Inspiracje

Podróżnik czy turysta?

Prawdziwy podróżnik ma zasady i się ich trzyma a jeśli się nie trzyma to nie jest prawdziwy.

Prawdziwy podróżnik je tylko na ulicy, tam gdzie jedzą lokalsi. To tam serwowana jest prawdziwa kuchnia. Restauracje? Restauracje są dla przybyszów z kosmosu i dla turystów, prawdziwa ludność lokalna w restauracjach nie jada. A nie jada bo jej nie stać i bo zna wartość prawdziwej kuchni czyli tej z ulicy. Jeśli zaś ją stać i jada, to nie jest prawdziwa i nie docenia jedynej słusznej i prawdziwej kuchni ulicznej.

Prawdziwy podróżnik jeździ tylko najtańszym, lokalnym transportem publicznym. Jeśli pociąg to trzecia klasa, z kozami, parobkami i babami z tobołami. Klasą wyższą jeździć nie warto bo z jej okien nie sposób dostrzec prawdy o danym miejscu. Zresztą nie widoki za oknem tu chodzi a o towarzystwo. Klasą wyższą nie jeździ prawdziwa ludność lokalna bo prawdziwej ludności lokalnej na klasę wyższą nie stać. Jeśli stać to nie jest ona tak naprawdę prawdziwa tylko na niby i taka podróż w klimatyzowanym przedziale w towarzystwie nieprawdziwej lokalnej ludności nie jest tak naprawdę podróżą a jedynie turystyką, czyli podróżą na niby.

Prawdziwy podróżnik nocuje za pół darmo a najlepiej za darmo, w rowie, w towarzystwie lokalnej ludności. Ludność lokalna zawsze mieszka w rowach, ewentualnie w lepiankach, szałasach i slumsach. Noc spędzona w hotelu to noc zmarnowana, w izolacji od ludności lokalnej, która w hotelach nie pojawia się nigdy. W hotelach pracują i nocują jedynie agenci obcego wywiadu, przybysze z kosmosu i goście z zagranicy.

Prawdziwy podróżnik nie jeździ w miejsca opisane w przewodniku. Przewodniki pisane są dla turystów i opisane w nich miejsca są bez wyjątku sztuczne, turystyczne i na niby a w dodatku trzeba przeważnie płacić za wstęp do nich. Prawdziwego podróżnika nie interesują płatne atrakcje, a jedynie darmowa prawda. Kasa wydana na wstęp do turystycznego Taj Mahal to kasa zmarnowana. Do slumsów można wejść za darmo i przy odrobienie szczęścia wyjść z poczuciem iż odkryło się prawdziwe Indie, prawdziwą Azję i prawdę samą w sobie, w ogóle.

Owszem, podobno ktoś kiedyś zjadł z podróży posiłek w dobrej restauracji gdzie ceniony szef kuchni zaserwował dania prezentujące wachlarz lokalnych tradycji kulinarnych, aromatów, najwęższej jakości przypraw i składników.

Ten sam ktoś przejechał przez kraj w wagonie pierwszej klasy, gdzie dowiedział się nie mało o lokalnej historii, kulturze i obyczajach w trakcie rozmowy z przypadkowym towarzyszem swojej podróży – oczytam, obytym w świecie lokalsem świetne władającym obcymi językami, co niewątpliwie ułatwiło komunikację.

Ten ktoś spędził też kilka nocy w dobrym hotelu, gdzie przy obfitym śniadaniu miał okazję pogaworzyć z kelnerką, studentką lokalnego uniwersytetu i dowiedzieć się co nieco o życiu młodych ludzi w tym obcym kraju. W tym samym hotelu znalazł przewodnika, który zabrał go do kilku lokalnych atrakcji i odkrył przed nim ich sekrety, których bezwiednie gapiąc się na mury odkryć nie sposób.

To jednak tylko plotki i prawdopodobnie nieprawda.

Standard

29 thoughts on “Podróżnik czy turysta?

  1. to_tu_to_tam says:

    Nie zgadzam sie kompletnie z tym co napisales. Jest wiele ludzi, ktorzy zyja z podrozy w przerozny sposob. Uwazasz w takim razie ze np, osoba ktora zmienia projekt raz na rok , czy raz na miesiac, ale przez np. 5 lat mieszkala/widziala/pracowala jako pracownik dajmy na to IT w kazdym z krajow i tam sie obracala miedzy lokalnymi, niekoniecznie spiac w rowach to nie zyska miana podroznika wg Twojego tesktu ? Mysle ze zycie backpackersa jest ok, ciekawe, ale uwazam, ze warto np. poznac jak zyja owi „lokalsi” ktorzy stanowia klase srednia i pracuja jako szare mieszczuchy w jednym z miast swiata, np Cape Tow. Moim zdaniem aby byc pelnowymiarowym podroznikiem trzeba miec wiele pkt odniesienia, i jesli komus udalo sie zwiedzic kilka krajow z plecakiem na plecachm napisac na ten temat bloga to jednak nie jest jedyny wlasciwy pkt widzenia na temat podrozy. Pozdrawiam

      • sheep_shagger says:

        wydaje mi się, że tu chodziło o kraje trzeciego świata. Jeżeli obcujesz z klasą średnią to znasz kraj z jej punktu widzenia. Jeżeli w danym kraju klasa średnia stanowi spory odsetek to faktycznie można w taki sposób poznać całkiem dobrze taki kraj – np. Niemcy (oczywiście o ile w 3 tyg można poznać jakikolwiek kraj) ale jeśli jest to Kambodża gdzie klasa śrdenia to jakieś kilka procent populacji to znasz państwo z punktu widzenia kosmity.

        • to_tu_to_tam says:

          mieszkalem w Azji przez pare lat jako baza wypadowa dalej. Kraje ktore odwiedizalem to glownie kraje 3go swiata bo tam biznes IT dla externali sie glownie kreci. I tak, zwiedzalem Taj Mahal za kase bo uwazalem ze skoro mieszkam w Delhi to wyjazd na weekned do Agry i zobaczenie Taj Mahala to must see i tyle. Wiele lat minelo, wiele krajow, milion doswiadczen i takich i takich, i gdy czytam ze zycie nie jako backpacker jest niewlasciwe dla prawdziwego podroznika to niestety ale sie z tym niezgadzam.

          • eh says:

            Cieszymy sie, ze zwiedziles tak jak to napisales „pakiet” 30 krajow i ze mieszkales w Azji przez pare lat, jednak to nie ma nic do tekstu napisanego wyzej. Jesli czujesz potrzebe dzielenia sie swoimi fantastycznymi przezyciami to zaloz bloga, bo to nie jest miejsce. Moim zdaniem tekst wyzej jest o osobach takich jak Ty, podrozowales przez 5 lat i teraz robisz z siebie ostateniego prawdziwego, specjaliste. A co to komentarza „ktos tu za malo jezdzi” brak mi slow;)
            Pozdrawiam

    • Bet says:

      Ech, tylko potwierdzasz, że informatyk czasami nie widzi dalej niż monitor komputera… Dziecko drogie, przecież Maciek napisał to, o czym Ty piszesz w komentarzu, dość przewrotnie i jego tekst potwierdza, że nie trzeba być backpackersem, aby czuć się podróżnikiem. Teraz rozumiesz? Jeśli nadal nie, to nie ma dla Ciebie lekarstwa, niestety 🙁

  2. Turystka;) says:

    Jak tylko backpakersi z polskich forów przeczytają ten wpis to marny Twój los 😉 Najbardziej razi mnie wszechobecne przestrzeganie przed naciągaczami – bo musieli zapłacić pare groszy naciagaczowi a przecież powinni dostać wszystko za darmo. I te gadki o autentyczności ich podróży z naciskiem na sztuczność i wybrakowanie kazdej innej formy….

  3. Ostatnimi czasy zdarzyło mi się podróżować pierwszą klasą, by zaraz po tym spać na plaży. Jeść zbyt drogie przysmaki restauracyjne, by za chwilę zapełniać żołądek najtańszymi warzywami z miejscowych budek. Zdaje się więc, że tak samo blisko, jak i daleko mi do jednego i drugiego, to chyba dobrze, nie lubię etykietek. Świetnie napisany tekst!

      • Jasne – mam na mysli ze wazniejsza jest osobista postawa a nie to czy spisz w 5* hotelu czy na ławce. Postawa na poznanie świata, kultury lokalnej i ludzi. wiec nie jest tak że jeżdząc w pociągu 1 klasy dowiaduje się wiecej niż jeżdząc w 3 klasie – ale nie jest tez na odwrót :-). Do myslenie o tym czym /kim jest prawdziwy podróznk dodałbym jeszcze pomijany na blogach podrózniczych aspekt swiadomości zniszczeń jakie wywołuje turystyka. Polecam post-turysta.pl

  4. Małgorzata says:

    hmm.. pewnie dużo w tym racji:) jednak nie jestem pewna czy tak bym się odważyła.. próbuję póki co, wybierać środek.. na własną rękę i niekoniecznie luksusu..ale lubię umyć się od czasu do czasu i wyspać bez robali.. granicę z roku na rok nieco przesuwam ale mimo wszystko zawsze jakaś jest. Co i tak nie przeszkadza mi delektować poznawać świata.. może nie dom końca ale mimo wszystko cieszy:)

  5. Hej Maciek, świetny tekst !
    Tak się czasem zastanawiam właśnie jaki sposób podróżowania jest właściwy. Chyba właśnie taki, który przynosi najwięcej satysfakcji. Czasem wracam z „podróży” i odkrywam, że czegoś w danym miejscu „nie odkryłem”. Jednak w tym samym czasie robiłem coś, co zapadnie mi w pamięci do końca i widocznie tak miało być 🙂 Trochę zakręcone. Podczas dyskusji typu „kto jest ten prawdziwy/true traveler” zawsze się leniwie uśmiecham.

  6. Rzadko komentuję cokolwiek i gdziekolwiek, ale teraz muszę. Świetny tekst. Szkoda, że nie wszyscy zrozumieli zawartą w nim ironię, ale myślę, że mimo to nadal warto pisać i namawiać ludzi do nienadawania podróżniczych etykietek, do nieszufladkowania. Podróż sama w sobie jest rewelacyjnym przeżyciem, nieważne jaka.

    A tak w ogóle, to właśnie jestem w Chinach. Przypomina mi się tu cały czas Twój wpis o tym, że Azja wciąga (wydaje mi się, że to Ty pisałeś…) – coś w tym jest – mili ludzie, chaos i szał na ulicach, pyszne jedzenie i kompletnie inny świat. W Azji jestem kolejny raz, ale w Chinach po raz pierwszy i bardzo cenię sobie to, że mam okazję zarówno wyjść ze znajomymi Chińczykami do restauracji (to oni pokazali nam jak się je kaczkę po pekińsku!), pojechać do turystycznego miejsca (a ilu tam Chińczyków!), pójść sama do banku czy na pocztę, a innym razem zjeść coś na ulicy. Odejście od szufladkowania pozwala czasem pełniej poznać dany kraj.

    Właśnie wybieram się do Muzeum Szanghajskiego – też raczej nie „prawdziwie podróżniczo”, ale podobno wrażenia niesamowite.

  7. Marta says:

    super tekst, uwielbiam ironię, też nie znoszę tego podziału na turystów i PRAWDZIWYCH PODRÓŻNIKÓW, dlatego, kiedy zobaczyłam tytuł tego wpisu, pomyślałam: o nie… znowu… i nie zamierzałam czytać, ale już pierwsze zdania zachęciły 🙂 dzięki, uśmiałam się 🙂

  8. Przemyślany tekst, z którym całkowicie się zgadzam. Wiele osób chętnie unikałoby miejsc turystycznych, ale nie zawsze się da. Jeżdżenie z kurami w jednym przedziale to frajda, ale na krótko; po którymś razie się nudzi i męczy.

  9. Turysta z edżiptu :) says:

    Brakuje jeszcze – prawdziwego podróżnika rozpoznasz z daleka – po wyglądzie zazwyczaj oberwańca i specyficznym zapachu bo myje się 2 razy w tyg w rzece 🙂
    Nie wiem czemu tworzymy granice między tym jakie podróżowanie jest dobre jakie złe, co określa mnie jako turystę a kiedy staję się podróżnikiem, jaka to Azja jest dziewicza a Egipt ”sprzedany”.
    Niemniej świetny tekst, można go wklejać na fora backpackerskie 🙂

  10. Świetnie podszedłeś do sprawy i ciekawie to opisałeś. Pojęcie turysty i podróżnika (podróżnego) chyba tak naprawdę się zaciera.
    Sam popełniłem ostatnio post na ten temat i doszedłem do podobnych wniosków:
    http://mateuszbamski.blogspot.ie/2015/05/jestem-turysta.html

    Ludzie uwielbiają nazywać wszystko co nas otacza, a w Polsce w ogóle ma wrażenie, że rozgraniczenie na podróżników i turystów to spór o „moje i mojesz”. Sam osobiście jestem podróżnikiem i turystą na zmianę.

    Pozdro z Irlandii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *