi uczniowie spóźniają się na lekcje i po pół roku zajęć nie mają nawet zeszytów do angielskiego? Jak ma człowieka nie trafiać szlag gdy na kolegium nauczycieli ignoruje się wszystkie moje pomysły i sugestie, bo jedyną osobą mającą prawdo głosu jest moja szefowa a jakiekolwiek pomysły na zmiany w szkole oznaczają krytykę dyrekcji? Jak nie popadać we frustrację, gdy uczniowie, którzy na testach udzielają 5% poprawnych odpowiedzi dostają zaliczenie i złego słowa nie wolno o nich powiedzieć?

Thai Mangos

A przecież na mnie i mojej szkole się nie kończy, zmowa milczenia dotyczy również poważnych spraw dotykających całego społeczeństwa. Tajlandia to kraj o zasłużonej sławie wielkiego burdelu gdzie prostytucja jest nielegalna a widok nagich piersi w TV wywołuje narodowe oburzenie. Kraj, którego król od kilku lat mieszka w szpitalu ale nie wolno publicznie rozmawiać w stanie zdrowia monarchy i sugerować, że jego również dotyczą prawa czasu i natury. Kraj, w którym znajomość języka angielskiego jest na jednym z najgorszych na świecie poziomów a pomysłem na naprawę systemu edukacji jest zakup chińskich tabletów dla wszystkich uczniów. Tajlandia? A może lepiej – Nibylandia?

Nieznośna lekkość bytu

Czy Tajowie są głupi? Boję się zadawać takie pytanie (może dlatego, że udziela mi się opisana wyżej atmosfera lukrowania rzeczywistości za wszelką cenę) i nie lubię uogólnień ale…coś jest na rzeczy. Ale zerknijmy na statystyki – ilu Tajlandia wyprodukowała Noblistów? Zero. Ile książek rocznie czyta Tajskie dziecko? Dwie do pięciu (w pobliskim Wietnamie – 50). Jak Tajowie wypadają w testach na inteligencję? Poniżej światowej średniej (6.5% tajskich uczniów uzyskało w badaniach wynik poniżej 70% oznaczających upośledzenie umysłowe, światowa średnia wynosi 2%). Zresztą nie trzeba od razu prowadzić badań naukowych. Wystarczy tu mieszkać i obserwować. W Tajskiej telewizji nie sposób trafić na poważną publicystkę, polityczną debatę, talk show – za to zapasy w kisielu, 7 różnych telenoweli oraz teleturniej Angry Birds jak najbardziej. W wagonie BTS rzadko napotkać można zaczytanego Taja a jeśli już to w komiksie lub azjatyckim harlequinie. Przeważnie jednak książka ustępuje miejsca smartfonowi, którego cała moc obliczeniowa zużywana jest na generowanie grafiki w jakieś imbecylskiej grze. Ile raz zaś otrzymałem w tajskiej restauracji dania inne niż te, które zamówiłem, nie umiem już nawet policzyć.

iPad on the beach in Thailand

Przez kilkanaście miesięcy tutaj przeprowadziłem może 2-3 interesujące rozmowy z Tajami. 99% kontaktów kończy na wymianie opinii o dopiero co zjedzonym obiedzie lub o temperaturze za oknem. Ktoś powie, że mam pecha, że po prostu źle trafiłem. Może to i prawda. Tylko dlaczego podczas 3 tygodniowej podróży po Birmie spotkałem więcej ciekawych, skorych do inteligentnej konwersacji osób niż przez prawie dwa lata w Tajlandii? Dlaczego geografię i historię kraju, w którym mieszkam znam lepiej niż większość nauczycieli w szkole, w której pracuję?

Wypraszam sobie, nie jestem rasistą, nie twierdzę że Tajowie są naturalnie głupsi niż reszta świata. Wręcz przeciwnie – nie brakuje tu kreatywnych, pomysłowych ludzi o świetnych pomysłach. Problemem jest Tajska kultura. Brak przyzwolenia na krytykę, promowanie miernoty, opisana wyżej hipokryzja sprawia, że Tajowie są….dziecinni. Lekkie, wesołe życie,  smaczne jedzenie, infantylne rozrywki, płytkie kontakty między płciami. To po prostu bardzo niedojrzałe podejście do życia. Czy głupie? Niekoniecznie. Raczej mądre inaczej.Tajowie w tej swojej dziecinadzie potrafią znaleźć luz, szczęście i uśmiech na co dzień. I czasem żałuję, że się tu nie urodziłem, że sam tak nie potrafię. Nam, „dorosłym” z zachodu czasem ciężko się dobrze bawić w tajskiej piaskownicy.

BTS fridge

Ta lista mogłaby mieć ciąg dalszy. W końcu w Tajlandii nie podoba mi się jeszcze wiele spraw. Tajski rasizm, tajska kultura pracy, tajska moralność. A to tylko co poważniejsze sprawy. Są przecież jeszcze korki, hałas, nadużywanie klimatyzacji w kinie i metrze i cukru w kuchni. Są dziesiąty innych detali, do których czasami ciężko przywyknąć. Ale nie należę do malkontentów, nie znoszę narzekania bez sensu, wolę na tyle na ile to możliwe cieszyć się życiem, bez względu na to gdzie jestem. W końcu chodzi o to, żeby minusy nie przesłoniły plusów, choćby nawet w tej „okropnej” Tajlandii.

A czy was dopadł kiedyś szok kulturowy? Gdzie? W jaki sposób? I jak daliście sobie z nim radę?

*Ciekawe? Dobrze napisane? Pomocne? Kliknięcie w jeden z przycisków “share” pod artykułem to najprostszy i najlepszy sposób by docenić wysiłek jaki wkładam w tworzenie tej strony i pomóc w rozwoju Skok W Bok Blog. Czekam też na wasze komentarze oraz maile z pytaniami i sugestiami. Z góry dziękuję!

Standard

58 thoughts on “Nie Raj

  1. Ula F says:

    Dobry tekst, zwłaszcza że nie jesteś pierwszą osobą, które ma takie zdanie o Tajlandii, więc tylko potwierdziło się to, co słyszałam wcześniej.

      • aniablazejewska says:

        Oj, nie odkrywasz;) Ja miałam wrażenie, że czytam o Filipinach…. Tylko do tego musiałbyś jeszcze dodać kompleksową amerykanizację i katolicką hipokryzję.
        Problem w tym, że ja pomimo bardzo pozytywnego nastawienia nie miałam tego etapu początkowego zachwytu, który zwykle ma większość ekspatów, a dzisiaj tylko utwierdzam się co do pierwszych spostrzeżeń i widzę jeszcze więcej rzeczy, które mnie drażnią. Choć już o tym nie piszę, bo i tak psując co niektórym wizerunek ekspaty w raju na ziemi zdążyłam zasłużyć sobie na etykietkę marudy.
        A to wszystko nie oznacza, że jestem jakoś bardzo nieszczęśliwa – w końcu z Manili mogę w ciągu 2-3 godzin przenieść się do miejsc, które lubię:) I równie dobrych rozwiązań i Tobie życzę!

        • Myślę, że gdyby zamieszkać w tych lubianych miejscach to frustracji też by nie brakowało. Azja to jednak zupełnie inna kultura i inny sposób życia, na które bardzo trudno całkowicie się przestawić osobie dorosłej, która wychowała się w Europie. Wiesz jak to mówią: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma; trawa jest zawsze zieleńsza po drugiej stronie płota.

  2. nom nom nom says:

    wszystkie uwagi można podsumować jednym zdaniem: „no i co z tego?” 🙂 zapewne większość Tajów i Tajek jest bardziej szczęśliwa niż przeciętny mieszkaniec uporządkowanej i bezideowej Europy. Więc po co się spinać?

    • moim zdaniem to nie chodzi o spinanie się… każdy może się czuć trochę sfrustrowany… I chłopak ma prawo wyrażać swoje zdanie na ten temat… 🙂 jak dla mnie bardzo życiowy tekst.. 🙂 Tajlandia nie jest tylko rajem gdy się w niej żyje… jak każde państwo ma swoją dobrą i gorszą stronę.. 🙂

      • nom nom nom says:

        większość uwag odnosi się do tego, że żyją na luzie [i wynikające z tego konsekwencje] 🙂 ale co kto lubi… gdyby jakiś obcokrajowiec przyjechał do Polski to by odnotował m.in. ogromną skłonność do skakania sobie do gardeł; pełen hipokryzji katolicyzm; żuli pijących od rana do wieczora; dziesiątki tysięcy studentek szukających sponsora; ogromną „apartamentową” prostytucję; poważną ale 100% prorządowa publicystykę w TV; formalizm, biurokrację i aparat państwowy lubujący się w dop… zwykłym ludziom; to że dzieciaki strasznie spinają się w szkołach tylko po to aby większość wylądowała na bezrobociu albo wyjechała zagranicę itp. itd. Zatem ja już wolę klimaty azjatyckiego luzu, oczywiście bez naiwnej wiary, że to jakiś raj na ziemi.

        • glos rozsadku says:

          to znajdz sobie w polsce ludzi, ktorzy potrafie sie spinac, ale i byc prozni i mowic, ze piwo dobrze smakuje i potem wracasz do systemu i masz spokoj i cisze. Polacy sa wysrodkowani, tylko kiedy my zaczniemy to dostrzegac, ze slowianie, maja podbna metanlnosc, tylko ze brutalna, dzika i do konca nie pasujemy do zimnych niemcow.

    • Przecietny Taj pewnie szczesliwy jest (najnowsze badania plasuja Tajlandiie na 20-ym miejscu najszczesliwszych panstw swiata) a czy szczesliwy jest Polak w Tajlandii. Jasne ze tak. Nie chodzi tu o szukanie dziury w calym a o obserwacje i opis tajskiej rzeczywistosci co by wam ja przyblizyc i sklonic do refleksji. Pozdr!

  3. konzi says:

    Święta prawda. Chociaż ja chyba mam szczęście, bo moja szkoła jest trochę bardziej normalna. Gdy powiedziałem szefowej, że planuję postawić 15 zer w jednej klasie na koniec semestru, spytała, czy uczniowie chodzili na zajęcia, przychodzili na poprawy i robili pracę domową. Po usłyszeniu mojego „nie, nie, nie”, odpowiedziała „yes, you should, they deserve to get zeros”.
    Z książkami i telewizją trafiłeś w samo sedno.

      • Aga says:

        W Tajlandii co prawda nie mieszkam, ale podróżowałam po niej. To co akurat rzuciło się w oczy to używanie kalkulatora to najprostszych obliczeń – przykładowo mam zapłacić 650 bahtów, daje sprzedawcy 1000, a on co robi? Wklepuje w kalkulator 1000-650 🙂 Ale generalnie ich brak problemów uważam za plus- na pewno im się łatwiej żyje niż nam 🙂

  4. dandi says:

    super artykul, wreszcie zrozumialem przez co przechodze. Tylko zawsze dziwilo mnie jak sie pytam”how much?” wiekszosc odpowie ci po angielsku. 🙂

  5. „Dla osoby takiej jak ja – wychowanej w kulturze, gdzie szanuje się prawdę, gdzie problemów nie zamiata się pod dywan a staje z nimi twarzą w twarz, gdzie z krytyki wyciąga się wnioski a nie obraża na nią.” – OMG! Pisz Maćku prędko gdzie się wychowałeś, to się tam szybko z Poski przeprowadzę! ;P

      • Miriam says:

        Zdecydowanie! Ale mysle, ze niewielu Polakow to zrozumie. Trzeba wyjechac i poczuc magie kontrastu. Inaczej sie zwyczajnie nie da. Poza tym, polska cecha narodowa jest „cudze chwalicie,swojego nie znacie”. „Zawsze lepiej tam, gdzie nie jest Polska.” Sama tak uwazalam. Z dgrujej jednak strony, widze tez swoje przelukrowanie Polski po tym, jak zmeczyla mnie Szwecja. Nie staram sie jednak jakos szczegolnie przeciwdzialac tej milosci do ojczyzny. No bo i po co?

  6. zeglarz says:

    I jeszcze do tego wscibskosc Tajczykow jest przeogromna. Wczoraj dałem jeść psom i pojechałemz zonka na kolację. Zonka odebrala telefon po jakiejś godzinie od teściowej, która zadawała 1000 pytań, kto, dla czego, za dużo. Moje psy, moj dom i Do cholery chodzi o zarcie dla psów.Powiedziałem co o tym myślę I teraz ciche dni….

  7. Dziewon says:

    Z tym angielskim to nie wiem czy Polska nie wypadnie gorzej niż Tajowie… Maćku w Polsce też coraz mniej szczerych i honorowych ludzi,a na pewno nie w miastach

  8. Justyna says:

    Dlaczego szukasz problemow, zamiast cieszyc sie kazdym nowym dniem. Akceptuj te kulture I innosc, a zobaczysz I docenisz uroki tego kraju, na tym polega sens podrozowania Panie madralinski. Byc moze warto wejsc w „tajska piaskownice”….

    • glos rozsadku says:

      Justyna, jestes kobieta, mezczyzni kobiet nie sluchaja, ba nie powinni. Jak widac, mozesz zyc z ludzmi w trybie byc, ale oni ci pieniadzy nie dadza, a kobiety luuuuubia pieniadze, wiec wniosek prosty, zycie w trybie byc bez pieniadzy szybko znudziloby sie. Przeciez jestes tego warte, tych wszystkich pieniadzy zarobionych przez ciezko pracujaco facetow;]?

    • Wieczne patrzenie na świat przez różowe okulary i udawanie, że wszystko jest cacy to dosyć naiwne podejście do życia. Maciek się nie mądrzy w tym wpisie, tylko pisze o tym jak wyglądają jego realia życia w Tajlandii. Osobiście doceniam tą szczerość o wiele bardziej, niż gdyby zawsze pisał o tym jak to bezproblemowe i cudowne jest życie w Azji. Czytelnicy mają prawo wiedzieć, że nie wszystko złoto co się świeci. Czytam kilka blogów ludzi mieszkających poza Polską i zdecydowanie wolę te, na których pisze się o tym jak rzeczywiście wygląda tam życie niż te, na których tylko się cukrzy. Nawet w „raju” pewnie rzeczy frustrują i to żadne „mądraliństwo” o tym napisać.

  9. somtam says:

    Macku, bardzo cenie sobie Twojego bloga. Życzyłabym sobie, jeszcze na dlugo Twoich interesujacych relacji. Sa jednak tematy i sytuacje w ktorych lepiej wykazac rosadek, nie popadajac w zbytnia szczerosc. Taka moja rada:). Pozdrawiam.

  10. Justyna says:

    Chcialam sprostowac, ze blog jest otwarty po to,aby wyrazac swoje opinie, a nie po to, aby udowadniac swoje racje. Ciesze sie, ze kazdy z Was ma rozne poglady, bo dzieki temu jestescie wyjatkowi. Przez mysl, ktora zawarlam mialam na mysli jedynie to, ze jesli z gory wiekszosc rzeczy postrzega sie w pesymistyczny sposob I szuka sie w kazdym szczegole problemow-to trudno dostrzec inne, bardziej wartosciowe rzeczy. Apropos komentarza ” glos rozsadku” zastanow sie, co napisales czlowieku, bo jesli chodzi o mnie to jestem niezalezna osoba I nigdy nie pozwolilam, aby byc na czyims utrzymaniu, zeby Cie pocieszyc to zdarzylo mi sie pomoc kilku mniej zaradnym od Ciebie, takze wybacz z calym szacunkiem, ale jesli posiadasz swoj zdrowy rozsadek to oszczedz sobie takich komentarzy.

  11. Jankes says:

    Dziwi mnie fakt, że nie wspomniałeś o buddyzmie. Cała tajska egzystencja opiera się przecież na religii. Życie Tajów tu na ziemi to tylko przystanek i mało istotny epizod w drodze do zbawienia. Dlatego też żyją z dnia dzień i nie traktują żywota z wielką powagą. Czekają na nirwanę, która przychodzi po śmierci i dopiero wtedy zaczyna się ich prawdziwe życie. „Buddha” oznacza dosłownie „przebudzony”, a ów przebudzenie to egzystencja pozaziemska i czas nowego żywota.

    Jestem zakochany w Tajlandii i fascynuje mnie tajska infantylność, dystans do świata i bagatelizowanie codziennych problemów. Zgadzam się z Tobą i wyobrażam sobie, że życie tam na co dzień może irytować i po prostu wkurzać, bo ciężko doświadczyć tam inspirujących ludzkich relacji czy po prostu poważnej i rzeczowej rozmowy. Dlatego też Tajlandia jest idealnym miejscem do spędzania wolnego czasu, gdzie można cudownie wypocząć, koncentrując się tylko i wyłącznie na przyjemnościach. W Tajlandii znalazłem swoje miejsce, którego szukałem długo. A poszukiwałem radosnego „dolce far niente” czyli „słodkiego nieróbstwa”.

    • Nie wspomniałem, bo nie szukałem tu przyczyn takiego stanu rzeczy a jedynie opisywałem bo widzę i czuję. Ale masz pełną rację – Buddyzm jest na pewno jednym z najistotniejszych czynników kształtujących tajską świadomość, choć nie jedyną. Pozdrawiam!

  12. Musiałeś mocno czytać między wierszami bo wyczytałeś rzeczy, których nie napisałem . Przeszkadza mi słońce? Dobre jedzenie? Niedoczekanie! Przeszkadza mi hipokryzja i płycizna intelektualna. Ale nauczyłem się z nimi żyć i czerpać z tego życia pełnymi garściami. Co serdecznie polecam!

  13. Z ciekawością przeczytałam Twój artykuł. Od miesiąca mieszkam z moim mężczyzną w Bangkoku i nasze spostrzeżenia po tak krótkim czasie pobytu są bardzo podobne. Nie to że nam się nie podoba i wszystko jest nie tak jak miało być, ale to co nazywasz szokiem kulturowym odczuliśmy z całą pewnością. Nie pozostaje nic innego jak spróbować się przyzwyczaić i starać skupić na pozytywnych aspektach życia tutaj:) Pozdrawiam serdecznie!

  14. Silvia says:

    Kiedy czytalam Twoj wpis, szczegolnie jego druga czesc poczulam jakby ktos wylal „na klawiature” moje wlasne mysli dotyczace.. Wloch. Mieszkam tutaj od dwoch lat, Wlochy nazywaja „sloneczna Italia”, a Wlochow ludzmi zawsze usmiechnietymi. Nie ma tu co prawda problemu ze szczeroscia i z przesadnym lukrowaniem rzeczywistosci – narzekanie wydaje sie tutaj sportem narodowym kochanym nie mniej niz pilka nozna.. Jednak i Wlochy sa jednym wielkim burdelem z zakazem prostytucji, sa krajem niesamowicie skorumpowanym i sa krajem ludzi glupich. Czesc o nieczytaniu ksiazek, smartfonach, umiejetnosci poslugiwania sie angielskim ( podejrzewam ze 70% wlochow nie potrafi sie po angielsku poprawnie przedstawic, a 90% nie potrafiloby porozmawiac w tym jezyku), szkolnictwo… Wlosi wydaja sie byc dumni kiedy mowia o tym ze „kiblowali” w ktorejstam klasie. Przez 2 lata poznalam ru 3 osoby, z ktorymi mozna porozmawiac o czyms wiecej niz seks, narkotyki, imprezy, czy pilka nozna. Kiedy mowie, ze nie ogladam TV, bo nie mam w niej nic poza „grande fratello” czy wloskimi programami typu „rozmowy w taku” albo „jersey shore” wzbudzam niedowierzanie. Kiedy mowie, ze lubie czytac, ze nie liczylabym na to iz nie mozna zajsc w ciaze jesli wczesniej zje sie obfita kolacje i wypije co najmniej dwie szklanki wina (!!!!) i kiedy probuje rozpoczac rozmowe na tematy inne, niz wspomniane wczesniej, rowniez niedowierzaja. Wlochy sa krajem pieknym, ale mimo, ze europejskim, czyli kulturowo bliskim Polsce, bardzo roznym od naszego. Przepraszam za brak polskich znakow – nie mam polskiej klawiatury.

  15. IzaSchiza says:

    Mała sugestia dot. ortografii – „tajski/tajska/tajskie” pisze się małą literą. Warto też przed opublikowaniem tekstu przeczytać go ze dwa razy, żeby poprawić literówki:) Poza tym: tekst ciekawy ze względu na szczere, personalne podejście. Ja również trochę zasiedziałam się w Azji, ale z tego co pamiętam to w naszym smutnym jak dupa kraju Twoje „szkolne problemy” są bardzo prawdopodobne w polskim szkolnictwie. Obawiam się, że raju na Ziemi należy szukać w sobie, a nie na zewnątrz. Jeśli zaczynasz gdzieś mieszkać, a zwłaszcza pracować prędzej czy później wyłażą rzeczy, które irytują – to również część naszej polskiej natury, której proszę nie apoteozuj.

  16. outsider says:

    Maćku, a jak tam jest z polityką? Tak jak w Polsce cały czas jakieś afery, skandale, kłótnie? Być może, że to „ogłupianie” ludzi jest celowe- takimi lepiej się rządzi. W Polsce każdy profesor ma swoje zdanie i jest nawet w stanie bombę skonstruować, by zmienić ustrój;)

  17. Maciek says:

    Myślę, że trochę przesadzacie z krytykowaniem Polski. Nie jest to raj na Ziemi, jest mnóstwo problemów, obłudy, kłamstwa i owszem, ale powiedzcie, gdzie tak nie ma? Gdzie ludzie mówią, że są szczęśliwi i nie chcieliby nic zmienić? gdzie są dumni z politykoów i kierunku, który obrał ich kraj? Jeśli uważamy, że coś jest źle, że coś powinno zostać zmienione, to… to najwyższy czas wziąć się do roboty i zacząć zmieniać ten kraj. Dla mnie najważniejsze jest to, że Polacy potrafią się zjednoczyć jak mało który kraj, w obliczu zagrożenia, czy dużych problemów!:)
    Tekst o Tajlandii bardzo fajny!:)

  18. Tomek Rsdvcfsdfssfsdfgsdfds says:

    No to zapraszamy do Siamu, posiedzisz tu 2-3 lata i zacznie do Ciebie docierać w jakim wspaniałym kraju kiedyś przyszło Ci się urodzić, dorastać i żyć, jak wspaniali ludzie żyli wokół Ciebie choć może nie zawsze ich dostrzegałeś i doceniałeś, jak wiele było tam pięknych miejsc, których urok może jakoś do ciebie nie docierał, jaką ciekawą ten kraj ma historię i jakich wzniosłych czynów dokonywali nasi przodkowie, jak zajebisty mamy hymn…. itd itd. Polska to nie tylko, wysokie podatki, niskie zarobki, ZUS, KRUS, chore prawo i sprzedajni politycy zdrajcy. Jest inna płaszczyzna w której ten kraj jest naprawdę wspaniały, ale żeby to dostrzec to trzeba stworzyć kontrast. Pobyt w Tajlandii doskonale tworzy taki kontrast. Pozdrawiam

  19. Laura says:

    bo to Azja właśnie. Osiem lat temu pojechałam do Japonii na pół roku. Na początku zachwyt, podziwi i smakowanie innej kultury. Z czasem tak po trzech czterech miesiącach zauważyłam że ja i oni (Japończycy) to bardzo różne światy. Po pierwsze w pracy nie ma dyskusji, zawsze masz się na wszystko zgadzać( i kiwnąć głową na Tak), nie chciałam się sprzeczać nie jestem konfliktowa ale lubię zadawać pytania i zwyczajnie podyskutować zwłaszcza kiedy czuję że coś jest bezsensu albo że ktoś mnie wykorzystuję. Nie można było nic powiedzieć bo szef ma zawsze racje, miałam tylko grzecznie pokiwać głową i się nie odzywać, tak pracuję większość Japończyków. Ich pracowitość to już osobny temat jak dla mnie byli czasem jak maszynki, całe dnie w pracy, to dla nich normalne. Kobiety Japonki bardzo dziecinne i infantylne,większość z nich chcę po prostu szybko wyjść za mąż i jak najczęściej chodzić na zakupy, kiedy z nimi rozmawiałam nie było innych tematów jak kosmetyki czy najlepsze sklepy z ciuchami. Może miałam pecha że tylko na takie trafiałam. Panowie całkiem inteligentni bardzo dużo wiedzieli o Polsce o naszej historii, bylam naprawę mile zaskoczona, wiedzieli o dwóch wojnach światowych, komunie, Solidarności i znali nawet Wałęse, mówili o nim „Rałęsa” 😉 Jednak stosunek Japończyka do kobiety ma wiele do życzenia, zapomnij kobieto że ktoś Cie potraktuję jak damę raczej jak służącą:)
    Po angielsku mówią bardzo słabo, wszystko na produktach jest w tzw. krzakach. w Tokyo wielu Japończyków mówi po angielsku, starają się, natomiast w Osace juz jest naprawę gorzej a tam gdzie mieszkałam w Nagoyi juz prawie nikt nie mówił i nie mogłam się porozumiewać. Nie znają podstawowych słów.
    Poza tym to naród kompletnie pozbawiony spontaniczności, tam wszystko jest zorganizowane, kiedy oglądasz pokazy na żywo np. wielkie show i siedzisz na trybunach jest tam specjalny człowiek który pokazuję tabliczkę z napisem „bravo”, nie nie to nie jest nagranie dla TV to normalny spektakl. Kiedyś w taksówce zaproponowałam panu taksówkarzowi w białych rękawiczkach czekoladkę, był przerażony aż zatrzymał taksówkę bo nie rozumiał czego od niego chcę:) I ta ich obsesja na punkcie higieny ok ale tam bywa to absurdalne i męczące. Chyba po pół roku wróciłam z Japonii grzeczniejsza, spokojniejsza, spokorniałam i kiwałam głową to był mój odruch bezwarunkowy 😉 ogólnie polubiłam Japończyków co by o nich nie pisać to ludzie honorowi. Rok temu byłam w Tajlandii miesiąc więc niewiele ale jak dla mnie to bardzo podobni ludzie, może bardziej wyluzowani od Japończyk.

    Ps. Gratuluję córki jest śliczna 🙂

  20. Miriam says:

    Szok kulturowy dopadl mnie w Szwecji. Mieszkam tu od trzech lat. Na poczatku bylo, tak jak opisujesz, swietnie. Teraz jednak kraj ten irytuje mnie jak zaden inny (moze poza USA, choc nigdy tam nie bylam,wiec to tez co innego). Wiem, ze Szwecja to nie moj kraj. Ludzie zdaja sie byc glupi (szczegolnie podatna na amerykanskie wplywy mlodziez), system dba o zadbane ulice zamiast zmienic cos w szkolnictwie (na poziomie drugiej klasy szkoly sredniej uczylam sie na biologii tego, co w Polsce mialam w piatej i szostej klasie podstawowki. Matematyki nie mam juz w ogole. Mialam ja w klasie pierwszej – owszem – ale nie robilam tam nic poza powtarzaniem materialu z polskiego gimnazjum. I to pierwszej klasy.) Poza tym, denerwuje mnie to, jak bardzo Szwecja nie radzi sobie z imigrantami. Zalosne. Chcieli dobrze, wpuscili srodkowy wschod i nie potrafia zrobic z tym nic, poza narzekaniem (ale nigdy nie publicznie, bo rasizm), ze arabstwo tylko siedzi na socjalu, wciskajac swoja religie i kulture przekraczajac w tym wszelkie granice tolerancji dla innych ludzi i ich kultur. Nie poradzilam sobie z tym. Nie mam zamiaru. Ten kraj jest poza tym nudny. Zbyt nudny, bym miala zostac tu do konca zycia. Ba! Nie zostane w Szwecji dluzej niz przez kolejne 2-3 lata. I jedynie ta mysl pozwala mi trzymac sie radosci z zycia. Mysl, ktora uspokaja i glosi „luz, wyjade stad juz niedlugo i wtedy zacznie sie zabawa”. Takze bardzo dobrze rozumiem, co masz na mysli piszac o tym, ze Tajlandia Cie wkurza, mimo ze Szwecja jest krajem zupelnie innym. Lacze sie w bolu. Aczkolwiek przyznac trzeba, ze zmiana kraju zamieszkania jest niezwykle pouczajaca i zabawna. Doswiadczenie, przygoda… Sam fakt, ze ma sie okazje dobrze poznac cos zupelnie innego sprawia, ze sie nie zaluje. A przynajmniej ja nie zaluje ani jednego dnia spedzonego na obczyznie. Pozdrawiam!

  21. Pingback: Praca w Tajlandii – jak zostać nauczycielem w tajskiej szkole | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  22. Karolina Kania says:

    Po przeczytaniu pierwszych trzech akapitów pomyślałam – o jak dobrze, że coś takiego dopadło nie tylko mnie 😉 I to nie w dalekiej Azji, tylko bliższej kulturowo Francji. Ale myślę, że gorszy od szoku kulturowego jest Reverse Culture Shock (own culture shock), kiedy wracasz do utęsknionego kraju i zdajesz sobie sprawę, że jednak lepiej było tam, daleko, w tej nibylandii. A szok kulturowy można oswoić i wykorzystać do poznania tej „obcej” kultury z innej strony, czego Ci życzę 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  23. lokol says:

    Czytam i tak sobie mysle. Wracaj chlopie do kraju Polska.
    Ludzie sa tutaj madrzy, wszystko wiedza, jest o czym pogadać.
    Naprawde super, tylko jakos tak milionami wyjeżdżają.
    Polecam również przeprowadzkę do kraju Twojej malzonki, czyli Indii.
    Napewno tamci się spodoba. Hindusi sa super.

  24. Shorsh says:

    Super tekst! Moje „zauroczenie” Tajlandia minelo po 3 miesiacach pobytu. Dalej uwiebiam to miejsce, jedzenie itp. Ale… wlasnie jest duzo ale:) co do szczerosci – zgadzam sie z Toba w stu procentach – tutaj „bycie szczerym” nie jest na topie – wrecz mocno niedoceniane – zwyczajnie nie oplaca sie byc szczerym.
    No i typowe „zmeczenie” Tajow…
    Co do inteligencji Tajow – ciezko oceniac. Oni sami uwazaja sie za niezwykle madrych i przedsiebiorczych (mowie to na podstawie wielu tajskich znajomych). Fakt w telewizji – wiekszosc to kretynskie programy/ glupie telenowele – a czasami chcialo by sie zobaczyc wartosciowy program lub reportaz. Ale sa tez kina – do ktorych ja zawsze wybieram sie z ciepla herbata i kocem;)!
    Pozdrawiam

  25. witam z paskudnych wloszech ..jakos nikt nnie napisal zeby tajowie nienplacicli za prace a wlosi nie placo..nikt nie pisze by tajowie gwacili zabijali cale rodziny a juz napewno za to ze kobieta odeszla..nic o okradaniu na lazdym kroku i nic o smieciach tutaj przy superamarketach parking a nawet do dxwi walajo sie papiery smiecie i nikomu to nie przeskadza jest tak od 25 lat…wloszki tez tylko o jedzeniu tez nie umiejo angielskiego i majo silno demencje pamieciowo najpierw cos tam mowio a jak im sie przypomina to mowio ze nie mowily faceti tak samo..prostytucja nielegalna ale policjanci sypiajo z prospostytukami narkotyki so zabierane handlarzom potem oddawane do szpitali gdzie zostano sprzedane jako lekarstwo legalnie przez lekarzy..no przerobione na wyzszo jakos ae jak by nie bylonarkotyki…pracodaca chce zebyc pracowala i z nim spala inaczej wyecisz..panie nazywane pomocami domowymi na stale opiekujoce sie staruszkami muszo znnimi spac i cos wiecej inaczej pracy nie bedo mialy ale przeciez nikt nie wie jak jest naparwde moze po za mno ktura zawsze odmawiala wiec poznala calo italie z powodu notorycznej straty pracy..w koncu jak dostalam wydawlo by sie prace jak nalzey w restauracji to babsko mnie okradalo najpier 40 eu potem 800 do tego malozonek choleryk wpadal i bez powodow musial sie na nas pomscic wiec sama sie zwolnilam 2 dni pozniej lekarz swtoerdzil utrate rowanowagi natle nerwowym brak kontroli nad cialem..po uspokajajocych przez miesiac zaczelo przechodzic..pojechalam na majorke do pracy w resteuracji wloskiej trafilam na mafie ucieklam im w srodku sezonu cala moja satysfakcja schudlam w miesiac 10 kg..wyszlam za wlocha mysloc ze ucieklam od alkoholikow w poslce okazalo sie ze chroniczny alkoolik a zpaierosem nie rozstaje sie jak psi i je do tego demon z krwi i kosci..amen marze wyjechac do tajlandi wiec sie tutaj znalzalam czytac noi po tem artykule jest sparwa pod znakiem zapytania..na ogloszeniach biur nieruchomosci piszo ceny milionowe a na niekturych domach np. 100 tysiecy za dom wcale nie gorszy dzis mi sie chyba otowrzyly oczy ze oszukujo z cenami po co przeciez jak sie napale na dom za 100 tys tz ze nie mam milionow jesli na codzien tam tak oszukujo to chyba nie dam rady.. wposlce wielu studentow mowi w autobusach po angielsku by sie nauczyc dobrze mowic a wy mowice ze w polsce salby amgielski?? wlosi to tez tumany 5 razy tlumaczyc wloszce jak sie parzy zwyklo herbate z torebki czyli gotowo i w koncu stwoerdzila ze nie bedzie robic bo nie ma czasu natakie skmplkowane zabawy..chyba dla mnie osoby kreatywnej i nie cierpiacej glupoty bedzie trudno.. wparwdzie chcialam dom dziecka zalozyc ale czuje ze chyba mnie to przerosnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *