thai school
Praca, Tajlandia

Podsumowanie roku szkolnego

„Ja już tu dłużej nie wytrzymam!” – powiedziała mi nie dawno koleżanka-nauczycielka rodem z RPA. „Z Tajami nie da się pracować”. Zgadzam się, często się nie da. Ale za to dość dobrze da się z nimi nie pracować.

Jeżeli jesteś ambitny, chcesz się rozwijać, lubisz wyzwania – nie jedź uczyć angielskiego do Tajlandii.

Jeżeli chcesz zmieniać świat, nieść kaganek oświaty, wyrównywać nierówności – nie jedź uczyć angielskiego do Tajlandii.

Jeżeli lubisz porządek, jasne reguły gry, dobrą organizację – nie jedź uczyć angielskiego do Tajlandii.

Jeżeli zaś wszystkie rzeczy wymienione powyżej nie mają dla ciebie większego znaczenia – droga wolna, pracy w tajskich szkołach jest sporo.

Nie chcę przez to powiedzieć, że jest źle. Wręcz przeciwnie – jest całkiem dobrze. Praca nauczyciela w Tajlandii jest prosta i nieźle płatna (mowa rzecz jasna o białym nauczycielu z zachodu) – minimum stresu, zero odpowiedzialności, mikro wymagania. Dla mojego pracodawcy liczą się tak naprawdę 2 rzeczy – żebym w szkole był i żebym był ładnie ubrany. Reszta – poziom moich lekcji, postępy uczniów, realizacja programu ma znaczenie trzeciorzędne i nikt ich nie sprawdza. Za przykład niech posłużą egzaminy, które odbywają się 4 razy do roku. Testy przygotowuję sam, nikt nie patrzy mi w papiery, nikt nie pilnuje czy wszystko jest jak należy. Układam arkusze, rozdaję uczniom, sprawdzam, oceniam według własnego uznania. Jedyna zasada, której muszę się trzymać brzmi „wszyscy zdają”. Tak, tak, nie wolno mi nikogo oblać. Gdy któryś z uczniów nie osiągnie upragnionego pułapu 60% (a jest ich niemało) , rozwiązuje test jeszcze raz. I jeszcze raz, aż do skutku. Ale nawet jeśli po kilku kolejnych próbach nadal uzyskuje wynik daleki od zadowalającego i tak ostatecznie dostaje zaliczenie. W praktyce oznacza to, że niektórzy uczniowie nawet nie przychodzą na poprawki.

Lekcje, jeśli już w ogóle mają miejsce (o tym jak niewiele jest w tajskiej szkole czasu na naukę pisałem tutaj) są lekkie i przyjemne. Znowu niemal kompletna wolna amerykanka. Mogę uczyć z książki, mogę szukać zadań w Internecie, mogę wreszcie zabijać czas ukochanymi przez uczniów grami – nic tak nie cieszy jak godzina spędzona przy grze w państwa miasta czy szubienicę. Zresztą cieszą się nie tylko uczniowie – nigdy nie dostałem tylu pochwał od swojego co-teachera jak wtedy gdy urządziłem w jednej ze swoich klas grę w głuchy telefon. Kto to Co-teacher? To członek tajskiego grona pedagogicznego, który w teorii ma pomagać mi utrzymywać dyscyplinę w klasie. W praktyce jego rola sprowadza się do siedzenia w jednej z ławek i wypełniania jakichś tajemniczych papierów – z jego obecności w klasie nic nie wynika.

Jednym słowem – luz. Co jest więc nie tak? Może by to nazwać tajską organizacją pracy, ja znam jednak lepsze słowo na określenie tego jak wyglądają układy w pokoju nauczycielskim – chaos. Nikt nic nie wie, nikomu nie wolno o nic spytać, jedynym źródłem informacji są plotki. Kiedy zaczynają się wakacje? Ile potrwa sesja egzaminacyjna? Czy jutro jest wolne? Chyba ani razu zdarzyło się, by jakaś istotna informacja została oficjalnie ogłoszona, by na mojej szkolnej skrzynce mailowej pojawił się jakimś terminarz. Wszelkie próby wyciągnięcia tych informacji od przełożonych kończą się fiaskiem – odsyłania do wyższej instancji i spychaniu odpowiedzialności nie ma końca. Owszem, kilka razy na moim biurku wylądował jakich poważnie wyglądający dokument, którego treść być może dotyczyła spraw istotnych ale jego rozkodowanie mocno utrudniał mi fakt, że był on w całości zredagowany po Tajsku.

W tajskiej szkole ogromne ilości pary idą w gwizdek. Już samo siedzenie w pracy od 7:30 do 16:00 jest kompletna strata czasu skoro w planie lekcji są 2, 3 maksymalnie 4 godziny zajęć dziennie. Ale na tym marnotrawstwo energii i zasobów się nie kończy. Tajski management, co chwila wymyśla kompletnie nietrafione sposoby na podniesienie poziomu nauczania w szkole i uprzykrzenie życia nauczycielom. Mnożą się tabelki, wykresy, dokumenty do wypełnienia. Pojawiają się prośby o szczegółowe plany zajęć, o procenty, statystyki i podsumowania. Głupi jednak ten, który te polecenia wypełnia. Z moich obserwacji wynika, że 90% nagromadzonych w ten sposób papierów ląduje w kącie i kurzy się w pudle. Co więc robić? Popularna jest strategia na przeczekanie. Wcześniej czy później (przeważnie to pierwsze) szef i tak zapomni, że czegoś tam od nas chciał a życie dalej potoczy się sowim biegiem.

Wierzcie mi, cholernie trudno w takich warunkach zmobilizować się do pracy. No bo jak, skoro nikt niczego nie wymaga i za nic nie ponosimy odpowiedzialności? Mało tego – wszelkie próby zrobienia czegoś na poważnie, zasugerowania zmian, konstruktywnej krytyki w najlepszym wypadku zostaną zignorowane a w najgorszym – doprowadzą przełożonych do ataku wściekłości. Wszak zwracając uwagę na błędy w systemie sugerujemy, że ktoś na górze robi coś nie tak. Takiej potwarzy w Tajlandii się nie wybacza. Wiem, że wielu marzycieli rozpoczyna pracę w Tajskiej szkole z poczuciem misji, snując wizję nowego, lepszego świata. Niestety zderzenie z zastaną rzeczywistością bywa frustrujące a nawet bolesne.

Piszę „w Tajskiej szkole” nie bez powodu. Nie mówię bowiem jedynie o tym co dzieje się u mnie w pracy ale też o tym co opowiadają mi koledzy-nauczyciele z innych gimnazjów, podstawówek, przedszkoli. Może gdzieś tam są szkoły, w których są rzeczy istotniejsze niż kolor koszuli jaką nauczyciele mają nosić we wtorki, w których sprawy formalne nie są załatwiane na ostatnią chwilę, istnieje jasno wytyczona ścieżka awansów i podwyżek a informacje są podawane oficjalnie a nie na ucho na korytarzu. Może, ale jeśli tak, to są to wyjątki.

Co mnie w takim razie trzyma w tej pracy? Odpowiedź jest prosta. Nie zamieszkałem w Tajlandii, żeby pracować w szkole. Pracuję w szkole, żeby móc mieszkać w Tajlandii.

*Cie­kawe? Dobrze napi­sane? Pomocne? Klik­nię­cie w jeden z przy­ci­sków “share” pod arty­ku­łem to naj­prost­szy i naj­lep­szy spo­sób by doce­nić wysi­łek jaki wkła­dam w two­rze­nie tej strony i pomóc w roz­woju Skok W Bok Blog. Cze­kam też na wasze komen­ta­rze oraz maile z pyta­niami i suge­stiami. Z góry dziękuję!

Standard

22 thoughts on “Podsumowanie roku szkolnego

  1. valdi says:

    Jeżeli chcesz zmieniać świat, nieść kaganek oświaty, wyrównywać nierówności – nie uczyć angielskiego do Tajlandii.

    Cześć chyba powyżej zabrakło –  nie jedź uczyć angielskiego do Tajlandii.

  2. O_olek says:

    bardzo dobry tekst;) mimo takiej odmienności co do systemu pacy w tajskim szkolnictwie, zauważam podobieństwa w polskiej szkole, często mam wrażenie że ta cała papirologia i sztuczne zapełniane statystyk napędza polskie szkolnictwo, a nauczyciela szczególnie tego młodego i pełnego zapału i wyobrażeń od razu stawia na ziemię, bo jak tutaj „nieść kaganek oświaty” jak słyszysz że masz ciekawe pomysły ale po co to robić, jak oni i tak nie rozumieją” no i takim sposobem zamiast rozwijać kreatywność dzieci bądź młodzieży klepie im się te wszystkie daty, uczy sposobu rozmnażania rozwielitki, a wszystko po to żeby potem w dorosłym życiu pamiętać tylko jedną datę- bitwy pod grunwaldem….no cóż przykre to, ale jakże prawdziwe…;)

    • Patrząc na „Matura to bzdura” na YouTube można dojść do wniosku, że zapamiętanie tej jednej daty obecnie nie jest już takie oczywiste i nowym pokoleniom sprawia trudności, nie mówiąc już o tym, że mało kto pamięta co ci Krzyżacy nam podarowali, poza tym, że męska połowa nowego społeczeństwa zapamięta, że było to „nagie”… ;P

      • O_olek says:

        noo dokładnie, czasami mam wrażenie, że w XXI wieku w dobie wydawałoby się wysokiego postępu naukowo- cywilizacyjnego analfabetyzm wtórny jest na coraz wyższym poziomie,  czego przykładem jest też Matura to bzdura, ale cóż jest „wujek Google” jest dla większości jedynym źródłem jakiejkolwiek wiedzy

  3. Somtam says:

    Interesujaca relacja. Wyczuwalna
    lezka , krecaca się w Twoim oku;  jakis zal,
    ze nikt nie docenil  Twojego
    zazangazowania;  niedosyt z braku zainteresowania
     kogokolwiek,  kto 
    uznal by Twoje osiągnięcia  w
    nauczaniu, w  jakim sensie tez degradacja
     Twojego zawodu.

     Dobrze ,ze potrafisz sobie z tym poradzic,
    odnalec się w ich Kulturze. Laska Boska , ze nie wyuczyles się na lekarza, …..jak
    u nich wszedzie  takie morale , to najlepiej
    ….roznosci mleko albo ulotki.

     Swoje stanowisko , zawarłeś w ostatnim zdaniu.
    Lubisz mieszakc w Tajlandii J,…. nic tu dodac.

    Nie  pracuje zawodowo w Tajlandii,  spedzam tu jednak duzo czasu. Po wielu tatach
    tutaj spedzonych, ciegle  jeszcze jestem
    konfrontowana z roznistymi  szokującymi  -Thai- realy , ale na takie okazje mam  gotowca,  wypowiadam glosno, …”lubie być w Tajlandii”, …pomaga.

     

    Na potwierdzenie tego
    wszystkiego,  co napisales o szkolnictwie
    w Tajlandii.Opisze zajscie , które mialo miejsce przed kilkoma laty w Bangkoku.

    Coreczka moich znajomych uczeszczala
    do szkoly prywatnej. Ktoregos dnia odrabiając lekcje , …z angielskiego,  pomogl je wojek, który  wlasnie gościł u jej rodzicow.Pracownik uniwersytecki
    z Londynu .

    Nastepnego dnia, dziecko po
    powrocie ze szkoly, z placzem pokazuje swój zeszyt.Pokreślone zadanie domowe,
    ocena slabiutka.   Wprawdzie bez komentarzy , ale atmosfera w
    domu zrobila się nieciekawa.

    Ambitny  Wojek , niezwlocznie udal się wiec na rozmowe
    z Pania nauczycielka / Tajka/ .

    Bronil się udawadniejac swoje
    racje , analizując gramatyke,

     …ze zadanie prawidłowe  odrobione,  

    … ze gramatycznie bez zastrzeżeń,

     … ze on wykladowca na uni .

    Pani wysłuchawszy jego skargi
    ,  z azjatyckim  spokojem odparla, ze ona wierzy , ze być może  w Anglii,   tak
    wyglada angielski , ale,..w Tajladnii, jest wlasnie TAKI  angielski, ze ONA tez ukończyła  Uni  w Tajlandii
     i dobrze wie,  jak uczyc dzieci angielskiego.Hmmm….

    Wojek już nie pomagal wiecej
    w odrabianu lekcji. Zaprosil  dziewczynke
    na cale wakacje do  Londynu.  Na … angielski  w Anglii.

     

  4. SetMeFree says:

    Zdarza się że przyjdziesz zupełnie nieprzygotowany do prowadzenia lekcji i wymyślisz coś na poczekaniu czy raczej zawsze wszystko opracowujesz i poświęcasz jakąś część czasu wolnego od pracy na przygotowanie kolejnych zajęć?

    • Zdarza się. Nie zdarzało się na początku gdy nie czułem się jeszcze pewnie w klasie. Teraz zdarza się częściej bo szybko jestem w stanie zająć czymś dzieciaki na poczekaniu. Pracy do domu nie noszę nigdy.

  5. Boże coś dla mnie. 

    Spychologia to podstawa. Jak zamiotę pod dywan może nikt nie zauważy, a każdy zapomni.
    Może i ja tam powinienem pojechać do pracy.
    A tak poważnie. Jeżeli kiedyś wrócisz na ojczyzny naszej łono, może być ciężko wrócić do systemu.

  6. niestereotypowa88 says:

    wow po co podnosić poprzeczkę, skoro i tak każdy uczeń ma przejść dalej.
    Nie ogarniam aczkolwiek wiem, że takie „cuda – wianki” mają miejsce.
    trzymam kciuki abyś znalazł tam pracę w której możesz się rozwijać i spełniać

  7. Pingback: Nie Raj | Skok W Bok Blog – przeprowadzka do Tajlandii i podróże po Azji

  8. Miriam says:

    Rozumiem frustracje. Ale za malo we mnie ambicji (chyba, ze trzeba, bo w Europie inaczej sie nie da czasem), zeby uwazac, ze taki system nie jest… swietny. Owszem, jest bez sensu, ale po co sie przejmowac? (Jak sie zwalo to tajskie „Hakuna matata”? Muai pai?) Przezornie nie bede tylko chwalic i uwazac, ze masz zle spojrzenie czy cos, Macku. Sama mialam okazje sie przekonac o tym, w jak bardzo blednym swietle odbiera sie to, o czym sie tylko slyszalo/cztalo, a nie przezlo na wlasnej skorze. Jednak mysle, ze kiedys sprobuje uczyc angielskiego w Tajlandii. Mysle,ze to cos dla mnie. A przynajmniej widze cien szansy, ze tak jest, wiec dlaczegoby nie sprobowac? 🙂

    • Wszak chodzi o to żeby minusy nie przesłoniły plusów. Mi plusy tej pracy bardzo utrudniają znalezienie jakiegoś bardziej ambitnego zajęcia no bo jak tu porzucić takie słodkie nicnierobienie? 🙂 pozr!

  9. Pingback: Praca w Tajlandii – jak zostać nauczycielem w tajskiej szkole | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  10. Franek says:

    Ja jestem ozeniony z Tajka i ona ma corke, w tej chwili 19 lat, od 6 lat mieszka z nami w niemczech, ona chodzila w Tajlandi do ogolniaka, wg. swiadectw uczyla sie dobrze, bywajac tam czesto ja obserwowalem, pomagalem w angielskim i matematyce, w angielskim byla bardzo slaba, mnie to nie dziwi, znalem jej nauczyciela, on sam dobrze nie mowil, z matematyki dostawala duzo tabel z tabliczka mnozenia i musiala na czas robic te zadania, co mnie u niej podpadlo to jest calkowity brak umiejetnosci logicznie myslec, duzo czasu poswiecilem zeby jej to wytlumaczyc, darmnie, ona to nadrabia uczac sie wszystkiego na pamiec, ale jej pamiec stosunkowo krotka, po miesiacu wszystko zapomina.

    Inna rzecz to brak u nich albo niej ogolnych wiadomosci o swiecie, polityce itd.

    W niemczech skonczyla szkole 10 klasowa i teraz uczy sie zawodu w agenji reklamowej chce byc designer.

    Po niemiecku mowi bardzo dobrze i bez akzentu, angielski tez jest nie zly

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *