Oddech

Ayutthaya

 

Do miejsc takich jak Ayutthaya warto podróżować z daleka i przez wiele godzin. Ja na szczęście nie muszę. Wystarczy, że przeprawię się przez miasto na dworzec autobusowy Mor Chit (to najbardziej uciążliwa i kosztowna część wyprawy) skąd klimatyzowanym autobusem ruszam na północ by półtora godziny później wylądować w dawnej stolicy królestwa Syjamu.

Ayutthayę odwiedziłem pierwszy raz niespełna dwa lata temu. Wtedy, wyposażony jedynie w rower skupiłem się na jej położonym na wyspie centrum. Tym razem dzięki szalenie popularnemu w Tajlandii skuterowi Honda Wave, mogłem poszerzyć eksplorowany obszar i zobaczyć znacznie więcej. Nie będę nawet próbował wymieniać nazw świątyń, które odwiedziłem bo i po co. Jest ich tu na pęczki a jedna bardziej imponująca od drugiej, choć wszystkie nie tyle nadgryzione przez ząb czasu co niemal doszczętnie zniszczone przez najazd armii birmańskiej. Skoro jednak nawet ruiny robią spore wrażenie jak oniemieli z zachwytu musieli być podróżnicy sprzed wieków, którzy odwiedzali Ayutthayę gdy była ona w szczytowej formie? Cóż, na temat tego jak piękne w dawnych wiekach było miasto nie będę się rozpisywał, od czego jest Internet? Ważne, że dziś z około 400 zdobiących ją niegdyś świątyń ostał się zaledwie ułamek – ale i on wystarczy, żeby miłośnika historii i architektury przyprawić o zawroty głowy.

 Tyle, że ja entuzjastą ani jednego ani drugiego nie jestem. Uwielbiam za to włóczyć się motocyklem bez celu, żywić się tym co ludność lokalna w pięknych okolicznościach przyrody, wtapiać się. Uwielbiam jeść w cieniu ruin tradycyjnego naleśnika z watą cukrową patrząc z rozdziawioną gębą na sforę psów goniących za jaszczurem niewiele mniejszym od krokodyla, uwielbiam targować się ze sprzedawcą lodów, który za mleczną kostkę na patyku chce ode mnie 3 razy więcej niż wymaga tego zwyczaj, uwielbiam wyprzedzać na zakrętach charakterystyczne, przypominające futurystyczne wizje wozów sportowych z lat 70-tych lokalne tuk-tuki, uwielbiam chłonąc atmosferę. A czego jak czego ale atmosfery w Ayuttahyi nie brakuje. Po trudach, hałasie i smogu Bangkoku udało mi się tam złapać oddech.

 

*Ciekawe? Dobrze napisane? Pomocne? Kliknięcie w jeden z przycisków “share” pod artykułem to najprostszy i najlepszy sposób by docenić wysiłek jaki wkładam w tworzenie tej strony i pomóc w rozwoju Skok W Bok Blog. Czekam też na wasze komentarze oraz maile z pytaniami i sugestiami. Z góry dziękuję!

1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

x

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Zgadzam się Nie zgadzam się