Do Buzi, Jedzenie, Phuket, Tajlandia

Nie samym ryżem człowiek żyje

Beef and truffles

Wołowina z truflami

Czyli co jem gdy nie jem tajskich dań.

Mówią, że wszystko się może znudzić. Na szczęście po trzech latach w Tajlandii wciąż nie znudziła mi się tajska kuchnia. Po tajsku jem właściwie codziennie, podczas przerwy obiadowej w pracy. Massaman Curry, Penang Curry, Pad Thai, Pad See Ew, Gai Tod….itd. Nie ma tu miejsca na nudę. Mało tego, wciąż z wielkim entuzjazmem podchodzę do miski naprawdę dobrego Gane Kaew Wan czy Bami Haeng.

Prawda jest jednak taka, że mam sporo szczęście – nie jestem skazany na monotonię, nie muszę jeść tylko i wyłącznie po tajsku, mam wybór.

Po pierwsze mieszkam w Hinduską z nepalskiego pogranicza,  to sprawia, że na naszym domowym stole ląduje szeroka gama dań Indii i Nepalu. Zawiesiste curry, ociekająca tłuszczem, aromatyczna wieprzowina, słodki kir i na życzenie indyjski czaj do popicie.

Po drugie goście zwożą mi do domu polskie produkty – rzadko się zdarza, żeby w mojej lodówce brakowało sera podlaskiego, kiełbasy krakowskiej i kilku paczek filetów śledziowych w słonej zalewie. Eksperymentuję też z ogórkami kiszonymi (na razie z takimi sobie rezultatami), Jasmine wykorzystuje wieloletnie doświadczenie w lepieniu nepalskich momo klejąc pierogi, raz na jakiś czas na stole ląduje schabowy.

Po trzecie przyjaźnię się z Argentyńczykim i Japonką więc na naszych imprezach nigdy nie brakuje gillowanej wołowiny, własnoręcznie przyrządzanego sushi i onigiri, oraz dań prosto z Hiszpanii gdzie owa parka pomieszkiwała i skąd trafiają do nich butelki wina z Rioja czy Priorato, plasterki  chorizo  i jamon serrano.

Po czwarte ale na pewno nie ostatnie, na mojej wizytówce stoi jak bym „Lifestyle Editor” a to oznacza, że na co dzień stykam się najlepszym co Phuket ma do zaoferowania zamożnym turystom, w tym – z ekskluzywną kuchnią. Eleganckie restauracje, menu przygotowywane przez najlepszych szefów kuchni, dania z całego świata. Czasami po takim weekendowy maratonie nachodzi mnie ochota na uliczną michę klusek z wieprzowiną i garścią chilli…i tym sposobem wracamy do punktu wyjścia.

Poniżej galeria zdjęć ze wspomnianych tu restauracji. A sam wracam do poszukiwania na wyspie roweru na sprzedaż  – te wszystkie kulinarne ekscesy zaczynają odciskać swoje piętno na wskazaniach mojej łazienkowej wagi…

Standard

6 thoughts on “Nie samym ryżem człowiek żyje

  1. Michał says:

    Mówią, że tajska kuchnia jest jak tajskie kobiety – egzotyczna i smaczna ale szybko się nudzi. Ja zgadzam się tylko z pierwszym. Może dlatego że moja wspaniała żona pochodzi z Lanna.

  2. Mateusz Brzeziński says:

    Przez ostatnie 2 miesiące przebywałem w Tajlandi, i byłem zafascynowany kuchnią tajską, ale zaczeła mi się już powoli nudzić.
    Kilka dni temu przeniosłem się na kilka miesięcy do Malezji, tak niedaleko, a różnice są wyraźnie zauważalne, i kulturowe, wizualne, ale tez przedewszystkim jedzeniowe, porównując tutejszy wybór potraw, jedyne co można powiedzieć (niestety) o tajskiej kuchni, to to że jest ograniczona i monotonna :). W Malezji tak jak w Tajlandi mamy sporo ulicznych garkuchni, tylko że tutaj są malajskie, hinduskie, poprzeplatane z chinskimi i gdzieniegdzie z tajskimi. Ilość potraw do wyboru przytłacza. Nie wposminając, że warunki sanitarne są znacznie lepsze, a i ceny prawie o połowe tańsze 🙂

  3. Mario says:

    Uwielbiam tajską kuchnie, a będąc w Krakowie nagminnie odwiedzam Samui, by przypomnieć sobie smak tajskiego curry…. Fajnie zdjęcia Maciek.

  4. Mada says:

    Super zdjęcia!!!;) Ja przytyłam 3 kg po 3 tyg. w Tajlandii, a teraz walczę o powrót do pierwotnej wagi;/ Ale było warto:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *