Powrót do Bangkoku

Z Bangkoku wyniosłem się już dwa lata temu. Od tego czasu byłem w mieście może kilka razy, na chwilę. Teraz, gdy przychodzi mi spędzić tu kilka dni, od nadmiru kręci mi się w głowie. 

Nie wiem, co uderza mnie pierwsze. Może żar powietrza? Jest tu a kilka stopni goręcej niż na wyspach a brak morskiej bryzy dodatkowo potęguje duchotę. A może to charakterystyczna Bangkocka woń, w której smród wody z kanałów, i ohydny odór  karaluchów miesza się z zapachem świątynnych kwiatów i smakowitymi podmuchami znad ulicznych grilli? Rzucam okiem w górę i widzę, że połać nieba, która na Phuket niemal zawsze prezentuje się w pełnej krasie dając błogie poczucie przestrzeni, tu przysłonięta jest blokami betonu, zwojami kabli, rusztowaniami. Na ulicach nieprzerwany sznur samochodów, na chodnikach mrowie ludzi. Bangkok momentalnie mnie osacza, przytłacza swoim ciężarem.

Wystarczy jednak kilka chwil, parę oddechów i zaczynam do niego przywykać tak jak skóra przywyka do chłodnej wody. Początkowo chwiejny krok na poranionym wyrwami chodniku nabiera pewności, uszy zaczynają wyławiać z hałasu konkretne dźwięki i melodie, budzą się dawne instynkty. Lawiruję sprawnie między straganami z kluskami, wózkami z owocami, spieszącymi skądś dokądś mieszczuchami. W głowie sprawnie układam plan podróży przez miasto, przywołuję nieco zapomniane nazwy stacji kolejki nadziemnej SkyTrain i metra, odświeżam słówka niezbędne do rozmowy z taksówkarzami, z których usług na Phuket nie korzystam nigdy. Przysiadam jeszcze na chwilę przy stoliku by mlaskając pochłonąć kwaśną kiełbaskę Sai Krok  (w Bangkoku znaleźć można je można na każdym rogu, na Phuket chyba tylko na niektórych targowiskach a i tam nie tak dobre jak te w mieście), biorę kilka łyków chłodnego naparu z kwiatu chryzantemy…i już czuję się jak w domu.

Nie lubię się powtarzać, w restauracjach nigdy nie zamawiam dwa razy tego samego dania, nie gromadzę ulubionych filmów w domowej wideotece i przeczytanych książek na półkach. W podróży też przeważnie szukam nowych wrażeń a nie nostalgicznych powrotów.

Ale dla wyjątkowego miasta mogę zrobić wyjątek.

 

Maciek Klimowicz

Jetem dziennikarzem i bloggerem. Od 2011 roku mieszkam w Bangkoku, jeszcze dłużej - podróżuję po Azji. Moje materiały publikował między innymi magazyn Men's Health, CNN, Gazeta Prawna, liczne portale podróżnicze i lifestylowe. Masz pytania? Propozycje? Pisz! kontakt@skokwbokblog.com ENGLISH: I'm a freelance journalist, travel writer and photographer. I live in Bangkok, Thailand. I've published in Men's Health, CNN and numerous travel and lifestyle media. Feel free to contact me - kontakt@skokwbokblog.com

10 komentarzy
  1. Czesc Maciek.
    Tu Ewelina i Olek. Od wrzesnia tamtego roku mieszkamy w bkk i tak jak mowisz tak jest i nie inaczej- po prostu. W tym tygodniu postanowilismy zrobic przerwe od “lewirowania pomiedzy straganami”i odpoczac na Phuket! Pozdrawiamy goraco z kammala beach! 🙂 czekamy na nowe posty.

  2. Uwielbiam czytać blogi poświęcone Azji. Jest to dla mnie tak niesamowita kultura, że tylko marzę, żeby w końcu wybrać się tam na jakąś dłuższą podróż. A Bangkok jest na górze moich marzeniowych miast:-)

Leave a Reply

Your email address will not be published.


Notice: Undefined variable: comment_form in /home/skokwbok/domains/skokwbokblog.com/public_html/wp-content/plugins/wordpress-gdpr/public/class-wordpress-gdpr-integrations.php on line 79

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

x

Używamy plików cookie, aby zapewnić najlepszą jakość korzystania z Internetu. Zgadzając się, zgadzasz się na użycie plików cookie zgodnie z naszą polityką plików cookie.

Zgadzam się Nie zgadzam się