Droga na Phuket
Phuket, Tajlandia

Na Wsi w Tajlandii

O ile mi wiadomo, Phuket nie cieszy się najlepszą opinią wśród podróżników. Mówią, że turystyczny, że dla niemieckich emerytów i rosyjskich mafiosów, że zadeptany, hałaśliwy i w ogóle do niczego. Dlaczego w takim razie takiego Phuket właściwie nie widzę? Może dlatego, że zamieszkałem na wsi.

Mój dom leży na uboczu ubocza Phuket. Najpopularniejsze wśród turystów i ekspatów rejony wyspy leżą na południu,  daleko stąd. W Patpong z autokarów wysiadają hordy turystów by zasmakować w egzotycznym raju, na obrzeżach Phuket Town w ogromnych centrach handlowych kłębi się tłum nowobogackich Tajów przemieszany z tłumem nowobogacki Rosjan.  Ale nie tu. Tu gdzie mieszkam, bliżej północnej części zachodniego brzegu Phuket, rozwój i turystyka docierają powoli i w innym niż na reszcie wyspy stylu.

Kot na Phuket

Mój dom leży na końcu bocznej, ślepej uliczki. Nie dociera tu warkot aut i skuterów pomykających główną trasą, dociera za to śpiew ptaków, które uwiły sobie gniazda na drzewach pobliskiej plantacji kauczuku. Jednej z dziesiątek plantacji kauczuku, którym w tych  okolicach liczebnie dorównują chyba tylko plantacje ananasów. Ptaki słychać zwłaszcza rano, gdy przez duże, wschodnie okna do domu wpadają pierwsze promienie słońca. Wieczorem zaś zaczyna się koncert cykad, żab i świerszczy. Wieczorami siadamy przed domem z Jasmine i z kubkami indyjskiego czaju w dłoniach wsłuchujemy w tę podszytą szmerami i szelestami ciszę i wpatrujemy w niebo, po którym w świetle księżyca przemykają chmury zwiastujące niechybne nadejście pory monsunowej.

Banany na Phuket

Z domu nie wychodzę często, zajęty jestem Haną, zajęty jestem pracą. Ale gdy już wyjdę, cieszy mnie każdy przejechany kilometr. Przejechany, bo chodzić tu za bardzo nie ma gdzie. W tym zresztą Phuket jest na swój sposób podobny do Bangkoku – tam nie było chodzić po czym bo dziurawe i zastawione straganami chodniki do chodzenia się nie nadawały. Na Phuket nie ma chodzić po co bo żeby gdzieś zajść, trzeba by zajść daleko – odległości są tu naprawdę spore. Dlatego gdy wychodzę to wyjeżdżam na motocyklu i jeżdżę po okolicy.

Paliwo na Phuket

Do wyboru mam dwa kierunki. Gdy pojadę w prawo po trzech zakrętach trafię na targ gdzie uzupełnić mogę domowe zapasy jarzyn i owoców. Tamtejsze przekupy cieszą się niezmiernie gdy po Tajsku pytam o ceny przysadzistych owoców mango, zieleniących się jeszcze bananów, dość egzotycznych w tych stornach ziemniaków. Jeśli zaś jadąc w tym samym kierunku, z głównej trasy odbiję na bok, trafię do domu rybaka, u którego mogę kupić ryby prosto z oceanu. Mknąc dalej przed siebie, piękną drogą wijąca się wśród łąk, na których leniwie pasą się bawoły, dojadę na lotnisko.

Phuket i jego drogi

Wybrawszy zakręt w lewo mijam siłownię Muay Thai, w której ćwiczyłbym, gdyby tylko było mnie na to stać. Po stronie lewej rząd wózków z uliczną kuchnią – daleko im do obfitości i różnorodności oferowanej przez ulice Bangkoku ale ostatnio i tak coraz częściej gotujemy w domu. Jadąc tak dalej, po 3 minutach  dotrę do cywilizacyjnego zagłębia. Zagęszczenie klimatycznych restauracji, sklepików z elementami wystroju wnętrz, salonów krawieckich, wypożyczalni samochodów i skuterów, zwiastuje bliską obecność jakiejś atrakcji turystycznej. I rzeczywiście, nieopodal leży plaża. Ale nim do niej dotrę mam przyjemność przejechać przez wakacyjny resort Laguna z jego pięknie przyciętymi trawnikami, po których chadzają słonie, z jego szerokimi chodnikami, eleganckimi willami, 5-o gwiazdkowymi hotelami, lśniącymi wśród zieleni jeziorkami. Jeziorka te zresztą świadczą o tym, że głównym źródłem dochodu tych stron nie zawsze była turystyka. Dawniej fortuny zbijali tu chińscy imigranci pozyskujący z tutejszych kopalni cynę. Gdy skończyły się jej pokłady, kopalnie zalane wodą zmieniły się w jeziorka a przemysłowa okolica w wakacyjny resort.

Plaża na Phuket

Wreszcie, dokładnie 4 kilometry od mojego domu, plaża. Szersza i dłuższa od wszystkich innych, które dotąd widziałem. Staram się tu wpadać kilka razy w tygodniu, przeważnie późnym popołudniem, tuż przed zmierzchem – za dnia jest po prostu za gorąco. Wciąż obiecuję sobie, że wybiorę się po niej na długi spacer by dotrzeć do jej północnego krańca, gdzie podobno czeka pełen koralowców zakątek. Na razie jednak na jej widok wciąż ogarnia mnie dziwna euforia i zamiast spacerować rzucam się w fale i daję im sobą pomiatać jak szmacianą lalką, aż do chwili gdy ocean połknie ognistą kulę słońca serwując nam przy tym nieziemski, świetlny spektakl.

Kwiaty na Phuket

I to właśnie ta umiejętność godzenia wody z ogniem wydaje mi się jak dotąd najbardziej charakterystyczną cechą Phuket. Oto zamieszkałem na peryferiach, w miejscu cichym i spokojnym. Wystarczy jednak 5-o minutowa przejażdżka a trafiam między knajpy i sklepy, 20 minut dalej czekają kina i centra handlowe. Zamieszkałem w miejscu nawiedzanym przez miliony turystów rocznie, ale na pobliskiej, przepięknej plaży mogę siedzieć niemal zupełnie sam. Zamieszkałem na wyspie niesławnej ze względu na wyuzdaną seks scenę, Go Go bary i masaże z happy endem jednak w mojej okolicy częściej niż krótkie spódniczki i wysokie obcasy widzę hidżaby i długie spódnice, częściej niż sexturystów napotykam grupki brodatych (na ile brodaty może być Taj) mężczyzn zamierzające na wieczorne modły do pobliskiego meczetu.

Pewnie gdzieś jest ten odsądzany od czci i wiary przez  prawdziwych podróżników, zły i brzydki Phuket.  Ale Phuket, na którym zamieszkałem, to Phuket poza sezonem, to  zupełnie inna planeta. Piękna planeta.

Standard

22 thoughts on “Na Wsi w Tajlandii

  1. Piotrek says:

    Bardzo fajnie to opisałeś 🙂 Zdjęcia doskonale dopełniają ten wpis. Tego mi właśnie ostatnio brakowało na Twoim blogu. Dzięki i czekam na więcej!

  2. Paweł Bujanowizc says:

    Maćku, piszesz o ptakach. Postaraj się o jakieś fotki! Pozdrawiam, trochę birdwatcher i trochę podróżnik z Wrocławia.

  3. Agness says:

    Przypomina mi sie mój stary dom w Siem Reap w Kambodży, w którym mieszkałam przez ponad 2 miesiące. Podobny klimat 🙂 Miłego mieszkania :))

  4. Marzena says:

    Bylam w Twoich okolicach i tez odkrylam to drugie oblicze wyspy. Ale nastawienie nawet do tej „gorszej” części miałam pozytywne więc czy to znaczy, ze nie jestem prawdziwym podroznikiem? Pozdrawiam i proszę o więcej 🙂

  5. Adrian says:

    Witam!
    Mam pytanie – jest sens we wrześniu udać się na Phuket na wypoczynek ? czy naprawdę ta pogoda jest taka straszna o tej porze by nie można w ogóle zażywać kąpieli słonecznych tylko deszczowe ?:)
    Jeśli jest tak źle to wiesz może w którą część Tajlandii można się udać by mieć w miarę dobrą pogodę o tej porze?:)
    Czytam różne opinie na ten temat..
    Z góry dzięki za odpowiedź,
    Pozdrawiam

  6. Małgorzata Piotr Paulo says:

    Miło czytać dobrze rzeczy o naszej kochanej wyspie. Oprócz Patong, który ja też omijam szerokim łukiem, jest wiele pięknych okolic.

  7. Pingback: Skok jest wasz! | Skok W Bok Blog – przeprowadzka do Tajlandii, podróże po Azji

  8. tasteaway says:

    Phuket z Twojego opisu rzeczywiście zachęca 🙂 a my właśnie bojąc się tłumów i komercji zrezygnowaliśmy z niego w naszych planach podróży.. Ale do Tajlandii na pewno kiedyś wrócimy, więc może i Phuket się zdarzy :)) Pozdrawiamy serdecznie z deszczowej Warszawy:)

  9. Pingback: Nudo nie było | Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *