Bicycle in Phuket
Transport

Statkiem czy na rowerze?

Niedawno wybrałem się w trzydniowy rejs statkiem wycieczkowym. Po powrocie do domu wsiadłem na rower i przez 30 minut jeździłem po Phuket. W czasie tej przejażdżki doszedłem do wniosku, że te dwa środki transportu zasługują na rzetelne porównanie – oto ono. 

Okło 70 % ziemi pokryte jest wodą. Z tego znanego faktu można by wywnioskować, że statek jest lepszym środkiem transportu niż rower bo charakteryzuje się większym zasięgiem. Ale czy aby na pewno? Wszak rower, gdy kolarz dojedzie nad brzeg rzeki, jeziora czy oceanu, można zapakować na statek. Tego samego nie można powiedzieć o statku – próby zapakowania transatlantyku na bagażnik rowerowy muszą skończyć się niepowodzeniem.

Widok z okna statku

Statek, którym płynąłem z Phuket przez Krabi do Penang w Malezji osiągał maksymalną prędkość 27 węzłów czyli 37,4 km/godz. To tyle ile osiągam na rowerze jadąc z górki. Zważywszy na to, że na statku, w ogromnej maszynowni dzień i noc pracują ciężki silniki spalające ogrom paliwa, rower zaś napędzany jest siłą ludzkich mięśni (głównie quadriceps femoris, gastrocnemius oraz soleus ), różnica przestaje być aż tak zasadnicza. Co więcej uczucie prędkości, wiatru we włosach na rowerze jadącym z maksymalną prędkością jest o wiele większe niż na statku płynącym na pełnych obrotach.

Rower na Phuket

To fakt, na statku można nocować – na liniowcu Superstar Libra, którym niedawno bujałem się po Andamanach znajduje się przeszło 700 kabin i 1400 miejsc noclegowych w najróżniejszych standardach. Ale rower nie jest tu wcale na przegranej pozycji. Wystarczą dobre sakwy a w nich – namiot i sprzęt biwakowy i okazuje się, że rowerzysta rzadko zostaje bez dachu nad głową a każdą noc może spędzać w innym i co ważne wybranym przez siebie miejscu.

Pokład statku

 Na statku można też zjeść, zrobić zakupy, rozerwać się, wypić drinka. Na rowerze…również. A i wybór znacznie większy! Na Superstar Libra pasażerowie do wyboru mieli 8 restauracji i barów, salon masażu, 2 baseny, kasyno, boisko do koszykówki…długo wymieniać. Sęk jednak w tym, że jest to zbiór zamknięty o skończonej liczbie elementów. Na rowerze zaś wybór jest praktycznie nieograniczony i nieskończony. Można pedałować przez 3 lata ani razu nie powtórzyć posiłku w tej samej restauracji, ograć dziesiątki kasyn, oddać się pod opiekę rzeszy masażystek – przy takiej konkurencji nawet największy, najbardziej luksusowy statek jest bez szans.

Rower na Phuket

Jest wreszcie jedna rzecz, którą rower nam daje, zaś statek – odbiera. Wolność. Zamknięty przez 3 dni na obszernym ale jednak ograniczonym powierzchniowo pokładzie szybko zacząłem czuć się jak w potrzasku. Daleki byłem może od desperackich prób wyskoku za burtę lub porwania jednej z szalup ale brak możliwości decydowania o swoim losie nieco mnie uwierał. Bo to nie ja płynę a mnie wiozą, to nie ja wybieram się na kolację a mnie wołają do stołu, to nie ja wyznaczam miejsce kolejnego postoju a jakiś z góry narzucony terminarz.

Dziób statku

Uczucie swobody jakiego zaznałem gdy po powrocie na Phuket gdy dosiałem swojego roweru i ruszyłem przez gaje palmowe i plantacje drzew kauczukowych w promieniach zachodzącego słońca, było wprost rozkoszne, ocierające się ekstazę. Przeniesienie ciężaru ciała na lewo i już jadę nową, nieznaną trasę, lekki skręt ramion w praco i jednoślad z gracją wchodzi w kolejny zakręt by zajrzeć za róg, za który nie miałem jeszcze okazji zajrzeć.

Rower na Phuket

Jeżeli podnóże to wolność, to wycieczka statkiem rejsowym nie mieści mi się w definicji podróży. Wolę pedałować. Na rowerze sam sobie jestem sterem, żeglarzem i okrętem.

Standard

5 thoughts on “Statkiem czy na rowerze?

  1. Zgadzam się! I co chyba najważniejsze, na rowerze możesz spotkać prawdziwych ludzi, zjeść jedzenie prosto z ulicy. Zatrzymać się na herbatę gdzieś w jakieś budzie. Nie jesteś zamknięty w metalowej puszcze pełnej luksusów, sztuczności i pozerstwa.

  2. mariusz says:

    Nie zgadzam sie! Na statku też mozna spotkać prawdziwych ludzi zawsze w
    porcie mozna zjeśc prosto na ulicy ! przeważnie cruizery płyną nocą a
    cały dzień cumują w portach skąd można zwiedzić okolice i tak jednego
    dnia w ub.roku byłem na Kajmanach, Meksyku Jamajce – juz widze jak
    doplywasz na rowerze wodnym do tych miejsc:) Co nie znaczy że rower nie
    ma swoich plusów dodatnich:) ale są to 2 zupełnie odmienne sposoby na
    zwiedzanie świata i każdy dobry aby wyrwać siez domu i sprzed kompa 🙂
    pozdrawiam

  3. Ciekawy wpis, a raczej ciekawy temat. Jeden jak i drugi środek transportu jest ciekawy! Tutaj w grę wchodzą już gusta. Według mnie bardziej swobodny jest oczywiście rower, ale rower nie zapewni nam takich wrażeń costatek i tak można w kółko wymieniać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *