Inspiracje, Praktyczne, Tajlandia

Studia w Tajlandii

Większość z was wpada do Tajlandii na dwa-trzy tygodnie i wraca do Polski z opalenizną. A co powiesz na to, żeby wpaść tu na kilka miesięcy i wrócić do Polski z  opalenizną..i z dyplomem? 

Wiele już napisałem o tym, jak to jest uczyć innych w Tajlandii – w ten sposób, jako nauczyciel angielskiego,  sam zacząłem swoją Tajską przygodę. Dawniej myślałem też, że to właściwie jedyny sposób (może poza małżeństwem z Tajem / Tajką), by zostać tu na dłużej. Myliłem się. Przez te lata w Tajlandii poznałem mrowie obcokrajowców mieszkających tu na stałe i zajmujących się tu wszystkim, tylko nie tłuczeniem tajskim gimnazjalistom angielskiego do głów.

Zdaję sobie jednak sprawę, że wśród czytelników Skoku jest też wiele osób w wieku przedzawodowym, nie szukający jeszcze pracy. Dostaję od nich – od was – sporo maili z pytaniami o to, jak zrobić sobie w Tajlandii Gap Year, jak być może załapać się na jakiś wolontariat, czy znaleźć dorywczą pracę w regge barze na tropikalnej wyspie. Niestety, większość z was odsyłałem z kwitkiem, bo najzwyczajniej w świecie nie znałem odpowiedzi.

Ostatnio jednak, w ramach swojej pracy dziennikarskiej, trafiłem na jeden z dwóch uniwersytetów na Phuket – Prince of Sonkgla University – i po kilkunastu minutach spaceru po kampusie, naszła mnie myśl – a może by tak studia w Tajlandii?

Skąd ten pomysł? Po pierwsze zainspirował mnie już sam kampus – piękna, usiana palmami, zielona przestrzeń wśród Phukeckich wzgórz, grupki studentów (i co ważniejsze studentek! ;)) spieszących się na kolejne wykłady czy popijających tajską herbatę mrożoną w kawiarenkach,  i ten ożywczy, przyjazny klimat, typowy dla wyższej uczelni – sam chętnie postudiowałbym w takim miejscu!

A po drugie? Po drugie los tak chciał. Okazało się bowiem, że osoba, z którą miałem na owym kampusie robić wywiad, doktor Steven Martin, jest specjalistą od studiów za granicą i zajmuje się między innymi sprowadzanem amerykańskich studentów na ten właśnie uniwersytet na Phuket. Przypadek? Zbieg okoliczności? Tylko i wyłącznie, ale czy zwykły przypadek nie może też być okazją?

Zagadałem się więc na amen z doktorem Martinem, opowiedział mi on o swoich własnych doświadczeniach ze studiami za granicą (a studiował wsporo i w miejscach tak egzotycznych jak Hawaje, Tajwan czy Tajlandia waśnie) oprowadził mnie po całym kampusie – w tym po pełnowymiarowym hotelu, restauracji i…replice samolotu, w których zajęcia praktyczne odbywają studenci turystyki, a na koniec zasugerował żebym, w zamian za prowizję, sam zaczął podsyłać mu studentów….co też właśnie czynię.

Doktor Martin prowadzi stronę educationabroadasia.com gdzie oferuje szereg kursów uniwersyteckich na Phuket. Ceny kursów na Prince of Songkla University zaczynają się od 2,750 USD, więc jakoś straaasznie tanio, przynajmniej z mojej perspektywy, raczej nie jest. Z drugiej jednak strony, zdaje się, że to cena dużo niższa niż za semestr na jakiejkolwiek zachodniej uczelni (poprawcie mnie jeśli się mylę), tym bardziej, że jest w nią wliczone mieszkanie w akademiku na kampusie oraz wiza, a koszty życia tutaj są dużo niższe niż w takim Oxfordzie i Cambridge.

Rzecz jasna, dylom z tajskiego uniwersytetu to nie dyplom z Oxfordu. Pytanie jednak, czy w studiach chodzi o dyplomy, czy o doświadczenia, znajomości i przygody. O to by lepiej poznawać świat i ludzi i poszerzać swoje horyzonty. Można to robić z plecakim i w japonkach, a można z plecakiem pełnym podręczników i w mundurku. Najważniejsze jednak, że bez względu na opcję, można to robić w Tajlandii.

Po więcej informacji odwiedź na educationabroadasia.com , zajrzyj do nich na Facebooku, lub napisz bezpośrednio do Doktora Marina na steve@educationabroadasia.com – to człowiek z pasją, który chętnie odpowie na wszystkie pytania. Jego program to zapewne nie jedyny sposób na studia w Tajlandii, jeśli temat was interesuje, zróbcie własny research a o jego wynikach dajcie znać w komentarzach – sam jestem ciekaw innych opcji. 

Standard

7 thoughts on “Studia w Tajlandii

  1. Świetna sprawa. Mam 41lat mój czas podejmowania ważnych życiowych decyzji przypadł na wczesne postPRLowskie czasy, możliwości i kasa ograniczone. ALE chciałabym dzieci wepchnąć w świat. Tak jak ty uważam, że przygoda i możliwość doświadczenia czegoś nowego jest bezcenne. Syn w zeszłym roku jako 14latek przepłynął Atlantyk na szkoleniowym Chopinie. Zachwycony. Świat jest piękny! Teraz Może jakiś college za granicą, przynajmniej 1 semestr.

    • Atlantyk w wieku 14 lat…wow! Sam przepłynąłem Bałtyk i kanał La Manche w wieku lat dwudziestu ++ i do dzisiaj wspominam te rejsy z wypiekami na twarzy! Za to nigdy nie wyjechałem na studia za granicę i tego żałuję! Pozdrawiam!

    • Ano właśnie, to jest kompletne wyrwanie się z własnego kręgu kulturowego i zanurzenie w czymś zupełnie odmiennym. Wydaje mi się, że to może być bardzo ciekawe i przydatne doświadczenie. Pozdrawiam!

  2. Iga says:

    Potwierdzam i polecam ! W tym roku właśnie wróciłam ze studiów na Thammasat University w Bangkoku, prawda, poziom dosyć niski ale za to jakie doświadczenie ! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *