Tajlandia

Skąd się biorą dzieci?

Myślisz, że wiesz skąd się biorą dzieci? Pomyśl jeszcze raz!  A najlepiej przeczytaj. Oto skąd.

Z Birmy

Nie wiem jak wam ale mi wydaje się, że serce Yangonu czyli oszałamiająca Shwedagon Phaya to dobre miejsce na początek historii w stylu Indiany Jonesa i Tomb Raidera.  A najlepsze jest to ,że ta historia to nie bujda na resorach, wymysł wybujałej wyobraźni. Źródeł istnienia Hany trzeba szukać właśnie w tym niezwykłym miejscu.

Zwiedzając w kwietniu najsłynniejszy zabytek Birmy, Shewdagon Phayę, poprosiliśmy oprowadzającego nas mnicha o modlitwę w pewnej intencji. Zrobiliśmy to pół żartem, pół serio, dla hecy, ale jednak. Mnich pokazywał nam otaczające główna stupę świątyni kapliczki, figury i buddyjskie artefakty wołając ochoczo „Tu załatwicie sobie wygarną w totka, tutaj możecie poprosić o zdrowie, to miejsce dobre dla zakochanych”. W pewnej chwili przerwaliśmy mu tę litanię pobożnych życzeń i poprosiliśmy „Załatw nam dziecko”. „No problem!” odparł i zaprowadził nas do kolejnej figury, kazał obmyć ją wodą ze srebrnego kubeczka, zapalić kadzidełko, wymamrotał jakieś zaklęcia i…załatwił. Miesiąc później, już w Bangkoku, na teście ciążowym pokazał się plus.

Osobiście bardziej wierzę w siły natury niż siły nadprzyrodzone i to tam szukałbym raczej źródeł istnienia Hany ale odrobina romantyczno-tajemniczej aury jeszcze żadnej historii nie zaszkodziła.

Monk in Shwedagon

To jego sprawka!

Ze szpitala

Hana przyszła na świat na trzecim piętrze szpitala Phayathai 2, nieopodal jednego z głównych węzłów komunikacyjnych Bangkoku, ronda Victory Monument. Nad porodówką szpitala piętrzy się jeszcze kilkadziesiąt pięter, Phayathai 2 to bowiem nowoczesny, prywatny szpital mieszczący się w wieżowcu.

Zanim do niego trafiliśmy, na wskroś poznaliśmy blaski i mroki tajskiej służby zdrowia i przeszliśmy przez piekło wyboru właściwego szpitala. W Tajlandii opcję są dwie: insytucje publiczne i prywatne. Te pierwsze mają jedną zaletę – ceny. Za poród w państwowym szpitalu przyszłoby nam zapłacić kilka, może kilkanaście tysięcy Baht. Kto jednak nie płaci nie może wymagać – znajomości angielskiego od lekarzy i pielęgniarek, wysokich standardów obsługi czy takich (ważnych) detali jak możliwość obecności ojca (czyli mnie!) przy porodzie.

Szpitale prywatne to inna bajka: designerskie wnętrza, restauracje i butiki, pełna komunikatywność, standard jak w luksusowym hotelu…i ceny podobne a nawet wyższe. Pakiet porodowy w prywatnym szpitalu kosztuje w Bangkoku 50, 80 i więcej tysięcy Baht.

O tym, że wybór wcale prosty nie był niech świadczy fakt, że zanim wylądowaliśmy tam gdzie wylądowaliśmy, odwiedziliśmy 4 różne szpitale i na przestrzeni kilku miesięcy konsultowaliśmy się z kilkoma lekarzami. O tym, że ostatecznie padło na szpital prywatny zadecydowała jedna noc…w szpitalu publicznym, w którym Jasmine wylądowała w skutek nieoczekiwanych komplikacji. Tych kilka godzin, które spędziliśmy oddzieleni od siebie ścianą z betonu a od lekarzy i pielęgniarek barierą językową, kilka godzina na szpitalnym łóżku ustawionym w kącie sali omijanym szerokim łukiem przez pielęgniarki bojące się podejść do obcokrajowca, kilka godzin bez krzty informacji o tym co się dzieje i co z tego wyniknie rozwiało nasze wątpliwości – kasę skądś się skombinuje, idziemy do szpitala prywatnego.

O tym jak nas tam potraktowano nie mogę powiedzieć złego słowa. Wspaniali lekarze, troskliwe pielęgniarki, nowoczesny sprzęt i pełna otwartość w komunikacji z pacjentem (nie wspominając o takich detalach jak świetne jedzenie, przestronny pokój czy clown (!!) zabawiający dzieci na oddziale pediatrycznym i skrzypek (!!!) umilający oczekiwanie pacjentom w poczekalni). Gdyby nie pojawiły się komplikacje ta przyjemność kosztowałaby nas 55 tyś Baht. Niestety się pojawiały i ostatecznie opuściliśmy Phayathai 2 Hostpial ubożsi o bagatela 150 tyś Baht. Dużo? Dużo. Przyszło nam sprzedać kupione w China Town i trzymane na czarną godzinę złoto, zadłużyć się i liczyć na pomoc rodziny. Ale w chwili gdy ujrzałem Hanę zrozumiałem, że cena nie gra roli.

I am your father

Pierwszy wspólny rzut oka na Bangkok, jeszcze ze szpitalnego okna.

Z miłości

Proste – tego małego cudu nad Chao Phraya river nie byłoby gdybym nie spotkał Jasmine. Wierzcie mi – jeszcze całkiem niedawno, zapytany czy chcę mieć dzieci odparłbym, że w żadnym wypadku, że mam ciekawsze rzeczy do roboty, nie mam czasu a świat i tak jest przeludniony. Spotkanie Jasmine wywróciło do góry nogami cały mój światopogląd. W starciu z jej niezwykłą łagodnością, troskliwością, promieniejącym z niej dobrem skruszyła się cała moja zawziętość, wyparował upór, spotulniałem. Dziecko zaś stało się czymś oczywistym, naturalną konsekwencją naszego bycia ze sobą, razem.

Że Jasmine będzie doskonałą mamą nie mam absolutnie żadnych wątpliwości. Bo czy może być inaczej, skoro leżąc na oddziale intensywnej terapii, podpięta do rurek i monitorów, martwiła się tylko o to, czy noszę szalik (to pierwsza i najskuteczniejsza ochrona przed nieczyścicielską siłą klimatyzacji) i czy moi czekający kilka pięter wyżej rodzice mają co jeść i na czym wygodnie spać? Gdy zaś nareszcie, dopiero 2 dni po porodzie nabrała sił na tyle, by po raz pierwszy spotkać się ze swoją córką, zamiast roztkliwić się i zachwycać w przeciągu minuty zabrała się do roboty, przewijania, karmienia i tym podobnych technikaliów. Już dawno żaden widok nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

Hana and her mom

 Z podróży

Co by było gdybym został w domu? Można sobie gdybać. Ale po co skoro to co jest, jest tak dobre? Dla mnie sprawa jest jasna – decyzja o wyjeździe była najlepszą jaką podjąłem w życiu. Nie wiem na ile do powstania Hany doprowadziła nasza wolna wola a na ile los i przypadek ale na pewno nie byłoby jej tutaj, gdybym dwa lata temu nie spakował walizki i nie wyemigrował Tajlandii.

Jeżeli w podróżach chodzi o to, by otwierać się na świat i poznawać nowych ludzi (a chodzi) to właśnie poznaję nową, wyjątkowa osobę, przed którą cały świat stoi otworem. Nie wiem jeszcze gdzie zaniosą ją nogi ale póki sił starczy, będę jej w tej podróży towarzyszył i pomagał. Mam w końcu w podróżowaniu nieco doświadczenia.

Hanas Feet

Gdzie ją nogi poniosą?

 

Standard

38 thoughts on “Skąd się biorą dzieci?

  1. Krzysiek says:

    Nawet bym nie pomyślał, że poród w prywatnym szpitalu może tyle kosztować. Rzeczywiście drogo, ale to jest wydatek z gatunku tych, które po prostu trzeba ponieść bez zastanawiania się, czy to miało sens i czy nie lepiej było jednak zdecydować się na tańszą wersję. 🙂

    Gratuluję córki, jest na prawdę śliczna. A tak przy okazji, to jaką ona będzie miała narodowość wpisaną w dokumentach?

    • Standardowy pakiet z cesarskim cięciem kosztuje 55 tyś (naturalnie – taniej). To moim zdaniem za jakość jaką nam zaproponowano, cena nie najgorsza. Niestety nam się przytrafiły po drodze przygody i za to przyszło słono zapłacić.

      Będziemy załatwiać polski paszport.

      Pozdrawiam!

      • Jeżeli poruszamy temat kosztów prywatnych szitali, to moim zdaniem nic nie pobije Hong Kongu – cesarka w najbardziej wyczesanym szpitalu w mieście, ekspackim Matilda International Hospital, kosztuje 130 tys HK$. Znaczy się, tyle kosztował moją koleżankę w 2010 roku, potem ceny wzrosły. I to tylko poród, za badania kontrolne, różne tam USG i inne takie płacimy dodatkowo. Za „przygody” oczywista też płacimy dodatkowo….

  2. MarzenaK says:

    Bloga „polubiłam” już jakiś czas temu i ciągle czekał na przeczytanie i bieżące śledzenie.
    Przez tę właśnie notkę od wczoraj go czytam 🙂
    Przepiękne zdjęcie taty i córki oraz urocze Hany w okularach taty. Gratulacje! 😉

    I tak od wczoraj myślę o „mojej” Tajlandii, a planowany wyjazd dopiero za ponad rok. Oby wszystko wypaliło!

  3. Posta przeczytałam już chyba ze dwa dni temu,ale tak mi się spodobał i wciąż za mną chodził! Myślałam jak tu skomentować, ale właściwie to gratulacje chyba są najbardziej na miejscu! Gratuluję! 🙂 I mnie Maciek zaskoczyłeś, haha, co prawda nie śledziłam od pewnego czasu bloga aż tak dokładnie, ale takiego zwrotu akcji się nie spodziewałam!

    To co jest chyba najfajniejsze w tym wpisie (oprócz tego jaka radość z niego bije), jest to jak pokazuje jak Ci się wszystko w całość pięknie ułożyło. Odważyłeś się, ruszyłeś przed siebie, słuchając tego co Ci w duszy gra i opłaciło się! Córcia piękna! I zdjęcia z rodzicami ma cudne, zwłaszcza z Jasmine, takie artystyczne! 🙂

    Pozdrów dziewczyny! Przekaż koniecznie Jasmine gratulacje i powodzenia wam życzę :)!

  4. Chwilowo jestem na etapie Ciebie zaraz po opuszczeniu ojczyzny. Zobaczyć cały świat, przeżyć jak najwięcej przygód i tym podobne dywagacje… Jednak gdzieś tam głęboko, w zakamarkach mojego jestestwa mam nadzieję, że gdzieś tam, kiedyś i ja otrzymam dar takiego małego a przez to wielkiego szczęścia 😉 Gratulacje i pozdrowienia!

  5. Marta Uglik Garcia says:

    Serdeczne gratulacje! Na kolanach siedzi mi teraz moja 4-miesięczna córa – w polowie Polka, w połowie Filipinka, urodzona w Manili. A „załatwiło ” nam ją dla odmiany kamienne krzesełko w samotni mnicha Emiliana koło Bordeaux. Ponoć od wieków babki na nim siadają i za jakiś czas zostają szczęśliwymi mamami 😉 Czekaliśmy miesiąc i zadziałało! Piękna Wasza córka, prawdziwe cudeńko. Pozdrawiamy!

  6. Paweł says:

    Szczerze powiem, że daleki jestem od chęci posiadania dziecka, ale na ten wpis odebrałem trochę z innej strony. Jest niesamowicie motywujący do tego żeby się nie bać życia!! Dzięki:)

    PS. Teraz będziesz miał już dwie fajne babki w domu. Jak Ty to przeżyjesz:P

  7. joorakee says:

    Ten wpis utwierdził mnie w przekonaniu, że Tajlandia dobra jest dla singli bez zobowiązań. Dla porównania, polskiemu koledze żonatemu z Japonką i zamieszkałemu w Japonii w zeszłym roku urodziło się dziecko. Poród miał miejsce w prywatnym szpitalu (innych w JP nie ma) i kosztował 600 tys. jenów, przy czym lwią część pokryło ubezpieczenie, a kolega z żoną mieli do zapłacenia „tylko” 100 tys., czyli w przeliczeniu ok. 3-4 tys. zł w zależności od aktualnego kursu wymiany. Nie muszę chyba dodawać, że ekwiwalent 30-40 tys. bahtów ma w JP inny wymiar niż w TH. Po prostu, w odróżnieniu od Krainy Uśmiechów, w Kraju Kwitnącej Wiśni mają rozbuchany socjal. Dzieciak bodajże do 15 roku życia ma mieć darmowe leki.

  8. asiathinksthings.com says:

    Świetny tekst! Myślę, że wielu mężczyzn powinno go przeczytać, z resztą zaraz zamieszczę go u siebie na facebooku, dla moich kolegów, którzy boją się mieć dzieci. Całe szczęście, że wszystko dobrze się skończyło u Was, gratuluję córeczki i pozdrawiam z Dubaju! Asia

  9. Dopiero niedawno trafilam na Twojego bloga, teraz stopniowo nadrabiam zaleglosci i powiem Ci…. kurcze, nie jestem na etapie produkowania malej druzyny pilkarskiej, ani nic z tych rzeczy, ale jak czytam cos takiego …. budzi sie we mnie potrzeba reprodukcji ;P

    W kazdym razie – ja tez gratuluje 🙂

  10. Pingback: Wszystko dobre… | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  11. Pingback: Koszty życia w Bangkoku | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  12. Ewa says:

    Maćku, jesteś geniuszem! Pierwszy raz czytam opis porodu, pierwszych chwil z dzieckiem od strony mężczyzny-wyjątkowo pięknie to wszystko ująłeś! Z przyjemnością czyta się Twoje wpisy a zdjęcia są tak artystyczne, że zapierają dech 🙂 Wszystkie co najlepsze dla Ciebie i Twoich ślicznych kobiet.

  13. Pingback: Bye Bye Bangkok… | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  14. Magda says:

    Gratuluję! Mam jedno pytanie : jakich języków będziecie uczyć swoją córkę w pierwszej kolejności? Pozdrawiam z Warszawy 🙂

  15. Pingback: Warto czasem gdzieś wyskoczyć! | Skok W Bok Blog – życie, praca i podróże po Azji

  16. Pingback: Rok Skok w Bok - Kalendarium | Skok w Bok Blog

  17. Pingback: Zmiany są zawsze na lepsze | Skok w Bok Blog

  18. Pingback: Dlaczego przeprowadziłem się do Tajlandii? - Skok w Bok Blog

  19. Pingback: Dlaczego przeprowadziłem się do Tajlandii? - Skok w Bok Blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *