Praca, Praktyczne, Tajlandia

Praca w Tajlandii – jak zostać nauczycielem w tajskiej szkole

Pytacie o to w e-mailach tak często, że brakuje mi czasu by na nie odpisywać. Dlatego przysiadłem i napisałem ten przewodnik. Oto jak zostać nauczycielem w Tajlandii.

Zanim jednak zabiorę się za wyjaśnianie jak zostać nauczycielem w Tajlandii, warto zastanowić się CZY warto nim zostać.

Ważne – Wiele zależy od rodzaju szkoły na jaką trafisz . Poniższy tekst to suma moich doświadczeń i obserwacji po 2 latach pracy w dużej, publicznej szkole w Bangkoku.  Są szkoły lepsze, są gorsze ale w większości przypadków praca w Tajlandii będzie wyglądała mniej więcej tak:

 Zalety i wady pracy w Tajskiej szkole

Zalety:

  •  Możliwość mieszkania w Tajlandii – o tym jest cały Skok W Bok Blog.
  • Długoterminowa wiza i pozwolenie na pracę – praca w szkole to najłatwiejszy i najpewniejszy sposób na długoterminową wizę do Tajlandii.
  • Niezłe zarobki przy niskich kosztach życia – Minimum to około 1000$ miesięcznie.
  • Lekka, bezstresowa praca – To zależy od podejścia ale generalnie można się zrelaksować bo wymagania stawiane nauczycielom są minimalne. Zaś wychodząc z pracy zapominasz o niej do następnego dnia.
  • Bardzo dużo wolnego – Około 7 tygodni wakacji w roku plus liczne święta państwowe.
  • Swoboda – nauczycielem możesz być w wielu krajach świata. Tajlandia jest dobra na start – ale Wietnam, Chiny, Korea itd czekają!

Wady:

  • Brak możliwości rozwoju zawodowego – nie ma awansów, podwyżki są minimalne. Przeważnie jedyną opcją rozwoju jest zmiana szkoły na lepszą lub pracy w ogóle.
  • Brak emerytury
  • Minimalna satysfakcja z wykonywanej  pracy – piszę to na podstawie swoich obserwacji i tego co widzę dookoła – nauczyciele wypalają się w Tajlandii błyskawicznie, wielu przyjeżdża tu z niejasnym zamiarem „niesienia kaganka oświaty” w trzecim świecie po czym rok czy 2 lata później wyjeżdżają sfrustrowani (od czasu gdy podjąłem pracę w swojej szkole przewinęło się przez nią co najmniej 20 nauczycieli!) Wynika to z różnic kulturowych, tutejszego systemu pracy i myślenia –  bardzo odmiennego od zachodniego. Aby uczyć w tajskiej szkole trzeba umieć…odpuścić, nie przejmować się, nie starać. Robić swoje i nie robić szumu.

Jeżeli wciąż czujesz, że praca nauczyciela języka angielskiego w Tajlandii to coś dla Ciebie – oto jak zabrać się za szukanie pracy.

Nauczyciel idealny

Z tajskiej perspektywy idealnym nauczycielem jest 30-o letnia Angielka o blond włosach i błękitnych oczach z dyplomem studiów pedagogicznych, kilkuletnim doświadczeniem w szkole na zachodzie i w szkole w Tajlandii. Taka osoba może ubiegać się o pracę w szkole międzynarodowej za świetnie pieniądze  Im dalej jesteś od tego ideału, tym mniejsze Twoje szanse na pracę albo na dobrą pracę. Jeżeli masz więcej niż 50 lat, nie masz dyplomu żadnych studiów, ubierasz się jak łachudra, masz zero doświadczenia a po angielsku ledwie dukasz – pracy w tajskiej szkole raczej nie znajdziesz.

Skoro myślisz o pracy w tajskiej szkole, pewnie mieścisz się gdzieś miedzy tymi biegunami. Biegle mówiący po Angielsku, dobrze prezentujący się Polak z dyplomem dowolnych studiów i przed 40-stką, ma spore szanse na pracę.

Przygotowania

Dokumenty i wymagania

Jedynym dokumentem oficjalnie wymaganym przy aplikowaniu o pracę nauczyciela w Tajlandii jest dyplom wyższej uczelni (licencjat). Nie ważny jest kierunek , ważne jest zaś żeby mieć przy sobie oryginalny dokument bo jest on wymagany przez tutejszych urzędników. Dyplom pedagogiki lub anglistyki może pomóc w znalezieniu lepszej pracy (wiele dobrych szkół szuka nauczycieli z kwalifikacjami. ) ale nie jest wymagany przez prawo.

Wiele osób pyta mnie na jakim poziome należy znać angielski aby uczyć w Tajlandii. Odpowiedź wydaje mi się oczywista – trzeba znać go świetnie. Jeśli nie zna się go świetnie, to nie należy brać się za uczenie innych. Osoba dukająca po angielsku, myląca czasy, z fatalnym akcentem powinna raczej odpuścić. Sam posiadam certyfikat CAE.

Jednocześnie w Tajlandii nie są wymagane żadne certyfikaty potwierdzające znajomość angielskiego (zdarzają się szkoły, które wymagają certyfikatu TOEIC – to śmiesznie prosty egzamin, który można zdać w Bangkoku). Dla wielu szkół, już sam fakt, że jesteś z zachodu świadczy o tym, że mówisz po angielsku.

TEFL – robić czy nie?

TEFL nie jest oficjalnie wymagany (stan rzeczy na luty 2013 – zasady lubią się tu często zmieniać). Ale…się przydaje. Nie, na kursie TEFL nie nauczysz się jak uczyć. Pomysł, że w czasie 4-o tygodniowego kursu można zostać nauczycielem jest bzdurą. Po co więc kurs? Dla papieru rzecz jasna! Wielu pracodawców wymaga dyplomu TEFL od aplikantów na stanowisko nauczyciela, wielu nie wymaga ale jeszcze nikomu taki dyplom nie zaszkodził.  Przydaje się on zwłaszcza nam – nie native speakerom. Po co? Żeby móc konkurować z nativeami. Jest pewna szansa, że nasz potencjalny pracodawca chętniej zatrudni biegle władającego angielskim Polaka z TEFL-em niż Amerykanina bez certyfikatu.

Gdzie robić TEFL ?

Moim zdaniem – najlepiej w Tajlandii. Dlaczego? Z dwóch powodów – bo jest taniej (a to moim zdaniem najważniejsze kryterium przy wyborze kursu) i ponieważ…będziesz miesiąc dłużej w Tajlandii, możesz się z nią oswoić i zacząć szukać pracy. Kurs w Bangkoku kosztuje od 1000$ w górę. W jakiej szkole go zrobić? Moim zdaniem – najtańszej. W internecie znajdziesz dziesiątki ofert. Skoro liczy się tak naprawdę tylko papier, warto zapłacić za niego jak najmniej.

Wizy

Polacy mogą przebywać w Tajlandii przez 30 dni bez wizy. Istnieje też możliwość uzyskania wizy turystycznej w ambasadzie poza granicami Tajlandii– na 2 miesiące. W żadnym z tych przypadków nie wolno pracować. Wolno jednak szukać pracy. Gdy zaś ją znajdziemy obowiązek załatwienia nam wizy spada na pracodawcę. To on powinien dostarczyć nam wszelkie dokumenty niezbędne do otrzymania (przeważnie rocznej) wizy Non Immigrant B oraz Work Permit. Wiza jest następnie przedłużana co roku, razem z kontraktem. Niestety zerwanie kontraktu oznacza w wielu przypadkach natychmiastowe wygaśnięcie wizy dlatego lepiej rozstawać się z pracodawcą w przyjaznej atmosferze.

Zanim zaczniesz szukać

Co przygotować?

CV: O sztuce pisania resume napisano już wiele. Przy poszukiwaniu pracy nauczyciela warto podkreślić wszelkie doświadczenie pedagogiczne (harcmistrz na obozach, prywatne lekcje itd.) i językowe. Do CV koniecznie dołącz zdjęcie – w Tajlandii wygląd liczy się nade wszystko.

Dokumenty: Kilka kopii paszportu, wszystkich posiadanych certyfikatów i dyplomów.

Wygląd: Bez spodni w kancik i koszuli na guziki nie wychodź z domu (spódnica do kolan, elegancka koszula w przypadku kobiet).  Zapewniam – dobrze ubrany, uczesany, naperfumowany Polak ma większe szanse na znalezienie pracy niż profesor języka angielskiego z Oxford w japonkach i t-shircie.

Na co zwrócić uwagę wybierając szkołę?

Oto szczegóły, na które należy zwrócić uwagę przeglądając oferty pracy i czytają kontrakty.

  • Lokalizacja: Szkoła musi znajdować się blisko miejsca, w którym mieszkasz. Najlepiej najpierw znaleźć pracę a dopiero potem na stałe wynająć mieszkanie. Dojeżdżanie do pracy w Bangkoku może zmienić się w koszmar i ograbić z cennego wolnego czasu. Oczywiście pracy możesz też szukać poza Bangkokiem.
  • Pensja: 30.000 to minimum, 35.000 to standard, ponad 40.000 to dobra płaca.
  • Liczba godzin lekcyjnych – Osobiście nie zdecydowałbym się na pracę przez więcej niż 20 godzin tygodniowo. Brzmi śmiesznie? To pozory! 20 godzin to około 4 godzin lekcyjnych dziennie. Godzin, do których trzeba się jakoś przygotować i w trakcie których trzeba się jednak wykazać. W te dni kiedy w moim planie zajęć mam więcej niż 4 godziny lekcyjne, wracam do domu wykończony.
  • Godziny pracy: Standard to 7:30 – 16:00.  Lekcje zaczynają się o 8:30 ale wcześniej odbywa się poranna ceremonia wciągania flagi na maszt, śpiewania hymnu itd. Część szkół wymaga obecności nauczycieli na tych uroczystościach
  • Długość kontraktu: Najlepsze są kontrakty na 12 miesięcy – wtedy płatne są również wakacje. Częściej niestety trafiają się kontrakty na 11 lub 10 miesięcy
  • Chorobowe – Ilość dni wolnych na żądanie zależy od pracodawcy. W mojej szkole jest to na przykład 5 dni w semestrze i jeszcze nikt nigdy nie wymagał ode mnie przedstawienia zaświadczenia od lekarza.
  • Wiza i pozwolenie na pracę: Formalności załatwia (lub pomaga załatwić) szkoła. Jeśli nie załatwia to lepiej poszukać innego pracodawcy.
  • Bonusy: Część szkół dodaje bonus na zakończenie kontraktu.
  • Okupy: Część szkół zatrzymuje procent pensji nauczyciela na wypadek, gdyby ten zerwał kontrakt i oddaje pełną kwotę dopiero na zakończenie kontraktu.
  • Ubezpieczenie: Cześć szkół zapewnia ubezpieczenie, część szkół pobiera od nauczycieli comiesięczną opłatę a dopiero potem zapewnia ubezpieczenie.
  • Plany lekcji: Wiele szkół wymaga od nauczycieli przygotowywania planów lekcji. Generalnie im mniej roboty papierkowej tym lepiej dla nauczyciela.
  • Klimatyzacja w klasach – Jeżeli przeszkadza Ci upał, sprawdź czy w klasach jest klimatyzacja. Ale jeżeli przeszkadza Ci upał to czego szukasz w Tajlandii? 😉
  • Wyżywienie: Niektóre szkoły oferują nauczycielom darmowe wyżywienie. To miły bonus choć zważywszy na komicznie niskie ceny jedzenia w Tajlandii – nie najważniejszy argument przy wyborze pracodawcy.

W jakiej szkole pracować? Rodzaje szkół

Bardzo generalnie można podzielić szkoły w Tajlandii na 3 rodzaje: Szkoły państwowe, prywatne szkoły międzynarodowe oraz uniwersytety. Wszystkie mają swoje wady i zalety.

  • Szkoły państwowe to ogólny rozgardiasz. Jeżeli nie masz parcia na kasę i chcesz się zrelaksować to dobry wybór dla Ciebie. Nie napracujesz się, otrzymasz regularną pensję, wizę i dużo wakacji. Musisz jednak liczyć się z dużym szokiem kulturowym. Sam pracuję w takim właśnie gimnazjum i nie raz już pisałem na Skok W Bok o realiach pracy w Tajskiej szkole publicznej. Powiem krótko – potrafi być ona bardzo frustrująca. Wiele szkół państwowych ma tzw English Program czyli wydzieloną sekcję, gdzie zajęcia odbywają się po angielsku. Warunki bywają tam nieco przyjaźniejsze – mniejsze klasy, tajski nauczyciel wspomagający, podręczniki i uczniowie, którzy rozumieją nieco więcej niż ci z General Program.
  •  Szkoły międzynarodowe to dla wielu nauczycieli święty gral – rewelacyjne zarobki (nie rzadko 80tyś baht i więcej), wyższy poziom nauczania, zachodni management, z którym, łatwiej się dogadać niż z Tajami. Jednak praca w szkole prywatnej to już raczej nie zabawa. Tu trzeba pracować na serio, oceniać uczniów, robić egzaminy i zachowywać się w 100% profesjonalnie. I niestety – szkoły międzynarodowe mocno preferują nativespeakerów.
  •  Uniwersytety – paradoksalnie oferują najgorsze zarobki (poniżej 30.000B). O pracy na uniwersytecie wiem najmniej domyślam się jednak, że praca w akademickim środowisku, wśród inteligentnych, oczytanych ludzi może być znacznie ciekawsze, niż użeranie się z tajskimi nastolatkami w państwowym gimnazjum.

Rzecz jasna szkoła można dzielić dalej – na przedszkola i żłobki, podstawówki i gimnazja itd. Wybór zależy od tego jaką grupę wiekową chciałbyś uczyć.

A może przez agencję?

Rynek pracy w sektorze edukacyjnym  w Tajlandii opanowany jest przez agencje pracy. Szkoły korzystają z ich usług by nie obciążać się procesem rekrutacyjnym. Osobiście staram się unikać agencji za wszelką cenę. Dlaczego? Bo w przypadku agencji problemy z nieregularnie wypłacaną pensją, z wizami itd. są na porządku dziennym. Część z nich to zwyczajni oszuści, ich ofiarą padło  zresztą paru moich znajomych. Zawsze najlepszym wyborem jest bezpośrednie zatrudnienie przez szkołę.

Poszukiwanie pracy w Tajlandii

Gdzie szukać?

Rzecz jasna w Internecie. Stron z ofertami jest wiele, liczy się jednak tylko jedna – www.ajarn.com. To tam zdecydowana większość nauczycieli w Tajlandii znajduje zatrudnienie.

Kiedy szukać?

Rok szkolny zaczyna się w maju. Wydawałoby się więc, że pracy należy szukać w kwietniu. To niezły termin ale nie najlepszy – wiele szkół jest w kwietniu nie czynnych i dopełnienie formalności potrafi być bardzo kłopotliwe. Zostaje więc marzec…lub maj. Część szkół już po rozpoczęciu roku szkolnego orientuje się, że ma za mało nauczycieli i zaczyna ich szukać na gwałtu rety. To szansa dla Ciebie. Drugi dobry okres na szukanie pracy to przełom października i listopada, chwilę po przerwie semestralnej. Generalnie jednak pracę można znaleźć przez cały rok.

 Jak szukać?

Uparcie i wytrwale – Znalezienie pracy w Tajlandii zajęło mi miesiąc. Na około 100 wysłanych CV otrzymałem mniej niż 10 odpowiedzi w tym dwie pozytywne.

Bezczelnie – Nie przejmuj się, że w ogłoszeniu stoi czarno na białym „Native Speakers Only” W wielu szkołach (choć nie we wszystkich) native speaker to po prostu ktoś z zachodu. Próbować zawsze warto.

Na miejscu – Pracy trzeba szukać będą na miejscu w Tajlandii. Musisz być dostępny na rozmowy kwalifikacyjne i lekcje demonstracyjne. Poza tym wiele szkół potrzebuje nauczycieli natychmiast, na wczoraj.

W Pracy

Ile można zarobić?

Od 30.000B w górę. Standardowa pensja to 35.000B. W szkole międzynarodowej zarobić można 50.0000B i więcej. Możesz też sporo dorobić dając lekcje prywatne i pracując w weekendy. Znam nauczycieli, którzy w ten sposób zarabiają drugą pensję.

Czego się spodziewać:

Uprzedzam – piszę tylko i wyłącznie z własnego doświadczenia i obserwacji. Pracuję w dużej publicznej szkole w Bangkoku.

  • 40-50 uczniów w klasie
  • 50 minut lekcji, brak przerw między nimi, za to sporo okienek i przerwa obiadowa.
  • Kulejąca dyscyplina – hałas w klasie, nagminne spóźnienia i nieobecności itd.
  • Bardzo niski poziom angielskiego. Nieco lepszy w English Program i w starszych rocznikach. Generalnie jednak masz duże pole do popisu 😉
  • Brak podręczników
  • Brak egzaminów i ocen lub egzaminy i oceny „na niby”  –  uczniowie i  tak automatycznie dostają zaliczenie.
  • Brak jakiejkolwiek kontroli – w klasie możesz uczyć czego Ci się żywnie podoba.
  • Skrajnie demotywujące środowisko pracy  – jakakolwiek próba zrobienia „czegoś”, zwrócenia uwagi na jakiś problem, krytyki spotyka się z nieprzychylną reakcję. Im mniej Cię widać tym lepiej.
  • Totalny brak informacji – nikt nigdy nie jest w stanie poinformować nas o zbliżających się wakacjach, dniach wolnych, imprezach, zmianach w planie zajęć. Wszelkie informacje docierają do nauczycieli na ostatnią chwilę lub wcale. Wielu rzeczy dowiaduję się nie od przełożonych a od swoich uczniów.
  • Mnóstwa odwołanych zajęć, dnia specjalnych (dzień sportu, dzień nauczyciela itd.)

Jak przetrwać ?

Nie robić fal –  Nie krytykować, nie wytykać niedociągnięć. W Tajlandii nade wszystko ceni się harmonię – nawet pozorną. Przykład: Mam jedną bardzo niegrzeczną klasę. Przez pierwsze miesiące pracy wychodziłem z siebie, ciągałem uczniów do pokoju nauczycielskiego, prosiłem przełożonych o interwencję. Patrzono na mnie krzywo a z moich nerwów i starań absolutnie nic nie wynikało. Od kiedy odpuściłem i uczę po prostu kilka pierwszych ławek u czyli uczniów, którzy są choć częściowo zainteresowani lekcją a resztę klasy olewam – wszystko jest ok.

Wyluzować –  Dla wielu Tajskich szkół nie jesteśmy prawdziwymi nauczycielami  raczej maskotkami, kimś kto w szkole być musi by podnieść jej prestiż ale z czyją opinią nie trzeba się liczyć. Dotyczy to również uczniów, którzy tajskich nauczycieli darzą większym szacunkiem niż belfrów z zachodu.

Obserwować, tolerować, uczyć się – Jesteś w obcym kraju, w obcej kulturze. Obserwuj to co się dzieje w okół, traktuj jak lekcję antropologii, studia kulturowe ale nie próbuj tego zmieniać. Nie powtarzaj w kółko „U nas na zachodzie robi się to tak i tak” (zaskakująco wielu nauczycieli tak robi!), jesteś w gościach, nie przestawiaj mebli gospodarza.

Skupić się na plusach – To co z tego, że całą twoja para idzie w gwizdek, że nie spełniasz się zawodowo, marzenia o „robieniu czegoś z sensem” prysły. Skup się na tym co dobre – Masz kupę wolnego czasu, moc wakacji, minimum stresu i odpowiedzialności i dość pieniędzy by cieszyć się życiem w pięknym, tropikalnym kraju jakim jest Tajlandia. Ciesz się!

Doczytałeś do tego miejsca? Jeśli tak, to wiesz już o pracy nauczyciela w Tajlandii 5 razy więcej niż ja wiedziałem w chwili przeprowadzki do Bangkoku. Masz już informacje. Pozostaje zadbać o determinację i odwagę. Powodzenia!

* autor bloga nie ponosi odpowiedzialności na uszczerbki na zdrowiu fizycznym i psychicznym spowodowane wcieleniem w życie powyższych porad 😉

**powyższe informacje odpowiadają moim osobistym doświadczeniom i obserwacjom i nie stanowią obiektywnej, generalnej i niepodważalnej prawdy o pracy nauczyciela  w Tajlandii.

Zapraszam też do galerii zdjęć z tajskiej szkoły  na Facebook profilu Skok W Bok.

 

 

Standard

78 thoughts on “Praca w Tajlandii – jak zostać nauczycielem w tajskiej szkole

  1. Kasia says:

    No i wlasnie te braki swiadczen trzymaja mnie jeszcze w Europie. W innym wypadku od razu rzucalabym wszystko i leciala w cieple kraje 🙂

  2. Joanka ******** says:

    przeczytałam post z jakimś takim bólem serca, czy coś. Jako że studiowałam nauczanie języka angielskiego, zawsze mnie denerwowało to, że ktoś zrobi sobie w miesiąc kurs czy certyfikat i też może uczyć. Wielka niesprawiedliwość świata, brak ambicji, gdzie podziały się wyższe idee?

    No ale kurcze, masz rację! Skoro można zamieszkać tam gdzie jest ciepło(mój priorytet), nie przynosić pracy do domu, korzystać z życia i cieszyć się chwilą to dlaczego tego nie robić? Robić!

    Jedyne co, to nie wiem czy sama potrafiłabym funkcjonować w taki sposób, tzn. podejrzewam, że w końcu, tak jak napisałeś wyżej, przyszłoby wypalenie, brak poczucia sensu tego co się robi, no ale to jak wiadomo już są indywidualne preferencje i też niekoniecznie perspektywa pracowania w tajskiej szkole do końca swych dni.

    Jedno pytanie, bo nie wiem czy wspominałeś gdzieś o tym, czy tajscy uczniowie mają więcej szacunku do nauczycielek kobiet czy nauczycieli mężczyzn? Czy ta kwestia w ogóle nie istnieje?

    • To prawda, ze znalezieniem w tym sensu bywa ciężko. Trzeba się spełniać poza pracą. Albo szukać innej. Dla ambitnej osoby to raczej nie jest kariera na życie, raczej przerwa w życiorysie. Ale jeżeli nauczyć się żyć po Tajsku – z dnia na dzień, ciesząc się słońcem i cieniem palmy – to nie jest źle.

      Nie zauważyłem absolutnie żadnej różnicy w traktowaniu nauczycielek i nauczycieli.

      pozdrawiam!

    • anka says:

      „zawsze mnie denerwowało to, że ktoś zrobi sobie w miesiąc kurs czy certyfikat i też może uczyć” – rozumiem, ale pamiętaj o latach ciężkiej pracy nad nauką języka – na studiach, czy poza nimi. Nie dostałam się na filologię angielską, ale chodziłam na kursy i już po studiach (innych) dorobiłam się certyfikatu CAE. Obecnie jestem na stażu nauczycielskim Comenius, gdzie przede wszystkim uczę angielskiego i z moich obserwacji wynika, że robię to nie gorzej niż tutejsi nauczyciele. Chcę zawodowo uczyć angielskiego i dlatego zamierzam zrobić ten miesięczny kurs i dostać papier TEFLa. Włożyłam w to (wkładam nadal) mnóstwo wysiłku – co za różnica, czy na studiach, czy poza nimi?

      I gwoli wyjaśnienia ewentualnych wątpliwości – zdawałam starą maturę, w moim LO poziom nauczania angielskiego był dość niski, a nie stać mnie było na prywatne lekcje, by móc się należycie przygotować do egzaminu wstępnego na studia. Mogłam to zrobić dopiero, kiedy zaczęłam sama na siebie zarabiać. I zrobiłam.

  3. Mariusz says:

    A ja mam pytanie dot. poziomu języka. Sam oceniłbym się na zaawansowany, lecz nie biegły. Ale skoro w klasach dzieciaki potrafią niewiele, nie ma kontroli, to można przecież skupić się na uczeniu ich podstaw (których w końcu nie znają) a z tym w zupełności sobie poradzę 🙂 Jest w takim razie dla mnie szansa, czy na rozmowie kwalifikacyjnej, jak nie pokażę, że umiem angielski lepiej od brytoli to mnie nie przyjmą?

    • Myślę, że ciężko będzie Ci znaleźć tajską szkołę, w której ktoś z tajskiego managementu będzie mówił lepiej niż Ty, jeżeli tak jak mówisz, jesteś zaawansowany. Poradzisz sobie bez problemu.

    • valdi says:

      Podejrzewam że Twój poziom to C1 ale wątpię aby podczas rozmowy rekruter był wyżej niż B2 chyba że minimum pół roku spędził w kraju angielskojęzycznym

      • Mariusz says:

        Nie znam się na tych numerkach, ale mój poziom jest taki, że maturę r. zdawałem na ok. 80-90%, nie mam żadnego problemu z płynnym dogadaniem się po angielsku z kimkolwiek. Dlatego uważam, że mógłbym uczyć (i nie byłaby to fuszerka), lecz biegłość to u mnie nie jest i tego się przestraszyłem.

    • Z tym wymogiem znajomosci jezyka na poziomie bieglym to chyba troche nieporozumienie kiedy mowi sie o tym z perspektywy uczenia sie jezyka w Polsce. Nie da sie mowic biegle po angielsku (czy w jakimkolwiek innym jezyku) jesli nie mieszkalo sie jakis czas (dlugi!) w kraju anglojezycznym. W szkole jezykowej, na kursach, a nawet na studiach fililogicznych mozna jezyka nauczyc sie bardzo dobrze (w sensie, ze swietnie zna sie gramatyke i slownictow), ale nie biegle. Bieglosci nabiera sie zyjac w kraju anglojezycznym. Wtedy czlowiek uczy sie akcentu, a przede wszystkim jezyka zywego, a nie literackiego. Bieglosc to jest wtedy jak sie po angielsku mowi w sposob tak naturalny, ze w ogole nie trzeba sie nad tym zastanawiac, kiedy mysli sie po angielsku. W moim doswiadczeniu ten stan mozna osiagnac tylko wtedy kiedy wtopisz sie w angielski w 100%, czyli w praktyce, kiedy mieszkasz w kraju anglojezycznym.

      • No tak, nie ma lepszego sposobu na naukę języka niż totalna imersja. Sam nigdy w kraju angielskojęzycznym nie mieszkałem ale nad tym co mówię się nie zastanawiam, bo używam angielskiego w domu i w pracy – na co dzień. Biegły, zaawansowany, płynny, swobodny. Sęk w tym, że trzeba go świetnie znać. Gdy ktoś mnie pyta na jakim poziom musi mieć angielski by uczyć w Tajskiej szkole, zakładam (może błędnie) że czuje u siebie jakieś zasadnicze braki a to moim zdaniem powód, żeby wstrzymać się szukaniem pracy i doszlifować język.

        Inną sprawą jest, że paradoksalnie, non nativei mogą być czasami lepszymi nauczycielami języka – właśnie ze względu na brak akcentu, znajomość gramatyki również od strony teoretycznej, nie używanie slangu itd. Mowa rzecz jasna o naiczycielach biegle/płynnie/świetnie mówiących po angielsku.

        A koniec końców i tak tłucze człowiek w klasie „To Be” przez cały rok i nic z tego nie wynika 😉

        • Zdecydowanie zgadzam się z punktem, że non-native często jest lepszym nauczycielem języka niż native. To samo zdanie podzielał też zawsze mój profesor – native, z ogromną wiedzą i ogólnie świetny człowiek.
          Wynika to głównie z tego, że kraje Azjatyckie mają parcie, że najlepiej żeby uczył native i tyle. Niestety, zatrudnienie takiego Zdzicha po byle jakich studiach tylko dlatego, ze to native skutkuje później brakiem efektów, bo nie każdy ma pojęcie jak uczyć. Tym bardziej swojego własnego języka. Ja sama nie byłabym w stanie uczyć polskiego! Native nie uczy się zasad – on przyswaja język. Nie jest w stanie wyjaśnić wielu rzeczy „dlaczego to jest tak, a nie inaczej”
          Niestety, tego rozumowania pewnie się już nie zmieni. I dlatego też mimo magistra z anglistyki i kwalifikacji nauczycielskich mogę tylko pomarzyć o posadce nauczyciela w Korei bo u nich wg prawa (!) nauczać języka może tylko native (lub obywatel Korei rzecz jasna 😉 ).

      • Ja mieszkalem w UK ponad 6 lat… czytam, pisze, mysle i rozmawiam po angielsku bez problemow… potrafie sie dogadac z angolami z Birmingham (Brumi) i innych miast, a moge zapewnic, ze absolwenci wielu polskich uczelni z dyplomami nie zrozumieli by polowy… jednak ciagle nie uwazam, ze moj angielski jest biegly… moze dlatego nie szukalem tutaj pracy jako nauczyciel 😉

  4. Alka says:

    Czy plan nauczania musisz sam przygotowywać? Jeśli tak, to skąd je bierzesz? Pewnie jest wiele gotowców do nauki. I na jakim poziomie uczysz te dzieci w szkole?

    • W mojej szkole na szczęście planów nauczania robić nie muszę – wolna amerykanka. Ale lekcję przygotowuję w całości sam bo dzieciaki nie mają nawet podręczników. W internecie jest zatrzęsienie materiałów, poza tym po dwóch latach wiem już mniej więcej jak zagospodarować te 50 minut. Uczę 12-to – 13-to latki czyli klasę 2-gą czegoś przypominającego nasze gimnazjum.

    • W mojej szkole na szczęście planów nauczania robić nie muszę – wolna amerykanka. Ale lekcję przygotowuję w całości sam bo dzieciaki nie mają nawet podręczników. W internecie jest zatrzęsienie materiałów, poza tym po dwóch latach wiem już mniej więcej jak zagospodarować te 50 minut. Uczę 12-to – 13-to latki czyli klasę 2-gą czegoś przypominającego nasze gimnazjum.

    • Nie jestem tu ekspertem ale obawiam się, że nie. Jeżeli na jakimś stanowisku może pracować Taj to będzie pracował Taj. Rynek pracy jest dość mocno chroniony. Z drugiej strony tym kraju nigdy nic nie wiadomo, każą zasadę da się nagiąć więc kto wie.

      Dodam tylko, że praca w tajskiej szkole a praca w tajskim biurze to dwie zupełnie różne bajki. Praca do 18-19, praca 6 dni w tygodniu itd to standard.

      • joorakee says:

        Pracę w firmie, zwłaszcza w Bangkoku, jak najbardziej da się znaleźć, przy czym warto legitymować się znajomością tajskiego przynajmniej w stopniu średnio zaawansowanym, zwłaszcza jeśli ma się być zatrudnionym lokalnie (w odróżnieniu od rezydentów ściąganych z macierzystych jednostek swoich firm; ci na ogół przylatują bez znajomości języka). Rozpiętość zarobków jest duża, ale myślę, że spokojnie można liczyć na 50-60 tys. bahtów miesięcznie na początku. Należy pamiętać, że poniżej pewnej wysokości wynagrodzenia można nie dostać pozwolenia na pracę ani stosownej wizy (odradzam pracę na czarno na wizie turystycznej!). Sama praca też nie zawsze musi oznaczać tyrkę; Japończycy często chwalą sobie fakt, że w Tajlandii pracuje się bardziej na luzie niż u nich.

  5. Kiedyś przez głowę przewinęły mi się myśli o nauczaniu angielskiego gdzieś na wschodzie, jednak na razie jeszcze parę lat na zachodzie w ramach szkolenia języka 🙂 Post zachowam na później!

  6. Sebastian says:

    Jak to jest z dziećmi? Mówisz po Tajsku czy cała lekcja jest po Angielsku, a jeśli tak to nie ma problemu z dogadaniem się z nimi w końcu z tego co napisałeś to raczej średnio ogarniają język.

    • Sam uczyłem się angielskiego z nativami nie mówiącymi słowa po Polsku. Nie muszę mówić po Tajsku, żeby kazać dzieciom powtarzać, przepisać coś z tablicy itd. Znam kilka zwrotów po Tajsku („Szybciej” „Cisza”) i to w zupełności wystarcza.

      Znajomość tajskiego nie jest plusem przy poszukiwaniu pracy. W szkole mamy mówić po angielsku i koniec.

      • A jak dogadujesz się z dyrektorem czy innymi nauczycielami? Oni znają angielski choć komunikatywnie? Miałeś kogoś, kto spojrzał w Twój kontrakt przed podpisaniem i poradził Ci – podpisuj, to dobry kontrakt?

        • Dyrektor nie mówi po angielsku. Ale z dyrektorem się nie rozmawia, jemu się kłania 😉 Pracuję zaś w seksji języków obcych gdzie co najmniej kilku nauczycieli mówi po angielsku. Kontraktu nikt mi nie sprawdzał – sam na chłopski rozum oceniłem, czy się nadaje i podpisałem.

  7. Flux says:

    bardzo cenne wskazówki!:) mam jednak pytanie -czy w Tajlandii certyfikat CELTA również jest uznawany? Wiem, że np. w Wietnamie traktowany jest jako bardziej prestiżowy niż TEFL i gwarantuje nieco wyższe wynagrodzenie. Czy w Bangkoku jest podobnie?

    • Teoretycznie tak – przez te 2 lata widziałem kilka ogłoszeń, gdzie pracodawca wymagał CELTA a nie TEFL. Ale zazwyczaj Ci sami pracodawcy wymagali też nativeów więc dla nas to bez znaczenia. Wydaje mi się, że w większości szkół nie ma to większego znaczenia.

  8. joorakee says:

    IMHO bardzo dobry poradnik rozwiewający wiele wątpliwości. Sam uczyłem języka przez kilka lat (nie angielskiego i nie w Tajlandii) i nie wiem, czybym nie wolał pójść do pracy w jakiejś firmie itp., jakbym miał zrywać się codziennie rano i potem siedzieć w pracy bite 8 godzin (jak prowadziłem zajęcia dydaktyczne, chwaliłem sobie możliwość wysypiania się oraz fakt, że pracuje się kilkanaście w porywach do dwudziestu kilku godzin tygodniowo = sporo czasu i energii na inną działalność; jednym z minusów były chronicznie nadwyrężone struny głosowe). Z drugiej strony praca w tajskiej szkole może stanowić dużo fajniejszą przygodę niż tyrka w korporacji i sama w sobie być wdzięczniejsza.

    • Dzięki! Praca w szkole na pewno jest mniej czasochłonna niż praca w korpo. Mam czas, żeby między lekcjami prowadzić tego bloga, mogę w ciągu dnia załatwić jakieś sprawy w okolicy (wczoraj w godzinach pracy załatwiałem sprawy w banku nieopodal, oddałem motocykl do umycia, zrobiłem zakupy i odwiedziłem optyka) tak, że po pracy mam więcej czasu dla siebie. A ja lubię mieć czas 😉

  9. Maciek, a jak Ty widzisz swoją przyszłość w Tajlandii? Czy mimo wszystko chcesz pozostać nauczycielem przez następne x lat? I czy myślisz, że zostaniesz tutaj „na zawsze”? 😛

    • Jeżeli czytałeś poprzedni wpis, to wiesz już, że jestem gotowy do wyjazdu w każdej chwili – byleby pojawiła się interesująca opcja. Ale jestem też gotów zostać i dalej próbować swoich sił na miejscu. W szkole mogę zostać na długo, zwłaszcza jeśli uda mi się z czasem trafić lepiej płacącą placówkę – ciężko mi sobie wyobrazić łatwiejszą pracę, jak za tym pójdą jeszcze pieniądze to czemu nie? Bardzo chętnie zostałbym w Tajlandii na zawsze, bardzo chętnie przeprowadziłbym się gdzieś indziej. Przyszłości specjalnie nie planuję. Pozdr!

      • Właśnie go przeczytałem :). Na pewno takich okazji będzie więcej, czy to W Birmie czy w innym kraju w regionie SEA. To tylko kwestia czasu :).
        Osobiście chciałbym uczyć angielskiego tylko przez rok w Tajlandii, a później w Wietnamie czy też właśnie w Birmie. Każdy z tych krajów w tym regionie musi być niesamowity, więc nie ma co siedzieć w jednym miejscu. Pozdrawiam 🙂

  10. valdi says:

    Maćku powyżej piszesz:

    „Zanim zaczniesz szukać

    Co przygotować?

    CV: O sztuce pisania resume napisano już wiele. Przy
    poszukiwaniu pracy nauczyciela warto podkreślić wszelkie doświadczenie
    pedagogiczne (harcmistrz na obozach, prywatne lekcje itd.) i językowe.
    Do CV koniecznie dołącz zdjęcie – w Tajlandii wygląd liczy się nade
    wszystko.”

    Interesuje mnie wzór cv jaki Ty rozsyłałeś po szkołach – jakie zawierał punkty ?

    – dane personalne plus kontakt, wykształcenie, doświadczenie, certyfikaty dyplomy osiągnięcia wyróżnienia nagrody, zainteresowania, klauzula o przetwarzaniu danych czy może coś jeszcze ?

    Jak to wyglądało w przypadku Twojego CV.

  11. Pingback: POLECAMY BLOGI O TAJLANDII |

  12. Pingback: Dzień 5: Phitsanulok, Park Historyczny Sukhothai i jezioro Phayao | blog.arthuryankovski.org

  13. Trafiłam przypadkiem na tego bloga (nawet dokładnie do tego postu) i muszę powiedzieć, że bardzo cenie sobie informacje 🙂
    Sama zastanawiam się nad wyjazdem. Dokładniej chodzi mi o praktyki i wyjazd z AIESEC – myślę, że to dobry początek. AIESEC jest pewnym zabezpieczeniem w razie czego (np. wyroluje nas szkoła), do tego sami znajdują nam zakwaterowanie (może nie idealne, ale super na początek – zawsze można zmienić). Co prawda są to praktyki więc pewnie mniej płatne, ale niekt nie mówi, że później nie można znaleźć już normalnej pracy 😉
    Tak czy inaczej dzięki za wszystkie informacje, szczególnie za te finansowe, bo nie mam totalnie pojecia jak to wygląda i ile musieliby mi płacić abym mogła się utrzymać na poziomie bez głodowania pod koniec miesiąca LOL

    Taka tylko uwaga pod koniec a propo samego początku postu: Korea nie czeka… niestety… u nich żeby dostać wizę i uczyć trzeba mieć paszport kraju z oficjalnym jeżykiem angielskim (i.e. być nativem… czyli pracę prędzej dostanie typ posługujący się dziwną odmianą angielskiego niż taki Polak). Oczywiście, zdażają się nie-native speakerzy ale najczęściej łączą się z tym różne przekręty. Żałuję niezmiernie, bo uwielbiam Koreę i to tam właśnie bym się wybrała do pracy… ale niestety. Dlatego drugim moim wyborem jest Tajlandia 🙂

    Pozdrawiam~

  14. Ciekawie się Ciebie czyta 😉 Nigdy nie byłam jeszcze w Tajlandii, ale może w przyszłości się wybiorę, tak po sąsiedzku, bo byłam i będę niedługo w Wietnamie. Podczas mojego rocznego pobytu w Wietnamie też uczyłam angielskiego w szkole publicznej. Miałam pod sobą podstawówkę i gimnazjum.. Ciężkie godziny 😉 Ale tak samo jak napisałeś, kluczem do sukcesu jest wtopić się w tłum i iść z żywiołem. Na początku starałam się bardzo nauczyć czegoś te dzieciaki, ale bardzo szybko opadłam z sił i entuzjazmu. W ostateczności dla maluchów drukowałam rebusy i zadania typu połącz obrazek z definicją.. przy takim systemie miałam trochę spokoju. Druga rzecz, która jako tako trzymała mnie przy życiu to fakt, że mówię po wietnamsku. Czasami bardzo mi to pomagało a czasami utrudniało sprawę.
    Mimo wszystko nie wiem jak działa legalne zatrudnienie nauczyciela w Wietnamie, bo sama byłam na stypendium studenckim, zresztą nikt mi nie proponował umowy.. myślę, że raczej ich to dużo nie obchodzi w tego typu szkołach, jedyne co mi podpisali to dziennik praktyk zawodowych 😛 A zarobki są fajnie, w publicznej od 15 do 20 dolarów za zajęcia (bo to czasem jest 45minut a czasem 120minut) a w szkołach prywatnych, typowo angielskich to już powyżej 20 dolarów. Żyć nie umierać :))

  15. supertanielatanie.pl says:

    Ten kraj to jedno z moich ulubionych miejsc. Planuję nie na stałe, ale co roku na zimę wyjeżdżać z tej naszej zimnej Polski do Tajlandii. Mam nadzieję, że już w tą zimę mi się to uda 🙂

  16. xxx1 says:

    Czyli stwierdzasz Maćku że ambicje ro Ty zostawiłeś w Polsce wraz z wyjazdem;). Ciekawe kto na emeryturze będzie Cię utrzymywał- dzieci skoro przejmujesz zasady tajskiej kultury;).

  17. Natalia says:

    Próbowałeś składac aplikacje na uniwersytetach , czy tam też szukają wyłącznie nativów i nie-native nie ma szans?
    Gdy zostaje się już zatrudnionym w szkole publicznej można sobie wybrać z jakim rocznikiem chcesz pracowac , i czy w English section? Czy jest to odgórnie narzucone i nie ma co pytać nawet .

    Z góry dziękuje!

  18. Pingback: Warto czasem gdzieś wyskoczyć! | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  19. a czy może orientujesz się jak w Tajlandii wygląda kwestia bycia nauczycielem hiszpańskiego czy portugalskiego? Czy któregoś z tych języków (w szczególności mam na myśli hiszpański) dzieciaki w tamtejszych szkołach w ogóle się uczą?

  20. Anja says:

    Maćku, a orientujesz się jak wygląda sprawa wolontariatu przez nauczanie angielskiego? Chodzi mi o darmowa prace pt-pt, w zamian jedzonko i zakwaterowanie. Czy moglbys polecic jakas szkole, lub wiesz na jakiej stronce szukac? Pozdrawiam :)))

  21. Ewa says:

    Mam pytanie, na jakim poziomie uczysz te dzieci? Pytam, bo zastanawiam się czy ze zdanym ezgzaminem FCE można już uczyć takie dzieci? Czy uczysz na poziomie beginner, intermediate czy advance?

  22. Pingback: Bye Bye Bangkok! | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  23. Karolina Kania says:

    Świetny artykuł! Dzięki!
    Mam pytanie – czy z innymi językami (np. francuskim) sprawa ma się podobnie?
    Pozdrawiam!

  24. Pingback: Czas vs. pieniądze - co jest ważniejsze w podróży? | LosWiaheros

  25. Pingback: Nudo nie było | Skok w Bok Blog

  26. Pingback: Pętla się zaciska – Zmiany w Tajlandii | Skok w Bok Blog

  27. Pingback: Zmiany są zawsze na lepsze | Skok w Bok Blog

  28. Pralinka says:

    Hej, świetny blog, bardzo dużo informacji, ciekawie napisanych! Gratuluje sposobu życia 🙂

    Mam jednak takie pytanie, na ktore coś nie mogę znaleźć odpowiedzi.
    Otóż, wydaje mi się, że spełniam wymogi na pracę jako nauczycielka w Tajlandii: 26 lat, stopień wykształcenia Magister (Polska), dobra prezencja. Mieszkam aktualnie 3 lata w Wielkiej Brytanii, ale mówiąc delikatnie, nie znoszę zimna i wiecznego deszczu/wiatru tutaj i marzę o wyjeździe na stałe w ciepłe miejsce.

    Moje pytanie:
    OK, mam szczęście i znalazłam przez internet pracę w Tajlandii jako nauczycielka na najbliższy rok. Nie jestem sama, żyje od 2 lat w związku partnerskim z chłopakiem (Polakiem). Czy jest szansa, że możemy wyjechać razem na jednej wizie (mojej)? Bo nie licze na to, że przed wyjazdem obojgu nam się poszczęści w znalezieniu pracy przez internet. Wcześniej myśleliśmy o skilled wizie do Australii i tam jest możliwość ‚podłączenia’ do niej partnera de facto. Jednak wydaje nam się, że łatwiej by było dostać się do Tajlandii właśnie.

    Bardzo proszę o odpowiedź.
    Pozdrawiam 🙂

  29. Pralinka says:

    Zapomniałam dodać na początku mojego ‚pytania’, że tylko teoretyzuję. Nawet nie zaczęłam jeszcze szukać pracy jako nauczyciel języka angielskiego w Tajlandii.

  30. Skok w Bok Blog says:

    Niestety nie da się podłączyć partnera pod wizę. Musielibyście być małżeństwem, wtedy jest taka opcja ale nie jest to bardzo proste, zależy od dochodów itd. Szczegółów nie znam. Powodzenia!

  31. Pralinka says:

    Bardzo dziękuję za szybką odpowiedź. Właśnie tego się obawiałam. Na pewno coś wymyślimy 🙂 Jesteśmy zdeterminowani i ambitni 🙂
    Jeszcze raz gratuluję sposobu życia i powodzenia również!

  32. Natsu89 says:

    Dobry wieczór,
    Artykuł wiele mi wyjaśnił ale równocześnie naszło mi na myśl parę kwestii:
    a) TEFL czy warto go robić, jeśli mam ukończone studia wyższe na kierunku filologia angielska?
    b) doświadczenie w nauczaniu – czy szkoły w Tajlandii wymagają go? A jeśli tak to jak wielkie powinno być? Obecnie nauczam w szkole językowej oraz prowadzę korki.
    b) czy warto szukać pracy zanim wyjedzie się do Tajlandii? Chodzi mi o to, że byłby to mój pierwszy taki krok ogromny (mam 26 lat – w tym roku) i trochę się boję pojechać w ciemno. Bez żadnych perspektyw.
    Moje pytania mogą wydać się śmieszne, ale jestem kompletnym laikiem, który chce coś zrobić ze swoim życiem, a wyjazd za granice z całą pewnością przydałby mi się.

  33. Natsu89 says:

    Ach i najważniejsze pytanie… czy angielski wystarczy do komunikacji, czy raczej powinnam zacząć uczyć się jeszcze ichniejszego języka?

  34. MarekL says:

    Trudno było znaleźć ten artykul w google, stronka ciekawa, zasługuje na lepsze pozycje w wyszukiwarkach. SEO w 2015 stało się bardzo trudne, jest coś co ci się napewno przyda, poszukaj sobie w google – niezbędnik dla każdego webmastera

  35. Dora says:

    Tez jestem ciekawa czy po filologii angielskiej na naszym uniwersytecie potrzebuję TEFLa? Mam skończony kierunek nauczycielski. Przejrzałam wiele artykułów na temat pracy nauczyciela w Tajlandii ale nigdzie ten temat nie był poruszany. Czy mogę liczyć na odpowiedź?

  36. Rewelacyjna strona! Taki nauczyciel to ma fajnie. Na dobrą sprawę chyba nie jesteś z niczego rozliczany. Pracujesz z kim chcesz. Tak sie jednak zastanawiam, czy chwilami to nie jest dla Ciebie niebezpieczne, jak trafisz na klasę wyjątkowych rozrabiaków?

  37. Pingback: Co możesz robić w Tajlandii - Praca w Tajlandii - Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *