Diving Koh Tao
Bangkok, Tajlandia

Wakacje powodziowe

Gdybym nie chciał, nawet nie zobaczyłbym powodzi. Okolice, w których mieszkam są kompletnie suche a do najbliższych podtopionych terenów mam dobrych kilka kilometrów. Prawda jest taka, że na powodzi nie tracę. Mało tego – sporo na niej zyskuję. Sporo wolnego czasu.

Po październikowych wakacjach miałem stawić się w pracy 25.10, potem termin przesunięto na 7.11, następnie na 18.11 Mógłbym narzekać, że informacje te podawane są na ostatnią chwilę, że gdybym znał te terminy nieco wcześniej, mógłbym wyruszyć w jakąś dłuższą podróż. Ale nie narzekam, tylko korzystam z tego co mam.

Pierwsze dni powodziowych wakacji spędziłem na…poszukiwaniu powodzi. Codziennie przejażdżki motocyklowe w zalane okolice zaowocowały sporą kolekcją niezłych zdjęć (część można było obejrzeć na  CNN, kilkanaście co ciekawszych zobaczycie na Peronie 4 ) kilkoma filmikami i naprawą motocykla, która kosztowała mnie 300B  (woda zmieszała się z olejem).

Gdy jednak ministerstwo edukacji podarowało mi kolejnych 8 dni wolnego, spakowałem plecak i ruszyłem…no cóż, spełniać marzenia. I to dosłownie. Na mojej lodówce od kilku miesięcy wisi kartka z listą rzeczy do zrobienia. Obok skoku na Bungee w Makao i wyprawy motocyklowej po Indonezji znaleźć tam można można było punkt „Nauczyć się nurkować”. Uznałem, że powódź w Bangkoku to idealna ku temu okazja.

Naturalnie nie mam na myśli dawania nura w cuchnącą powodziową falę. Zamiast tego ruszyłem ku Koh Tao – wysepce na zatoce Tajlandzkiej słynącej z tanich i dobrych kursów nurkowych. Poza nurkowaniem na Koh Tao niewiele jest do roboty. Plaża, jeden długi deptak, dziesiątki knajp i barów i setki turystów. Prawdę mówiąc gdyby nie zajęcia w szkole Buddha View nie wytrzymałbym tam dwóch dni.

O samym nurkowaniu nie będę się rozpisywał – jestem pewien, że są na ten temat dziesiątki fascynujących blogów i stron. Powiem tyle – zrobiłem podstawowy certyfikat nurkowy PADI open water, zanurkowałem 4 razy (najgłębiej na 18m) i….już planuję kurs zaawansowany. Pod wodą czuję się wspaniale – swoboda ruchów, lekkość, wolność. To były dobrze zagospodarowane 3 dni i dobrze wydane 300$.

Z Koh Tao chętnie ruszył bym dalej – ku parkowi narodowemu Khao Sok, lub dalej, na południe, ku granicy z Malezją. Niestety nieubłagane terminy kazały wracać mi do Bangkoku i szykować się na powrót do pracy. I szykowałem się – wyprasowałem koszulę, wyczyściłem buty i już kładłem się spać by zwlec się z łóżka o świcie, gdy na skrzynkę mailową trafił list ze szkoły. Ministerstwo edukacji w swojej szczodrości postanowiło ofiarować nam kolejne 10 dni wolnego.

Spodnie z kantem wróciły do szafy, koszula zawisła na wieszaku, w miejsce butów do garnitury znów pojawiły się japonki. Plecak już spakowany, na mapie Tajlandii zakreślone kolejne miejsca do odwiedzenia. Choć mam tyle wakacji, na jedno wciąż brakuje mi czasu. Na siedzenie w domu.

*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. 

 

Standard

7 thoughts on “Wakacje powodziowe

  1. Pingback: Tajska wyspa

  2. Pingback: Warto czasem gdzieś wyskoczyć! | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  3. Pingback: Rok wielkiego skoku | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  4. Pingback: Czy Tajlandia jest bezpieczna? | Skok W Bok Blog – przeprowadzka do Tajlandii, podróże po Azji

  5. Pingback: Nurkowanie na Koh Lanta - Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *