Bangkok i Phuket
Bangkok, Phuket, Tajlandia

Phuket vs Bangkok

Po przeszło dwóch latach w Bangkoku wylądowałem na Phuket. Po pół roku na wyspie czas na porównanie – gdzie żyje się lepiej?

Na Phuket zawiodło nas kilka powodów – dobra praca dla Jasmine, lepsze warunki dla Hany, moje znużenie pracą w szkole. Ale to nie jest tak, że z Bangkoku wyjeżdżałem ochoczo, żegnając go nieczule. Wręcz przeciwnie – machając Dużemu Mango na pożegnanie miałem łzy w oczach.

Teraz, kilka miesięcy od przeprowadzki nabrałem już jednak dystansu, zyskałem perspektywę. Lepiej zdaję sobie sprawę z tego co zyskałem a co straciłem wynosząc się z najlepszego miasta w Azji. Zaś jeszcze lepiej uświadomił mi to niedawny wypad na weekend do Miasta Aniołów. To wtedy powstało poniżesze zestawienie. Gdzie żyje się lepiej – w Bangkoku, czy na Phuket? Czytajcie.

Transport

Phuket i Bangkok są przybliżonych rozmiarów. Wyspa ma około 40 km długości z północy na południe.  Mniej więcej tyle samo przyjdzie nam przejechać by z północnych krańców Bangkoku dotrzeć na południe miasta. Centralna, najbardziej rozwinięta część Bangkoku jest też podobnej szerokości co Phuket – około 20 km.

W Bangkoku mieszka w porywach 12 milionów ludzi. Liczbę mieszkańców Phuket szacuje się na 500 tyś.

W Bangkoku do pracy, szkoły i na zakupy dojechać można: autobusem, metrem, Sky Train, Tuk Tukiem, jedną z kilkudziesięciu tysięcy tanich taksówek, mototaksówką, minivanem, tramwajem wodnym po rzece lub łodzią po kanale.

Na Phuket…na Phuket pod dwóch miesiącach od przeprowadzki kupiłem samochód. Nie żeby nie było tu innych środków transportu. Są, niestety pozostawiają wiele do życzenia. Taksówki są po pierwsze bardzo drogie (cena za kurs rzadko schodzi poniżej 500B), po drugie jest ich niewiele i są źle oznakowane, po trzecie rządzi nimi mafia. Transport publiczny sprowadza się do strych tajskich furgonetek, opisanych przeważnie po tajsku – konia z rzędem temu, kto rozpracuje ich trasy i zwyczaje. Po wyspie kursuje też kilka autobusów, które czasami nawet zatrzymują się na przystankach o ile pozwoli im na to mafia taksówkarska. Zatem pozostaje auto. Ktoś powie – czemu nie motocykl? Cóż, po Phuket owszem da się jeździć na motocyklu ale jest to raczej niebezpieczne. O ile w Bangkoku korki uniemożliwiają kierowcom szaleństwa, na wyspie maniaków prędkości nie brakuje i właściwie nie ma dnia, żebym nie widział jakiegoś roztrzaskanego w drobny mak skutera.

Ale – wspomniałem o korkach. Po 2-3 miesiącach na wyspie zacząłem trochę narzekać na panujący tu ruch. A potem spędziłem weekend w Bangkoku i obiecałem sobie, że nigdy więcej złego słowa o ruchu na Phuket nie powiem. Bangkok stoi a raczej leży i kwiczy. W ciągu niednawych 2 dni w mieście co najmniej 6 godzin spędziłem w taksówce stojące w korku. Na Phuket na mnie i mój motocykl czekają kręte boczne drogi wiodące przez zieleń, nad brzegiem oceanu.

Korki w Bangkoku

W Bangkoku można utknąć, na Phuket można poszaleć

Mieszkanie

Znalezienie mieszkania w Bangkoku to pestka. Swoją pierwszą metę w mieście – kawalerkę w luksusowym wieżowcu z basenem na dachu, 30 metrów od stacji BTS, znalazłem z biegu, z ulicy. Co jednak ważniejsze – w Bangkoku można mieszkać tanio. Pokoik z łazienką w byle jakim standardzie można znaleźć już za około 3000 Baht za miesiąc, za mieszkanie 65m2 z dwiema łazienkami, dwiema sypialniami, oddalone o 10 min od BTS płaciłem 12 tyś Baht za miesiąc. Wystarczy jednak oddalić się nieco od centrum a ceny lecą na łeb na szyję. Za dom na przedmieściach – całkiem spory, typowo tajski dom płaci się od 7000 w górę. Taniocha.

Na Phuket rynek nieruchomości wygląda zupełnie inaczej. Królują wille – piękne, luksusowe i…drogie. Kilkadziesiąt, kilkaset tyś Baht to standard. A im mniejszy budżet tym mniejszy wybór. Poniżej 20 tyś robi się naprawdę ciasno. Owszem, da się znaleźć ciemną norę bez mebli i klimatyzacji za 5-8 tyś ale za bardziej cywilizowane warunki trzeba już zapłacić. Bez 15 tyś na miesiąc raczej bym się na szukanie domu na Phuket nie porywał. Da się ale łatwo nie jest.

Jedzenie

Świeżo po przeprowadzce na Phuket miałem wrażenie, że jedzenie w Bangokoku jest o wiele łatwiej dostępne. I rzeczywiście – takiej dostępności street foodu jak w stolicy nie ma nigdzie, właściwie rzadko można znaleźć się w sytuacji, że w zasięgu 5-o minutowego spacer nie czeka na nas miska klusek czy inna przekąska. Na Phuket nie jest tak kolorowo – wyspa jest duża i nie nadaje się do spacerów, streetfood nie bardzo tu funkcjonuje, na podstawowym poziomie pozostają przydrożne tajskie restauracje, gdzie jedzenie kosztuje przeważnie o 10-20 Baht drożej niż na bangkockiej ulicy.

Ale, na jedzenie ulicznym Tajlandia się nie kończy. I nie kończy się na kuchni Tajskiej. Mam wrażenie, że w kategorii kuchni zagranicznej, Phuket wygrywa z Bangkokiem. Nie tylko ze względu na sporą liczbę doskonałych restauracji na wyspie oferujących kuchnie z całego świata na wszystkich pułapach cenowych – od tuktuków z hamburgerami po genialną kuchnię włoską gotowaną ze składników dostarczanych bezpośrednio z Italii –  ale ze względu na lokalizację. W Bangkoku restauracje poupychane są przeważnie w galeriach handlowych albo w drogich hotelach. Nie wiem jak was, ale mnie jedzenie nawet w najlepszej knajpie ale umieszczonej w centrum handlowym, odbiera połowę radości. Tymczasem knajpy na Phuket rozlokowane są w najpiękniejszych miejscach, z genialnymi widokami, z zachodami słońca jak na dłoni, z szumem fal przy śniadaniu. Aż chce się jeść!

I wreszcie – kuchnia lokalna. W Bangkoku zjeść można kuchnie lokalne całej Tajlandii, choć dominują smaki Isaan. Na wyspie też nie brakuje Som Tam i Laab ale jest też autentyczna lokalna kuchnia Phuket oraz genialne owoce morza…prosto z morza.

Jedzenie na Phuket

Nie ważne tylko co ale również gdzie jesz.

Zakupy

W Tej kategorii Bangkok zmiata Phuket z powierzchni ziemi. Tych kilka targowisk i dwie galerie handlowe obecne na wyspie nie mogą w żaden sposób równać się z rogiem obfitości jakim jest Bangkok, gdzie dostać można dowolny towar z dowolnego zakątka świata o ile człowiek wie gdzie szukać. Na Phuket jest drożej i gorzej i z robienia zakupów jako sposobu na spędzanie czasu, właściwie zrezygnowaliśmy. Zamiast przepłacać na miejscu raz na parę miesięcy skoczymy do Bangkoku gdzie wpadniemy na sernik do Ikea, na Dosę do India town i po ciuchy na Chatuchak, wystarczy.

Bangkok ma styl, Phuket ma klimat

Bangkok ma styl…ale Phuket też ma klimat

Czas wolny

Phuket cierpi na dramatyczny brak życia kulturalnego. Koncerty? Zapomnij. Wystawy? Nie ma opcji. Festiwale filmowe? Nic z tych rzeczy. To nie tak, że mieszkając w Bangkoku non stop latałem na wernisaże, ale chociaż do kina raz w tygodniu mogłem wypaść. Na Phuket też niby mogę, do jednego z dwóch kin ale są to niestety multipleksy a nie nasze ukochane kina studyjne w Bangkoku gdzie na skórzanym fotelu można obejrzeć coś z kina koreańskiego czy irańskiego. Pod względem oferty kulturalnej Bangkok kładzie Phuket na łopatki….ale.

Ale na kulturze i sztuce czas wolny się nie kończy. Brak dobrego kina jakoś sobie zrekompensujemy kupując projektor, tymczasem na Phuket zamiast kultury mamy…naturę. I to jest nie do przecenienia. W Bangkoku niemal każdy weekend spędzaliśmy kryjąc się przed miastem w parku (których w jest w tym mieście stanowczo za mało) lub ewakuują się na jakąś wysepkę. Na Phuket kryć się nie musimy. Wystarczy wyjść przed dom I zerknąć w niebo, wskoczyć do basenu, dać się ochłodzić wieczornej bryzie albo wskoczyć w samochód by 4 minuty później zalec na przepięknej plaży I gapić się na zachód słońca…co czynimy z zaskakującą regularnością.

Jakość życia

Bangkok ma lepszy transport publiczny, więcej opcji zakupów, niższe ceny, łatwiej dostępne jedzenie, więcej atrakcji i wydarzeń kulturalnych, szerszą ofertę mieszkaniową itp itd. I to nie jest tak, że za Bangkokiem nie tęsknię, zresztą pewnie jeszcze nie raz o tym napiszę. Ale mimo wszystko kilka razy w tygodniu stajemy z Jasmine przed domem, zerkamy na zieleń dookoła, wsłuchujemy się w cykady i zgodnie przyznajemy, że decyzja o przeprowadzce była najlepszą z możliwych. Może to po prostu ten moment w życiu, że nie na rękę nam wielkomiejski zgiełk, że z małą Haną lepiej czujemy się na wsi w Tajlandii.  A może po prostu Phuket to dobre miejsce do życia?

Standard

15 thoughts on “Phuket vs Bangkok

  1. HongKongDreaming says:

    Ja też mam wrażenie po roku mieszkania w samym chińskim sercu Hongkongu, że wieś tutaj odpowiada mi zdecydowanie bardziej: co prawda daleko do centrum handlowego i metra ale za to są plaże i góry, na które można się wspinać. Plus nie trzeba przeciskać się przez tłumy i staćw kolejkach. 🙂

  2. K. says:

    Czyli gdyby Bangkok by mial wiecej parkow i latwiej by bylo sie wydostac (chocby na samo popoludnie) to bije Phuket pod kazdym wzgledem (jak dla mnie). Moze przedmiescia bylyby idealne?

    • Każdemu według potrzeb. Dla spragnionego kontaktu z ludźmi, energetycznego singla Bangkok wydaje się lepszą opcją. Dla rodziny Phuket ceniącej spokój i cieszę – zdecydowanie Phuket. Phuket wydaje mi się też po prostu bardziej wyważoną, mniej ekstremalną opcją. Jest tu wszystko – świetne restauracje, centra handlowe, fantastyczna lokalna kultura… a do tego zieleń i morze. Bangkok jest boski ale męczący i rzeczywiście, jeśli tam kiedyś wrócę, to do domu na przedmieściach. Na chwilę obecną jednak nie wiem po co miałbym tam wracać.

  3. Lukasz Buszka says:

    To ja osobiscie wolabym jednak BKK, ktore na codzin widac ze bije na glowe Phuket i na weekend wypadac gdzies na wyspy zeby od zgielku odsapnac

  4. Wojtek says:

    Myślę Maćku, że masz rację, przychodzi taki moment w życiu….etap….jak by to nie nazwał, że człowiek potrzebuje jakiegoś wyciszenia, zmiany otoczenia 🙂 Na szczęście Phuket od BKK jest niedaleko…chodzi mi o regularne rejsy lotnicze, które zapewne kursują częściej niż kolejki z podwarszawskich miasteczek do centrum Wawy 🙂 Jedynie dywagowałbym, czy akurat Phuket..ale w Waszym wypadku to po prostu praca dała ten wybór. Myślę, że jak już nadejdzie ten czas aby na stałe przenieść się z Polski do Tajlandii, wybiorę podobną opcję, jakaś wyspa (może Kho Tao) z wypadami co jakiś czas do BKK lub Hongkongu. A póki co w życzę dużo radości z Phuket!

  5. Pingback: Zmiany są zawsze na lepsze | Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *