„Tajska wyspa tajskiej wyspie nie równa. Ta, na którą trafiłem w miniony weekend nie trafi raczej na pocztówki ani do folderów biur podróży oferujących wczasy w Tajlandii. I może dlatego tak przypadła mi do gustu”
„Tajska wyspa tajskiej wyspie nie równa. Ta, na którą trafiłem w miniony weekend nie trafi raczej na pocztówki ani do folderów biur podróży oferujących wczasy w Tajlandii. I może dlatego tak przypadła mi do gustu”
Gdyby rok temu ktoś powiedział mi, że będę mieszkał w Bangkoku i uczył w tajskiej szkole…nawet bym się nie zdziwił.
Kuchnia molekularna? Przewodniki Michelin? Menu degustacyjne? Been there, done that. Smakowało, nie powiem ale na co dzień wolę dwuminutowe kluski z Bangkockiej ulicy.
Święta to dobra okazja, żeby napisać kilka słów o duchowości Tajów. A żeby mieć coś na ten temat do powiedzenia nie trzeba dogłębnych badań – wystarczy wyjść na ulicę.
Nie zawsze mam czas i ochotę by przebijać się przez bangkockie korki. Wtedy znoszę się ponad nie. Służy do tego Skytrain.
W miniony weekend wybrałem się do Ayutthaya. Powolutku, bez pośpiechu, pociągiem. W dawnej stolicy królestwa Syjamu byłem już parę razy więc nie bardzo rajcują mnie tamtejsze atrakcje. Za to choć pociągiem jechałem już przecież nie raz to za każdym razem cieszę się z takiej przejażdżki jak dziecko. Oto film nakręcony w wagonie. Klimat jest.
Nie wchodzą mi tajskie desery. Dziwne kleiste mikstury, zawiesiste leguminy, fasola na słodko. Ale jest wyjątek. By go spróbować warto wybrać się do Ayutthaya.
Polacy kochają papieża? Fani rock’n'rolla kochają Elvisa? To wszystko nic w porównaniu z tym jak Tajowie wielbią swojego króla.