Chatuchak Weekend Market
Bangkok, Tajlandia

Oswajanie okolic

Porzućcie wszelką nadzieję – oto napis, jaki powinien zawisnąć nad wejściem na Chatuchak market – największe targowisko w Bangkoku i jedno z największych w Azji. Oto miejsce, gdzie kupić można wszystko, wszytko tylko nie to po co się przyszło. Zwierzęta żywe i wypchane, podróbki świetnie udające oryginał i takie, które nawet udawać nie próbują, pistolety strzelające bankami mydlanymi, rażące prądem łapki na muchy, turecki kabab, tajska zupę, świeżo wyciskany sok z granatu. Po Chatuchak przechadzałem się 2 godziny, nawet nie próbując zerkać na mapkę, iść w jakimś z góry opatrzonym kierunku. Dałem się wchłonąć setkom alejek i tysiącowi straganów. Co chwila przystawałem, a to by popatrzeć na walki kogutów, a to by w cieniu parasola uzupełnić płyny mlekiem kokosowym lub żeby przetrzeć oczy ze zdumienia, ze to co myślałem, ze udało mi się gdzieś dostać tanio, tu jest tańsze o połowę. Podróbki Rey Banow za 60 bathow? Proszę bardzo, tylko po co skoro za rogiem takie same kosztują 25? Conversy tańsze niż byle trampki z CCC? Już się robi. Szkoda tylko, że nie udało mi się znaleźć tego czego szukałem – maseczki na twarz chroniącej przed smogiem, czapeczki z daszkiem, ładowarki do baterii. Nie twierdze, ze tech rzeczy na targowisku nie ma, są na pewno, po prostu za krotko szukałem.

Chatuchak leży dość daleko na północy Bangkoku, podobnie jak moje nowe lokum. Dzielnica, w której mieszkam nazywa się Bang Sue. Poza targowiskiem w okolicy niewiele jest do zwiedzania, do najbliższej stacji metra mam jakieś 1,5 km, do Sky Train około 2, do sklepu i kilkunastu stoisk z ulicznym żarciem – 200m.  Dzis rano, po kawie mrożonej z 7eleven i śniadaniu (noga z kurczaka z sosem chili)  wybrałem sie na spacer w poszukiwaniu swojej szkoły – godzinna przechadzka zaowocowała jedynie obtartymi do krwi stopami i zarumienioną skorą na karku. Po powrocie do mojej nowej kawalerki wziąłem jeden z wielu tego dnia prysznic i znowu ruszyłem na podbój okolic – tym razem z pomocą motorcycle taxi. Po krótkiej przejażdżce udało mi się znaleźć szkole, w której jutro zaczynam naukę, a następnie dałem się zawieźć na wspomniane targowisko. Kurs kosztował mnie 70 bathow. Do domu wróciłem metrem, a spod stacji – znowu na skuterze. Jeszcze wczoraj, w tym samym miejscu, musiałem pokazywać taksówkarzom na mapce, gdzie mają mnie zawieźć. Dzisiaj poznali mnie od razu i bez błądzenia zawieźli na miejsce. Łączny koszt metra i taksówki – 45bathow. Wystarczył jeden dzień i już wiem jak tu i tam dojechać o polowe taniej, wiem, ze facet robiący za rogiem naleśniki z bananami zwija interes o 20 i ze piwa lepiej nie kupować na zapas bo zmienia się w ciepłą zupę. Ciekawe czego nauczę się w miesiąc.

*Ciekawe? Dobrze napisane? Pomocne? Kliknięcie w jeden z przycisków “share” pod artykułem to najprostszy i najlepszy sposób by docenić wysiłek jaki wkładam w tworzenie tej strony i pomóc w rozwoju Skok W Bok Blog. Czekam też na wasze komentarze oraz maile z pytaniami i sugestiami. Z góry dziękuję!

Standard

5 thoughts on “Oswajanie okolic

  1. Pingback: The Best of Bangkok | Skok w bok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *